1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Fantazje erotyczne – ukryte pragnienia, nie tylko seksualne

Fantazje erotyczne – ukryte pragnienia, nie tylko seksualne

Za tworzenie fantazji seksualnych odpowiedzialna jest prawa półkula mózgu, a więc ta, której najbliżej do naszych emocji i tego, co nieświadome. Dlatego fantazje mówią dużo o naszych ukrytych pragnieniach. (Fot. iStock)
Bać się swoich fantazji i je ukrywać? – Lepiej spróbować zrozumieć, co do nas mówią – odpowiada seksuolog Michał Pozdał.

Fantazje seksualne.
Myślę, że często się ich boimy. A są dowodem na to, że jesteśmy po prostu zdrowi. Za tworzenie fantazji seksualnych odpowiedzialna jest prawa półkula mózgu, a więc ta, której najbliżej do naszych emocji i tego, co nieświadome. Dlatego fantazje mówią dużo o naszych ukrytych pragnieniach, nie tylko seksualnych. Nie musimy do końca wiedzieć, co mówią, aby móc się nimi cieszyć. Tak w ogóle nie musimy wiedzieć wszystkiego o nas samych. I nigdy nie będziemy! Ale właśnie to, czego nie wiemy, jest często ukryte w tych fantazjach. Dlatego warto się nimi zaciekawić, a nie ich wstydzić i ukrywać je nawet przed sobą.

Boimy się fantazjować, bo to brzydko. No i strach, że też zrobimy coś takiego.
To, że o czymś marzymy, nie znaczy, że to zrealizujemy. Poza wyobraźnią czy pożądaniem mamy też rozsądek i zdolność do podejmowania decyzji, do przewidywania konsekwencji naszych działań. Zwłaszcza że fantazje nie są po to, aby je realizować. Lepiej próbować je odczytać. Dam przykład. Kobieta ma fantazje o seksie z bykiem. W pierwszej chwili, kiedy zda sobie sprawę, że w wyobraźni przytula się do byka i to ją podnieca, przerazi się, że coś jest z nią nie tak. Niepotrzebnie. Ten byk coś dla niej reprezentuje. Być może męską siłę, a może aspekt wolności? Nie wiem, dopóki nie poznam jej świata wewnętrznego, nie posłucham o jej doświadczeniach, zwłaszcza tych dziecięcych. Wtedy dopiero możliwa będzie translacja tego symbolu na język jej potrzeb czy oczekiwań.

Weźmy na przykład fantazje, w których pojawiają się sceny homoseksualne. Czy to znak innej orientacji niż ta, jaką wydaje się nam, że mamy? Niekoniecznie. Może być tak, że nie pożądamy wcale tej osoby, o której fantazjujemy, ale jakichś jej cech. Ta osoba w naszej wyobraźni te cechy reprezentuje, a poprzez fantazje o seksie z nią najbliżej się do tych wymarzonych cech zbliżamy.

Jeśli fantazjuję o pocałunkach z kobietą, którą uważam za niezwykle kobiecą, to znaczy, że chciałabym być taka jak ona?
Chciałaby pani posiąść tę jej kobiecość, a nie ją samą. Ale mogłaby się pani tej fantazji wystraszyć i starać o niej zapomnieć. A szkoda, bo mogłaby się pani dowiedzieć o sobie czegoś ważnego. Często jednak się wystraszamy, bo brak nam wiedzy o tym, czym mogą być fantazje. Ja myślę, że autorefleksja nad nimi może być ważną wewnętrzną rozmową dla kogoś, kto chce mieć lepsze życie seksualne, ale też większą samoświadomość.

Fantazje mówią do nas językiem symboli i metafor, jak sny?
Tak, i dam na to przykład. Dziś bardzo wielu mężczyzn ma fantazje dotyczące tego, co się nazywa zdradą kontrolowaną. Dlatego masę takich scen znajdziemy w pornografii. Odbywa się to zazwyczaj tak, że kobieta przyprowadza kochanka i każe swojemu mężowi patrzeć na to, jak ona z tym kochankiem współżyje. Albo do tego stopnia zniewala swojego męża, że choć on jest heteroseksualny, ma odbywać seks z tym kochankiem!

Taka fantazja to naruszenie wielu granic i zasad.
I dla wielu mężczyzn, których taka scenka w wyobraźni czy w pornografii podnieca, zrealizowanie jej byłoby druzgocące. Mężczyzna może w momencie osiągania podniecenia seksualnego mówić kochance o tym, że sobie wyobraża, jak ona go zdradza: „Chciałbym, żebyś to zrobiła…”. Ale wcale tego nie chce. To jest tylko odzwierciedlenie jakichś jego nieuświadomionych dziecięcych doświadczeń. Na przykład jeden z moich pacjentów, który miał takie właśnie fantazje, w dzieciństwie został porzucony przez matkę.

Pierwsza kobieta, czyli matka, zdradziła go, porzucając, więc teraz pragnie, aby „zdradzała go” każda kolejna?
Właśnie tak może być. To się nazywa zamiana traumy w triumf. Coś, co bardzo zabolało, zostaje przetworzone w taki sposób, że podnieca. To, co było bolesne, raniące, naruszające godność – staje się drogą do rozkoszy. Fantazjowanie jest więc celem samym w sobie. Mówi się, że nie szkodzi do momentu, kiedy nie staje się fetyszem, czyli warunkiem seksu i satysfakcji. Ale ja uważam, że jeśli kobiecie nie przeszkadza, że jej mężczyzna dochodzi tylko wtedy, gdy ona mu opowiada o tym, że go zdradza, to też w porządku. Może się przecież dobrać dwoje ludzi, których kręci to samo. Jeśli tak, to nic nam do tego. Tymczasem zrealizowanie tej fantazji wyrządziłoby temu mężczyźnie ogromną krzywdę, właśnie z powodu jego wczesnodziecięcego zranienia.

Kiedy pana słucham, zastanawiam się, czy kobiece fantazje o gwałcie nie są takim aktem zamiany traumy w triumf. A nie, jak się twierdzi, wyrazem lęku kobiety przed przyznaniem się do tego, że po prostu ma ochotę na seks.
To jest jedna z możliwych interpretacji. Bo czym jest masochizm? Przejęciem całkowitej kontroli nad tym, że ktoś robi mi krzywdę. Jak się przyjrzeć diadzie masochista–sadysta, to zobaczymy, że masochista ma ogromną władzę. To on kontroluje sposób, w jaki sadysta ma go bić i ile czasu ma to trwać. „Bij mnie, ale tak, jak ja ci powiem, że masz mnie bić”.

Fantazje masochistyczne to sposób na poradzenie sobie z doświadczeniem przemocy, nawet psychicznej?
Zgadza się. A wracając do fantazji współczesnych kobiet, to w mojej ocenie są one bardzo podobne do tych, jakie miały ich babki. I stąd właśnie popularność „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, że ta fantazja o dominującym mężczyźnie trafia w przestrzeń kobiecego doświadczenia. Ludzie nie muszą wiedzieć, dlaczego ich taka opowieść kręci. Nie muszą jej interpretować. Mogą się nią po prostu cieszyć, a nawet na tej lekturze skorzystać. Pracuję z realnymi ludźmi, którym ta książka i film według niej nakręcony pomogły odblokować ich własne fantazje. Dzięki nim zobaczyli, że mają prawo je mieć. Niektórzy z nich w swoich relacjach wprowadzili zmiany. A nawet wrócili do seksu, bo z kina wyszli tak podnieceni, że od razu wskoczyli do łóżka. No i co? Mam jak sztywniak mówić, że to jest bezwartościowe?

Przyjmijmy więc, że warto sobie na fantazjowanie o seksie pozwalać, ale czy jest tu jednak jakaś granica?
Fantazje mogą nam dać przyjemność. Fantazjowanie jest fajne! Ewolucyjnie jest nam także potrzebne, aby przetrwać. Rzeczywistość wokół nas często bywa tak przygnębiająca i okrutna, że gdybyśmy nie mieli możliwości wejścia w świat, który sobie wytworzymy, tobyśmy zwariowali. Dzięki fantazjom powstaje sztuka. Dzięki nim, jak już mówiłem, radzimy sobie z naszymi traumami, zaspokajamy deficyty. Ale fantazje to nie są scenariusze do realizacji. Znam małżeństwo, które zdecydowało się na trójkąt z drugim mężczyzną, i choć ta zdrada kontrolowana była pomysłem partnera tej kobiety, to w trakcie seksu zmasakrował jej kochanka. Ci ludzie zapomnieli o jednej ważnej rzeczy – jesteśmy istotami emocjonalnymi i nie wiemy, jak w skrajnej sytuacji się zachowamy. Dlatego czasem najrozsądniej jest odważyć się i powiedzieć: „nie”.

W naukowej publikacji „Męskie fantazje” znajdziemy wiele o dyktaturze, władzy, przemocy, także o zmienianiu kobiety, z którą mężczyzna jest, na obraz i podobieństwo innej, w której kiedyś się kochał i którą stracił.
W fantazjach my wszyscy tworzymy awatary. Lepimy je z naszych różnych doświadczeń i deficytów. I tak naprawdę powłoka cielesna, czyli to, co widzimy, jest potrzebna tylko do tego, żeby nas podniecać. Podobieństwo fizyczne jest więc użytkowe w prosty sposób. Zawsze blondynka z dużym biustem albo smukła brunetka. Ale pod tą powłoką, zwłaszcza w przypadku mężczyzn, będzie dużo doświadczeń emocjonalnych wyniesionych z relacji z ich matkami, babkami, siostrami, nauczycielkami. Tam będzie dużo z tego, co się zdarzyło w pierwszych latach życia mężczyzny. Czytać je, rozumieć to poznawać siebie, ale także naszą kulturę – móc szukać rozwiązania problemu przemocy w rodzinie czy wobec dzieci.

Fantazje odczytane jako drogowskazy do lepszego świata?
Dzisiaj niestety nasze fantazje stają się bardzo ograniczone. Pornografia nam je zabiera. Dlatego w psychoterapii zachęcam kobiety, które są zablokowane seksualnie, żeby zaczęły czytać literaturę erotyczną. Pamiętam kobietę, która ponownie odkryła harlekiny z czarnej serii, z początku lat 90. Pozwoliła sobie na ten cały kicz, na ten cały seksizm. Dzięki temu zaczęła odczuwać podniecenie. Oczywiście każda kobieta wybierze sobie inną, adekwatną dla niej literaturę.

Czytać, a nie oglądać? W czym tkwi różnica?
Oglądając, jesteśmy bierni. Wyobrażając sobie, jesteśmy aktywni w tym sensie, że pobudzamy znacznie więcej części mózgu. Wtedy też w naturalny sposób kreujemy obrazy w zgodzie z naszymi najgłębszymi potrzebami, popędami i wyobrażeniami. Dojrzały, muskularny blondyn będzie inaczej wyglądał dla pani niż dla pani znajomej. Jakbyśmy ich obok siebie postawili, to byłoby to dwóch różnych mężczyzn. I na tym polega siła wyobraźni, że tworzymy w niej postaci na swoją miarę. Nie bierzemy gotowca.

A jeśli mam męża, a w wyobraźni szaleję nago z Keanu Reevesem, to zdradzam?
Jeśli nie czuję, że zdradzam podczas fantazji, to nie zdradzam. Ale to nie znaczy, że osoba, z którą żyję, nie poczuje się zdradzona, kiedy jej o tym powiem. To są dwie różne rzeczy. Pytanie jest takie, czy daję sobie prawo do swoich granic. Uważam, że każdy człowiek ma swój świat wewnętrzny i jeśli będzie chciał, to się nim podzieli. Granicę tego świata każdy wyznacza sam, sam decyduje, czy będzie mówił o swoich fantazjach seksualnych, czy nie. To zdrowe. Wiem to jako mężczyzna, psychoterapeuta i partner, że każdy powinien mieć taki kawałek siebie, którym się nigdy z nikim nie dzieli. To jest zdrowy kawałek.

Ludzie uciekają w świat fantazji, a jednocześnie są w realnych związkach, które się nie kleją, no bo tam ich całych nie ma.
Są takie zaburzenia osobowości, które powodują, że człowiek żyje bardziej w fantazji niż w rzeczywistości. A jednocześnie może funkcjonować całkiem zwyczajnie: mieć pracę, rodzinę. Boi się zbliżyć do drugiego człowieka, więc ucieka w świat fantazji. Bywa postrzegany jako aseksualny, ale nim nie jest. Ma rozbudowane życie erotyczne, ale w wyobraźni. Może też tak być z tym, kto własne fantazje odrzuca. Nie chce zgodzić się na to, że coś takiego go podnieca, że w ogóle pojawia się w jego umyśle.

Niezależnie od takich diagnoz ja bym się zastanowił, co się takiego dzieje, że ta osoba ucieka w świat fantazji. Czy powodem są jej problemy psychologiczne? Czy może to w jej związku jest coś takiego, co powoduje, że nie może żadnej z zapisanych tam potrzeb czy podniet zrealizować?

Może brak jej poczucia bezpieczeństwa w relacji, jest wciąż oceniana?
Wtedy w fantazji będzie chciana, pożądana, upragniona. Warto popatrzeć na relacje, aby zobaczyć, dlaczego ktoś ucieka z nich w świat wyobraźni. Jednak jest też wielu ludzi, którzy o swoich fantazjach nigdy nikomu nie powiedzieli. A to dlatego, że są przekonani, iż to, o czym fantazjują, będzie totalnie przerażające dla ich partnera. I powiem pani, że to niezwykłe momenty w terapii par, kiedy osoba wycofana i pozornie chłodna odważa się mówić o fantazjach. Wtedy często też okazuje się, że dla tej drugiej osoby to także podniecające!

A więc o naszym życiu we dwoje może decydować lęk, czy będziemy z naszymi fantazjami przyjęci?
Żyjemy w takim kraju, w jakim żyjemy. Uważamy, że wszystko, co w sferze seksu nowe i nieznane, jest złe. Wszystko, co burzy stary porządek, od razu odrzucamy, choć ten porządek od dawna już nam nie służy.

Skoro mamy otworzyć się na nowe, to proszę konkretnie powiedzieć: czy są fantazje niebezpieczne? Takie, których nie wolno wyświetlać sobie w głowie? No i takie, które z kolei można próbować wcielić w życie?
Bezpieczne fantazje seksualne to te, które zrealizowane nie skrzywdziłyby ani nas samych, ani nikogo innego, a także nie naruszyłyby prawa. Niebezpieczne fantazje to te, przed których zrealizowaniem nie jesteśmy w stanie się powstrzymać. Z badań mężczyzn o skłonnościach pedofilskich wynika, że jeśli pojawi się w ich umyśle fantazja, która ich podnieci, to będą czuli wręcz przymus, by ją zrealizować, przełożyć na behawior. Tymczasem zdrowi mężczyźni nie mają takiego pomysłu, nawet jeśli odczują podniecenie, widząc czy wyobrażając sobie zakazaną scenę z nieletnim. Tę różnicę ilustruje zachowanie pewnego ojczyma, który, gdy zobaczył, że jego pasierbica staje się kobietą, powiedział: „Bardzo proszę, chodzisz w szlafroku i zamykasz drzwi do łazienki, bo to już jest twoja intymność”. Wychwycił, że ona może go kiedyś podniecić, i od razu postawił granice. Mężczyzna ze skłonnością pedofilską by się tak nie zachował.

Powiedziałby, że go prowokuje.
Właśnie. Ten przykład pokazuje, czym są złe fantazje. A więc to te, które prowadzą nas – wbrew wszystkiemu – do tego, by stać się scenariuszem realnego doświadczenia.

Ale jeśli nie czujemy tego przymusu, a tylko sobie o czymś zakazanym i złym fantazjujemy, to możemy?
Do woli, jeśli sami się z tym dobrze czujemy. Bo też bywa, że po jakichś fantazjach paskudnie się czujemy. Fantazjujemy, masturbujemy się i wszystko w porządku. Ale potem czujemy się brudni, musimy się umyć, mamy silne poczucie, że coś jest nie tak. Postanawiamy: „Koniec, już nigdy więcej nie będę sobie tego wyobrażał i tak się dotykał”. Ja bym w tej sytuacji sugerował wizytę u specjalisty – bo takie zachowanie może wskazywać, że nasza seksualność jest egodystoniczna, czyli że odrzucam jakieś jej aspekty.

Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog. Pracuje w podejściu psychodynamicznym i systemowym. Założyciel i kierownik Instytutu Psychoterapii i Seksuologii.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze