1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Materializm nie służy miłości

Materializm nie służy miłości

123rf.com
123rf.com
Wiele par wierzy, że więcej pieniędzy sprawiłoby, że ich wspólne życie byłoby łatwiejsze, przyjemniejsze i bardziej satysfakcjonujące.

Badania natomiast dowodzą, że pary, które dążą do zarabiania i posiadania coraz większej ilości pieniędzy, mają więcej problemów niż związki o mniej materialistycznym podejściu do życia.

Jason Carroll, profesor Brigham Young University, który szefował tym badaniom, podaje że ludzie którzy deklarują, że pieniądze nie są dla nich najważniejsze, żyją w bardziej stabilnych związkach, niż materialiści. W najgorszej sytuacji są pary, w których i jedno, i drugie stawia zarobki najwyżej na liście życiowych priorytetów. Kiepska jest między nimi komunikacja. Jak wiadomo właśnie dobre porozumienie jest fundamentem, na którym relacja jest budowana, dlatego kiedy ta sfera życia nie jest rozwijana, odbija się to na jakości związku. Dlatego pojawia się słaba zdolność rozwiązywania konfliktów i niski poziom tolerancji wobec siebie nawzajem. Badacze odnotowali, że wśród par, dla których zarobki są tak bardzo istotne, pieniądze są źródłem dodatkowych kłótni. Jeden materialista w związku to trochę mniejsza skala kłopotów.

Badania wykazały również, że pieniądze wcale nie przyczyniają się do dobrego samopoczucia jak większość ludzi sądzi, nie wpływają też znacząco na naszą samoocenę.

Wyniki badań opublikowano w Journal of Therapy Para & Relationship.

Źródło: Brigham Young University

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Materiał partnera

Jak zainwestować 10 tysięcy złotych – lokata czy rachunek oszczędnościowy?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Chcesz zainwestować 10 tysięcy złotych? Twoim priorytetem jest pewny, bezpieczny zysk? Ulokuj pieniądze na lokacie lub rachunku oszczędnościowym. W artykule wyjaśnimy, które z narzędzi okaże się lepszym wyborem.

Pandemia COVID-19 odcisnęła bolesne piętno na gospodarce – pozbawiła pracy tysiące osób, osłabiła kondycję firm i wydobyła na światło dzienne lęki o przyszłość. Zmieniła także stosunek Polaków do oszczędzania.

Oszczędzanie w czasie pandemii

Niepewna sytuacja na rynku pracy sprawiła, że w czasie pandemii Polacy zaczęli bacznie przyglądać się swoim finansom. Wielu z nich doceniło wagę poduszki finansowej i podjęło decyzję o jej budowaniu. Z badania „Jaka będzie Polska po epidemii?” przeprowadzonego przez Instytut Badań Zmian Społecznych wynika, że po zakończeniu pandemii aż 83% Polaków zamierza oszczędzać, w tym blisko 20% osób, które nie planowały tego wcześniej. 18% badanych zadeklarowało, że chce oszczędzać więcej niż wcześniej, a w grupie trzydziestolatek/ów taką chęć wskazała niemal co trzecia osoba.

Masz oszczędności? Zainwestuj je mądrze

Jeśli w tych trudnych czasach dysonujesz oszczędnościami, możesz śmiało sobie pogratulować. Pamiętaj jednak, że aby pieniądze nie straciły swojej wartości, warto mądrze je zainwestować. Trzymając środki w symbolicznej skarpecie, sprawisz, że ich wartość z roku na rok będzie coraz niższa (jest to efektem inflacji, czyli stopniowego wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce). Wprawiając je w ruch, spowodujesz, że będą same na siebie pracować. 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet wtedy, kiedy ty odpoczywasz. Zależy ci na pewnym, bezpiecznym zysku? Załóż rachunek oszczędnościowy lub lokatę. Dzięki nim nie stracisz kapitału i osiągniesz mierzalny, z góry określony dochód. Który z produktów warto wybrać?

Lokata czy rachunek oszczędnościowy?

To, który produkt okaże się dla ciebie lepszym wyborem, zależy przede wszystkim od twoich preferencji, potrzeb i oczekiwań.

Rachunek oszczędnościowy to oprocentowane konto bankowe służące gromadzeniu i pomnażaniu kapitału. Zakładając konto oszczędnościowe:

  • osiągniesz pewny, bezpieczny zysk i z pewnością nie stracisz ulokowanego na rachunku kapitału;
  • będziesz mógł wpłacać na nie dowolne kwoty – regularnie lub tylko od czasu do czasu;
  • w każdej chwili będziesz mógł wypłacić środki, bez utraty odsetek;
  • będziesz mógł je prowadzić przez wiele lat. Umowa z bankiem nie jest bowiem ograniczona czasowo.
Lokata to produkt bankowy służący do deponowania kapitału. Oddając bankowi swoje środki na określony w umowie okres, po jego upływie otrzymasz wynagrodzenie w postaci odsetek. Najpopularniejsze lokaty to te zakładane na kilka 12 miesięcy lub dłużej.

Zakładając lokatę:

  • osiągniesz pewny, bezpieczny zysk i z pewnością nie stracisz ulokowanego na lokacie kapitału;
  • musisz wpłacić na nią określoną z góry kwotę (każdy z banków określa ją na indywidualnym poziomie);
  • nie będziesz mógł dokonywać swobodnych wpłat i wypłat;
  • przez cały okres trwania umowy zdeponowane pieniądze będą zamrożone, czyli niedostępne. Jeśli zdecydujesz się zakończyć umowę przed terminem i wypłacić środki, stracisz wszystkie wypracowane odsetki.
Konto oszczędnościowe okaże się dobrym wyborem, jeśli cenisz sobie możliwość swobodnego zarządzaniami oszczędnościami i chcesz mieć stały dostęp do swoich oszczędności. Taki produkt sprawdzi się też w przypadku osób, które chcą oszczędzać długofalowo, regularnie zasilając rachunek dodatkowymi środkami. Pamiętaj, by regularnie sprawdzać ranking rachunków oszczędnościowych, dzięki któremu uda ci się wybrać ten najlepszy dla Ciebie.

Lokata bankowa to strzał w dziesiątkę, jeśli chcesz osiągnąć pewny zysk, jednak nie masz nic przeciwko zamrożeniu kapitału na kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt miesięcy. Taki produkt spełni oczekiwania osób, które szukają inwestycji jedynie na określony czas.

Wartym przemyślenia rozwiązaniem może być także podzielenie oszczędności na dwie części i ulokowanie ich w obu instrumentach finansowych. Dzięki takiej decyzji w praktyce poznasz specyfikę rachunku oszczędnościowego i lokaty i na własnej skórze odczujesz, który z nich lepiej spełni twoje oczekiwania.

  1. Psychologia

Partner i pieniądze - jakie nawyki finansowe przenosimy do związku?

Kobiety w związkach mają zwykle dość jasne oczekiwania finansowe, nawet jeśli nie mówią o nich głośno. (fot. iStock)
Kobiety w związkach mają zwykle dość jasne oczekiwania finansowe, nawet jeśli nie mówią o nich głośno. (fot. iStock)
Temat pieniędzy w związku jest często tematem, który dzieli i różni partnerów. Każde z nich wyniosło ze swojego domu jakiś element wiedzy ekonomicznej i wyrobiło swoiste nawyki myślowe, jak i rzeczywiste w zarządzaniu sferą pieniądza w swoim życiu.

Co zrobić, gdy nasze wizje na ten, jakże ważny obszar wspólnego życia, znacząco się rozmijają?

To, co ma wpływ na wypracowanie konsensusu w zakresie zarządzania naszym domowym budżetem i swoimi finansami, to przede wszystkim:

  • Nasze zarobki i realne możliwości zarobkowania
  • Dotychczas odłożone pieniądze i majątek wypracowany samodzielnie przed związkiem
  • Nawyki i wzór kontrolowania wydatków i generowania przychodów wyniesiony z domu
  • Sposób myślenia o pieniądzu, dobrobycie
  • Indywidualne potrzeby
  • Nasze osobiste i wspólne cele
W kwestii zarobków, w Polsce nadal utrzymuje się tendencja, że mężczyźni zarabiają średnio o 20% więcej niż kobiety. Kobiety bardzo dążą do tego, aby wyrównać płace, słusznie wskazując, że płeć nie jest żadnym wymiernym determinantem wpływającym na wyniki w pracy. Jednakże w mentalności Polek funkcjonuje nadal głęboko zakorzeniony wzór rodziny, w której to mężczyzna w większym stopniu dba o dobrobyt i bezpieczeństwo finansowe. Zatem z jednej strony równouprawnienie, a z drugiej potrzeba zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa finansowego przez mężczyznę rodzą konflikt wewnętrzny w oczekiwaniach kobiet, co sprzyja nieporozumieniom w temacie finansów w związku.

Jak wygląda kwestia kobiecego spojrzenia na to, co wypracował jej partner, zanim zostali parą?

Większość z nas uważa to za przejaw zaradności, pracowitości, uporządkowania. Taka sytuacja, w której partner posiada „bufor” bezpieczeństwa jest dla kobiety elementem zaspokajającym w indywidualnym stopniu potrzebę bezpieczeństwa, przez co wspólne początki, jak choćby urządzanie się w nowym mieszkaniu może być dla niej przyjemniejsze.

Jak wygląda natomiast sytuacja z nawykami wyniesionymi z domu?

Sytuacja zazwyczaj jest bardzo analogiczna, jak ta w domu rodzinnym. Niemniej jednak każde pokolenie naturalnie stara się o podniesienie poziomu życia, korzystając z nadarzających się coraz to nowych okazji. Możliwość zarabiania w świece wirtualnym, otwarte rynki zbytu, bankowość elektroniczna i swobodny przepływ dóbr oraz informacji sprzyjają rozwojowi i stwarzają nowe szanse dla osiągnięcia większych korzyści finansowych. Prawda jest taka, że poziom na jakim żyli rodzice partnera czy partnerki często odpowiada poziomowi, do jakiego oni dążą (jeśli mieli w domu dobrobyt), lub od jakiego uciekają (jeśli żyli w biedzie).

Kobietom w związku zwykle zależy na tym, by mężczyzna myślał o pieniądzach. Polki chcą czuć się zarówno niezależne finansowo, ale także wspierane przez partnerów w zarządzaniu wspólnym budżetem. Chcą mieć pewność, że ich partner wie, jak przedstawiają się przychody, wydatki, ile mogą wydać na wakacje, a ile na remont. Pragną wiedzieć, że na Święta znajdą pod choinką prezent dla siebie i również same będą mogły go dla partnera kupić. Nikt z nas nie lubi rozczarowań… A takie właśnie zdarzają się, gdy kobieta słyszy od swojego partnera kolejną z rządu obietnicę, o tym co od niego dostanie lub gdzie z nim wyjedzie, po czym okazuje się, że oszacowanie wydatków i możliwości finansowych leży po jej stronie. Rozczarowanie i kłótnia gotowe! Jeśli kobieta słyszy od partnera obietnicę, to przyjmuje za pewnik, że nie będzie musiała się troszczyć o całą logistykę. W końcu czyja to obietnica? Po czyjej stronie leży odpowiedzialność jej spełnienie?

Myśląc o finansach, warto porozmawiać też o wspólnym nawyku oszczędzania, nawet jeśli wyniesione domowe wzorce propagowały zasadę Carpe diem!

Dobrze jest też pomyśleć o odkładaniu na zaspokojenie indywidualnych potrzeb po to, by nie kojarzyć sobie bycia razem z pożegnaniem się ze spontanicznymi przyjemnościami, które lubimy sobie sami sprawiać od czasu do czasu. Warto zatem przy podziale domowego budżetu uwzględnić wydatki osobiste jego i jej. Jak choćby kawa i gazeta w ulubionej kawiarni, seans w grocie solnej, czy wyprawa na ryby. Buduje to poczucie wolności w związku i sprawia, że nie uruchamia nam się skrót myślowy pod hasłem: ”jesteś w związku, pożegnaj się z wolnością.”

Oprócz środków na nasze indywidualne potrzeby, warto myśleć o finansowaniu realizacji wspólnych celów. Marzy Wam się podróż do Indii? Co możecie zacząć już dziś, by zbliżyć się do realizacji tego celu? Odkładanie na wspólne cele buduje poczucie wspólnoty i integruje, jak niegdyś kolacja domowników przy klepisku w centrum chaty.

Warto też pamiętać, że pieniądz w związku ma ogromną moc. Moc sprawczą, stwórczą, jak i niszczącą. Dzięki niemu można sprawić ukochanej/ ukochanemu prezent, spełnić marzenie, pomóc w realizacji indywidualnych zamierzeń, zaimponować. Można też w nieumiejętnym sposobie zarządzania finansami obnażyć swój brak zaradności, brak odpowiedzialności za dobro swoje, drugiej osoby i dobro wspólne, brak szacunku. Chciejmy zatem przejmować od siebie te nawyki i sposoby dbania o wspólny dobrobyt, które nam służą i zaspokajają ważne dla nas potrzeby. O pieniądzach, skoro są tak ważne, warto poważnie porozmawiać. W związku, żadne z partnerów nie powinno czuć się wykorzystywane finansowo.

Ewelina Jasik: propadatorka rozwoju osobistego, life coach i trenerka umiejętności interpersonalnych.

  1. Psychologia

Czy umiesz zarządzać swoimi pieniędzmi?

Na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. (Fot. Getty Images)
Na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. (Fot. Getty Images)
Powiedzmy to wprost i szczerze: chcemy mieć pieniądze. Można być dobrym i bogatym. Można być bogatym i uczciwym. Jak je zdobyć?

"Damy o pieniądzach nie rozmawiają” – tak mówiło się w moim domu. Mogło się nawet wydawać, że naprawdę o nich nie myślą, bo są do wyższych celów stworzone. Poza tymi momentami, gdy wychodziły do pracy albo robiły zakupy, pożyczały lub oddawały najbliższym przyjaciółkom „w potrzebie” czy martwiły się, skąd wziąć na buty dla dziecka. Ponure lata 80. odeszły w przeszłość, ale stare inteligenckie zasady nie.

Gdy teraz rozglądam się wokół i patrzę na życie (oraz pensje) moich przyjaciółek, mam poczucie, że wszystkie musiałyśmy słyszeć w domu to samo. Ania pracuje w firmie szkoleniowej od dawna, ma doktorat, niezłomny charakter i zarządza zespołem 30 osób. Zarabia niewiele więcej niż asystentka, za to znacznie mniej niż nasz menedżer. Menedżer zajmuje się głównie tzw. autopiarem, czyli czymś, co moja babcia nazywa trafnie biciem piany. Ania pracuje zgodnie z zasadą, że widocznie płacą jej tyle, na ile zasługuje. A skoro nie więcej, to znaczy, że nie jest dla firmy więcej warta. „Ciężka praca sama się obroni” – to kolejny mit z bajki o grzecznych dziewczynkach. Tymczasem...

Pieniądze są ważne!

Badania pokazują, że na wysokość zarobków ogromny wpływ ma poczucie własnej wartości, a także przekonania tkwiące w naszej głowie. W kapitalizmie, szczególnie w czasach kryzysu, trudno liczyć na to, by pracodawca sam zaproponował nam podwyżkę. Jeśli nawet zaproponuje, a my odpowiemy zgodnie z tym, co wpajano nam w domu: „Och, nie, naprawdę, ja wcale nie zasługuję…”, to raczej nie liczmy na to, że w jego interesie będzie przekonywanie nas, że jednak się nam należy.

Podobnych absurdów w naszych zachowaniach można znaleźć wiele. Istnieje lista pułapek myślowych, w które wpadamy. Część z nich staje się szczególnie domeną kobiet. Nie ma jednak powodu, byśmy stali się niewolnikami wpojonych zasad, jeśli nas ograniczają. Możemy wyzwolić się, uświadamiając sobie, skąd się wzięły, a w rezultacie – zacząć żyć tak, jak chcemy. Bo właśnie do tego służą pieniądze – do realizacji marzeń.

Uświadom sobie cel!

„Jeśli nie wiesz, dokąd płyniesz, każdy wiatr wydaje ci się właściwy”.

Do realizacji każdego planu niezbędna jest wizja tego, do czego dążymy. To dotyczy też pieniędzy. Warto zacząć od zastanowienia się, do czego potrzebne są pieniądze. Ile pieniędzy potrzebujesz, by żyć tak, jak chcesz. Może nie musisz tak dużo pracować? Po co masz chodzić pięć dni w tygodniu do pracy, jeśli nie wiesz, ile potrzebujesz zarobić?

Musisz wiedzieć, dokąd zmierzasz, by móc zaplanować, jak tam dotrzeć. Zastanów się, jaki jest twój cel finansowy. Może chcesz kupić dom lub mieszkanie albo co roku wyjeżdżać na egzotyczne wakacje? Może chcesz wyjeżdżać raz na miesiąc na weekend nad morze? Twój cel może być agresywny lub skromny, może też zmieniać się z upływem czasu. By go wyznaczyć, trzeba zacząć od uświadomienia sobie, co jest tak naprawdę ważne dla ciebie. Wolny czas, rozwój duchowy, rodzina, podróże, kariera… Te wszystkie rzeczy znajdą się pewnie na twojej liście. Kluczowa jest jednak hierarchia tych celów.

Gdy uda ci się wyznaczyć sobie cel finansowy, poświęć czas na jego wizualizację: wyobrażaj sobie siebie, gdy ten cel powoli realizujesz i w końcu udaje ci się go osiągnąć. Jeśli chcesz kupić dom na Mazurach – wydrukuj sobie jego zdjęcie i powieś na lodówce. Ważne, by mieć ten cel przed oczami. Następnie ustal, ile potrzebujesz pieniędzy. Musisz zdobyć informację, ile ten dom kosztuje. Jeśli myślisz o kredycie, idź do banku i dowiedz się, czy masz zdolność kredytową albo co musisz zrobić, by ją uzyskać.

Zapisz, ile masz oszczędności, które chcesz na to przeznaczyć. Różnica między kosztem domu a twoimi oszczędnościami jest twoim celem finansowym. Ważne, by wiedzieć, ile się realnie potrzebuje. To pierwszy krok na drodze do celu. A pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy…

Bariery w twojej głowie...

Częstą przeszkodą na drodze do finansowego sukcesu bywa brak dążenia do wygranej. Zastanów się, czy w swoim życiu grasz, żeby grać, czy po to, żeby wygrać? Jeśli masz trudności z koncentrowaniem się na osiąganiu celu, zacznij kształtować w sobie tę umiejętność. Jak to zrobić? Obudź w sobie ducha rywalizacji. Choć może się to wydać niepoważne, zdolności rywalizacyjne możesz trenować, biorąc udział w zwykłych grach. Turniej scrabble czy treningi koszykówki pozwolą ci poczuć smak wygranej. Pamiętaj: tu nie chodzi o nic osobistego. To gra. Podobnie jest z pieniędzmi: grasz nie po to, by kogoś pognębić, ale by zyskać coś dla siebie. Pamiętaj, że bycie dobrym i bycie bogatym wzajemnie się nie wykluczają.

Innym hamulcem na drodze do twojego finansowego celu może być lęk. Uparcie dążysz do zachowania poczucia bezpieczeństwa rozumianego jako status quo. Obaw przed realizacją własnych marzeń możesz mieć mnóstwo. Każdy zdrowo myślący człowiek je ma. Nawet ci, którzy zarobili miliony. Ale oni potrafili podjąć ryzyko mimo lęków. By obawy nie zdominowały twojego myślenia, postaraj się otaczać ludźmi „na tak”. Osoby, które pozytywnie patrzą w przyszłość, a jednocześnie potrafią udzielać wsparcia i doradzać, są niecenionym skarbem. Są obok ciebie na pewno.

 
Warto zdawać sobie sprawę z tego, że być może realizacja twojego celu będzie wymagać zaangażowania i poświęcenia. Jeśli stawiasz na własny biznes, licz się z tym, że przez pierwszy rok nie będziesz mógł sobie pozwolić na urlop w Kenii, gdzie co roku chcesz spędzać dwa tygodnie. Nie zrealizujesz swojego celu od razu.

To ty rządzisz swoimi pieniędzmi!

Osiągnięcie celu będzie możliwe, jeśli przejmiesz kontrolę nas własnym życiem finansowym. By to zrobić, nie wystarczy wiedzieć, ile masz na koncie. Ważne jest, by nauczyć się planować i kontrolować wydatki. To właśnie określa się zarządzaniem budżetem. Jeśli masz wspólną kasę z partnerem, a on do tej pory zajmował się waszymi finansami i nie dopuszczał cię do nich, czeka cię zadanie wymagające asertywności. Powiedz, że pragniesz zorientować się, jak wyglądają wasze dochody i wydatki. Bądź w tym planowaniu finansów partnerem, a nie funkcjonariuszem. Nie zakładaj, że skoro do tej pory nie byłeś zaangażowany w te sprawy, to nie będziesz mile widziany.

Jeśli masz tylko swoje pieniądze, a do tej pory ich nie kontrolowałeś, spróbuj przez miesiąc zapisywać, ile na co wydajesz. Możesz użyć do tego celu Excela albo notesu. By lepiej kontrolować budżet, przerzuć się na bankowe usługi internetowe. Dzięki temu łatwo sprawdzić, czy pracodawca zapłacił ci pensję i w jakiej wysokości. Jest to szczególnie ważne w przypadku, gdy pracujesz w kilku miejscach lub dorabiasz na boku. Zapisz sobie w kalendarzu zadanie: „sprawdzanie konta internetowego” dwa razy w miesiącu. Gdy już podliczysz, przeanalizuj stan konta.

Część osób bierze na siebie obowiązek płacenia comiesięcznych rachunków, ale nie widzi zarządzania w szerszej perspektywie. Należy pamiętać, że odpowiednia strategia pozwala zapewnić sobie i rodzinie bezpieczeństwo finansowe.

Przemyśl inwestycje!

Jakie inwestycje? No właśnie brak inwestycji to kolejny błąd w podejściu do pieniędzy. Z reguły nie myślimy o inwestycjach, zakładając, że nie mamy wolnych środków, że wymagają one fachowej wiedzy. Oba te argumenty to tylko część prawdy.

By zacząć inwestować, wystarczy niewielka suma. Zacznij już teraz. Odłóż 50 zł. W skali miesiąca dobrze jest oszczędzać około 10 proc. W tym celu najlepiej od razu przelewać tę kwotę po wypłacie na oddzielne konto. Jeśli chcesz inwestować, konieczne jest jednak ciągłe zdobywanie wiedzy. Pamiętając o tym, że nie istnieje idealna strategia inwestycyjna (gdyby tak było, wszyscy by ją stosowali), poświęć czas na poszukiwanie wiedzy o finansach. Wystarczy wyznaczyć sobie moment w ciągu dnia, gdy możesz przeczytać artykuł w gazecie lub tekst w portalu ekonomicznym. Można to robić, jadąc autobusem lub w przerwie na kawę w pracy. Słuchaj wiadomości ekonomicznych w radiu albo znajdź czas na szkolenie. Na rynku istnieją także doradcy finansowi.

Podstawową zasadą początkującego inwestora powinno być to, by nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. W ten sposób zapanujesz nie tylko nad racjonalną stroną inwestycji, ale także nad swoimi obawami.

Powstrzymaj emocje!

Przeszkodą na drodze do bycia bogatym jest nie tylko niechęć do inwestowania. Może to też być nałóg kierowania się emocjami podczas zakupów. Mówi się, że niektórzy kupują to, czego potrzebują, a inni to, czego chcą. Istnieje jednak kilka sposobów na to, by wydawać właściwie.

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że na podejmowanie ważnych decyzji finansowych potrzebny jest czas. Nie decyduj o kupnie mieszkania, na które cię nie stać, „bo się w nim zakochałeś”. Daj sobie czas. Tym bardziej nie kieruj się emocjami, gdy chcesz je kupić na kredyt. Wprowadź zasadę, że za każdym razem, gdy chcesz wydać na coś więcej niż 500 zł, musisz się z tym „przespać”.

Nie daj się także nałogowi zakupów z poczucia winy: ludziom nie da się zrekompensować czasu, którego z nimi nie spędziłeś, drogimi prezentami. Zamiast tego znajdź alternatywną formę obdarowywania: możesz upiec ciasto lub namalować dla nich obraz. Albo po prostu spędzić z nimi czas.

Gdy wybierasz się do sklepu, zrób listę zakupów. Czy zauważyłeś, że wchodzisz do sklepu, by kupić coś na śniadanie, a wychodzisz z koszem pełnym zakupów? Niebezpieczne pod tym względem są szczególnie wycieczki do centrów handlowych. Promocje wabią i nęcą… Dla otrzeźwienia warto czasem przeliczyć, ile będziesz musiał pracować, by zarobić na wypatrzone na wystawie buty.

  1. Styl Życia

Człowiek bez pieniędzy. Kim jest Mark Boyle?

Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. (Fot. BE&W)
Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. (Fot. BE&W)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
By przekonać się, że faktycznie pieniądze szczęścia nie dają, aktywista Mark Boyle zrezygnował z nich całkowicie. Efekty trzyletniego eksperymentu przyniosły mu tyle satysfakcji, że postanowił pójść o kilka kroków dalej i powrócić do modelu życia sprzed rewolucji przemysłowej. Niektóre z jego postulatów możemy realizować nawet w wielkim mieście.

W 2016 roku Mark Boyle, aktywista i pisarz z Irlandii, znany światu jako „Moneyless Men” (człowiek bez pieniędzy) napisał swój ostatni e-mail i zamknął komputer. Miał nadzieję, że już nigdy w życiu nie będzie go musiał otwierać (co nie do końca mu się udało). Postanowił, że od tej pory będzie żył z dala od cywilizacji i całkowicie bez dostępu do technologii. Decyzja była kontynuacją jego eksperymentu sprzed prawie dekady, kiedy to testował,  jak funkcjonować bez pieniędzy. Wcześniej studiował ekonomię i pracował jako dyrektor finansowy w firmach, które zajmowały się produkcją organicznego jedzenia. Coraz krytyczniej patrzył jednak na ciemne strony kapitalizmu, które widział nawet w teoretycznie etycznych miejscach pracy. Jak twierdzi, dopiero czas pozbawiony pogoni za karierą i żądzą zysku pozwolił mu się w pełni rozwinąć. Odkrył że wszystko, czego potrzebuje do szczęśliwego życia, jest w stanie wytworzyć sam, ewentualnie pozyskać przez handel wymienny. Przewidziany na rok eksperyment potrwał trzy razy dłużej. Z czasem Boyle w pewnym stopniu powrócił do pieniędzy, jednak coraz bardziej zaczęło go uwierać uzależnienie od technologii, więc zdecydował się na powrót do korzeni. Postawił na życie bez Internetu, telefonu, prądu, kanalizacji i centralnego ogrzewania. Offline...

Myśli spisane ręcznie

Swoimi doświadczeniami Boyle regularnie dzieli się z czytelnikami na łamach dziennika „The Guardian” oraz w książkach. „The Moneyless Men: A Year of Freeconomic Living” ukazała się po angielsku w 2010 roku, zaś polscy czytelnicy właśnie dostali do rąk tytuł „Offline”.

Boyle pisze ręcznie, z redakcją komunikuje się za pomocą tradycyjnej poczty (co zajmuje tyle czasu, że nie zdążyłam uzyskać od  niego odpowiedzi na moje pytania przed wysłaniem tego numeru do druku). Listownie odpowiada dziennikarzom i czytelnikom, nie ma pojęcia, ile „lajków” zbierają w sieci jego felietony, a nawet udało mu się przegapić brexit. Na potrzeby książki musiał na chwilę porzucić świat offline, by swoje odręczne notatki przepisać na komputerze. Wspomina ten czas jako okropny. Jego przemyślenia skłaniają do refleksji. Podważają zasady współczesnego świata i pokazują, że można żyć inaczej.

„Jako społeczeństwo wyprodukowaliśmy wystarczająco dużo rzeczy, aby przetrwać całe życie. (…) Moglibyśmy zredukować nasze wydatki osobiste do minimum, a dzięki temu przyjąć 21-godzinny tydzień pracy. Zyskalibyśmy życie w czasie wolnym. Moglibyśmy sami uprawiać żywność, zakładać kręgi prezentów i darmowe sklepy, uczyć się umiejętności na małą skalę lub jeździć rowerem zamiast samochodem. Wszystko to zmniejszyłoby emisję dwutlenku węgla, jednocześnie zwiększając nasze szczęście. W dłuższej perspektywie musimy zakwestionować fundamentalne narracje kulturowe naszych czasów: nieograniczony wzrost, oddzielenie od natury, a nawet ekonomię monetarną” – uważa autor „Offline”.

Mark Boyle, 'Offline' (Wydawnictwo Mova, 2020) Mark Boyle, "Offline" (Wydawnictwo Mova, 2020)

Powrót do pierwotności

By zrealizować swoje idee, Boyle zamieszkał w przyczepie, bez prądu i bieżącej wody. Od tej pory wszystko, czego potrzebował, musiał wykonać sam. Bardzo szybko zaczął odczuwać pozytywne efekty tej decyzji. Choć początkowo perspektywa braku pieniędzy wydawała mu się przerażająca, z upływem czasu stawał się coraz spokojniejszy, zdrowszy i bardziej zadowolony ze swojej sytuacji życiowej. Między innymi dlatego, że przestał budować poczucie bezpieczeństwa na stanie posiadania, a zamiast tego odnalazł je w sobie i w kontaktach z innymi ludźmi. „To ja byłem teraz walutą, nie funt. W mojej bezgotówkowej ekonomii nagradzana była przede wszystkim solidarność. Porównaj to ze światem wielkich finansów, w którym zdrowa dawka psychopatii często pomaga w osiągnięciu szczytu, a samolubstwo i bezwzględność to podstawa” – pisał. Trudno nie przyznać mu racji.

Coraz wyraźniej widać, że zapętliliśmy się w żądzy zysku oraz idei stałego wzrostu, zamiast myśleć o tym, co naprawdę ważne. W korporacjach często bardziej liczą się arkusze kalkulacyjne niż ludzie. Widać to było w czasach pandemii, gdy wiele firm masowo zwalniało pracowników, zamiast na spokojnie przyjąć fakt, że przez pewien czas organizacja będzie generowała mniejszy zysk, za to da chleb wielu rodzinom. Czy takie podejście nie byłoby bardziej humanitarne?

Wiele działań „Człowiekowi bez pieniędzy” wydaje się zbyt ekstremalnych. Choćby te dotyczące higieny. Kąpiel w samej wodzie, bez mydła, to najłagodniejsza z nich. Pasta do mycia zębów z rybich kości i ziaren kopru włoskiego, niesprzedane gazety z lokalnego kiosku zamiast papieru toaletowego (Boyle wspomina, że zdarzyło mu się podetrzeć artykułem o sobie samym). Musiał  także zweryfikować przekonania dotyczące diety. Przedtem był weganinem, teraz sam zdobywał pożywienie: trzy razy w tygodniu łowił ryby, a gdy znalazł przy drodze potrąconą przez samochód martwą sarnę, zaciągnął ją do domu i spożytkował każdą jej część. Sam krzesał ogień, bo postanowił zrezygnować nawet z zapałek.

Odcięcie od technologii miało też przykre konsekwencje. Gdy partnerka listownie z nim zerwała, nie miał jak się z nią skontaktować. Nie był w stanie dotrzeć na pogrzeb bliskiej osoby, bo dowiedział się o nim po czasie, z listu od matki. Kiedy brakowało mu spotkań z przyjaciółmi, znalazł jednak rozwiązanie – zaprosił ich na wspólne zbieranie jabłek i przygotowanie z nich cydru. Wszyscy mieli z tego dużo więcej frajdy niż podczas nudnych, cotygodniowych nasiadówek nad kuflem piwa.

Po pierwsze: nie marnuj

Choć przeciętny człowiek nie będzie w stanie wprowadzić wszystkich postulatów Marka Boyle’a w życie, część jego działań może inspirować do zmiany. Choćby te w kwestii żywności, bo marnujemy 1/3 tego, co kupujemy. Boyle pozyskiwał część pożywienia, zbierając przeterminowane rzeczy, których nie chciały już sklepy i to akurat jest już wykonalne, bo na Facebooku prężnie działają grupy freegańskie, których członkowie wymieniają się niepotrzebnym jedzeniem (takim jak gar bigosu, którego nie są w stanie sami przejeść), a także informują, które sklepy akurat pozbyły się przeterminowanego towaru. Przeszukiwanie śmietników w poszukiwaniu całkiem jeszcze dobrych bananów czy awokado dostarcza adrenaliny, choć wciąż obarczone jest kulturowym tabu. Jednak w wielu miastach Polski działają jadłodzielnie, w których można zarówno zostawić to, czego nie potrzebujemy, jak też poczęstować się pozostawionym tam jedzeniem.

Autor „Offline” uprawiał ogródek, łowił ryby i polował, a dzięki temu jadł dokładnie tyle, ile potrzebował. Nie groziły mu ani nadwaga, ani rozrzutność. Ja również od dłuższego czasu próbuję wcielić część tej filozofii w życie. Nie mam ogródka, ale pilnuję, by nie kupować więcej, niż potrzebuję. Trochę pomogła mi w tym pandemia i wymuszone przez nią robienie zakupów na zapas, ale w sensowny sposób – tak by nic nie marnować. Gdy okazało się, że nie mogę w każdej chwili wyjść do sklepu, by dokupić to, na co mam ochotę, do głosu doszła kreatywność. Wymyślanie nowych dań wyłącznie z tego, co miałam w domu, karmiło nie tylko domowników, ale i moje twórcze potrzeby. Do tego dawało chwilę wytchnienia od stresu. Tak jakby zajmowanie się sprawami najprostszymi i jednocześnie najważniejszymi pozwalało być tu i teraz, zamiast zamartwiać się na zapas.

Dokładnie to samo zauważył Mark Boyle. Przeniósł się na wieś, by wieść życie przez popkulturę nazywane „prostym”. W rzeczywistości jednak wcale nie jest ono proste. Boyle musiał wszystko zapewnić sobie sam; był zajęty od rana do nocy, ale może dzięki temu mniej pozostawało miejsca na stres czy nieustające analizowanie. Rytm dnia podporządkowany chwili obecnej i zaspokajaniu bieżących potrzeb − zamiast rozmyślania o tym, co kupić i skąd wziąć na to pieniądze − wpłynął na jego psychikę lepiej niż kursy uważności. „Filozofia mindfulness nie jest już duchowym luksusem, a ekonomiczną koniecznością” – uważa Boyle. W świecie ukierunkowanym na cel, konsumpcję i zaspokajanie potrzeb – pozostawanie w „tu i teraz” wydaje się jedynym ratunkiem.

Życie po życiu

Nie tylko jedzenie można pozyskiwać na drodze wymiany. Kupowanie nowych rzeczy, a tym samym generowanie kolejnych śmieci, jest nieekologiczne, zwłaszcza w świecie tanich produktów z sieciówek, których jakość nierzadko sprawia, że uczciwiej by je było nazwać raczej jednorazowymi.

Przyznaję, że los planety leży mi na sercu i postulaty Marka Boyle’a są mi bliskie. Jednocześnie kocham modę… Ubranie jest dla mnie polem do eksperymentów i autoekspresji. Próbowałam z tego zrezygnować, ograniczając zakupy do minimum, jednak czułam, że na tym polu czegoś mi ewidentnie brakuje. Wtedy odkryłam grupy z modą vintage na Facebooku. Za jedną czwartą tego, co wydałabym w sklepie, mogłam zaopatrzyć się tam w najbardziej niezwykłe używane kreacje, często prawdziwe skarby. Wystawiałam też swoje rzeczy, których już nie potrzebowałam, by dać im drugie życie. Kupiłam używaną zmywarkę, której poprzedni właściciel chciał się pozbyć, bo zrobił właśnie gruntowny remont kuchni.

Podoba mi się też, że na grupach wymian częstą walutą są owoce, czekolada albo wino, a czasem nawet kompletnie niematerialne rzeczy typu taniec czy wiersz! Udało mi się kiedyś wymienić pomarańczę  na bestseller. Znajoma blogerka sprzedaje kosmetyki po testowaniu w niższych cenach, a cały dochód przeznacza na cele charytatywne. Płacąc jej, mam poczucie, że przy okazji mogę zrobić coś dobrego, i jest to przyjemne. Nadal staram się jednak kupować tylko to, czego naprawdę potrzebuję, by nie generować niepotrzebnych śmieci.

Sztuczne pragnienia

Także technologiczny detoks Marka Boyle’a ma swój wymiar ekonomiczny. Nie da się ukryć, że smartfony i Internet to jedne z głównych narzędzi, za pomocą których marki chcą do nas dotrzeć ze swoimi produktami. Gdy nie jesteśmy nieustannie bombardowani reklamami produktów, na które nas nie stać i których tak naprawdę nie potrzebujemy – przestajemy ich pragnąć. Nie jestem w stanie długofalowo zrezygnować z Internetu, tak jak Mark Boyle, na cyfrowy detoks pozwalam sobie tylko na wakacjach. Mogę jednak zrobić coś innego. Przestaję obserwować na Instagramie jakiekolwiek marki, nawet te ulubione. Gdy nie widzę ich produktów na co dzień, zapominam, że istnieją. Uświadamiam sobie, że moje potrzeby były sztucznie wykreowane. Odkąd zaś obserwuję osoby, które mają coś do powiedzenia zamiast do zareklamowania, moje wirtualne życie stało się ciekawsze i wzbogacające. Tak naprawdę myślę, że zakupy często mają zastąpić poczucie szczęścia w życiu. Wolę zapewnić je sobie inaczej: przez dobry związek, wartościowe relacje, realizowanie pasji. Kluczowe stało się dla mnie uświadomienie sobie, że mam wszystko, czego mi trzeba. Mój wewnętrzny dobrostan nie zależy od tego, co posiadam. Gdy w środku czuję się OK, zakupy są tylko miłą, ale zupełnie zbędną otoczką.

Mark Boyle żyje według zasady Gandhiego „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że droga do spełnienia jego postulatów jest daleka, zaś jego postawa stanowi wyjątek w świecie sterowanym konsumpcją. Warto jednak raz na jakiś czas pozwolić sobie na wolność życia całkowicie bez pieniędzy. „Musielibyście być szaleni, żeby przynajmniej tego nie spróbować, choćby przez tydzień latem – przekonuje Boyle. – Pozwólcie sobie na długie spacery po lesie, weekendowe biwakowanie na plaży, gotowanie na świeżym powietrzu jedzenia, które sami wyhodujecie lub złowicie, jazdę na rowerze, słuchanie akustycznej muzyki przy ognisku, wędrówki po dziczy, zbieranie jagód i orzechów, zanurzenie się nago w jeziorze, spanie pod gwiazdami…” – wylicza.

Rezygnacja z pieniędzy ma bowiem jego zdaniem kluczowy wymiar: pozwala dotrzeć do sedna istnienia, które cywilizacja i konsumpcjonizm skutecznie próbują w nas zagłuszyć.

  1. Psychologia

Jaki stosunek do pieniędzy jest najzdrowszy? Pytamy Katarzynę Miller

(Fot. Getty Images)
(Fot. Getty Images)
Dobrze jest mieć pieniądze, źle ich nie mieć. Z drugiej strony nie powinniśmy być ani ich niewolnikami, ani właścicielami. Jak komfortowo żyć zarówno z pełnym, jak i pustym portfelem – pytamy psychoterapeutkę Katarzynę Miller w nowym cyklu „Kasia na kryzys”, w którym szukamy odpowiedzi na trudne pytania.

Dobrze jest mieć pieniądze, źle ich nie mieć. Z drugiej strony nie powinniśmy być ani ich niewolnikami, ani właścicielami. Jak komfortowo żyć zarówno z pełnym, jak i pustym portfelem – pytamy psychoterapeutkę Katarzynę Miller i szukamy odpowiedzi na trudne pytania.

W dobrym tonie jest mówić, że pieniądze tak naprawdę nie mają znaczenia. Ale czy nie jest tak – jak gorzko zauważają niektórzy – że pieniądze nie mają znaczenia tylko dla tych, którzy je mają?
Ależ pieniądze są ważne! Oprócz tego, że dzięki nim mamy co jeść, co pić i jeszcze możemy spać pod cieplejszą kołdrą, to też dzięki nim lepiej myślimy o sobie. Pieniądze to prestiż, ważność, wyraźność i widoczność. Ludzie, którzy mają dużo pieniędzy – wybijają się z tłumu. Kapitalizm, który nam nastał w Polsce – szczęśliwie lub nie – przyniósł niesłychaną popularność pieniądza, którą wcześniej tylko oglądaliśmy przez ocean z perspektywy naszego realnego socjalizmu. Wcześniej było wiadomo, że pewnych rzeczy nie posiadamy, bo nie mamy pieniędzy i swobodnego dostępu do tych rzeczy, ale też, że nie możemy się bogacić. Wszyscy byliśmy wtedy mniej lub bardziej równi. Teraz pieniądze zaczęły nas dzielić – nie różnimy się już urodzeniem, a posiadaniem. Dziś gdy młody przedsiębiorca zakłada firmę, to od razu bierze w leasing wypasiony samochód, żeby pokazać, że on już się czegoś dorobił. Albo kupuje ubranie z widocznym logo projektanta. Dużo jest w nas tego porównywania się do innych, potrzeby pokazania, co się ma, szpanu.

Czyli dziś nie tylko trzeba, ale warto mieć pieniądze.
Większość z nas woli mieć pieniądze niż ich nie mieć. Oczywiście niektórzy pochodzą z takich enklaw, gdzie ważna jest wrażliwość, duchowość i wewnętrzna mądrość. Oni często mówią, że pieniądze specjalnie niczego nie zapewniają. Ale przecież zapewniają. W dodatku niektórzy potrafią robić z tych pieniędzy fajny użytek. Na przykład taki Bill Gates – jeśli pomyślę, na ile potrzebnych rzeczy i inicjatyw przeznacza swoje fundusze, to uważam, że nawet czasem tak przeogromne bogactwo ma sens. Mam tu na myśli jego działalność charytatywną, ale też liczne badania, choćby te na rzecz szczepionki na koronawirusa. A przecież nie musi tego robić. Oczywiście nie tylko on robi dobre rzeczy ze swoimi pieniędzmi. Faktem jest, że masa światowego kapitału znajduje się w rękach paru ludzi, i to jest przerażające. Bo od tych kilku osób zależy los całej planety i nas wszystkich.

Pieniądze dają władzę. Czy to nie dlatego niektórzy chcą ich mieć więcej i więcej?
Oczywiście. Władcy zawsze mogli robić z innymi, co chcieli. Mnie niepokoi to, że zarówno najbogatsi, jak i ci biedniejsi nie potrafią zatrzymać się w bogactwie. Powiedzieć: już mi wystarczy. Dać sobie dobrobyt. Bardzo ważne jest, byśmy sobie umieli pozwolić na bogactwo, ale nie na nadmierne. Tylko kiedy już się rozkręcimy w tę stronę, to rzadko kto potrafi się zatrzymać. Ludzie koszmarnie głupieją w pogoni za pieniędzmi.

Jest jednak różnica między bogactwem a posiadaniem. Pisaliśmy niedawno o koncepcji „happy money”. Szczęśliwe pieniędze to pieniądze, które zarobiłeś w uczciwy sposób, dający ci satysfakcję i niekrzywdzący innych. I które powinny być w ruchu, czyli im więcej ich wydajesz i przekazujesz dalej, tym więcej ich do ciebie przypływa. Tego zresztą uczyła stara dobra gra „Monopoly”. Tymczasem mamy tendencję do tego, by pieniądze gromadzić i po prostu je mieć.
Nam się wydaje, że nie ma końca rozszerzaniu własnego ego. Sądzimy, że przez to, co posiadamy, wszyscy się dowiedzą, jacy to my jesteśmy wielcy i wspaniali. Dla mnie wyjątkowo przedziwną postawą jest sknerstwo, bo są strasznie biedni sknerzy, którzy nawet dziecku zabawki nie kupią, i obrzydliwie bogaci sknerzy, którzy sobie skąpią na wszystkim.

Gdy ktoś ma dobry background psychiczny, jest człowiekiem pogodnym życiowo i zadowolonym z siebie – to nie ma nic złego w tym, że lubi być zamożny, bo wie, po co mu te pieniądze, i umie z nich korzystać – do tego stopnia, że ludziom wokół niego też jest dobrze, bo daje im zarobić w godny sposób bądź też uprzyjemnia im życie. Sądzę, że jeśli się dostaje jakiekolwiek pieniądze, to najfajniej jest troszkę odłożyć, troszkę wydać na rzeczy bardzo potrzebne i troszkę przeputać. Czyli mamy coś w zapasie, a resztę wydajemy na to, co jest nam niezbędne i… zbędne. Na tej „zbędności” zasadza się mnóstwo życiowych przyjemności, jak wyjazdy, książki, smakołyki, fajne ciuchy… Pieniądze mamy też w końcu po to, by było nam w życiu fajnie. Oczywiście jeśli ktoś mało zarabia, to najpierw zaspokaja podstawowe potrzeby i niewiele mu zostaje. Ale nawet 5 złotych można przehulać z przyjemnością.

A jak na nasz stosunek do pieniędzy wpływa kryzys, zwłaszcza gospodarczy?
Kiedy nastaje kryzys, to niezależnie, czego on dotyczy, zawsze jest tak, że jedni na nim stracą, a inni się wzbogacą. Na pewno wzbogaci się ten, kto wyprodukuje teraz rzeczy, na które jest największy popyt. Są ludzie, którzy jakimś siódmym zmysłem wyczuwają okazję i wypełniają miejsce, gdzie jest próżnia. To ogromny talent.

Nie masz wrażenia, że w kryzysie ludzie właśnie zatrzymują pieniądze, tak jakby wstrzymywali na chwilę oddech? Że nie ma tego przepływu?
Owszem, zaobserwowałam to nawet ostatnio. Ludzie się teraz bardzo boją, wielu straciło pracę i szanse na zarobienie na swoje życie. Niektórych zaczęła dotykać bieda. Jedni od razu polecieli do sklepu i kupili mąkę, drożdże i papier toaletowy, a całą resztę wydatków odcięli. I teraz ani ten, co trzyma, ani ten, co mógłby zarobić, się nie bogaci.

Jakie trzeba mieć podejście do pieniędzy, by poradzić sobie najlepiej w kryzysie?
Po pierwsze, pieniądze należy lubić. Kiedy są, dobrze jest z nimi rozmawiać, zwracać się do nich z całą serdecznością, szacunkiem i wdzięcznością, na jakie nas stać. Po drugie, trzeba mieć na nie fajne miejsce, na przykład ładny portfel, trzeba je w nim też ładnie układać, najlepiej w tę samą stronę, według wartości. Po trzecie, należy je puszczać, czyli ich używać. Po czwarte, trzeba mieć poczucie, że się zasługuje na pieniądze, a jeśli mamy poczucie, że nie zasługujemy, to należy się przyjrzeć dlaczego. Bardzo często takie podejście wynosi się z domu. Bo jako dzieci słyszeliśmy na przykład: „Nie kumpluj się z nimi, oni są bogaci, to na pewno złodzieje” albo „Nie koleguj się z nimi, bo są biedni i nic nie mają – to się nie opłaca”. Spora część ludzi, kiedy ich spytasz o stosunek do pieniędzy, mówi: „Nie są dla mnie ważne”. Bo tak wypada powiedzieć. Albo: „Ja tego nie robię dla pieniędzy”, co nie zawsze jest prawdą. Często kobiety deklarują: „Nie dlatego się z nim spotykam, że on jest bogaty”, gdy tymczasem właśnie dlatego się z nim spotyka. Dużo jest w naszej relacji z pieniędzmi zakłamania.

Prawda jest taka, że pieniądze są niezbędne do życia, a poza tym dają nam satysfakcję, bo są w tym świecie jednak miernikiem tego, czy pracowałam, czy coś zrobiłam albo czy mi się udało. Dlatego jeśli pieniądze mamy, to dobrze, a jak ich nie mamy, to już trochę źle.

Ale czy pieniądze stanowią o naszej wartości?
Dla bardzo wielu osób – tak. Dla niektórych – wprost przeciwnie. Najlepiej byłoby to wypośrodkować. Ludzie, którzy potrafią zarabiać w sposób zdrowy, mogą się ze swoich pieniędzy cieszyć i dobrze ich używać. Inni – jak to się mówi – zabijają się dla nich, a potem nie mają nawet czasu ich użyć, ucieszyć się z nich. Albo nie umieją się z nich cieszyć. Bo jeśli będą mieli lexusa, to minie ich bentley, a kiedy kupią sobie bentleya, to minie ich rolls-royce, no a kiedy już będą jechać rolls-royce'em, to nad nimi przeleci prywatny odrzutowiec… Oczywiście, zawsze można się ucieszyć, że ktoś ma aż tyle, pod warunkiem że dobrze z tego korzysta. Natomiast jeśli w środku zawiść cię skręca i nie uśniesz w spokoju, póki nie przebijesz marką samochodu sąsiada, to nigdy nie będziesz czerpać z pieniędzy radości.

Mówisz, by pozwolić sobie na bogactwo. A co, jeśli czujemy i wiemy, że ewidentnie jesteśmy przepłacani? Inni pracują od nas ciężej i dłużej, a jednak nie proponują im takich stawek jak nam? Cieszyć się czy uważać za niesprawiedliwość i starać się innym to jakoś wyrównać?
A to zależy od człowieka. Ci, którzy mają adekwatne poczucie własnej wartości, mogą to przyjąć i zrobić z tego dobry użytek, czyli posłać gdzieś dalej. Ale jeśli ktoś jest słaby i nieukonstruowany, uzna pewnie, że mu się należy, a potem się zdziwi, bo już nie dostaje. Znam ludzi, którzy nie potrafią się pogodzić z tym, że nie są już na szczycie. A inni mówią sobie: „E tam, przynajmniej raz udało mi się przespać w Ritzu” i pójdzie sobie do pensjonatu w Kołobrzegu, i też będzie w nim szczęśliwy.

Czyli można by podsumować tak: nauczmy się akceptować, kiedy dają nam pieniądze, nawet jeśli oferują za dużo, ale też gdy nam je zabierają. Na takiej samej zasadzie, jak cieszymy się, kiedy znajdujemy pieniądze, ale też uznajemy, że fair jest je czasem zgubić.
Dokładnie tak. A jeśli dobrze nam się wiodło przed kryzysem, a po kryzysie wiedzie nam się gorzej – cóż, takie są koleje. Opowiem ci pewną historię. Przyszły do mnie kiedyś dwie siostry, których ojciec był bardzo bogaty. Miał powodzenie w interesach, więc za zarobione pieniądze kupił córkom mieszkania. Aż nagle okazało się, że to, co produkowała jego fabryka, przestało być kupowane. Po prostu skończył się popyt. Znajomi mu doradzali: „Sprzedaj szybko maszyny i towar, a to, co z tego dostaniesz, złóż na koncie. Będziesz miał kapitał do końca życia”. Ale on się uparł – bo ta fabryka to była jego wielkość. Powiedział: „Będę produkował dalej”. I jeszcze dokupił kilka maszyn. No i kolejny raz splajtował. Żona zgodziła się sprzedać swoje futra, by ratować fabrykę, ale to nic nie pomogło. Wtedy zwrócił się do córek z żądaniem, by sprzedały swoje mieszkania, bo przecież dostały je od niego. I one przyszły do mnie, bym im powiedziała, czy mogą nie sprzedawać i nie pomagać w ten sposób tatusiowi. Spytałam tylko o jedno: czy prawnie mieszkania są ich. Tak. „No to w żadnym wypadku! Powiedzcie mu, żeby się wypchał. To są wasze mieszkania, które dostałyście w prezencie. Jesteście mu za to bardzo wdzięczne i tyle”.

Jeśli ktoś nam daje, to nie może żądać, żebyśmy oddali – bo w ten sposób chce zaburzyć przepływ?
Właśnie – gdy dał, nieprzymuszony, i skoro chcieliśmy od niego przyjąć, to jest to teraz nasze. Chyba że znowu pojawia się w naszej głowie ta myśl: „nie zasługuję”. Warto zrobić wtedy porządną terapeutyczną pracę nad tym, dlaczego wiecznie mam takie poczucie.

U podnóża skąpstwa też leży przekonanie: „nie zasługuję”?
Absolutnie tak. Skąpstwo cechuje osoby o tzw. osobowości anankastycznej – one niczego nie wypuszczają: uczuć, pragnień, prawdy. To taki człowiek z czopkiem w pupie.

Mówisz: miejmy szacunek do pieniędzy. Jeśli szanujemy naszego partnera, to chcemy z nim być, ale też pozwalamy mu odejść.
Zgadza się. Ale przede wszystkim go lubimy. Dlatego nie bądźmy ani niewolnikami pieniędzy, ani ich właścicielami. Bo one płyną, płyną przez cały świat.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych m.in. „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi” czy „Daj się pokochać dziewczyno” (wydane przez Wydawnictwo Zwierciadło).