Czy można być szczęśliwym bez seksu?

Young girl and guy, couple sleeping under blanket with their backs to each other in bed in bedroom at home, top view. Early morning, lazy Sunday weekend or day napping. People relaxing resting at home

Czy można być szczęśliwym bez seksu? I to jeszcze w tak ociekającej erotyką kulturze, jak nasza? Problemem nie jest to, czy mamy na seks ochotę, czy nie, ale to , że nie akceptujemy tego, co czujemy, czego chcemy? O tym, „Czy ja muszę to robić” zastanawia się Katarzyna Miller w rozmowach z Beatą Pawłowicz.

Beata: Aseksualni dziesięć lat temu założyli międzynarodową organizację walczącą o prawa tych, którzy nie uprawiają seksu. Chcą być uznani za czwartą płeć, obok hetero-, homo- i biseksualistów. Świat robi się zbyt dziwny…

Kasia: Świat zawsze był dziwny, ale myśmy o tym nie wiedzieli, bo ci inni się nie ujawniali. A ja bym chciała, żebyśmy naprawdę uznali, że każdy człowiek ma prawo być tym, kim jest. Że ma prawo także do tego, żeby nie lubić seksu. A nie jest to proste, bo na seksie jest oparty cały look, jaki nam się proponuje: push-upy, szpilki, dekolty… Zresztą te pysh-upy też często skrywają to, czego nie mamy, a nie mamy ochoty na seks i namiętność. Chodzimy przecież do łóżka z powodów zupełnie nieseksualnych, żeby nie być samotnymi, mieć się do kogo przytulić, żeby coś załatwić albo żeby mieć dzieci… Jest nawet taka książka „17 nieseksualnych powodów, dla których ludzie uprawiają seks”, ale myślę, że można by ich znaleźć jeszcze więcej.

Beata: Czytałam, że seks wyszczupla, dobrze wpływa na gospodarkę hormonalną i system immunologiczny. Dzięki niemu nie mamy żylaków i chorób kobiecych – oczywiście, o ile seks jest udany, a nie udawany. Czy seks to lek? Nie wiem. Na pewno jednak libido jest dowodem zdrowia i chęci życia. Nie bez powodu, bo gwarantuje trwanie gatunku.

Kasia: Już możemy rozmnażać się bez seksu, i dobrze, bo może gdy prokreacja całkowicie oddzieli się od seksu, dzieci będą bardziej kochane – już zawsze planowane, a nie z pękniętej gumki, zapomnienia czy z tego, że on chciał dowodu miłości, więc ona mu go dała. Ale wracając do rzeczy, na co by nam seks dobrze nie robił i do czego by nam nie był potrzebny, pierwsza podstawowa sprawa jest taka, że bez seksu można żyć. Sama mam za sobą i takie okresy, kiedy zajmowało mnie tylko pisanie i myślenie twórcze. Żyje się wtedy tak samo, tyle że spokojniej.

Beata: Z badań amerykańskiego seksuologa Edwarda Laumana wynika, że można żyć wtedy nawet szczęśliwie, skoro siedem procent ludzi, którzy przez rok się nie kochali, czuło się szczęśliwymi.

Kasia: Można być szczęśliwym, nie kochając się, zwłaszcza, jeśli nie odczuwa się pożądania, podniecenia i nie ma się ochoty, żeby odczuwać. Bo czemu mam cierpieć z powodu braku czegoś, o czym w ogóle nie pamiętam? O wiele więcej ludzi, niż nam się wydaje, żyje bez seksu. Tyle że się z tym nie obnoszą. Są też w życiu różne okresy. Z jednym mężem mamy seksu więcej, a z drugim tyle, co kot napłakał. Dlatego, że pierwszego wybrałyśmy, bo podniecał, a drugiego przeciwnie, żeby było przy nim bezpiecznie. Przy takim mężu można również poczuć się w pełni akceptowaną, nie starając się być seksualnie atrakcyjną. Kobieta wtedy nie wyrzeka: „On myśli w kółko o jednym, widzi we mnie tylko ciało”. Ale mało kto się do tego przyzna, że bez seksu jest mu dobrze albo że wręcz seksu nie lubi, bo nasza kultura faworyzuje osoby seksualne. Kiedyś wstyd było być puszczalską, a teraz wstyd nią nie być.

Beata: Ale z drugiej strony wielu seksuologów mówi, że o aseksualności nie decyduje niskie libido, lecz na przykład zahamowania związane z jakimiś urazami czy dewocyjnym wychowaniem.

Kasia: Może są to zahamowania, a może nie. Jak to się mówi: co chatka, to zagadka. Bardzo cenię sobie wiedzę psychologiczną jednak myślę, że nie wszystko i nie zawsze można za jej pomocą wyjaśnić. Wpływ na nas ma zbyt wiele zjawisk – poczynając od gwiazd, przez historię, ekonomię i inne, rzecz jasna, kończąc na wychowaniu. O, przyszła do mnie raz dziewczyna wychowana w środowisku, które mocno wsparło ją w tym, że nie lubiła seksu. Dla nie to było normalne. Nienormalne było za to to, że jej facet lubił seks. I wciąż się nią zachwycał. Spytałam, czy jej się to naprawdę nie podoba, że on się nią tak zachwyca. Powiedziała, że może byłoby to miłe, gdyby nie to, że on potem skłania ją do tego, żeby mu się oddała. Zęby on się nią tylko zachwycał, to ona byłaby bardzo zadowolona.

Beata: Co poradzić takiej kobiecie?

Kasia: można popracować nad tym, żeby poszukała źródeł tego stanu, zobaczyła, czy one są w niej głęboko zagwożdżone, czy może uda się jej je odgwoździć. Bo może tak ma być dalej, jak jest. Poradzić… właśnie! Żyjemy w kulturze radzenia sobie ze wszystkim. Poradź sobie z bólem, poradź sobie z bezsennością, z ochotą na seks i z brakiem ochoty! Poradź sobie oczywiście za pomogą natychmiastowego środka, jakim jest pigułka, batonik, rada psychologa. Ja dostaję szału, jak mnie wszyscy pytają, co można na to poradzić. Bo problemem nie jest to, czy ona chce seksu, czy nie, ale że nie akceptuje tego, co czuje, czego chce.

 

(…)

 

Dalsza część rozmowy w książce „Seksownik, czyli mądrze i pikantnie” Katarzyna Miller w rozmowach z Beatą Pawłowicz. Książka dostępna w naszym sklepie internetowym.