Erotyczna intercyza: ustal zasady w seksie

Erotyczna intercyza: ustal zasady w seksie
123rf

Zanim powiesz sakramentalne „tak”, warto zawrzeć z ukochanym rodzaj ugody. Nie, nie chodzi o finanse! Mówimy o czymś ważniejszym: o tym, co się w przyszłości będzie działo w zaciszu waszej sypialni.
Ludzie na początku związku umawiają się ze sobą na różne rzeczy. Niektórzy podpisują intercyzy w sprawie finansów, inni ustalają, kto będzie robił zakupy, a kto weźmie na siebie sprzątanie. Pertraktują liczbę weekendów spędzanych u teściów i ilość czasu poświęcanego na hobby. Tylko o seksie ani słowa. W ogóle nie rozmawiamy o tym, jak będzie wyglądało nasze życie erotyczne. Zakładamy, że skoro teraz jest nieźle, to nie ma sensu wybiegać w przyszłość. – Seks jest bardzo ważną częścią relacji między mężczyzną a kobietą. Każda para powinna przed ślubem usiąść i spisać coś w rodzaju podstawowego kontraktu, w którym każda ze stron zapewni sobie to, czego potrzebuje i obieca partnerowi, że będzie w miarę swoich możliwości zaspokajać jego potrzeby – mówi Joanna Twardo-Kamińska, seksuolog i psycholog. – Taka erotyczna intercyza jest równie ważna jak ta finansowa, jeżeli nie ważniejsza. Często nawet nie tyle niedopasowanie, co seksualne niedogadanie sprawia, że bliskość między partnerami zanika.

Poważna zabawa

Nie trzeba erotycznej intercyzy spisywać w gabinecie prawnika – można to zrobić, leżąc w łóżku, po udanym seksie, wśród pieszczot i chichotów. Możemy kupić rolkę pergaminu, by intercyza wyglądała jak starodawny cyrograf. Możemy ją pisać gęsim piórem. To, że będziemy się świetnie bawić przy pisaniu, w niczym nie umniejszy jej mocy. – Poza tym to doskonała okazja, żeby pogadać o tym, co lubimy i jakie są nasze potrzeby. A kiedy te potrzeby zostaną ujęte w punktach, zapisane i podpisane, będziemy mieć świadomość, że są pewne reguły, oraz większą motywację, by potraktować je poważnie i ich przestrzegać – radzi seksuolog.

Co zawrzeć na takiej liście? Drogowskazy mówiące, w jakim kierunku powinno zdążać i rozwijać się nasze życie erotyczne. Oto dekalog spełnionej seksualnie pary.

1. Seks zmienia się wraz z nami

Na początku, gdy jesteśmy zakochani, najchętniej nie wychodzilibyśmy z łóżka. Partner pociąga nas i podnieca. Wystarczy jeden gest i mamy ochotę na seks. – To kwestia hormonów: we krwi zakochanych płynie prawdziwy hormonalny koktajl, sprawiający, że kobiety mają większy apetyt na seks, a mężczyźni stają się czulsi dla swoich wybranek – mówi Twardo-Kamińska. Jednak kiedy zakochanie zaczyna ustępować miejsca codzienności, podejście do seksu się zmienia. – Wielu mężczyzn ma żal do kochanek, że z biegiem miesięcy i lat tracą swą sypialnianą gotowość. Kobiety zarzucają swoim partnerom, że im dłużej trwa ich związek, tym bardziej zaczynają reglamentować pieszczoty i czułości. Jeśli będziemy pamiętać, że seks zmienia się wraz z nami, że na wakacjach chcemy się kochać więcej, a po urodzeniu dziecka przestaniemy się na jakiś czas kochać w ogóle – unikniemy wzajemnych pretensji i żalów; za to będziemy wiedzieć, że nad wszystkim trzeba pracować, nad sypialnianym życiorysem także – uważa Twardo-Kamińska.

2. W seksie granice są po to, by dawać poczucie bezpieczeństwa

Poczucie bezpieczeństwa to nieodzowna cecha udanego seksu. Warto być otwartym na nowości w tej dziedzinie, ale obiecajmy sobie też, że granice można przesuwać w obie strony: do przodu (oczywiście delikatnie), ale i cofać je, kiedy tego zapragniemy. – Wiele osób boi się obiecać coś partnerowi, bo myślą, że jeśli się do czegoś zobowiążą, w przyszłości nie będą mogły odmówić. Boją się, że jeśli raz się zgodzą, potem partner będzie nalegał na powtórkę – a obawa jest większa, jeśli kobiecie eksperyment się nie spodobał – mówi seksuolog.

To może powstrzymywać seksualną ekspresję. Jeśli kobieta już raz miała partnera o większych lub zupełnie innych potrzebach i uczestniczyła w różnych erotycznych sytuacjach, w których nie czuła się dobrze – w kolejnych związkach może się zupełnie zamykać na nowości, żeby znów nie przeżywać dyskomfortu. Ustanowienie granic pozwoli bezpiecznie eksperymentować, ponieważ zakłada, że mamy prawo zmieniać zdanie. Że mamy prawo próbować, bez zobowiązań. I że mamy prawo mówić „nie”, nawet jeśli już kiedyś powiedzieliśmy „tak”.

– Elastyczność granic jest też istotna, bo dzięki niej możemy w przyszłości modyfikować zasady. Warto pamiętać, że dziś wydaje nam się, że dokładnie wiemy, czego chcemy . Ale w przyszłości wszystko może wyglądać inaczej – podkreśla Twardo-Kamińska.

3. Seks wymaga tego, by o nim rozmawiać

Brzmi banalnie? Tymczasem to najważniejsza zasada i powinni jej przestrzegać wszyscy. Bez wyjątku! – Warto zapisać i podkreślić, że raz w miesiącu siadamy i rozmawiamy o seksie: co nam się podobało, za czym tęsknimy, czego jest za dużo. Mówmy o wszystkim, co budzi nasze lęki, ale też apetyty – podkreśla Twardo-Kamińska. To, że nie umiemy rozmawiać o seksie, jest przyczyną wielu nieporozumień. – Ludzie latami żyją, tęskniąc za czymś i pragnąc tego, bo wstydzili się o tym powiedzieć – dodaje seksuolog.

Nam się wydaje, że partner wie. A przynajmniej, że powinien się domyślić. Tymczasem ani jedno, ani drugie nie jest jego obowiązkiem. – Pary, które przychodzą na terapię, największą korzyść wynoszą z tego, że raz w tygodniu muszą przez godzinę rozmawiać ze sobą o swoim życiu erotycznym – mówi Twardo-Kamińska. – Takie rozmowy mają większą wartość niż przeczytanie kilku poradników erotycznych.

4. Nie bierzemy partnerowi za złe jego potrzeb

Choć z początku taki punkt może wydawać się dziwny, ma głęboki sens. – Ludzie bardzo często traktują libido partnera jak jego winę – mówi Twardo-Kamińska. – Kiedy on inicjuje seks, ona woła z oburzeniem: „jak to, znowu ci się chce?!”. Kiedy ona mówi, że nie jest w nastroju, on utyskuje: „no tak, ty nigdy nie masz ochoty!”.

Tymczasem wzajemne obarczanie się winą za to, że mamy taki, a nie inny temperament, jest bez sensu. Tacy jesteśmy – i nie możemy tego zmienić. Nie jest też powiedziane, że lepszy jest jej mały apetyt niż jego większe pożądanie – i odwrotnie, że lepsza jest jego wieczna gotowość niż jej nastrojowość erotyczna. Warto pamiętać, że to, że on chce się kochać, lub to, że ona odmawia – nie jest wymierzone przeciwko partnerowi. To nie jest wina, wada czy wrogie działanie. – Postarajmy się to rozumieć, a unikniemy wielu małżeńskich kłótni – radzi seksuolog.

5. Seks nie będzie monetą przetargową w związku

Kobiety często sięgają po ten argument: „nie zrobiłeś tego i tego, więc nie wpuszczę cię do łóżka”. To wielki błąd. Prawdą jest, że ten, kto rządzi seksem, ma istotną część władzy w związku. – Jednak traktując seks jako monetę przetargową, robimy sobie dwie krzywdy naraz. Pierwsza: odrywamy seks od bliskości. Zmieniamy go w narzędzie, a nie sposób tworzenia więzi. I druga: często pomimo kłótni możemy mieć ochotę na seks – ale skoro jest narzędziem karania i nagradzania, odmawiamy sobie uprawiania seksu według własnych potrzeb. To ograbianie siebie z realizacji potrzeby seksualnej – ostrzega seksuolog. Co więc robić? – Przede wszystkim starać się nie zabierać konfliktów do sypialni – mówi seksuolog. – A nawet, jeśli nie uda się nam pogodzić do wieczora, umówmy się: „dobrze, sprawa nie jest rozstrzygnięta, ale wrócimy do niej jutro – a dziś się do siebie przytulmy”.

Jeśli nie mamy ochoty na kontakt z partnerem – nie musimy uprawiać seksu. Ale problemu do sypialni zabierać nie wolno.

6. Będziemy kochać się regularnie

Młodym parom ta obietnica wydaje się być niepotrzebna, bo kochają się często. Ale doświadczenia wszystkich par, zwłaszcza po przyjściu na świat dzieci, pokazują: życie erotyczne potrafi bardzo szybko zejść nawet nie na drugi, ale na czwarty czy piąty plan. – Rutyna i nawał zajęć sprawiają, że życie erotyczne więdnie – ostrzega Twardo-Kamińska. – Dlatego wielu seksuologów zaleca: umawiajcie się ze sobą na regularne randki. Niech jeden wieczór w tygodniu będzie romantyczny. Zaznaczcie go w kalendarzu – i nie planujcie na ten czas prasowania, zajęć z dziećmi, spotkań ze znajomymi itp. W drodze z pracy do domu raczej wpadnijmy po świece, butelkę wina i coś smacznego. Niech to będzie czas na to, by pieścić się cały wieczór.

Niektórzy narzekają, że takie planowane randki są mało spontaniczne. Seksuolodzy odpowiadają: mało spontanicznie nie znaczy mało przyjemnie!

7. Seks trzeba poznawać i eksplorować cały czas

Warto założyć, że jesteśmy mądrzy i doświadczeni, ale o seksie jeszcze nie wiemy wszystkiego. Dobrze też byłoby założyć, że to, czego nie wiemy, jest warte odkrycia. Z jednej strony na drodze rozmowy: jeśli partner nie opowie nam o swoich fantazjach, nigdy ich nie poznamy i nie będziemy mieć szansy sprawdzić, czy nas też podniecają. Ale też na drodze poszukiwań: obiecajmy sobie, że przynajmniej raz w roku kupimy poradnik erotyczny i przeczytamy go razem, rozmawiając o tym, co tam znajdziemy i wypróbowując to, co nam się spodoba. – Warto mieć poczucie, że seksu można się cały czas uczyć i odkrywać w nim wciąż nowych siebie – radzi seksuolog.

8. Każde z nas, oprócz dbania o przyjemność partnera, będzie też dbało o własną

Wiele osób traktuje seks jak zadanie do wykonania, za które można zdobyć trofeum: „ma jej być dobrze, bo to będzie znaczyło, że jestem dobrym kochankiem”; „ma być mu dobrze, bo to potwierdzi, że jest we mnie coś z seksbomby”. Owszem, dbanie o potrzeby partnera jest ważne. – Ale równie istotne jest dbanie o własne – tłumaczy Twardo-Kamińska. – Cechą dobrego kochanka i kochanki jest nie tylko dać maksimum rozkoszy drugiej stronie, ale czuć się dobrze z tym, co się robi. Nic nie udowadniać, nic nie pokazywać, nie sprawdzać się – tylko mieć własną frajdę, czuć tę chwilę i umieć ją smakować.

Odrobina egoizmu w łóżku jest niesłychanie sexy. Gdy będziemy się wyłącznie skupiać na partnerze i jego doznaniach, pozbawimy się własnej radości z seksu. Ktoś, kto się usilnie stara, nie jest podniecający – jest po prostu kimś, kto się usilnie stara. Nie odmawiajmy partnerom własnego szału uniesień.

9. Będziemy dbać o wzajemną atrakcyjność seksualną

Ten punkt ma znaczenie głębsze niż tylko zobowiązanie: „nie będę siedzieć całymi dniami w dresie i papilotach” – choć to też istotne. – To, że jesteśmy dla siebie nawzajem seksualnie atrakcyjni, polega na tym, że dbamy o swój wizerunek mężczyzny i kobiety w związku. Kobietę pociąga to, że jej facet jest męski. Aby go pragnęła, nie może być wyłącznie ciepłym, opiekuńczym i przewidywalnym misiem. Powinien robić coś, co jest w jej oczach męskie: naprawić pralkę, skoczyć ze spadochronem, wyjść czasem z kolegami na piwo. Powinien być zdecydowany, niezależny i dbać o swój rozwój, wiedzieć, czego chce. Ktoś bierny i podporządkowany, kto zalega na kanapie i hoduje brzuszek, nie podnieca i nie stanowi wzoru męskości. Z kolei kobieta nie może zmieniać się w przemęczoną robotnicę czy mamusię traktującą mężczyznę jak dziecko, bo przestanie go wtedy pożądać. Powinna zawsze trochę uwodzić, mieć swoje sekrety, czasem znikać i nie mówić, gdzie była. Warto mieć jakieś życie poza związkiem, by mieć partnerowi coś ciekawego do opowiedzenia, a w sypialni zamieniać się w istotę erotyczną, chcącą seksu, a nie pytającą: „kochanie, czy ci na pewno wygodnie?” – podsumowuje Twardo-Kamińska.

ekspert Joanna Twardo-Kamińska psycholog, seksuolog, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO, www.mago-psychoterapia.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze