fbpx

Seks zawsze coś zmienia w relacji. Kiedy iść do łóżka z nowym facetem?

Seks zawsze coś zmienia w relacji. Kiedy iść do łóżka z nowym partnerem?
Pierwszy seks pary jest w pewnym sensie przekroczeniem Rubikonu, bo zawsze zmienia coś w relacji. (Fot. iStock)

Intymność to nie tylko seks, ale też szacunek, akceptacja i dbanie o strefę „my”. – To jak stanięcie nago przed drugą osobą, dosłownie i w przenośni – mówi psycholog Maria Rotkiel i wyjaśnia, kiedy rozpocząć współżycie w nowym związku, a także jak dbać o tę sferę w relacji.

Czy pierwszy seks pary jest przekroczeniem Rubikonu? Gdy zdecydujemy, kiedy iść z facetem do łóżka, klamka zapadła, nie ma powrotu?
I tak, i nie. Tak, bo seks zawsze coś zmienia w relacji, nie – jeśli oczekujemy, że coś nam zagwarantuje. Pamiętajmy, że kobiety pewnym sytuacjom i etapom w relacji przypisują inne znaczenie niż mężczyźni. Dla wielu z nas seks jest potwierdzeniem tego, że jesteśmy parą. Co więcej – dowodem, że będziemy razem i że nasz związek jest poważny.

Czy decyzja o tym, po jakim czasie iść do łóżka z facetem, może być dowodem miłości?
O, tak! Z perspektywy terapii poznawczej, którą uprawiam, niezwykle ważne jest to, by zrozumieć, że nasza interpretacja wynika z systemu wartości, sposobu myślenia i osobowości, a to nie zawsze pokrywa się z podejściem partnera. Jeśli nie komunikujemy otwarcie swojego stanowiska, same zastawiamy na siebie pułapkę. Nie bójmy się powiedzieć partnerowi: „Dla mnie seks to sfera, do której dopuszczam tylko mężczyzn ważnych dla mnie”. Zwłaszcza jeśli jesteśmy na tym etapie relacji, gdy seks wchodzi w grę. I chciałabym zaznaczyć, że nie chodzi tu o długość trwania znajomości, ale o poziom jej intensywności. Może się okazać, że dla mężczyzny, z którym się spotykamy, seks jest tylko seksem i wspólna noc nie będzie oznaczała, że on zacznie myśleć o nas w kategoriach „my”. Co nie jest jednoznaczne z tym, że nas lekceważy czy ma wobec nas niecne zamiary. Może lubić i nas, i seks, ale po prostu wyznawać inny system wartości.

Dla niego tym Rubikonem może być wspólne zamieszkanie lub przedstawienie wybranki rodzicom.
Albo swoim dzieciom z poprzedniego związku. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że dla mężczyzn seks rzadziej jest momentem przełomowym w związku, chociaż są wyjątki. Myślę, że najlepiej by było, gdyby na którejś z kolei randce porozmawiać na temat tego, co jest dla nas w relacji sygnałem, że związek przechodzi w fazę „na poważnie”.

Mówimy o mężczyznach, ale przecież także dla wielu kobiet seks jest tylko seksem, czyli przyjemnością, a nie przypieczętowaniem związku. Nie zawsze zastanawiają się nad tym, kiedy iść do łóżka z nowym facetem, tylko po prostu to robią.
Oczywiście. W tej sferze dla większości kobiet ważne jest poczucie bezpieczeństwa i oswojenie z drugą osobą, ale nie jest to regułą. Dlatego tak ważne jest rozumieć i szanować siebie, a co z tego wynika: nie robić niczego wbrew sobie. Jeżeli mamy ochotę na seks na drugiej randce i nikogo w ten sposób nie ranimy, to nie bójmy się tego zaproponować. Żyjmy w zgodzie ze sobą z poszanowaniem drugiej osoby – i na tym budujmy związki i życie seksualne. Pamiętajmy jednak, że seks z partnerem, którego dobrze nie znamy, jest obarczony pewnym ryzykiem. On może mieć na przykład pewne preferencje, które nie będą nam odpowiadać. Łatwiej jest powiedzieć: „Wiesz, to mnie nie kręci” komuś, kogo lepiej znamy.

Z drugiej strony bywa i tak, że idziemy z kimś do łóżka, jest cudownie, ale potem on przestaje się odzywać. Czujemy się wykorzystane.
Powinnyśmy sobie zadać wtedy pytanie, czy naprawdę zostałyśmy wykorzystane. Bo wykorzystanie ma miejsce wtedy, gdy jesteśmy zmanipulowane czy przymuszone do zrobienia czegoś, na co nie mamy zgody. Pozwalamy na przekroczenie jakiejś granicy: fizycznej czy emocjonalnej. Jeżeli nie masz ochoty na seks, bo nie znasz dobrze mężczyzny i jesteś nieufna, to po prostu tego nie rób. Ale jeśli masz ochotę, to czemu nie? Poszliście do łóżka, a jednak relacja się skończyła? Czujesz niepokój i obwiniasz się za naiwność? Z tym też można sobie poradzić. Jak? W terapii poznawczej mówimy o umiejętności kontrargumentowania myśli, które są lękowe, depresyjne i zaniżające poczucie własnej wartości. To tak, jakbyśmy miały w głowie adwokata i prokuratora, czyli takiego aniołka i diabełka. Prokurator mówi: „Dałaś się wykorzystać”. Adwokat na to: „Hola, hola, zadałaś sobie przecież pytanie, czy masz na to ochotę. Odpowiedziałaś, że masz. Zrobiłaś to, co chciałaś, miałaś z tego przyjemność i zadbałaś o siebie. W czym więc problem?”.

A co to znaczy, zadbać o siebie?
Na przykład jeśli nie jesteś szaloną dziewczyną, która lubi szybki seks w samochodzie na parkingu – nie rób tego. Jeśli dla ciebie przyjemny seks jest związany z oprawą i pewną aranżacją – powiedz o tym, najlepiej lekko, żartobliwie. Seks lubi żart, swobodę. Wiele niezręcznych tematów, zwłaszcza dotyczących tej sfery, można poruszyć z przymrużeniem oka. Na przykład na zasadzie: „Bardzo mi się podobasz, ale wolałabym najpierw umówić się na kawę”.

I nie oczekujmy, że wstrzymywanie się z decyzją, kiedy iść do łóżka z nowym facetem, coś nam zagwarantuje.
Seks nie da gwarancji trwałości relacji czy uczucia partnera. To, co seks może nam dać, to przyjemność i bliskość, oczywiście pod warunkiem że nasz partner ma podobne podejście. Nie jestem zwolenniczką szalonego seksu z nieznajomym mężczyzną, bo wtedy trudniej o bliskość, ale absolutnie nie krytykuję kobiet, które podejmują czasem taką decyzję. Powinny tylko pamiętać, że w seksie dla przyjemności łatwo się zatracić. Może się stać sposobem na chwilową bliskość i wkręcić nas w tryb błędnego koła. Czyli potrzebuję bliskości, ale nie rozpracowuję tego tematu, tylko pozornie zaspokajam tę potrzebę, w związku z tym potrzeba bliskości jeszcze się nasila.

Nadużywamy nie tylko siebie, ale i drugą osobę.
Bycie wykorzystaną jest bardzo przykrym doświadczeniem, podobnie jak wykorzystanie drugiej osoby. Możemy trafić na mężczyznę, dla którego bliskość fizyczna jest dowodem na bliskość emocjonalną. Jeśli my mamy inne podejście, ale mu tego wcześniej nie powiemy, to możemy go zranić. Najlepiej znów ucieknijmy się do żartu i zakomunikujmy: „Jestem nowoczesną dziewczyną i dla mnie seks jest tylko przyjemnością. Zapraszam do siebie, ale rano wstaję wcześnie do pracy. Jeśli więc masz ochotę…”.

Możemy po wspólnym „pierwszym razie” uznać, że nie chcemy więcej kontynuować relacji?
Oczywiście, może nam być z kimś po prostu źle w łóżku. To tak jak z pierwszą randką. Może być nieudana, bo oboje byliśmy spięci, ale może być też katastrofą, bo okaże się, że on mówił tylko o sobie. Tak samo jest z pierwszym seksem. Jeśli oboje byliśmy nieśmiali, nieporadni, to radziłabym próbować dalej. A jeżeli zdarzyło się coś, co nas zaniepokoiło – zapytać albo podsumować: „Wiesz, to mi się średnio podobało, ale tamto było fantastyczne”. Różne mamy upodobania i trzeba się nawzajem dopasować, a jeśli to się nie uda, zrezygnować. Ktoś jest w seksie bardziej dominujący, ktoś bardziej uległy, mamy różną wrażliwość, różny temperament. Może też okazać się, że seks nie był przyjemny, bo preferencje naszego kochanka i sposób, w jaki szuka przyjemności, nam nie odpowiada.

A może się zdarzyć cudowne zgranie w seksie osób, które znają się krótko?
Oczywiście. To tak jak z pokrewnymi duszami, są też „pokrewne ciała”. Może się zdarzyć, że sposób, w jaki ktoś się kocha, to, jaki ma temperament, pasuje do nas idealnie. Ale nie na zasadzie podobieństwa, tylko komplementarności. Kiedy mężczyzna jest stanowczy w seksie, a my uległe, i bardzo to lubimy, to uzupełniamy się jak puzzle. Nie chodzi o to, żebyśmy byli tacy sami, ale by nasze preferencje do siebie pasowały. Bo dwie uległe osoby, które potrzebują kogoś, kto przejmie kontrolę, mają często nieudany seks. Z kolei seks dwóch dominujących osób może polegać na ciągłym ścieraniu się i walce, co na dłuższą metę zazwyczaj jest nie do wytrzymania. Trzeba też pamiętać, że mamy różną budowę ciała, co ma duży wpływ na to, czy będziemy odczuwały rozkosz. Czasem nie tyle chodzi o idealne dopasowanie ciał, co o dobranie sposobu, w jaki ten seks będziemy uprawiać, czyli najdogodniejszych pozycji. Podsumowując: jeśli pierwszy seks nie sprawił nam takiej przyjemności, jakiej oczekiwaliśmy, to warto się zastanowić, z czego to wynikało. Jeśli z tego, że się jeszcze dobrze nie znamy i musimy dopasować – dajmy sobie szansę, ale jeżeli mężczyzna zachowywał się brutalnie i łatwo było o przekroczenie pewnej granicy, a on nie reagował na nasze sugestie – lepiej zastanówmy się, czy chcemy kontynuować tę znajomość.

Seks odzwierciedla nasz charakter? Czy nasza osobowość wpłynie też na to, po jakim czasie idziemy do łóżka z facetem?
Na pewno bywa tak, że osoby, które w życiu są zachowawcze i skryte, w łóżku okazują się bardzo namiętne i zmysłowe. Ale z reguły ktoś, kto jest nieuważny na drugą osobę na co dzień, jest również nieuważny w seksie. Jeśli ktoś nie pyta nas w restauracji: „Na co masz ochotę?”, tylko zamawia za nas, to w łóżku może nie odbierać naszych sugestii, by być bardziej delikatnym. A pomiędzy przyjemnością a bólem jest pewna granica.

Decyzja o tym, kiedy rozpocząć współżycie w nowym związku, nie zmienia wszystkiego, ale coś zmienia…
Na pewno zbliża. Poza tym podczas seksu u kobiet wydziela się oksytocyna, która jest odpowiedzialna za uczucie przywiązania. Stąd większość kobiet po wspólnej nocy przywiązuje się do mężczyzny, a nie wszyscy mężczyźni przywiązują się do kobiety. Dlatego jeśli musimy być zakochane, żeby uprawiać seks, to zastanówmy się, czy chcemy iść do łóżka z mężczyzną, którego uczuć nie jesteśmy pewne.

Seks buduje intymność pary, ale nie jest chyba z nią tożsamy.
Intymność to całkiem osobna sfera życia, która dotyka wielu obszarów. Intymnością jest powiedzenie sobie jakiejś tajemnicy, np. „Bardzo boję się miłości, bo boję się zranienia”, „Mój ojciec był alkoholikiem i bywał agresywny”. Intymność to wszystko to, co jest nasze, osobiste i czego nie odkrywamy przed kimś, do kogo nie mamy zaufania. To jak stanięcie nago przed drugą osobą, dosłownie i w przenośni. Ważnym miernikiem tego, jaką wartość ma nasza relacja, jest fakt, czy partner pomaga nam w pokonaniu wstydu. Bo jeśli stajemy przed nim nago, a on z akceptacją mówi: „Kocham cię taką, jaka jesteś. I nic, nawet to, że popełniłaś błąd, tego nie zmieni”, to znaczy, że istnieje między nami wielka bliskość.

Skoro mówimy o intymności, to poruszmy może jeszcze temat zdrady. Czy nie jest nią także ośmieszenie partnera, wyjawienie jego tajemnicy?
Zdradą jest wszystko to, co jest złamaniem umowy między partnerami. Wykradzenie tego, co intymne ze sfery „my”. Jeśli on zrobił coś za naszymi plecami i wie, że byśmy tego nie pochwaliły – to też jest zdrada. Sprzeniewierzenie pieniędzy, wzięcie strony matki, która była dla nas okrutna w dzieciństwie – to też jest zdrada.

A opowiadanie przyjaciółkom o intymnych szczegółach naszego pożycia?
Przeważnie o rzeczach intymnych rozmawiamy z bardzo bliskimi osobami: przyjaciółkami lub tą jedną, najbliższą. Ale musimy wiedzieć, czy przyjaciółki nie będą czuły się z tym niezręcznie i czy dla naszego faceta jest to w porządku. Spytajmy: „Wiesz, gadamy z przyjaciółkami przy kawie o seksie, nie miałbyś nic przeciwko temu, żebym cię pochwaliła?”. Jeśli on powie: „Wolałbym, żeby to pozostało tylko nasze”, to powinna być to dla nas świętość. O seksie możemy przecież rozmawiać bez nazwisk i przytaczania faktów.

Maria Rotkiel, psychoterapeutka, trenerka, dydaktyk, doradca rodzinny i zawodowy. Specjalizuje się w terapii par, terapii rodzinnej oraz doradztwie z zakresu rozwoju zawodowego i osobistego, autorka książek, w tym „Nas dwoje, czyli miłosna układanka” i „Nas troje, czyli rodzinne nastroje”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze