Związki: Co kryje rycerz pod zbroją

Co kryje rycerz pod zbroją
123rf.com

O tym, dlaczego mamy nierealne oczekiwania wobec partnerów i co się może stać, gdy nie podążamy za marzeniami, mówi psycholog i psychoterapeuta Paweł Droździak.
Prof. Zbigniew Lew-Starowicz opowiedział mi kiedyś o pacjentce, która miała dobrego męża, ale ponieważ nie był tym mężczyzną, za którego naprawdę chciała wyjść za mąż, stał się kimś mało dla niej atrakcyjnym, wręcz ją brzydził.

W sumie trudno się dziwić. Przecież ona umarła za życia. Oczywiście, można się zastanawiać, czy tamten mężczyzna nie był w jej życiu jakimś mitem. Ale można się też zastanawiać, co się takiego stało, że ona została z kimś innym niż ten, którego chciała. Że kiedy ten wymarzony związek okazał się niemożliwy, nie miała odwagi zostać sama, przeżyć żałoby, przejść przez samotność i poczekać, aż pojawi się miejsce na nowe, prawdziwe zaangażowanie… Wybrała inaczej i teraz za to płaci straszną cenę. Co dla niej reprezentował ten aktualny partner? Realne spojrzenie na sprawy? Szare życie, które jakoś trzeba przeżyć? Latka, które lecą nieubłaganie? „Mój piękny panie, ja go nie kocham… ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama…” – jak w tej piosence 2+1.

Panu profesorowi chodziło raczej o to, że ona nie doceniała tego, co miała… Żyła mrzonkami o tym, jakby to mogło być wspaniale z innym. Kobiety czasem myślą na zasadzie: „Jestem ze Stefanem, ale to nie jest na serio, bo za rogiem być może czeka na mnie miłość mojego życia… Więc w Stefana nie angażuję się za bardzo”. Albo w ogóle w nikogo się nie angażują.

Jeśli partner w oczach wspomnianej kobiety symbolizował szare życie, to w zasadzie był uwięziony w tym obrazie. Nawet gdyby w rzeczywistości był bardzo rzutką, aktywną i dowcipną osobą (co przecież wcale nie jest oczywiste), w jej mniemaniu będzie banalny, tak jak jej życiowy wybór jest wybraniem banału. Nie ma czego zazdrościć ani jej, ani jemu.

Deklarowane przez kobiety potrzeby są raczej czytelne – mężczyzna ma być miły, uwodzicielski, rycerski. Tak czytelne, że mogą na nich bazować przeróżni oszuści matrymonialni albo uwodziciele po kursach prezentacji…

„Rycerski”. Ciekawe słowo. Budzi pewnie sporo skojarzeń. Na przykład takie, że rycerz to ktoś w zbroi i tylko ona jedna, jego wybranka, ma klucz do tej zbroi. Ma na niego sposób, dzięki któremu on robi to, co ona chce, choć – obiektywnie rzecz biorąc – mógłby tego nie robić. Taki trochę nadczłowiek w zbroi, a ona może go kontrolować przez to tylko, że go dopuści do siebie lub odrzuci, stawiając kolejne warunki… W zasadzie on spełnia różne warunki, ale nigdy nie zostaje rozebrany z tej zbroi.

Hmmm… Nigdy tak na to nie patrzyłam. „Rycerski” kojarzyło mi się raczej z „gotowy, by stanąć w obronie”…

No dobrze, ale tu nadal nie chodzi o to, żeby dotrzeć do tego, co jest pod zbroją, bo to te blachy tworzą właśnie rycerza. Gdyby je całkiem zdjął, mogłoby w ich miejscu ukazać się nawet coś obrzydliwego. Tymczasem ona może się uśmiechnąć, chusteczkę zostawić… On wrze pod blachą i tak ma chyba zostać. Ona tak naprawdę nigdy go nie zaspokaja. Tak, to musi działać na wyobraźnię…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »