Porozmawiajmy o seksie: tylko ja

fot. iStock

„Jeśli lubisz robić to sama z prysznicem, pokaż partnerowi jak, a wzbogaci to wasz seks” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Kiedy seks z samym sobą jest dobry, a kiedy bywa toksyczny dla ciebie, dla niego lub dla związku, wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

 

Na spotkaniu grupy terapeutycznej 40-latka opowiadała o uzależnieniu od masturbacji: zaczynała od niej dzień, potem robiła to w pracy i wieczorem, nawet po seksie z partnerem…

Nimfomanka. Bo o kimś takim mówisz. Ale jeśli chcesz przez to powiedzieć, że masturbacja jest niezdrowa, bo się ludzie od niej uzależniają, to o wszystkim można by tak powiedzieć. Od wszystkiego ludzie się uzależniają, od jedzenia, od zakupów też. Ale to nie znaczy, że lepiej nie jeść czy nie kupować. Jak wiele normalnych i naturalnych rzeczy masturbacja czy onanizm może się przerodzić w coś, co jest przesadne. A więc dające złe skutki. Ale znam kobiety, które w dzieciństwie odkryły, że to coś, co mają między nogami, jest wspaniałe, że nie służy tylko do robienia siusiu i mycia, i nie uzależniły się. Te kobiety opowiadają o odkryciach seksualnych, które zawdzięczają właśnie masturbacji i które potem wykorzystały w seksie z mężczyznami. Na przykład wiedziały, czy nogi rozłożyć, czy właśnie jest im lepiej, jak je podniosą i skrzyżują. A mięśnie: kiedy napiąć, a kiedy rozluźnić. Ja nie odkryłam masturbacji w dzieciństwie i takich doświadczeń oraz takiej wiedzy o swojej kobiecości nie miałam. Powiem ci, że żałuję. Odkryłam, jak autoerotyka może być przyjemna, przez przypadek, jako młoda kobieta, dzięki irygatorowi, którym musiałam sobie podać lekarstwo. Pamiętam, że wtedy pomyślałam: „Czemu ja tego nie robiłam wcześniej?!”.

Mówisz o masturbacji jako o czymś tak naturalnym jak bieganie. A tymczasem Michał Lew-Starowicz w książce „Kochanie czy klikanie…” ostrzega, że bywa ona drogą do uzależnienia.

Jestem przekonana, że masturbacja jest czymś naturalnym, że to droga do kobiecej seksualności. Co więcej, dzięki masturbacji kobiety same siebie zaczynają traktować jako istoty godne rozkoszy, godne przyjemności. Ponadto masturbacja uniezależnia je od mężczyzn. I wcale nie chodzi mi o to, żeby nie być z mężczyzną i mieć swój wibrator. Ale też nie po to ciało daje nam taką szansę na rozkosz, żeby z niej nie korzystać.

Orgazm to przecież jedna z przyjemniejszych rzeczy i w dodatku dobra dla zdrowia! Kiedy jest seks, nie ma żylaków, mięśniaków, nie ma kłopotów z krążeniem itd. Masturbacja ważna jest dla singli. Dla tych, którzy są zakompleksieni, nie wierzą, by ktoś chciał się z nimi kochać. Dlaczego mają być pozbawieni rozkoszy? Za karę? Bywa jednak, że kobieta zmysłowa ma aseksualnego męża. I co ma zrobić, szukać innych mężczyzn, jeśli on nie ma ochoty? Chyba lepiej się masturbować?!

Są kobiety, które czują się po masturbacji gorzej. Krótki moment ulgi, a potem smutek, wstyd…

Mogę podejrzewać, że to właśnie te, które nie chcą sobie dawać przyjemności, bo myślą, że im się nie należy! Przypominają kobiety, które kupują nowe buty, przychodzą w nich do domu i… są nieszczęśliwe! Miały ładnie wyglądać, a nie wyglądają. „Po co ja je kupiłam?!” – marudzą, bo nadal czują się nieatrakcyjne. Dla nich masturbacja czy buty to tylko spust trudnych emocji. A dla mnie to przede wszystkim przejaw miłości do siebie. Człowiek siebie kocha, tak jak kocha partnera. A że akurat tego partnera przy nim nie ma, a odczuwa podniecenie, napięcie, to je rozładowuje, kochając siebie i dając sobie rozkosz. Orgazmy przeżywamy przecież sami nawet we śnie… Co w tym złego?

Co więc zrobić, kiedy ani masturbacja, ani nowe buty nie cieszą?

Zająć się sobą! Poczytać, popatrzeć, w jakiej strefie życia mogę sobie dać dobroć. Zastanowić się, czego mi w życiu brakuje, i sobie to sprezentować. Ja na przykład nie byłam dawno w lesie, a kocham drzewa, i dlatego jutro wybiorę się do lasu.

Ukazała się właśnie piękna książka „Shinrin-yoku. Sztuka i teoria kąpieli leśnych” o leczniczej sile spacerów wśród drzew…

Wielkie mi odkrycie, że las to zdrowie! No to niech idzie za nim kolejne: masturbacja, jak i cały seks, jest zdrowa. Masz wątpliwości, bo przez wieki seks był używany jako straszak przez Kościół i czarną pedagogikę. Dziewczynki i chłopcy rączki mieli mieć grzecznie na kołdrze, żeby sobie sami przyjemności nie mogli sprawić. Wyjątkowo paskudne i antyhumanitarne są zakazy, które pozbawiają ludzi tego, co rozkoszne.

Mówiłaś, że seks jest także do budowania relacji, ale czy mamy budować relacje z własną ręką?

Mamy zbudować relacje z własnym ciałem i z własnymi uczuciami! W dodatku jest to podstawowa relacja w życiu. I jak tej relacji nie będziemy mieć, to nie zbudujemy żadnej innej. Ale nikt nie musi się masturbować. Tak samo jak nie musi pić kawy czy jeść buraków. Może jeść kalafior i marchewkę.

W filmie „Lady Bird” jest taka scena: dwie dziewczyny opowiadają, jak zdejmują z prysznica główkę i się masturbują. Zastanawiają się także, jak to będzie z „facetem w środku”.

To może być problem, taki sam ma mężczyzna, który onanizował się przez lata przy pornografii i nie wie, jak się do kobiety w łóżku zabrać. Mężczyzna nie jest prysznicem. Może jednak warto partnerowi pokazać, jak się kochasz z prysznicem, żeby go zainspirować. Od razu zrobi się luźniej. Tajemnica przestanie być tajemnicą. A to zbliża. Poza tym warto próbować różnych rzeczy. Nawyki nas zubożają, a masturbacja strumieniem wody to tylko nawyk, więc po prostu go zmieńmy. Każda para musi się siebie nauczyć. Może być tak, że ona nie miała nawyku masturbacji, ale partnera, który inaczej ją dotykał, miał innego członka, inaczej pachniał. Najważniejsze – nie demonizować. Są mężczyźni, którzy przez to, że nauczyli się onanizować w dzieciństwie, nie kończą stosunku w partnerce. Wychodzą przed końcem i doprowadzają się do ejakulacji ręką. Jednak jeśli to kobiecie nie przeszkadza, to co w tym złego? Jeśli on ją dopieszcza, żeby miała orgazm, oboje są zadowoleni z seksu, odczuwają ulgę w ciele i rozkosz, to wszystko z ich miłością jest dobrze.

Ale też coraz częściej mężczyźni wolą onanizm niż seks z partnerką. I bywa, że kobieta wchodzi do pokoju i widzi partnera, który odmówił jej seksu, a teraz onanizuje się przy komputerze…

Bardzo częsta sytuacja i dziewczyny cierpią z jej powodu. Zresztą myślę, że mężczyźni też. Pracowałam nad tym z jednym z nich. Przyszedł do mnie i wprost mi powiedział, że kocha żonę i nie chce dalej tak żyć… Dojrzewał w tempie wstrząsającym i wyszedł po kolei z kilku uzależnień: od pornografii, od zdradzania, od onanizmu. A na początku wydawało się, że to typowy podrywacz: alkohol i seks. Zdradzał swoją wytworną żonę z paniami, które wyglądały jak seksualny wykrzyknik. To był rezultat oglądania porno, tam takie kobiety dominują. Podczas terapii dotarło do niego, jakim jest ciekawym człowiekiem, jak wiele ma talentów, ile robi ważnych rzeczy w życiu i że to wszystko tak go nagradza, że już nie musi mieć seksu na boku.

To idealne rozwiązanie: ona go przyłapuje i on idzie na psychoterapię! Ale czy to realne?

Ten pan akurat przyszedł sam, nieprzyłapany! Bo też gdy ona go przyłapie i zrobi awanturę, to on jej za to bardzo nie będzie lubił. Wyda się przecież, że zachowuje się jak dupek i 12-letni chłopczyk. Dlatego wcale nie będzie miał ochoty przestać się onanizować i w zamian zacząć z nią spać!