fbpx

Udany związek. Jak wykorzystać etap rozczarowania dla wzmocnienia relacji

Symbioza w związku
123rf.com

To naturalne, że pewnego dnia budzisz się u boku swojego męża czy żony, z pytaniem: czy to na pewno był dobry wybór, czy to nie jest jednak pomyłka? Psycholodzy twierdzą, że zjawisko nienawiści małżeńskiej jest faktem. Tak czujemy. Pytanie, co z tym zrobić?
Mężczyzna był oszołomiony i zaskoczony rozwodem po 10 latach. „Ona po prostu nie doceniła tego wszystkiego, co dla niej robiłem, by dać jej szczęście”, oskarżał swoją do niedawna żonę. Był rozżalony i rozzłoszczony. A przede wszystkim rozczarowany związkiem. Przecież karmił dzieci, zmieniał im pieluchy, kąpał je, czytał im bajki, kładł do łóżek. Zanim wyjechał rano do pracy rano, robił im śniadanie. Kupił większy dom i wziął na siebie finansową odpowiedzialność, aby żona mogła nie pracować. Z czego ona była niezadowolona? Jak śmiała? Tyle dla niej robił…

Po rozwodzie samotność i brak codziennych kontaktów z córkami skłoniły go do refleksji. „Czy było coś, co mogłem zrobić inaczej?”. Doszedł do wniosku, że jego żona miała prawo być sfrustrowana, bo tak naprawdę była samotną matką, to ona „gasiła pożary” codziennego życia, gdy on pracował. Miała prawo być nieszczęśliwa mimo jego wielkich odświętnych gestów na rzecz rodziny. Przestał obwiniać byłą żonę. „Nie można zmienić innej osoby. Można jedynie zmienić siebie”, wysnuł ostateczny wniosek. Odkrył, że w ogóle nie zajął się sobą jako partnerem, skupiał się na tym, jaka ma być jego żona. Nie pozwolił też relacji się rozwijać w sposób, który byłby dobry dla obojga, miał na jej temat określone sztywne oczekiwania.

Terapeuci ostrzegają, że na ogół wchodzimy w związek z jakimś modelem relacji w głowie, tymczasem trwały związek potrzebuje szerszego wyboru pomysłów na bycie razem. Ludzie mogą spędzić całe swoje życie, próbując zrealizować coś, czego tak naprawdę nie ma, kierując się wyidealizowaną wizją tego, co ich zdaniem powinno zaistnieć. Trzymanie się wyobrażeń o idealnym partnerze wiedzie do katastrofy. Badania wskazują, że kobiety bardziej niż mężczyźni wprowadzają do relacji element fantazji. To one inicjują dwie trzecie rozwodów. Są bardziej rozczarowane niż mężczyźni. Częściej porównują ich do kolegów, do partnerów przyjaciółek. Kobiety bardziej zajmują się tym, co mają, i tym, co myślą, że powinny mieć. Taki schemat myślenia mężczyźni przejawiają tylko w sferze seksualnej.

W każdym związku prędzej czy później przychodzi chwila w której budzimy się obok partnera czy partnerki, zadając sobie pytanie: „czy to nie pomyłka?”. Pojawia się rozczarowanie, a nawet nienawiść. Co robić, gdy związek traci na atrakcyjności? Terrence Real, terapeuta z Bostonu nazywa ten moment pierwszym dniem prawdziwego małżeństwa. To wcale nie jest znak, że wybraliśmy nieodpowiedniego partnera. Takie myślenie to mydlenie sobie oczu. Pomysł, że się pomyliliśmy, jest raczej sygnałem, aby wziąć odpowiedzialność za własne frustracje. Niezmiennie będziemy tęsknić za doskonałą drugą połowę, ale równie niezmiennie będziemy skazani na niedoskonałego człowieka. Tak będzie, jeśli nie porzucimy pomysłu, że ktoś inny opatrzy nasze psychiczne rany i tym samym nas uszczęśliwi.

Kiedy czas zakochania mija, niemal każdy z nas mierzy się z myślą, że źle wybrał. Wcześniej tego nie widział, bo był zauroczony. Eksperci dają na ten etap od dziewięciu miesięcy do czterech lat. Badania pokazują, że zakochane mózgi przeceniają podobieństwa i idealizują siebie nawzajem. Cieszymy się, że on kocha tajskie jedzenie, podróże i klasyczne filmy, tak jak my. I zapominamy, że jest maniakiem starych samochodów i ciągle „siedzi” w internecie, czego nienawidzimy. Ostatecznie rzeczywistość wygrywa i narasta rozczarowanie, że partner jest tylko człowiekiem… Pojawia się chęć szukania nowej Królewny bądź Królewicza.

Klinicyści uważają, że to zachowania destrukcyjne. Zamiast koncentrować się na partnerze, lepiej spojrzeć na siebie i zapytać: „Dlaczego jestem nagle taka nieszczęśliwa i co muszę z tym zrobić?”. Odpowiedź na to pytanie nie ma nic wspólnego z partnerem i z jego rzekomymi wadami, nie wiąże się w żaden sposób z tymi tragicznymi różnicami, które nagle wychodzą na jaw. W tym momencie warto wziąć odpowiedzialność za swoje oczekiwania, własne negatywne reakcje emocjonalne, własne lęki i mroczne nastroje.

Poczucie głębokiego rozczarowania, kiedy najchętniej wycofalibyśmy się z relacji, jest ważnym momentem. Właśnie wtedy warto zagłębić się w siebie, uzmysłowić sobie, że to my jesteśmy odpowiedzialni za związek, którego chcemy. Wymaga to odwagi, bo na ten krok należy się odważyć w chwili, kiedy jesteśmy przestraszeni i sfrustrowani. Okropnie rozczarowani. Jeśli jednak w tym momencie nie uzmysłowimy sobie źródła naszych najgłębszych potrzeb, nie dotkniemy prawdy o sobie i przy okazji o naszym związku. Nie dowiemy się, co w sobie nosimy i jaki brak miał nam wypełnić partner. I w każdej kolejnej relacji będzie nam źle. Jeśli zdobędziemy się na odwagę i pokażemy to wrażliwe miejsce osobie, z którą jesteśmy, wzmocnimy związek. Człowiek świadomy własnych potrzeb jest wielką siłą relacji!

– Raczej nie myślimy, że coś z nami jest nie tak – mówi psycholog Thomas Bradbury. – Nie przychodzi nam na myśl, że małżeństwo to transakcja wiązana. Że są w niej dwie osoby. Związki to negocjacje między nimi.

na podstawie www.psychologytoday.com

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>