fbpx

Jakie przesądy na temat seksu warto wyrzucić z sypialni?

Włóż to między bajki
Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)

Pozycja misjonarska to nuda, fetyszyści – zboczeńcy, a gra wstępna – obowiązkowa! Prawda czy fałsz? Wyjaśnia seksuolożka Małgorzata Zaryczna.

Na żaden chyba temat nie napisano tylu poradników. Jak zatrzymać Erosa w sypialni, jak na 10 sposobów doprowadzić ją do orgazmu, jak dać mu niebiańską rozkosz… Ochoczo czytamy i stosujemy w łóżku to, czego się nauczyłyśmy. Satysfakcjonujące? Tylko czasem. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie chodzi o to, by opanować kolejne techniki. To, co najistotniejsze, to zrozumieć zjawisko, jakim jest seks. I nie dać się uwieść… łóżkowym absurdom.

Odrobina fetyszysty

Fetyszyzm to seksualna anomalia, polegająca na tym, że dana osoba osiąga satysfakcję dzięki obecności podniecającego ją przedmiotu – fetysza. Zgoda, może być prawdziwym dramatem par: on ją kocha, ale nie podnieca go bliskość z nią bez „dodatku” w postaci kawałka koronki czy butów na obcasie, a ona – jeśli o tym wie – czuje się wręcz zbędna w sypialni.

– W takim wymiarze fetyszyzm wymaga pomocy seksuologa – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Nawet z punktu widzenia przyjemności przestaje być funkcjonalny: jednemu z partnerów ją daje, lecz za bardzo wysoką cenę; drugiemu natomiast stopniowo ją odbiera, stanowiąc źródło frustracji i cierpienia.

Nie zawsze jednak to, co nazwalibyśmy fetyszyzmem, nim jest. Nie każdy mężczyzna, który wącha damską bieliznę, jest zboczeńcem – w takim zachowaniu nie ma nic złego, dopóki za podstawowe źródło satysfakcji uważa kontakty seksualne. Fakt, że coś zwiększa przyjemność, stanowi pikantny przyczynek, ekstradodatek w łóżku, być może czyni z obiektu rodzaj fetysza, ale nie czyni człowieka fetyszystą. Tym bardziej, że…

– Odrobina fetyszysty drzemie w każdym z nas – mówi Małgorzata Zaryczna. – Każdemu coś się bardziej podoba w ciele partnera, a coś mniej. Weźmy choćby zamiłowanie mężczyzn do damskich stóp czy piersi. Wiele osób odczuwa podniecenie w reakcji na zapach skóry i potu partnera, a już widok damskiej bielizny czy pończoch kręci większość panów o orientacji heterosekualnej.

Dlatego w samym fakcie, że kogoś podniecają jakieś konkretne akcesoria, nie ma nic złego. Co więcej, znalezienie swego fetysza jest fantastycznym sposobem na podgrzanie atmosfery w sypialni.

Dobrym przykładem udanych poszukiwań jest Magda. Ona swój fetysz odkryła przypadkiem i to właśnie ten kawałek jej seksualności sprawił, że dziś jest szczęśliwą żoną i matką. Zgłaszała na posterunku policji kradzież komórki. Przyjął ją posterunkowy, który pewnie był kompetentny i pomocny, ale tego Magda nie pamięta. Pamięta natomiast, jak podziałała na nią jego bliskość: poczuła się jak topniejąca landrynka. Na początku nie wiedziała, czemu. Ale kiedy spotkali się znowu, on był w cywilu i… podniecenie nie przyszło. Wciąż się jej podobał, ale ten gorący płomyczek w podbrzuszu nie chciał się zatlić. Do łóżka trafili na trzeciej randce, bo on przyszedł prosto z pracy, w uniformie. A Magdę tak podniecił ten symbol władzy, że z miejsca zaprosiła go do siebie. Są razem od pięciu lat. Seks jest cały czas wspaniały – ale najlepszy wtedy, kiedy mąż do łóżka przychodzi „na służbowo”.

Może by tak więc założyć dla ukochanego pończochy – z podwiązkami, podtrzymywane przez pas czy samonośne? Na większość mężczyzn działają. Na niemal każdego działa też ładna, koronkowa bielizna. Inni uwielbiają kobiety w szpilkach – także w łóżku. Czasem proszą o założenie białych podkolanówek, dzięki czemu mają poczucie, że konsumują zakazany owoc: takie skarpetki kojarzą się ze strojem uczennicy. Cokolwiek to będzie, Małgorzata Zaryczna zachęca do poszukania swojego małego, łóżkowego dziwactwa, drobnego odstępstwa od normy, bez przyklejania sobie od razu łatki zboczonych.

Czy musi być intensywnie?

Czego najbardziej obawiamy się w sypialni? Jeśli za miernik obrać problemy, z jakimi zgłaszają się do seksuologa pacjenci, okazałoby się, że panicznie boimy się nudy. Coraz więcej par unika z tego powodu… pozycji misjonarskiej.

– Często słyszę: „boimy się kochać w tej pozycji, żeby od seksu nie zaczęło wiać nudą” – dziwi się Małgorzata Zaryczna. – Ten lęk jest powszechny, zwłaszcza wśród młodych ambitnych, kadry kierowniczej, w której kładzie się wielki nacisk na rozwój, sukces i kreatywność. Oni najbardziej boją się rutyny, codzienności. Także w seksie: chcą się kochać w windzie, na imprezie, w parku – byle nie w łóżku. I byle nie „na mamę z tatą”. Czasem muszą iść na siłownię czy jogę i trenować ciało, żeby dało radę kolejnym cudom z Kamasutry.

Zamieniają seks w dyscyplinę wyczynową. Po co? Co jest nie tak z pozycją klasyczną?
– Ależ nic! – zapewnia Małgorzata Zaryczna. – To najważniejsza pozycja, niesłusznie teraz degradowana. Zapewnia ogromną bliskość. Kochankowie mogą się przytulić do siebie całymi ciałami, objąć jednocześnie rękami i nogami. Trudno przytulić kogoś bardziej… Poza tym ma bardzo wiele wariantów, pozwala stosować pchnięcia głębsze i płytsze, zbliżać się i oddalać, by móc na siebie popatrzeć.

Wniosek? Seks lubi urozmaicenie, to dobrze, jeśli w poprawę życia erotycznego para chce wkładać tyle energii i poświęcać na to czas, ale bez przesady. Klasyczne pozycje mogą wydać się zwykłe, prozaiczne, ale przecież potrafią dostarczyć tyle samo przyjemności i bliskości, co inne, a na dodatek być ciekawym urozmaiceniem w… sztafecie samych nowości. Chodzi o to, by być razem i czerpać radość z seksu, a nie by sprawdzać wytrzymałość stawów i mięśni podczas miłosnej potyczki.

Podobnie jest z wyśrubowanymi standardami dotyczącymi gry wstępnej. Dawniej mężczyźni sądzili, że kochance jako bodziec podniecający wystarczy fakt, że zdejmą spodnie. Dlatego seksuologowie niezmordowanie grzmieli: „Panowie, bez gry wstępnej kobiety nie zadowolicie! Pomyślcie nie tylko o sobie, ale też o partnerkach, poświęćcie czas na pieszczoty”. Lata edukacji dały owoce: dzisiejsi kochankowie wiedzą, że kobieta rozgrzewa się wolniej i potrzebuje gry wstępnej. Poznali tyle trików i sposobów, że… zaczynają się w tym gubić. Zamiast błysnąć przed kochankami, osiągają skutek całkiem odwrotny.

– Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której gra wstępna nie służy pobudzeniu partnerki, tylko pokazaniu, że oni potrafią i są gotowi to robić, nawet bardzo długo – zauważa seksuolożka. – Przeciągają więc wstępne pieszczoty do granic możliwości. Tymczasem kobieta przy zbyt długich pieszczotach albo ostygnie, albo się zirytuje. W obu przypadkach straci ochotę na zbliżenie. Bo w pewnym momencie, gdy czuje podniecenie, chciałaby przejść już do konkretów – a on pieści i pieści. To, zamiast rozgrzewać, tylko studzi jej zapał.

Do gabinetu Małgorzaty Zarycznej przychodzi wiele kobiet, skarżąc się, że nie chcą urazić partnera, bo się tak stara… ale one chciałyby konkretów, penetracji, pasji i pożądania, a nie głaskania, muskania, pocierania i ugniatania bez końca. Boją się, że gdy powiedzą: „za długo mnie pieścisz”, on się obrazi.

– Rzeczywiście, może poczuć się dotknięty – zgadza się Małgorzata Zaryczna. – Ale wiele zależy od tego, jak mu to przekaże partnerka. Zamiast powiedzieć: „za długo mnie pieścisz”, może po prostu zaprosić go do akcji słowami w stylu: „kochanie weź mnie teraz, zwariuję, jak tego nie zrobisz”. Nie bójmy się przejąć inicjatywy. Który facet nie marzy o tym, by kobieta błagała go o seks?

Cisza na planie

Zuzanna podczas seksu musi ze sobą walczyć. Coś od środka sprawia, że chciałaby jęczeć. Ale stara się być cicho. Zaciska usta, by nie sapać, nie jęczeć i nie wzdychać. A już na pewno nie krzyczeć. Wstydzi się, bo to jak przyznanie się do tego, że jest rozwiązła, jak – nie przymierzając – jakaś gwiazda porno. A w ogóle to głupio brzmi, a któż chciałby narazić się na śmieszność, zwłaszcza w sypialni?

– Kompletny absurd – uważa seksuolożka. – Powstrzymując odgłosy, powstrzymujemy też oddech, czego dalekosiężnym efektem jest niedostateczne ukrwienie, a więc za małe uwrażliwienie tkanek. To skutkuje słabszym odbiorem bodźców zmysłowych. Wniosek: tłumiąc odgłosy, tłumimy też przyjemność. Pomijając fakt, że gdy zamiast odlecieć na skrzydłach rozkoszy, cały czas się kontrolujemy, raczej trudno o orgazm.

Zuzanna nie tylko nie daje sobie szansy na większą przyjemność, ale też pozbawia swojego partnera bardzo silnego bodźca erotycznego. Mężczyźni uwielbiają kobiece jęki. To dla nich wspaniała nagroda za starania. Nie na darmo w filmach erotycznych przykłada się dużą wagę do doboru efektów dźwiękowych…

Kobietom, które chciałyby się przełamać i wreszcie przerwać ciszę w sypialni, Małgorzata Zaryczna zaleca ćwiczenia… w samotności. – Na przykład podczas masturbacji. Powzdychać, postękać, pojęczeć – powydawać najróżniejsze odgłosy, na jakie będą miały ochotę – radzi. – Nawet gdyby taki seans autoerotyki miał się zakończyć salwą śmiechu, jest to cudowne, oczyszczające doświadczenie. Wiele kobiet nigdy nie słyszało swojego jęku, z góry zakładając, że to nie na miejscu. Tymczasem nasze westchnienia są piękne!

(Zbyt) romantyczny kochanek

Współcześni mężczyźni rozumieją potrzeby kobiet. Tak jak Marek. Jego żona ciężko pracuje, jest prawniczką i często siedzi w kancelarii do późna w nocy. Seks? „Daj spokój, nie mam siły” – to najczęstsza odpowiedź, jaką słyszy Marek. Więc nie nalega. Rozumie, widzi podkrążone oczy żony. Efekt? Sypiają ze sobą raz na kwartał. Albo rzadziej. Właściwie to przeważnie na wakacjach. Życie seksualne Marka od lat odbywa się… na własną rękę.

– Rzeczywiście, od jakiegoś czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem „nowego mężczyzny” – mówi Małgorzata Zaryczna. – Wycofuje się, by dać kobiecie przestrzeń. Robi to z miłości i troski. Nie chce jej przytłaczać. Szanuje uczucia. Do niczego nie zmusza. A już na pewno nie do seksu.

Piękne? Może. Ale też absurdalne. Bo wszystko w nadmiarze staje się absurdem. A kobieta potrzebuje prawdziwego faceta.

– Choć to w dobie emancypacji zabrzmi niemodnie, kobieta prędzej będzie mieć orgazm z mężczyzną stanowczym, wiedzącym, czego chce, może nawet nieco dominującym, niż z wyrozumiałym, ale delikatnym i niezdecydowanym partnerem – uważa seksuolożka. A zatem lepiej sprawdzi się stary, dobry macho, który dba tylko o siebie? Niekoniecznie. Wystarczy, jeśli mężczyzna będzie zdecydowany. Będzie naprawdę wiedział, czego chce i będzie to wyrażał, pokazując w ten sposób kobiecie, że jest piękna i atrakcyjna. Mężczyzna musi sprawiać wrażenie kogoś, kto panuje nad sytuacją. Dopiero wtedy kochanka może się całkowicie odprężyć w jego ramionach i oddać przyjemności.

– Poza tym u kobiety ochota na seks pojawia się czasem dopiero pod wpływem pieszczot – dodaje Małgorzata Zaryczna. – Zwłaszcza po kilku latach związku. Odpowiednio pobudzana nabiera apetytu na więcej. Stąd, jeśli parter wycofuje się, bo ona skrzywiła brew, seks rzeczywiście przydarza się od święta.

Ale jest jeszcze coś: kiedy mężczyzna jest bardzo wyrozumiały, wrażliwy i empatyczny, staje się… kobiecy. Podobny do nas. Zbyt podobny. Jest jak nasza przyjaciółka. Wtedy nie ma napięcia, nie iskrzy. A to zabija libido. Poza tym niedawne badania wykazały, że kobiety miały zdecydowanie lepsze orgazmy po obejrzeniu horroru niż komedii romantycznej. Jak widać, odrobina napięcia poza łóżkiem jest zatem niezbędna, by w łóżku płynął prąd.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze