„Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie” – mówi autorka kryminałów, Katarzyna Wolwowicz w podcaście „Rzecz gustu”. Co napędza wyobraźnię tej pisarki i psycholożki, która pracowała przez lata ze służbami mundurowymi? Dlaczego las działa jak naturalny detoks, a poranne pisanie i wypowiadanie pomysłów na głos staje się rytuałem twórczej klarowności?
W podcaście „Rzecz gustu” magazynu „Zwierciadło” Magdalena Kuszewska rozmawia z Katarzyną Wolwowicz – autorką serii kryminalnej o Oldze Balickiej („Niewinne ofiary”, „Fałszywe tropy”, „Toksyczne układy”, „Bursa” itd.) oraz thrillera „W otchłani” – o emocjach, które prowadzą fabułę, o pracy z policjantami oraz o tym, dlaczego nie wierzy w poprawność polityczną. To rozmowa o pisaniu, które dojrzewa razem z człowiekiem.
Katarzyna Wolwowicz, pisarka i psycholożka kliniczna, nie ukrywa, że emocje są jej głównym paliwem twórczym. – Bardzo często czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją – mówi. I dodaje: – Mnie one zawsze inspirują. Pewnie wychodzi tu natura psychologiczna.
To podejście sprawia, że jej bohaterowie stają się trójwymiarowi – są zbudowani nie tylko z akcji, lecz przede wszystkim z przeżyć. W jej powieściach napięcie rośnie zarówno przez śledztwo, jak i przez wewnętrzne zmagania postaci.
Pisarką została, jak mówi: „późno, przed czterdziestką, kiedy do tego dojrzałam”. Jednak niezwykle płodną (ponad 20 książek na koncie), pewnie dlatego, że ma ustalony rytm pracy. – Lepiej mi się pisze rano i muszę wypowiadać moje myśli na głos, wtedy nie zapominam pomysłów – wyznaje.
Mówi je do siebie, jakby testowała brzmienie scen i dialogów. To rodzaj autorskiego „głośnego pamiętnika”, który pozwala jej projektować rozdziały tak, jakby już istniały w realnej przestrzeni.
Ten proces – jak zaznacza – jest kruchy. Wymaga spokoju, przestrzeni i… odpowiedniego pejzażu. – Niektórzy boją się lasu, a mnie on uspokaja. To mój detoks – dodaje.
Wolwowicz opowiada, że nie potrafi pisać, jeśli codzienność staje się za głośna, za szybka, zbyt wymagająca. Las – dosłownie – przywraca jej równowagę i pomaga „zresetować emocjonalne akumulatory”.
Przez lata Wolwowicz pracowała z policjantami – najpierw jako psychoterapeutka, a teraz w ramach konsultacji przy książkach. I jak mówi, mierzy się z największym stereotypem dotyczącym tej grupy zawodowej. – Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale rzeczywistość wygląda inaczej – zaznacza. – A jak z nimi pracowałam, to zauważyłam, że mają mnóstwo empatii i ogrom emocji, ale emocje ukrywają w środku.
Ta obserwacja sprawiła, że jej literacki świat nie jest czarno-biały. Policjanci Wolwowicz to ludzie, którzy targają w sobie ciężar, często zbyt duży, by go wypowiedzieć.
A sama autorka? – W życiu prywatnym często płaczę – przyznaje. To również część jej wrażliwości, której nie traktuje jako słabości. Raczej jako narzędzie do głębszego rozumienia świata.
Rynek kryminału jest ogromny, ale – jak zauważa Wolwowicz – paradoksalnie przewidywalny. – Bardzo wielu czytelników kryminałów chce ciągle tego samego – mówi. Chodzi o pewien rytm, znany układ, krąg oczekiwań, które sprawiają, że powieść staje się „bezpieczną podróżą”, nawet jeśli pełną trupów i tajemnic. Wyzwaniem pisarza jest tchnąć świeżość w gatunek, który ma swoje ustalone szyny. Jednak pisarka się temu nie poddaje i nie kryje też swojego sceptycyzmu wobec współczesnej kultury nadmiernej ostrożności: – Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie – mówi.
Jej książki nie unikają emocji ani ciemnych stron człowieka. Nie są też przesadnie ugrzecznione. Wolwowicz uważa, że literatura ma prawo dotykać, drapać, zadawać pytania i nie dawać prostych odpowiedzi.
W barwnych, gęstych od emocji kryminałach Wolwowicz widać zarówno jej psychologiczną intuicję, jak i ogromne doświadczenie życiowe. To literatura, która trwa w czytelniku długo po zamknięciu książki – nie przez makabrę, ale przez prawdę o człowieku.
W rozmowie z Magdaleną Kuszewską pisarka otwiera kulisy swojego świata – pełnego empatii, obserwacji i głębokiego emocjonalnego słuchu. To nie jest rozmowa o trupach i fabułach, lecz o psychologii, dojrzewaniu do pisania i o odwadze tworzenia bez filtrów.