fbpx

Nasz „drugi mózg”. Jak praca jelit wpływa na samopoczucie i zdrowie psychiczne?

Jak praca jelit wpływa na samopoczucie i zdrowie psychiczne?
„Jelita to gigantyczny matrix, który rejestruje nasze życie wewnętrzne i oddziałuje na podświadomość” – pisze mikrobiolog Giulia Enders. (Fot. iStock)

Zazwyczaj swoje centrum dowodzenia lokalizujemy w głowie. To ona odpowiada za zdolność logicznego myślenia, analizowanie, odczuwanie radości. Okazuje się jednak, że na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne ma wpływ także praca brzucha.

Świat medycyny i nauki przestaje traktować jelita jedynie jako przyrząd do transportowania i rozkładania pokarmu oraz wydalania resztek. Kiedyś podchodził do nich z lekką rezerwą, dziś zaczyna obdarzać ten narząd coraz większym szacunkiem. Zdarza się nawet, że nazywa się je „drugim mózgiem” – okazuje się bowiem, że jelita dysponują różnego rodzaju przekaźnikami, są wyjątkowo precyzyjnie unerwione i wyposażone w skomplikowane sieci neuronowe. A do tego dzięki swej olbrzymiej powierzchni pełnią rolę największego narządu zmysłowego w ludzkim organizmie – i w przeciwieństwie do zamkniętego w kostnej puszcze i odizolowanego od reszty ciała mózgu zawsze znajdują się w samym środku wydarzeń. „Jelita to gigantyczny matrix, który rejestruje nasze życie wewnętrzne i oddziałuje na podświadomość” – pisze mikrobiolog Giulia Enders w książce „Historia wewnętrzna. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała”.

Siła z brzucha

W jaki sposób kondycja jelit może wpływać na nasz dobrostan psychiczny? – Jelita mają z mózgiem specjalne, bezpośrednie połączenie, którym informują go o naszym „życiu wewnętrznym” – wyjaśnia Magdalena Rybner, specjalista medycyny rodzinnej. – Odbywa się to za pomocą nerwu błędnego, który biegnie przez przeponę, mija serce, płuca i przełyk i dociera bezpośrednio do mózgu. Impulsy, które są wysyłane przez jelita, trafiają do wielu części mózgu, m.in. do układu limbicznego, ciała migdałowatego czy hipokampu. A to nie pozostaje bez wpływu na naszą kondycję psychiczną – struktury te są bowiem powiązane nie tylko z procesem zapamiętywania, ale też motywacją czy regulacją zachowań oraz odczuwanych emocji (zarówno pozytywnych, jak i negatywnych).

I potwierdzają to badania. Irlandzcy naukowcy przez kilka tygodni podawali myszom preparaty zawierające drobnoustroje przyjazne dla flory bakteryjnej jelit, a potem poddawali gryzonie różnym eksperymentom sprawdzającym funkcje poznawcze. Wyniki były zaskakujące: myszy o „dokarmionym” układzie pokarmowym odznaczały się większą determinacją, miały niższy poziom hormonów stresu we krwi i osiągały lepsze wyniki w testach na orientację. Były też bardziej zmotywowane, a na dodatek szybciej się uczyły i miały lepszą pamięć niż ich „niedokarmione” koleżanki.

Emocjonalne kiszki

Robiono też eksperymenty, które potwierdzają związek pomiędzy zdrowiem jelit a przetwarzaniem emocji i samopoczuciem u ludzi. Najprostszy przykład: osoby cierpiące na nadwrażliwość jelit lub choroby takie jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniowskiego-Crohna znacznie częściej zapadają na depresję i odczuwają stany lękowe. I to nie tylko dlatego, że spodziewają się bólu czy innych niedogodności związanych z chorobą. Giulia Enders opisuje jedno z badań: „Po czterech tygodniach przyjmowania mieszanki wybranych bakterii u badanych nastąpiły wyraźne zmiany w pewnych obszarach mózgu, zwłaszcza tych, które odpowiadają za odczuwanie bólu i przetwarzanie emocji”. Jak to możliwe? Jedną z przyczyn może być wpływ flory bakteryjnej na wytwarzanie tzw. hormonu szczęścia – okazuje się bowiem, że ponad 90 proc. serotoniny produkowanej przez ludzki organizm powstaje właśnie w komórkach jelit! Kiedy zmienia się jej aktywność, „górny” mózg zaczyna otrzymywać inne doniesienia z mózgu „dolnego”. Może to właśnie dlatego udręczone chorobą jelita w zadziwiająco skuteczny i trwały sposób rujnują nastrój w głowie? Jeśli nękają nas spadki nastroju i dopadają niewytłumaczalne lęki, pamiętajmy: być może przyczyną nie jest brak równowagi pewnych substancji w mózgu, lecz stan naszego brzucha.

Ale ta komunikacja odbywa się także w odwrotnym kierunku. Najlepszym przykładem jest reakcja organizmu na sytuacje stresowe. Każdemu z nas zdarza się walczyć z presją czasu bądź czuć lęk przed wystąpieniem publicznym. Co wtedy dzieje się w naszym brzuchu?

– Kiedy mózg uznaje, że dzieje się coś złego, uruchamia tryb awaryjny – mówi Magdalena Rybner. – Jednym z jego elementów jest przekierowywanie energii, jaką dysponuje organizm, do mięśni i mózgu. A skąd ją wziąć? Najprostszym rozwiązaniem jest zaciągnięcie „energetycznej pożyczki” u jelit: w efekcie zostają wyhamowane procesy trawienne, mniej krwi idzie do jelit, a one same wytwarzają mniej śluzu. Jeśli taka sytuacja trwa przez krótki czas, wszystko jest w porządku. Ale kiedy zaczyna się przeciągać, jelita płacą za to zdrowiem.

W jaki sposób? Zdaniem Magdaleny Rybner, gorsze ukrwienie i mniejsza ilość ochronnego śluzu sprawiają, że ścianki jelit stają się słabsze. W odpowiedzi na ten stan rzeczy zmienia się „klimat” w ich wnętrzu – niestety, ten nowy sprzyja raczej namnażaniu się mniej przyjaznych bakterii. Z kolei zmiana składu flory bakteryjnej to nie tylko skłonność do biegunek bądź bóle brzucha, ale też pogorszenie się samopoczucia emocjonalnego. Jaki z tego wniosek? Przecież stresu uniknąć się nie da! Ale można w okresach, kiedy się nasila, zasilać jelita dobrymi bakteriami.

Odporność ze środka

Układ odpornościowy składa się z kilku pięter. Nasze jelita są jednym z nich. – I to jednym z najważniejszych – to tu znajduje się ponad 70 proc. limfocytów, którymi dysponujemy – wyjaśnia Magdalena Rybner. W rozwoju, regulacji i sprawnym funkcjonowaniu układu odpornościowego bardzo ważną rolę pełnią bakterie jelitowe, które aktywują jego różne komórki. W naszych jelitach bytuje na co dzień ponad tysiąc różnego rodzaju gatunków bakterii! I ważne, by ten bakteryjny zestaw, czyli mikrobiom, miał właściwy skład. Często zwykła suplementacja „dobrych” bakterii wystarcza, by układ odpornościowy zaczął działać nawet kilka razy sprawniej – i ktoś, kto cierpi na ciągłe przeziębienia, na długi czas się od nich uwolnił. Z tego samego powodu trzeba regularnie uzupełniać nasze menu o produkty zawierające naturalne kultury bakterii. To zapewni prawidłową „odporność kolonizacyjną”: jeśli wszystkie miejsca w jelicie będą zajęte przez sprzyjające nam lub neutralne bakterie, te chorobotwórcze nie będą się miały gdzie osiedlić i zostaną wydalone.

To, jak wygląda nasz jelitowy mikrobiom, może być powiązane także z chorobami autoimmunologicznymi. Okazuje się bowiem – co odkrył zespół dr. Jose Schera z New York University – że jelitowy mikrobiom osób cierpiących na reumatoidalne zapalenia stawów zawierał w sobie bakterię o nazwie Prevotella copri; podczas gdy mikrobiom ludzi wolnych od tej choroby był także wolny od tej bakterii. Doktor Scher zauważył też, że u innych pacjentów z autoimmunologicznymi schorzeniami stawów poziomy pewnych rodzajów bakterii jelitowych były zdecydowanie niższe niż u zdrowych ludzi. Na razie zespół dr. Schera nie wyciąga ostatecznych wniosków, jednak – jak określił to autor badań – na arenę trafił nowy gracz. Jego zadaniem jest zwrócić uwagę świata medycznego na znaczenie ludzkiego mikrobiomu jelitowego.

– Nie da się zaprzeczyć, że nasz mikrobiom zmienił się pod wpływem cywilizacji – zgadza się Magdalena Rybner. – Wprowadzenie do masowego użytku antybiotyków, całkowicie odmienna dieta niż w czasach naszych dziadków oraz ograniczony kontakt z mikrobiomami typowymi dla świata zwierząt i roślin – to wszystko sprawia, że nasz wewnętrzny ekosystem bakteryjny działa inaczej. I nie jest wykluczone, że właśnie tę zmianę uda się powiązać z rosnącą ilością chorób autoimmunologicznych i alergicznych.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze