fbpx

Kulawe wyobrażenia

Kobiety niepełnosprawne lubią seks, robią zakupy, kończą studia, gotują, jadają w restauracjach, śmieją się, płaczą… Ta nudna i nieco żenująca wyliczanka przestaje być śmieszna, gdy uświadamiam sobie, że wielu osobom nie mieści się w głowie, że wszystko to może dotyczyć kobiet – w ich przekonaniu – niepełnych, ułomnych.

Wczoraj rano spojrzałam w oczy 31-letniej kobiecie. „Kolejne urodziny, a w lustrze wciąż ta sama twarz” – szepczę do siebie. Nie dostrzegam na twarzy upływającego czasu. Wyczuwam za to zmiany w sobie, jestem częściej zdenerwowana, roztargniona. Wydaje mi się, że rozmywają mi się plany, realizuję marzenia w zwolnionym tempie. Nie czuję się silna. Nadal nie potrafię zasnąć głęboko. Cały czas zastanawiam się, co dzieje się w wiklinowym koszu, w którym śpi córeczka. Każdy dźwięk, głębszy oddech, ruch zabawek na pałąku czy nawet cisza wywołują niepokój. Zrywam się gwałtownie z łóżka, od komputera, od książki i sprawdzam. Oczywiście nic się nie dzieje. Muszę nauczyć się odpoczywać. Znajome mamy mówią mi, że po trzech miesiącach wszystko wraca do normy. Czekam.

Mimo wszystko coś robię. Między innymi pomagam przyjacielowi realizować projekt integracyjny, na który dostał unijne pieniądze. Tomek jest 27-letnim mężczyzną, porusza się na wózku inwalidzkim i próbuje nadać realne kształty idei Domu Kultury Niezależnej, w którym mogłyby spotykać się młode osoby: zdrowe i chore, wierzące i niewierzące, hetero– i homoseksualne. Po prostu grupa ludzi, którzy chcieliby koncentrować się na budowaniu symbolicznych mostów, a nie na wrzeszczeniu na siebie z dwóch brzegów tej samej rzeki. Nie jest to łatwe w niedużym mieście, gdzie wszelka inność jest obca i zazwyczaj zamknięta w jakichś wygodnych dla świata czterech ścianach.
 
Tomek zaplanował kilka warsztatów, w tym dwa, za które jestem odpowiedzialna: warsztat dziennikarski oraz warsztat kreatywnego pisania. Wciąż nie potrafię polubić modnych dziś słów. Nadal krzywię się, pisząc, że jakieś działanie będzie wymagało „kreatywności” albo że ktoś jest wystarczająco „mobilny”. Ale słowa te wyglądają dobrze na papierze urzędowym, który może pomóc dotrzeć do zamkniętych w zakamarkach powiatu ludzi. Liczę, że najbliższe dni pozwolą zachęcić do wyjścia z iluzorycznie bezpiecznych kątów kobiety w oczach tłumu niepełne, czyli – mówiąc językiem „unijnych priorytetów” – niepełnosprawne.

Kilka lat temu prowadziłam zajęcia terapeutyczne w jednym z pobliskich domów pomocy społecznej i nieraz słyszałam od dziewczyn z Klubu Młodych Niepełnosprawnych, że na każdym kroku, obserwując zdrowe twarze, nieustannie czują swoje fizyczne potknięcia. Potykają się, nawet mówiąc, potykają się, podając rękę, i wierzą, że tylko potykać im się wypada. A ja zastanawiam się, jaki to kulawy światopogląd rodzi tak kulawe wyobrażenia?

Pomimo że realne schody bywają nie do pokonania dla części kobiet, mam czasem ochotę wykrzyczeć w stronę szarego tłumu kilka życiowych prawd. Tak jak spora część kobiet zdrowych tak duża grupa niepełnosprawnych lubi seks. Podobnie spora część z nich może siedzieć w domu, ale wtedy gdy nie chce, wcale nie musi; może zamykać się w czterech ścianach, ale z potrzeby samotności czy spokoju, a nie pod presją wścibskich i złośliwych sąsiadów. Kobiety niepełnosprawne robią zakupy, kończą studia, gotują, jadają w restauracjach, śmieją się, płaczą. Niektóre bywają szczęśliwymi żonami, inne żyją samotnie, bywają takie, co rodzą dzieci lub biorą rozwód. I tak dalej. Ta nudna i nieco żenująca wyliczanka przestaje być śmieszna, gdy uświadamiam sobie, że wielu osobom nie mieści się w głowie, że wszystko to zdarza się także kobietom – w ich przekonaniu – niepełnym, ułomnym.

Różnorodność jest szansą na ciekawe życie. Każdy będzie dla kogoś Innym. Każdy może być komuś Obcym. Warto o tym pomyśleć. I o tym, że takie to oczywiste.