fbpx

Rosyjska awanturnica

„O Ty, moje źródło przeczyste! Jedynie poprzez Ciebie na świat pragnę patrzeć, bo wtedy nie świat widzę, lecz zawsze tylko Ciebie, Ciebie, Ciebie! Tyś jest mym dniem świątecznym!” – pisał do Lou Andreas-Salomé genialny poeta Rainer Maria Rilke. Inteligentna, fascynująca, niezależna. Ukochana i muza Nietzschego, przyjaciółka Freuda i największych artystów i umysłów swej epoki.

Urodziła się w 1861 roku w Petersburgu. Była najmłodszym dzieckiem generała Gustava von Salomé oraz jego żony Luizy. Wychowywała się wśród rosyjskiej arystokracji. Dzieciństwo i młodość spędziła niedaleko Ermitażu i Pałacu Zimowego. Od wczesnych lat dążyła do niezależności. „Ja nie chcę żyć według jakichś wzorów – pisała w liście do swego nauczyciela Henryka Gillota – ani też sama nie myślę być dla kogokolwiek wzorem, przeciwnie, pragnę me własne życie kształtować według swej woli (…)”.

Nie chciała być taka jak matka – ślepo oddana Bogu i rodzinie. Przez całe życie ceniła sobie wolność, toteż w relacjach z mężczyznami zawsze starała się zachowywać dystans. Uważała, że kobieta opuszcza mężczyznę nie tylko dlatego, by zaraz potem rzucić się w ramiona innego – czasem pragnie powrócić „do samej siebie”.

DALECY JAK DWA ŚWIATY

Pierwszy intelektualny alians 17-letnia Lou zawarła z przystojnym, starszym o 25 lat holenderskim kaznodzieją Henrykiem Gillotem. W tajemnicy przed rodziną chodziła do niego na lekcje z teologii, filozofii i literatury. Zgłębiała dzieła Kanta, Leibniza, Kierkegaarda, Schopenhauera. Gdy Gillot chce porzucić żonę i dwójkę dzieci, by ją poślubić, Lou postanawia kontynuować naukę na uniwersytecie w Zurychu. Wybiera filozofię i religioznawstwo.
 
„Córka Pani jest istotą kobiecą niezwykłego rodzaju: prócz dziecięcej czystości i szczerości dostrzega się u niej równocześnie niedziecięcą, niemal pozbawioną kobiecych cech dążność ducha i samodzielność woli – w obu wypadkach prawdziwy to diament” – pisał w 1883 r. w liście do matki swej uzdolnionej studentki profesor uniwersytetu w Zurychu Alois Biedermann. 22-letnia Lou chodziła na jego wykłady z dogmatyki, logiki i metafizyki.

Gdy w 1882 roku wyjechała z matką do Rzymu, w salonie intelektualistki Malwidy von Meysenburg poznała Paula Rée, starszego od niej o 12 lat studenta prawa, z zamiłowania zaś filozofa. Zakochany Rée zaproponował rezygnację ze studiów i wspólny wyjazd. Zgodziła się pod warunkiem, że jeszcze kogoś ze sobą zabiorą. Marzyła bowiem o „koalicji ducha”. Pomysł utworzenia intelektualnej komuny spodobał się Fryderykowi Nietzschemu, przyjacielowi Rée, zwłaszcza że Lou zrobiła na nim ogromne wrażenie. – Jest bystra jak orzeł i odważna jak lew – powiedział.

„Zaledwie dowiedział się o moim i Paula Rée planie, przystał na trzeciego do koalicji. (…) – wspominała Lou. – Wkrótce nawet ustalone zostało przyszłe miejsce pobytu naszej trójcy: miał nim być (po chwilowym rozważaniu Wiednia) Paryż, gdzie Nietzsche pragnął przysłuchać się pewnym wykładom i gdzie zarówno Paul Rée z wcześniejszego okresu, jak i ja przez Petersburg mieliśmy kontakty z Iwanem Turgieniewem”.

I tak w kręgu wielbicieli Lou znalazł się jeszcze wielki umysł. Nietzsche, podobnie jak Rée, chciał się z nią ożenić. Lou pragnęła jednak tylko „mariażu ducha”. Wcześniej czy później musiało dojść do scen zazdrości między rywalizującymi o nią mężczyznami. Zanim to jednak nastąpi, swoją „trójjedność” uwiecznią na wymownym zdjęciu w atelier Julesa Bonneta w 1882 roku w Lucernie.

Spędzając tygodnie z cierpiącym na wielodniowe bóle głowy Nietzschem w jego domu rodzinnym w Tautenbergu, Lou prowadziła dla wyczekującego jej w Berlinie, stęsknionego Rée dziennik. „Czy jesteśmy sobie całkiem bliscy? – notowała. – Nie, w żadnym wypadku nie. Nad moimi odczuciami unosi się jak gdyby cień wyobrażeń, które jeszcze przed kilkoma tygodniami uszczęśliwiały Nietzschego, cień, który nas rozdziela, który wciska się między nas. I gdzieś w skrytej głębi naszego osamotnienia jesteśmy sobie dalecy jak dwa światy”.

Stopniowo odsuwała się od Nietzschego. Czyżby uświadomiła sobie, że przy nim z pewnością nie będzie mogła być w pełni niezależna? Poza tym Nietzsche nie był sam. Obok trwały matka i zaborcza siostra Elżbieta, która nie znosiła nowej przyjaciółki brata – tej, jak mawiała, nieznośnej rosyjskiej awanturnicy – i która wysyłała oszczercze listy do jej rodziny oraz znajomych.
 
Lou dwukrotnie odrzuciła oświadczyny Nietzschego i wyjechała do Paula Rée, do Berlina. Rozstali się w atmosferze skandalu podsycanego przez jego siostrę. Wyjeżdżając, Lou ofiarowała Nietzschemu swój wiersz „Hymn do życia”, do którego skomponował muzykę i który opublikował w 1887 roku.

Dla niej ta kilkuletnia przyjaźń była istotna przede wszystkim pod względem intelektualnym. Ceniła Nietzschego jako filozofa, uwielbiała z nim dyskutować. W niewysłanym liście do swej siostry autor „Tako rzecze Zaratustra” napisał: „Ze wszystkich znajomości, jakie poczyniłem, najwartościowszą i najbardziej owocną była ta z panną Salomé. Dopiero ten kontakt sprawił, że dojrzałem do napisania »Zaratustry«. (…) Lou jest istotą najzdolniejszą i najbardziej rozważną”.

Kilkanaście lat później, kiedy Nietzsche będzie już pogrążony w obłędzie, Lou napisze studium „Fryderyk Nietzsche w swoich dziełach” (1894), w którym, nie stroniąc od krytyki, dokona wnikliwej analizy psychologicznej jego filozofii.

POD CZARNYM PROSIAKIEM

Związek z Rée – bratem w duchu – stracił w końcu swój blask. Przez kilka lat mieszkali razem w Berlinie. Rée pozostawał w cieniu swej towarzyszki i cierpliwie znosił ich braterskie relacje. Po udanym książkowym debiucie „Walka o Boga” (1885) Lou była przyjmowana przez zacne gremium artystów i uczonych, którzy mianowali ją ekscelencją, zaś Rée, nieco sarkastycznie, nazwali damą dworu. Ich związek skończył się definitywnie około 1887 roku. Ku radości rodziny z trudem tolerującej jej obyczajowe ekscesy i ku zdziwieniu przyjaciół Lou poślubiła przystojnego orientalistę Fryderyka Andreasa. Ślubu na prośbę Lou udzielił pastor Gillot.

Jej niespodziewane małżeństwo, choć przetrwało ponad 40 lat, było jednak prawdopodobnie nieskonsumowanym, czysto formalnym związkiem. Lou wciąż prowadziła barwne życie, bywała w salonach artystycznych i kawiarniach. Zapewne mieszkając z mężem na przedmieściach Berlina, nieraz odwiedzała słynną w okresie modernizmu winiarnię Pod Czarnym Prosiakiem, gdzie w towarzystwie Augusta Strindberga i Stanisława Przybyszewskiego rozmawiała o literaturze i filozofii. Wciąż nie stroniła od romansów, wiele podróżowała. Zwykle w wyprawach towarzyszyła jej przyjaciółka, podróżniczka Frida von Bülow.

W 1895 roku przez kilka miesięcy przebywała w Wiedniu. Gościła w domu austriackiej emancypantki Marie Lang. Tam zawarła bliższą znajomość z neurologiem Friedrichem Pinelesem – późniejszym kompanem podróży po Kopenhadze, Szwecji, Hiszpanii, Norwegii i Francji. Związek ten trwał nawet wtedy, gdy w życiu Lou pojawił się wybitny niemiecki poeta Rainer Maria Rilke.

 

WEWNĘTRZNE ZAŚLUBINY

„Poznałem sławną pisarkę” – napisał Rilke w 1897 roku w liście do matki. On, 22-letni, rozpoczynający dopiero karierę poeta, i ona – dojrzała, o 14 lat od niego starsza, szanowana w środowisku intelektualistów emancypantka i ceniona w Niemczech pisarka. Połączy ich kilkuletni romans udokumentowany bogatą korespondencją, jaką prowadzili przez przeszło 30 lat.

„O Ty, moje źródło przeczyste! Jedynie poprzez Ciebie na świat pragnę patrzeć, bo wtedy nie świat widzę, lecz zawsze tylko Ciebie, Ciebie, Ciebie! Tyś jest mym dniem świątecznym”
– pisał w jednym z listów Rainer Maria Rilke.

Dla Lou rzucił studia w Monachium i przeniósł się na Uniwersytet Berliński. Chciał być bliżej niej. Dwukrotnie odbyli podróż w jej rodzinne strony, zostali nawet przyjęci przez Lwa Tołstoja w jego domu w Jasnej Polanie. Kilkanaście lat później Lou wyda książkę „Rodzinka”, która będzie owocem jej wyprawy do kraju dzieciństwa.

„Byliśmy małżonkami, zanim jeszcze staliśmy się przyjaciółmi, i zaprzyjaźniliśmy się nie z wyboru, ale na mocy jakichś we-wnętrznych zaślubin. Nie szukały się w nas dwie połowy, zaskoczona jedność rozpoznawała siebie ze zdumieniem w drugiej, nieobjętej jedności. Byliśmy rodzeństwem, ale jak przed praczasem, zanim jeszcze kazirodztwo stało się grzechem” – napisze Lou Salomé o swym związku z Rilkem, któremu poświęci także książkę „Rainer Maria Rilke” (1928).

Ich związek trwał przeszło cztery lata. Wprawdzie ich stosunki nieco się ochłodziły, kiedy Rilke zakochał się w rzeźbiarce Klarze Westhoff (poślubił ją w 1901 r.), jednak Lou nadal była jego powiernicą, oddaną przyjaciółką i muzą. To dla niej prowadził „Dziennik florencki” – zapiski z podróży po Włoszech. To ona była adresatką jego licznych wierszy miłosnych. Nieraz matkowała choremu poecie, który wielokrotnie bywał w jej domu w Getyndze. Lou przeniosła się tam wraz z mężem w 1904 roku, kiedy Andreas objął katedrę iranistyki na tamtejszym uniwersytecie.
Korespondowali ze sobą aż do śmierci Rilkego. Ostatni list napisał do niej 13 grudnia 1926 roku. Umarł dwa tygodnie później w Szwajcarii.

PODZIĘKOWANIE PSYCHOANALIZIE

„Najszanowniejszy Panie Profesorze, od czasu, gdy minionej jesieni wolno mi było uczestniczyć w weimarskim kongresie, nie opuściło mnie studiowanie psychoanalizy, z tym większą siłą, im bardziej się w nią wgłębiam. Wypełnia mnie teraz życzenie przybycia na kilka miesięcy do Wiednia: prawda, że mogę się do Pana zwrócić, uczęszczać na Pańskie wykłady i prosić o dopuszczenie na Pańskie środowe wieczory? Jedynym celem mojego tam pobytu jest zająć się tą sprawą wszechstronnie” – taki list wysłała Lou do Zygmunta Freuda w 1912 roku. To pierwszy, lecz nie ostatni list do twórcy psychoanalizy. Będą bowiem korespondowali ze sobą przez następne 20 lat, zaś psychologia głębi stanie się dla Lou nową przygodą i pasją, której nie zmąci nawet wojna. W wieku 50 lat zajęła się rozważaniem problemów libido, paranoi, seksualizmu dziecięcego. Pisała artykuły do wiedeńskiego pisma psychoanalitycznego. Była praktykującą psychoterapeutką. Swoją nową intelektualną fascynację opisała w książce „Moje podziękowanie psychoanalizie”, którą Freud zrecenzował w jednym z listów: „Jest to najlepsze Twoje dzieło, jakie czytałem, i mimowolny dowód Twojej wyższości nad nami wszystkimi– zgodnie z wysokościami, z jakich do nas zstępujesz”.

Lou zawarła kolejny duchowy sojusz z mężczyzną. Freud stał się jej mistrzem. Jesienią 1913 roku przedstawiła mu Rilkego. Nie szczędziła słów krytyki jego uczniom, m.in. Gustavowi Jungowi, których „niesubordynacji” nie mogła zrozumieć. Z tego powodu rozstała się z należącym do kręgu freudystów Victorem Tauskiem. Była z nim wcześniej związana, bo, jak twierdziła, miał wrodzony talent do myślenia filozoficznego. W końcu zawsze frapowali ją tylko inteligentni mężczyźni…

Po raz ostatni spotkała Freuda w Berlinie w 1928 roku. Pod koniec życia skupiła się przede wszystkim na porządkowaniu dokumentów oraz pisaniu wspomnień. Często odwiedzali ją studenci i uczeni, którym opowiadała o swojej przyjaźni z Nietzschem i Rilkem. Jej mąż zmarł w 1930 roku, ona siedem lat później w Getyndze. Uniknęła emigranckiego losu swojego przyjaciela Freuda, który rok po jej śmierci musiał opuścić nazistowskie Niemcy. W nekrologu poświęconym Lou napisał: „Kto się do niej zbliżył, odczuwał najmocniej autentyczność i harmonię jej charakteru i mógł ze zdumieniem stwierdzić, że obce jej były wszystkie kobiece, być może najczęstsze ludzkie słabości lub że przezwyciężyła je w ciągu swego życia”.

Złośliwi mówili o niej, że uwielbiała kolekcjonować wielkie nazwiska. Nikt jednak nie zaprzeczał, że była fascynującą i niezwykle inteligentną kobietą. „Miała dar  wnikania w psychikę mężczyzn, których kochała – wspominał związany z Lou Paul Bjerre. – Jej ogromne skupienie rozdmuchiwało niejako intelektualny ogień jej partnerów (…). Jak katalizator uaktywniała moje procesy myślowe. Mogła niszczyć życie i małżeństwa, lecz jej obecność była ekscytująca. Czuło się w niej iskrę geniuszu. Rosło się w jej obecności”.


Korzystałam z książek: F. Prose „Żywoty muz. Dziewięć kobiet i artyści, których natchnęły”, Rebis, Poznań 2004; W. Szewczyk „Marnotrawstwo serca, czyli Lou Andreas-Salomé”, Śląsk, Katowice 1980; Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé „Listy”, Czytelnik, Warszawa 1980.