1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. Czerwcowe wydanie miesięcznika „Sens”

Czerwcowe wydanie miesięcznika „Sens”

Czerwiec zwykle kojarzy nam się z końcem szkoły i początkiem wakacji. Wprawdzie ten czerwiec będzie trochę inny niż zwykle, ale mamy nadzieję, że da nam okazję nie tylko do złapania oddechu, ale też do przeorganizowania swojego życia. "Sens" w tym z chęcią pomoże!

W najnowszym numerze piszemy wprost: To twoje życie! Pora urządzić je tak, jak chcesz. W cyklu artykułów pod szyldem Tematu numeru proponujemy Czytelnikom zrobienie pierwszych podsumowań czasu pandemii i tego, co nam on dał w zakresie wiedzy o sobie. Jakie lekcje z niego wynieśliśmy? Jak się zmieniliśmy? Za czym tęskniliśmy najbardziej a czego wcale nie było nam żal? Czy z tej perspektywy możemy powiedzieć, że naprawdę żyjemy swoim życiem, czy może jesteśmy pod wpływem okoliczności, presji społecznej czy bliskich? Nasi eksperci pomogą twórczo przepracować te wnioski i ustawić od nowa hierarchię swoich wartości.

Piszemy też o prognozach na przyszłość, z punktu widzenia psychologicznego, socjologicznego oraz rynku pracy. Kim będziemy za te kilka miesięcy w każdej z tych sfer? Jakie są tendencje zmian, szanse ale i zagrożenia? Pytamy o to m.in. prof. Bogdana de Barbaro, dr. Tomasza Srebnickiego czy Zuzannę Skalską

I radzimy: Zaufaj naturze! Temat specjalny czerwcowego numeru pokazuje na wielu przykładach, że życie blisko natury i w zgodzie z jej prawami służy nie tylko naszemu zdrowiu, ale i psychice. Dowiecie się, co trzeba zrobić, by zostać farmerem, co to znaczy "ruszać się naturalnie”, ale też jakie kosmetyki są naprawdę eko. 

W numerze nie zabraknie też tematów z kategorii relacje. Katarzyna Miller wytłumaczy, dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo nas wkurzają. Terapeuta Maciej Żbik opowie, kim powinna być córka dla ojca, terapeuta uzależnień Rafał Rutkowski zgłębi toksyczny związek mężczyzn z… alkoholem, a pedagożka Ewa Nowak przeprowadzi dochodzenie w kwestii tego, czy powinniśmy mobilizować nasze dzieci do nauki i wybierać dla nich kierunek studiów. No i wreszcie na koniec - na przykładzie genialnej artystki i ikony kobiecości, malarki Fridy Kahlo przekonamy się, że można być twórczym i pełnym pasji niezależnie od okoliczności. 

Dobrego czerwca, drodzy Czytelnicy!

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło poleca

Ładny drobiazg - prezenty pod choinkę poleca organizatorka Targów Designu Wzory

Zobacz galerię 12 Zdjęć
Grudzień był co roku miesiącem przedświątecznych targów. Niemal w każdym większym mieście odbywały się imprezy, w czasie których można było kupić prezenty od artystów i rękodzielników. Jedną z ulubionych w Warszawie były Targi Designu Wzory. W tym roku będzie inaczej, zamiast w realu spotkamy się online.

Tegoroczne Targi Designu Wzory odbędą się w internecie. Będą za to trwały nie weekend, jak te w Domu Braci Jabłkowskich, lecz dziesięć dni od 1 do 10 grudnia. Wchodząc na platformę targową https://wzory.design będzie można oglądać i wybierać piękne przedmioty i dodatki. Poprosiliśmy pomysłodawczynię i organizatorkę Targów Designu Wzory, Jagodę Valkov, aby zdradziła nam twórców i produkty, które szczególnie poleca naszej uwadze. Oto one.

Ceramika użytkowa MISA

Choć nie udowodniono tego jeszcze naukowo, to wiele wskazuje na to, że śniadanie podane na ceramicznej zastawie MISO smakuje o niebo lepiej. Co więcej, posiłek staje się tym przyjemniejszy, gdy przypomnicie sobie, że potrawy nie przylegają do dna naczyń ceramicznych, zatem ani się obejrzycie, a one już będą lśnić na półkach gotowe do kolejnego posiłku.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Designerskie kwietniki Loftlo

Jeśli tak jak Loftlo wychodzicie z założenia, że wcale nie musicie mieć mniejszej liczby roślin, potrzebujecie tylko więcej kwietników, to więcej niż pewne, że to będzie miłość od pierwszego wejrzenia. Sprawdźcie!

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Naturalne świece zapachowe Factory Of Moments

Zbliżające się święta to dobry czas na tworzenie wspomnień. A te tworzone w towarzystwie świec Factory Of Moments wydają się być wyjątkowe trwałe. Wystarczy iskra, syczący odgłos płomienia, by znów tam być. Wszystko to w asyście ekologicznych rozwiązań - wegańskiego wosku, knota pozbawionego ołowiu i szklanego pojemnika gotowego do ponownego wykorzystania. I te nazwy: “Spread love not corona”,  “Mum, Great Job, I’M Awesome”, “I need a quarantini” - w punkt!.

Coś ładnego do domu - prezenty pod choinkę poleca organizatorka Targów Designu Wzory Coś ładnego do domu - prezenty pod choinkę poleca organizatorka Targów Designu Wzory

Poduszki Śpij Dobrze

Szyte w wiejskiej pracowni, wypełniane łuską gryczaną, orkiszową lub płaskurkową z ekologicznych upraw w Górach Izerskich, a gdyby tego było mało powlekane lnem z zabytkowej, karkonoskiej fabryki. Brzmi jak sen? Na szczęście wszystko to jest dostępne na jawie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Akcesoria do jogi i medytacji Juszka

Po pierwsze piękne - dzięki minimalistycznym formom. Po drugie trwałe - dzięki grubej bawełnie i gęstym splotom. Po trzecie funkcjonalne - pomocne joginom, zestresowanym i tym lubiącym stan głębokiego relaksu. Po czwarte ekologiczne - dzięki certyfikowanym materiałom i rezygnacji z plastiku na wszystkich etapach realizacji zamówień. Ideał? Wszystko na to wskazuje.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Ceramika użytkowa Lamabo

Jak wyjaśniają twórcy “każdy przedmiot przechodzi pięć podstawowych etapów na swojej drodze. Począwszy od tworzenia, poprzez schnięcie, pierwszy wypał, szkliwienie, aż do ostatecznego wypału w temperaturze powyżej tysiąca °C. Potrzebne jest około 10 dni, by produkt stał się w pełni użytkowy i gotowy do wysyłki.” Tyle wystarczy, aby powstał wyjątkowy upominek dla bliskiej Wam osoby.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

BARDACH. Store akcesoria do wnętrz

Zakupy w takich miejscach jak Bardach Store są jak wskoczenie do worka z prezentami Świętego Mikołaja. Worka z prezentami dla miłośników polskiego designu. Znajdziecie tam wszystko to, dzięki czemu Wasze wnętrza staną się tymi, w których bez skrępowania “można się śmiać, wzruszać, pracować, odpoczywać, zmęczyć i nabrać sił. Pełne emocji, Wasze własne”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Plakaty Studia Stonka

Plakaty sygnowane znakiem Studia Stonka powstają z zamiłowania do szkolnych plansz wiszących na ścianach sal, w których odbywały się lekcje przyrody i z tęsknoty za czasami, kiedy przedmioty były tworzone ze starannością i troską o detale. Studio Stonka jednym okiem zerka w przeszłość i przenosi z niej do teraźniejszości to, co najlepsze.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Olejki CBD Hemp Juice

Za sprawą substancji znanej jako kannabidiol pomagają oswoić otaczającą nas rzeczywistość. Kilka kropel potrafi zatrzymać nieustającą gonitwę myśli i wprowadzić w stan podobny do tego, który osiągamy medytując. Niemożliwe? Sprawdźcie u źródła. Oni są w tym specjalistami.

(fot. materiały prasowe) (fot. materiały prasowe)

Biżuteria Seebling

Dziewczęca, bezpretensjonalna i kolorowa - taka jest biżuteria, która wychodzi spod wprawnych rąk siostrzanego duet kryjącego się pod szyldem marki Seebling. Pierścionki na elastycznej gumce wykonane z naturalnych kamieni to ich znak rozpoznawczy. Są jak kolorowe cukierki - po przymierzeniu jednego trudno oprzeć się pozostałym.

(fot. materiały prasowe) (fot. materiały prasowe)

Świece Mia Colonia

Kartki z życzeniami czy sms-y z wierszykami świątecznymi mogą spokojnie na dobre odejść do lamusa, Mia Colonia ma coś znacznie efektowniejszego. Świeca z personalizowaną wiadomością do adresata to coś, co zapada w pamięć i pozostaje w niej na długo, zupełnie tak jak niepowtarzalne zapachy, które Mia Colonia łączy ze słowami.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

  1. Zwierciadło poleca

Obrazy światowej sławy artysty w twoim domu - styczniowe Zwierciadło z kalendarzem

Kalendarz, dołączony do styczniowego numeru
Kalendarz, dołączony do styczniowego numeru "Zwierciadła", zdobią reprodukcje obrazów Wojciecha Siudmaka. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Do styczniowego numeru naszego pisma dołączamy wyjątkowy kalendarz z reprodukcjami obrazów światowej sławy malarza, Wojciecha Siudmaka.

Zaczyna się grudzień - czas na ostatnią kartę z kalendarza. Pora kupić nowy, z nadzieję, że 2021 rok będzie lepszy od bieżącego, który wybitnie dał nam w kość.

Kalendarz, który dołączamy do "Zwierciadła" jest wyjątkowy - wydaje go w celach charytatywnych Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, która otacza opieką tysiące chorych i niepełnosprawnych dzieci. Fundacja pozyskuje fundusze na ich leczenie, rehabilitację i inne specjalne potrzeby. Podopiecznych, którzy wymagają specjalistycznego leczenia cały czas przybywa. Część nakładu kalendarzy Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” trafia do czytelników gazet. Dzięki temu rokrocznie udaje się pozyskać nowych darczyńców oraz przekonać podatników, by przekazali swój 1% podopiecznym Fundacji.

Tegoroczną edycję kalendarza z serii Malarstwo zdobią reprodukcję światowej sławy malarza Wojciecha Siudmaka, uważanego za głównego przedstawiciela realizmu fantastycznego w malarstwie. Nurt ten ma korzenie w surrealizmie, stąd twórczość Siudmaka porównuje się do malarstwa Salvadora Dalego i René Magritte’a. Świat artysty jest pełen osobistej symboliki i fantastycznych postaci, przedstawionych z renesansową wirtuozerią i perfekcją w oddawaniu trójwymiarowego złudzenia przestrzeni.

Wybrane przez artystę prace ilustrujące kalendarz, tworzą świat, w którym to wyobraźnia przejmuje kontrolę nad rzeczywistością.

"Ten świat iluzji i fantazji może stać się antidotum dla trudnego czasu, w którym teraz żyjemy - izolacji, dystansu społecznego i niepokoju o bliskich - mówi Wojciech Siudmak.

"Poprzez moją sztukę, chciałem wykreować świat, w którym niewidzialne staje się realne, a my odczuwamy więcej niż postrzegamy. Świat, w którym posługujemy się językiem poezji, złożonym z szeptów, zagadkowych dźwięków, zapachów, kształtów i myśli. Bo tak jak pisał Sheakspeare: „Jesteśmy stworzeni z tej samej materii co nasze sny, a nasze kruche istnienia są spowite snem”. - dodaje artysta.

Wojciech Siudmak (ur. w 1942 w Wieluniu), od lat mieszka i tworzy we Francji. Jego obrazy były prezentowane na wielu wystawach na całym świecie, są wykorzystywane w projektach plakatów muzycznych, teatralnych i filmowych. Stały się również symbolami graficznymi prestiżowych festiwali i przeglądów filmów w Cannes, Montrealu czy Paryżu. W Polsce twórczość Wojciecha Siudmaka jest znana czytelnikom miesięcznika „Fantastyka”, tam bowiem przez wiele lat reprodukowane były jego prace. Malarstwo Wojciecha Siudmaka podziwiają najznakomitsi twórcy z całego świata:

Jaka bezgraniczna fantazja i jaka cudowna zdolność realizowania jej. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża i prowadzi nasze najbogatsze marzenia - Federico Fellini

Od lat podróżuję po świecie jego sztuki. Dzięki niemu wraz z nim, marzę o obrazach ze świata poza horyzontem. Hiperrealistyczny, przekraczający rzeczywistość, intymny z nieskończonością Siudmak spokojnie panuje nad swym niezwykłym szaleństwem. Ma boski dar materializowania swojej wyobraźni. Potrafi nas wciągnąć w swoją niezwykłą podróż - Jean-Jacques Annaud 

Jego cudowna sztuka rysunku i jego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię i rozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii. W jego dziełach jest spokojna siła i nieskończona przestrzeń do poznawania i wyobrażania - George Lucas

Kalendarz będzie można kupić ze styczniowym wydaniem miesięcznika Zwierciadło 1/21, w sprzedaży od 3 grudnia.

 

  1. Zwierciadło poleca

Wierzę w siłę kobiet

Jolanta Karny, wiceprezes firmy ubezpieczeniowej Aviva (Zdjęcie: Piotr Furman/ www.pfurman.com)
Jolanta Karny, wiceprezes firmy ubezpieczeniowej Aviva (Zdjęcie: Piotr Furman/ www.pfurman.com)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
O tym, jak być dobrą liderką w trudnych czasach, ale też jak nie bać się spełniać swoich marzeń i iść przez życie z podniesioną głową – rozmawiamy z dr Jolantą Karny, wiceprezes firmy ubezpieczeniowej Aviva.

Końcówka mrocznego 2020 roku jest odrobinę jasna pod jednym względem – bardziej słyszalny jest teraz głos kobiet. W Polsce nawet ten wkurzony i niezbyt uprzejmy. W Stanach Zjednoczonych – głos nowej wiceprezydent Kamali Harris. Nadchodzi czas kobiet? Tak, i ja się z tego ogromnie cieszę. Całym sercem wspieram kobiety, a moim marzeniem i misją jest, żeby były obecne w wielu branżach i dziedzinach. Żeby były pewne siebie, osiągały swoje cele. I by same widziały tam swoje miejsce.

Skończyłam fizykę, studiowałam więc w bardzo męskim środowisku. Tam najważniejszy był kapitał intelektualny, wszyscy skupiali się raczej na tym, co mamy w środku, a nie co na zewnątrz. A jednak i tam na pierwszym z egzaminów usłyszałam żartobiliwe pytanie, czy przyszłam na serio studiować, czy znaleźć męża. Notabene zrobiłam i to, i to. Mój mąż obecnie wykłada na Wydziale Fizyki. Potem zderzałam się z różnymi środowiskami, w których okazywało się, że płeć ma jednak znaczenie. Dlatego bardzo się cieszę z nowej pani wiceprezydent i z jej przemówienia, w którym powiedziała między innymi, że szklany sufit został przełamany i że jako kobiety możemy osiągać to, o czym marzymy. I niekoniecznie musi się to wpisywać w jakikolwiek kanon zawodów czy aktywności przypisanych kobietom.

Jeśli zaś chodzi o ostatnie wydarzenia w Polsce, to rzeczywiście mam wrażenie, że głos kobiet jest coraz mocniejszy. I choć jest to często głos niejednorodny – bo przecież wszystkie mamy swoje poglądy i często są one od siebie odmienne – to łączy nas to, że chcemy prawdziwej zmiany na lepsze. A jak kobiety się do czegoś biorą, to na poważnie. My nie odpuszczamy. Dlatego mocno wierzę w pozytywną rewolucję kobiet.

W wielu analizach na temat przedsiębiorstw podkreśla się, że mężczyźni są lepszymi liderami na spokojne czasy, natomiast kobiety – na niespokojne, bo one zgrabnie dotykają wielu płaszczyzn i potrafią łączyć pozornie niemające ze sobą związku obszary. To tym się charakteryzują przywódcy idealni na zmienne czasy, a my żyjemy przecież w bardzo zmiennych czasach. Spójrzmy na Nową Zelandię kierowaną przez Jacintę Ardern – jaki wspaniały styl i ogromna skuteczność.

Może zamiast szukać nowych liderów, trzeba zacząć szukać nowych liderek? Czy w przywództwie płeć ma znaczenie? Myślę, że przywództwo kobiet jest inne niż przywództwo mężczyzn, co nie znaczy, że jest lepsze, ale z pewnością inne. Ja bardzo lubię różnorodość – w pracy, życiu rodzinnym i społecznym. Uważam, że bardzo przydaliby nam się zarówno nowe liderki, jak i nowi liderzy. Z własnego doświadczenia wiem, że jako kobiety jesteśmy wyczulone na znaczniej więcej sygnałów, kładziemy duży nacisk na mówienie „my”, na myślenie grupą i na dążenie do rozwoju jednostek. Potrzebujemy nowej jakości zarządzania i przywództwa zarówno w wykonaniu mężczyzn, jak i kobiet. Ale po czasach męskich rządów przydałaby się nam pewna odmiana, inny punkt widzenia. Kobieca ręka?

Aviva, którą pani zarządza, wyróżnia się sporą liczbą kobiet w zarządzie. Mamy chyba idealny parytet – 50 na 50. Oczywiście Aviva ma kilka spółek i w każdej z nich jest odrobinę inaczej, ale my, panie z Avivy, lubimy mówić, że Aviva jest kobietą. W naszym zarządzie kobiety piastują stanowiska nietypowe. Przywykliśmy już do tego na rynku, że kobiety ze względu na swoje miękkie kompetencje są zwykle szefowymi HR, i u nas też tak jest, ale też szefem produktu majątkowego jest kobieta, szefem ryzyka i audytu również, jak i działu prawnego, a ja zarządzam sprzedażą i marketingiem. Mamy otwarte środowisko pracy. Panowie w firmie od początku nas wspierali w rozwoju, nigdy nie było podziału na męskie i kobiece działy. I ogromnie mnie to cieszy. Bo sama wiem, że kobiety potrzebują mieć wsparcie i motywację do tego, by szły dalej, by osiągały więcej. Szczególnie doceniam wsparcie ze strony mądrych mężczyzn, którzy stawiają na równoprawność, cieszą się z sukcesów kobiet. Nie bez przyczyny wciąż jest jednak mniej kobiet na stanowiskach zarządzających – bardzo często to one same dalej nie chcą iść. Oczywiście to o wiele bardziej złożona kwestia, bo tę rezygnację często wymusza na nas sytuacja rodzinna – nadal, kiedy dziecko jest chore, to w domu zostaje z nim jednak mama, a nie tata. Ale prawdą jest też to, że nie potarfimy zawalczyć o siebie i swoją pozycję.

Do dziś pamiętam zebranie na temat wyników sprzedażowych w naszej firmie. Najpierw głos zabrał mężczyzna. Opowiadał, że były bardzo trudne warunki, ale i tak osiągnęliśmy 75 proc. planowanej sprzedaży, przedstawiając to jako wielki sukces. Potem mówiła kobieta: „Osiągnęliśmy 85 proc., ale mogliśmy więcej”, pozostawiając niedosyt. My musimy nauczyć się mówić o swoich sukcesach, nie być nadmiernie skromnymi. Dzisiejszy świat biznesu to świat, któremu przyświeca hasło: „Fake it till you make it”, czyli: „Udawaj, póki tego nie osiągniesz”. Steve Jobs potrafił to fantastycznie robić. My, kobiety, najpierw wykonujemy tytaniczną pracę, a potem oczekujemy, że inni nas za to docenią, bo sami to zobaczą. Nie, nie zobaczą, chyba że to my zwrócimy im na to uwagę. Kobiety, które spotykam na swojej drodze jako coach czy mentorka, są naprawdę niezwykłe – zawsze jednak proszę, żeby tak jak silnie walczą o innych, potrafiły zawalczyć o siebie.

Tak nas się wychowuje – żeby się nie przechwalać, nie popisywać. Na szczęście coraz częściej kobiety mówią: „Jestem z siebie duma”. Ale jakim wysiłkiem, wręcz konfliktem wewnętrznym jest to okupione! Jaką wielką pracą nad sobą! Kiedyś w towarzystwie prezesek różnych firm doszłyśmy do wniosku, że choć różnią nas i kierunki studiów, jakie ukończyłyśmy, i ścieżki kariery, i modele rodziny, jakie tworzymy – to jedno mamy wspólne: każda z nas miała rodziców lub przynajmniej jedną osobę w rodzinie, która mocno w nią wierzyła. I bardziej niż słowa: „To nie wypada, przecież jesteś dziewczynką”, słyszałyśmy: „Okay, rób, co chcesz, tylko uważaj na siebie”. Dostawałyśmy przyzwolenie na próbowanie różnych możliwości. Ja nigdy nie słyszałam, że nie mogę czegoś zrobić, bo jestem dziewczyną. Moje koleżanki też nie. I to nam pozwalało eksplorować świat.

Są ciekawe badania ukazujące wiarę w siebie dziewcząt i chłopców. Okazuje się, że do 13. roku życia nie ma w tej sprawie większych różnic miedzy płciami, natomiast po tym wieku dramatycznie spada wiara dziewczyn w swoje możliwości. Bo jesteśmy bardziej niż wcześniej otoczone stereotypami na temat tego, jak powinnyśmy wyglądać i jak się zachowywać. Stajemy się podatne na ocenę i skrzywdzenie. I dlatego my tę wiarę musimy potem odzyskiwać. I robimy to! Te same badania pokazują, że po czterdziestce kobiety są silniejsze psychicznie i mają większą wiarę w siebie niż mężczyźni.

Kobiety wtłacza się w rolę opiekunek, co nie jest wcale takim złym pomysłem biznesowym. Firmy ubezpieczeniowe, jak Aviva, często odwołują się do kobiecej postaci. Bycie opiekuńczą to sedno pani pracy? Moim zdaniem to właśnie sedno kobiecego przywództwa – zapewnianie poczucia bezpieczeństwa, myślenie o wszystkich. Jeśli chodzi o firmy ubezpieczeniowe, to one na początku swojego istnienia miały głównie finansowy charakter. A tym, jak wiadomo, zajmowali się panowie. Z czasem nastąpiła jednak duża zmiana. Do aktywów i finansów doszedł nowy proflil – opieki nad zdrowiem, nad domem, nad życiem. I tu kobiety mają ogromne pole do popisu. Wierzę, że zapewnianie ludziom poczucia bezpieczeństwa to nie tylko misja, ale i fajna przestrzeń biznesowa. Kiedy dziecko robi coś po raz pierwszy, na przykład uczy się jeździć na rowerze, to rodzic go przecież ubezpiecza, krzyczy: „Jestem za tobą, złapię cię, jak upadniesz”. Potrzebujemy tego w życiu.

Moją pasją są ekstremalne, dzikie podróże. Zawsze przed wyjazdem dzwonię do mojego działu i pytam pracowników: „Sprawdźcie, czy ja w moim ubezpieczeniu mam… poszukiwanie, na wypadek gdybym zgubiła się w buszu”. Oni się tym zwykle bardzo stresują, bo to dość niestandardowe pytania, natomiast dzięki takiemu ubezpieczeniu ja czuję się bezpieczniej. I tym bardziej troszczę się o moich klientów – kiedy komuś dzieje się coś złego z dala od domu, wiem, jak bardzo potrzebuje wtedy kogoś, kto co prawda siedzi przy biurku w Warszawie, ale jest w stanie zorganizować pomoc lekarską w Polsce, która dotrze do każdego miejsca na świecie.

Podstawą są właściwe priorytety. Kryzys powoduje, że odrzucamy rzeczy, które są blichtrem i szumem, a skupiamy się na tym, co jest naprawdę ważne, tak w biznesie, jak i w życiu.

Ten rok zachwiał naszym poczuciem bezpieczeństwa. Jak teraz być dobrą liderką? Podstawą są właściwie priorytety. Kryzys powoduje, że odrzucamy rzeczy, które są blichtrem i szumem, a skupiamy się na tym, co jest naprawdę ważne, tak w biznesie, jak i w życiu. Zawsze powtarzam moim pracownikom: „Statek nie tonie, bo nie wpuszcza wody do środka”. Dlatego szalenie ważne jest, by mieć w samej sobie oparcie. By nie wpuszczać tej wody złych informacji do naszego środka. Nasza siła musi być oparta na sile wewnętrznej. Tym bardziej że pracownicy oczekują dziś od liderów dużo więcej. Nie chodzi tylko o rozdzielanie obowiązków, ale o pewność, że wiemy, dokąd płyniemy. A żebyśmy to wiedzieli jako liderzy, musimy skupić się i wyciszyć i dobrze prowadzić zarówno ludzi, jak i firmę.

Jak tę wewnętrzną siłę budować? Budując silne zaplecze. Jesteśmy pokoleniem, któremu zostały dane ogromne możliwości, w związku z czym przedkładaliśmy często sukces zawodowy nad dobre relacje. A to, co daje nam siłę do pracy, to są nasze pasje i więzi międzyludzkie. Te w pracy, i te w domu.

Pamiętam pierwsze rozmowy z moimi pracownikami po marcowym lockdownie – to w większości były prośby o to, by włączyć na chwilę kamery podczas zdalnej konferencji, żebyśmy mogli chociaż się zobaczyć, lub by jakoś się spotkać. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, by poczuć się dobrze. Moim zdaniem to trudny, ale i wartościowy czas. Mamy rodziców, o których się boimy, martwimy się też o pracę, o pieniądze. Jest w nas dużo obaw i lęku. Ale też dostaliśmy niepowtarzalną okazję, by złapać nową życiową równowagę, zobaczyć, co naprawdę ma znaczenie, a bez czego możemy się obyć. My w Avivie oferujemy naszym pracownikom wiele aktywności typu wellbeing oraz porady psychologa, uważam, że to bardzo cenne i potrzebne wsparcie. Bo jak mamy prowadzić innych dalej, opiekować się nimi, jeśli sami się sobą nie zaopiekujemy?

Jaką radę na przyszły rok dałaby pani kobietom? Wspierajmy się – dobrym słowem, uśmiechem, gestem. Dbajmy o relacje, o nasze przyjaźnie. I przede wszystkim, Drogie Kobiety, zadbajmy o czas dla siebie. Życzę nam wszystkim, aby 2021 był naszym rokiem.

Jolanta Karny, doktor nauk ekonomicznych, wiceprezes Avivy odpowiedzialna za sprzedaż, marketing, strategię i cyfryzację, absolwentka Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu Business Management na Uniwersytecie Tennessee (USA), z doradztwa inwestycyjnego w Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz z rozwoju organizacji w Saïd Oxford Business School. Coach i mentorka. Mama trzech synów, globtroterka. Jolanta Karny, doktor nauk ekonomicznych, wiceprezes Avivy odpowiedzialna za sprzedaż, marketing, strategię i cyfryzację, absolwentka Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu Business Management na Uniwersytecie Tennessee (USA), z doradztwa inwestycyjnego w Akademii im. Leona Koźmińskiego w Warszawie oraz z rozwoju organizacji w Saïd Oxford Business School. Coach i mentorka. Mama trzech synów, globtroterka.

  1. Zwierciadło poleca

Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wyznaczyło 25 listopada Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Zdaniem ONZ przemoc wobec kobiet ma charakter prawdziwej epidemii, która nie objawia się jedynie w czynach. Każdego roku miliony kobiet i dziewcząt na całym świecie jest obrażanych czy poniżanych. W Polsce, według badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, przemocy psychicznej w rodzinie doświadczyło 27% badanych: 33% kobiet i 21% mężczyzn. Przemoc najczęściej jest stosowana w obrębie jednego gospodarstwa domowego. Warto też zauważyć, że  przemocy  psychicznej  ze  strony  aktualnego lub byłego partnera doświadcza niemal co druga kobieta (43%).

Kiedy możemy mówić o przemocy słownej i psychicznej?

Polacy w swoim otoczeniu najczęściej zauważają przemoc psychiczną - aż 54% respondentów przyznało, że zna przynajmniej jedną rodzinę, w której doszło do takiego aktu wobec kobiet. Według powszechnej definicji, przemocą psychiczną nazywamy takie zachowanie, które prowadzi do umniejszania poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzania w niej strachu, pozbawiania poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

- Przemoc na poziomie języka to niestety bardzo częste zjawisko, które możemy obserwować tak w życiu publicznym, w mediach czy na portalach społecznościowych, ale bywa stosowana także w związku czy rodzinie. Znamy przypadki klientek naszej fundacji, które przychodząc do nas wyrażają powątpiewanie, czy już należy im się pomoc – „on mnie nie bije, ale mnie wyzywa, obraża, szantażuje, grozi mi”… Tłumaczymy wtedy, że takie zachowania to także forma przemocy czy znęcania się, mimo że dzieją się „tylko” na poziomie języka. Tego typu sytuacje są nie tylko bardzo bolesne, ale stanowią również poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego – mówi Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet. - W każdej formie przemocy chodzi o sprawowanie władzy i kontroli, także na poziomie psychicznym. Aktualnie obowiązujące obostrzenia związane z pandemią sprzyjają stosowaniu przemocy, bo rodzą złość, frustrację, niepewność jutra, destabilizują sytuację finansową rodziny. To idealne warunki do gróźb i zastraszania, by wymóc na drugiej osobie posłuszeństwo. Nasze doświadczenia potwierdzają, że takich sytuacji jest w dobie pandemii niestety znacznie więcej.

Do wielu obraźliwych określeń, niestety, przywykliśmy

Słowna przemoc bywa też zawoalowana. Na niektóre określenia, przypisywane tradycyjnie kobietom, większość z nas po prostu nie zwraca już uwagi. Tak bardzo do nich przywykliśmy, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Począwszy od histeryzowania, przez rozdrażnienie spowodowane PMSem, aż po brak zdolności kobiet do podejmowania męskich decyzji (taki język stosują zresztą same kobiety). Wśród społeczeństwa ciągle panuje powszechne przyzwolenie na pewnego rodzaju negatywne frazy, które mogą ranić potencjalnego odbiorcę i przyzwalać na rozwój przemocy. Nie bądź baba! Masz okres, czy co? Dziewczynce nie przystoi. Słaba płeć - to tylko przykłady.

- Nawet jeśli mizoginistyczne i nienawistne teksty czy komentarze są rozpowszechniane pośrednio w tekstach piosenek lub na forach internetowych, wpływają one na samoocenę milionów dziewcząt i kobiet - wyjaśnia Cornelia Lahmann, lingwistka z językowej aplikacji Babbel - Akt mowy, taki, jak np. obraźliwy post w social mediach to na pierwszy rzut oka ciąg słów. Dopiero to jego znaczenie może prowadzić do poważnych szkód emocjonalnych odbiorcy. Język kształtuje percepcję każdego człowieka i prowadzi od uprzedzeń i stygmatyzacji, aż do braku szacunku i agresywnego zachowania. Uznanie, że słowa mogą być źródłem przemocy jest zatem ważnym krokiem w dążeniu do stworzenia miejsca wolnego od przemocy - zarówno w codziennym świecie, jak i wirtualnej rzeczywistości.

Organizatorem tegorocznej kampanii #NiePrzesadzam jest firma Babbel – twórca jednej z najpopularniejszych aplikacji do nauki języków obcych. Partnerem wydarzenia została Fundacja Centrum Praw Kobiet. Organizacja, jak co roku przeprowadza głośną kampanię społeczną, której celem jest szerzenie świadomości poruszanego problemu związanego z przemocą wobec kobiet. W tym roku skupia się na kwestii kobietobójstwa i wszelkich aspektach, które mogą prowadzić do tej tragedii. Organizacja nieustannie wspiera wszystkie kobiety, które potrzebują pomocy. Obecnie, poza doradztwem prawnym obejmuje ona pomoc psychologiczną, asystowanie kobietom w sądach, zapewnienie bezpiecznego schronienia, prowadzenie grup wsparcia i telefonu zaufania, a także pomoc socjalną i doradztwo zawodowe.

  1. Zwierciadło poleca

Co dziedziczymy po rodzicach?

Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są wciąż dość niejasne i niezwykle złożone. (fot. iStock)
Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są wciąż dość niejasne i niezwykle złożone. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
„Wykapany synek tatusia i nieodrodna córeczka mamusi” – często, słysząc takie komentarze, zastanawiamy się na ile nasze cechy i zdolności uwarunkowane są genetycznie. Co na ten temat mówi nauka? Jakie są najnowsze odkrycia genetyków? – wyjaśnia prof. Ewa Bartnik, autorka książki „Co kryje się w naszych genach? Największa łamigłówka ludzkości.”

Ród Kossaków to ewenement na skalę światową. Zdarza się bowiem, że ojciec czy matka przekazują swój talent dziecku, jednak u Kossaków były aż trzy pokolenia twórców. Poczynając od dziada Juliusza, którego ulubionym motywem malarskim były konie, przez ojca Wojciecha, autora Bitwy pod Racławicami, po wnuków Juliusza – Karola i Jerzego, którzy również zostali uznanymi malarzami. Czterech członków najbliższej rodziny, obdarzonych tym samym talentem. To nie może być przypadek. Podobnie jak nie jest zapewne przypadkiem, że kilka kobiet z tej rodziny miało talent literacki – to z rodziny Kossaków pochodzi przecież Magdalena Samozwaniec, znakomita pisarka i satyryczka, jej siostrą była poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, a siostrą stryjeczną – powieściopisarka Zofia Kossak-Szczucka.

Takich przykładów mamy w życiu mnóstwo. Syn jest równie zdolnym muzykiem jak ojciec, córka dziedziczy talent malarski po mamie, rodzeństwo ściga się w tym samym sporcie. Są też pewne sytuacje, o których mówimy – o, tu zadziałały złe geny. Być może one doszły do głosu na przykład w przypadku Bobbi Kristiny Brown, córki Whitney Houston? To była dramatyczna historia, która wstrząsnęła światem przed kilku laty. Najpierw słynna piosenkarka zmagała się z uzależnieniem od narkotyków, aż w końcu ją zabiły. Utonęła w wannie w pokoju hotelowym, będąc pod wpływem kokainy. Kilka lat po śmierci matki dwudziestodwuletnia Bobbi została znaleziona w swoim mieszkaniu martwa – również w wannie, a w jej krwi śledczy wykryli mnóstwo narkotyków i alkoholu. Czy zadziałały tu geny, czy raczej środowisko, pełne stresów i załamań życie artystycznego światka, które popchnęło obie kobiety ku autodestrukcji?

Do dzisiaj nie potrafimy dać na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Czynniki genetyczne i środowiskowe stanowią skomplikowaną mieszankę, zwłaszcza w przypadku cech charakterologicznych, talentów, inteligencji, nawet skłonności do różnych chorób. Zacznijmy od tego, że dziedziczymy od obojga rodziców po 23 chromosomy, w tym dwa chromosomy odpowiadające za naszą płeć – dziewczynki mają dwa chromosomy X, po jednym od mamy i taty, a chłopcy jeden chromosom X od mamy oraz jeden chromosom Y od taty. Warto wiedzieć, że nie wszystkie plemniki przenoszą chromosom Y, ale połowa z nich niesie chromosom X – czyli żeński. Z połączenia tych plemników z komórką jajową narodzą się dziewczynki, a więc płeć dziecka zależy tak naprawdę wyłącznie od ojca.

Kiedy plemnik i komórka jajowa połączą się, w jednej zapłodnionej komórce spotykają się po 23 pary chromosomów oraz geny, które są na nich ulokowane. Czy to oznacza, że przyszły człowiek został już dokładnie zaprogramowany? Oczywiście nie. Jeżeli chodzi o cechy wyglądu, takie jak: kształt twarzy, kolor oczu, włosów, skóry, to rzeczywiście, są one przekazywane w naszych genach. Ale nie zależy to od jednego czy dwóch genów. Za niemal każdą cechę naszego wyglądu odpowiada kilka lub kilkadziesiąt genów. Można powiedzieć, że dzisiaj znamy ich wiele i potrafimy dość sprawnie na ich podstawie określić wygląd danej osoby. Ten postęp dokonał się dzięki medycynie sądowej i kryminalistyce. To w tych dziedzinach bardzo potrzebne były metody identyfikacji zmarłych osób na podstawie ich materiału genetycznego. Kiedyś nie było to możliwe. Można było odtworzyć rysy twarzy na podstawie kształtu czaszki, ale kolor włosów, oczu, skóry? Tego stwierdzić się nie da na podstawie badań szkieletu czy jego fragmentów. Dzięki postępom w genetyce udało się jednak zidentyfikować całe grupy genów, które odpowiadają za to, że jedni ludzie mają zielone oczy i rude włosy, a inni są niebieskookimi blondynami o chłodnej karnacji. Dzisiaj genetycy pracujący w laboratoriach kryminalistycznych mają do dyspozycji specjalne zestawy do badania cech wyglądu na podstawie DNA.

Badania genetyczne pozwalają dziś wyjaśnić wiele przestępstw. (fot. iStock) Badania genetyczne pozwalają dziś wyjaśnić wiele przestępstw. (fot. iStock)

 

Dla genetyków szczególnie ważne są badania prowadzone z udziałem bliźniąt jednojajowych. Przychodzą one na świat z identycznymi zestawami genów (czasami z bardzo drobnymi wyjątkami). Te bliźnięta są dla nas „żywymi laboratoriami”, które pozwalają nam przypisać różne geny do różnych cech i dowiedzieć się, w jakim stopniu informacje zawarte w DNA mają wpływ na to, jacy jesteśmy. Kiedy na przykład chcemy zbadać, w jakim stopniu inteligencja, zdolności czy skłonności do różnych chorób, takich jak: depresja, schizofrenia czy cukrzyca, są zależne od genów, sprawdzamy to, właśnie porównując bliźnięta jednojajowe. Ale oczywiście nie jedną parę – do badań zapraszane są duże grupy bliźniąt, naukowcy mają specjalne bazy z ich adresami i kontaktami do nich.

Z tymi badaniami jest kilka problemów. Kiedyś sporo badań było robionych na bliźniętach rozdzielanych po urodzeniu, na przykład oddawanych do adopcji. I w tym procederze naukowcy brali udział! We współpracy z domami dziecka (tak było na przykład po drugiej wojnie światowej) określali, do jakich domów powinny iść rozdzielone bliźnięta, żeby badanie przyniosło jak najwięcej informacji. To było nie tylko nieetyczne, ale też nie dawało miarodajnych rezultatów, bo bliźnięta czasem miały ze sobą kontakt, nie wszystkie pary rodzeństwa z próby trafiały do rodzin zastępczych w tym samym wieku. Metodologia tych badań pozostawiała więc sporo do życzenia. A jeszcze dodatkowo niekiedy okazywało się, że bliźnięta, na których prowadzono obserwacje, wcale nie są jednojajowe, a tylko bardzo do siebie podobne – niemniej w zapłodnieniu brały udział dwie różne komórki jajowe, co wyklucza identyczność materiału genetycznego.

Dzisiaj, kiedy te obserwacje są prowadzone dużo staranniej i na lepiej wybranych grupach bliźniąt, stwierdzamy, że w przypadku cech charakteru, inteligencji czy też predyspozycji do różnych dolegliwości zazwyczaj geny mają wpływ w 50 procentach, a pozostałe 50 procent to czynniki środowiskowe – wychowanie, doświadczenia życiowe, styl życia. Te 50 procent to jednak wcale nie tak mało, dlatego wciąż prowadzone są badania sprawdzające, które warianty genów mają wpływ na różne nasze cechy, na przykład skłonność do strachu albo odkrywania i poszukiwania nowości. Niestety, wyniki są na razie dość, powiedziałabym, irytujące. Owszem, wiemy na przykład, który wariant jakiego genu odpowiada za skłonność do poszukiwania nowości, ale okazuje się, że posiadanie tego wariantu nie jest ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym, aby dana osoba lubiła odkrywać nowe rzeczy i doświadczać przygód. I tak jest z większością genów wpływających na nasze zachowanie, to, kim jesteśmy i jakie mamy podejście do życia.

Być może dowiemy się więcej dzięki nowej inicjatywie naukowej, która narodziła się w USA. To Social Science Genetic Consortium – zespół badawczy, który analizuje gigantyczną ilość danych zarówno genetycznych, jak i dotyczących cech oraz doświadczeń, takich jak: poczucie zadowolenia z życia, skłonność do depresji, długość edukacji, sukcesy w szkole i tak dalej. I ci naukowcy znajdują na przykład warianty genów, których posiadacze, jak się okazuje, są statystycznie o rok dłużej w szkole niż ci, którzy ich nie posiadają. Ale czy to oznacza, że osoby z tym wariantem są lepiej wykształcone? Nie. Zależności pomiędzy środowiskiem a genami są bardzo niejasne i niezwykle złożone, dlatego moim zdaniem nigdy nie uda nam się tylko na podstawie sekwencji DNA danego człowieka, na przykład niemowlęcia, stwierdzić, czy będzie on w dorosłym życiu psychopatą, czy wrażliwym altruistą. Może będziemy jedynie w stanie określać jakiś procent zwiększonego ryzyka pojawienia się danej cechy czy zaburzenia osobowości – na przykład że dana osoba ma 5 procent większe niż ogół populacji ryzyko psychopatii albo o 10 procent większą skłonność do empatii. Ale nigdy nie będzie wiadomo, czy coś z tych prognoz wyniknie, bo środowisko w każdym z tych przypadków może odegrać decydującą rolę.

Jest w tym wszystkim sporo zagadek, czasami też zabawnych. Weźmy na przykład taki fenomen, jak studiowanie w Akademii Medycznej. Wydaje się na pierwszy rzut oka, że to musi być wybór ścieżki zawodowej bardzo silnie uwarunkowany genetycznie, bo właśnie wśród lekarzy jest mnóstwo przykładów na wielopokoleniowe uprawianie tego zawodu. A oczywiście genu studiowania medycyny nie ma. Kiedyś nawet badano te lekarskie rodziny i pytano studentów medycyny o przesłanki, które kierowały ich wyborami. Okazało się, że są dwie główne – tradycja rodzinna oraz doświadczenie w dzieciństwie choroby, która się szczęśliwie zakończyła. Osoby, które nie mają „rodzinnego obciążenia” medycyną, mogą „zarazić się” nią przez dziecięcą fascynację podczas pobytu w szpitalu, pod warunkiem że nie jest to we wspomnieniach doświadczenie traumatyczne.

Traumatyczne doświadczenia z dzieciństwa nie chronią za to przed uzależnieniem. W tym przypadku też obserwujemy, że skłonność przechodzi często z pokolenia na pokolenie. Jeśli pił nałogowo ojciec, statystycznie bardziej prawdopodobne jest, że jego syn zostanie alkoholikiem, niż to, że alkoholikiem zostanie człowiek z domu, gdzie nikt nie nadużywał alkoholu. Ostatnio dużo się w nauce mówi o genach predysponujących do uzależnień, ale te badania są bardzo trudne. Musimy też w dużej mierze opierać się w nich na wywiadach, a ludzie często nie mówią w nich prawdy, zwłaszcza jeżeli chodzi o zachowania związane z uzależnieniami. Z pewnością jakiś wpływ genetyczny też w tym przypadku jest, ale znowu jest to moim zdaniem pół na pół z tym, jak kształtuje nas środowisko i wychowanie. Nie ma wątpliwości, że jedni z nas są bardziej podatni na toksyczny wpływ alkoholu, a inni mniej. Odpowiadają za to geny pozwalające na rozłożenie etanolu do aldehydu octowego i sprawne pozbycie się go z organizmu. Ten gen występuje w nieco innej formie u niektórych Azjatów, dlatego łatwiej się upijają. Ale nie oznacza to automatycznie, że są bardziej skłonni do uzależnienia od alkoholu.

Ważne pytania

Czy istnieje coś takiego, jak geny narodowe? Zdecydowanie nie. Różnorodność genetyczna w ramach jednej grupy etnicznej może być większa niż różnorodność pomiędzy mieszkańcami różnych kontynentów czy przedstawicielami różnych grup. Takie stawianie sprawy – że jedne narody mają lepsze geny od innych – doprowadziło nas już do wielkich tragedii. Oczywiście, na Północy jest więcej osób o jasnej cerze i jasnych włosach, a Azjaci mają skośne oczy, ale nic z tego nie wynika dla inteligencji, potencjału czy innych cech.

Skąd w takim razie w niektórych narodach nadreprezentacja naukowców czy wybitnych muzyków? To kwestia nie genów, ale organizacji państwa oraz dobrobytu. Muzycy, malarze, naukowcy mogli od wieków rozwijać swoje talenty w społeczeństwach o silnych tradycjach mieszczańskich, wysoko rozwiniętych gospodarczo. Tam po prostu był czas na to, żeby zająć się innymi rzeczami niż tylko walka o byt. Ale talenty i inteligencja w narodach i grupach etnicznych rozdzielone są statystycznie po równo.

Fragmenty z książki „Co kryje się w naszych genach?”

Ewa Bartnik: genetyk, profesor biologii, popularyzatorka nauki. Specjalizuje się w chorobach, które są powodowane przez zmiany DNA. W 2008 r. od Polskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Naukowych otrzymała honorowa nagrodę dla naukowca przyjaznego mediom. Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi na rzecz nauki w Polsce i na świecie oraz wspieranie międzynarodowej współpracy naukowej. Jest członkiem specjalnej komisji Światowej Organizacji Zdrowia zajmującej się problemem modyfikacji ludzkiego DNA, była uczestnikiem Międzynarodowej Komisji Bioetycznej UNESCO.