Macho czy wrażliwiec? Co najlepiej punktuje na męskiej skali?

Ideał? „Serce i kręgosłup muszą być zjednoczone w jednym mężczyźnie” (Fot. iStock)

Współczesny mężczyzna ma prawo się czuć zagubiony. Już wie, że wolno mu płakać, ale wciąż nie pozwala sobie na wrażliwość. W odnalezieniu tożsamości pomaga mu David Deida, o którym mówi się, że „ma największe jaja we współczesnej duchowości”. Jego uwago pomocne są również dla kobiet.

O Davidzie Deidzie pisano, że jest budowniczym mostu między Wschodem i Zachodem. Jego najbardziej znana książka, „Błękitna Prawda” uważana jest za przełom porównywalny z „Potęgą teraźniejszości” Eckharta Tolle’a. Ale my skupimy się na innej. „Droga prawdziwego mężczyzny” to przewodnik dla facetów gotowych świadomie stwarzać siebie. „Ten kreujący siebie na nowo mężczyzna nie jest wystraszonym byczkiem pozującym na King Konga władającego wszechświatem. Nie jest też mięczakiem nowych czasów, kimś bez kręgosłupa, rozkojarzonym i z głupawym uśmieszkiem” – pisze Deida. „On przyjął i objął w pełni oba swoje wewnętrzne pierwiastki, męski i kobiecy, i nie utożsamia się wyłącznie z jednym z nich”.

Miłość vs misja

David Deida mówi o integracji pierwiastka męskiego i żeńskiego, ale też o tym, jak ważne jest uznanie, że w swej istocie jesteśmy zwykle bardziej męscy albo bardziej kobiecy (najczęściej idzie to w parze z płcią, ale są odstępstwa). Ta dwubiegunowość decyduje o przyciąganiu, wywołuje kluczowe poruszenia w naszym życiu. Choćby w sypialni. „Jeśli szukasz prawdziwej namiętności, potrzebujesz do tego porywającego i porywanej, zniewalającego i zniewolonej. W przeciwnym razie masz dwóch kumpli, którzy decydują się ocierać w łóżku swoje genitalia” – pisze Deida. Podkreśla, że – niezależnie od płci i orientacji seksualnej – musimy rozpoznać naszą naturalną esencję seksualności i żyć w zgodzie z nią.

O co tak naprawdę tu chodzi? O priorytety! Otóż – jeśli wierzyć Amerykaninowi – priorytetem pierwiastka męskiego (u mężczyzn i kobiet) jest misja, cel, kierunek w życiu. Wiąże się to w dużej mierze z poszukiwaniem wolności. Pierwiastek żeński (u kobiet i mężczyzn) szuka czego innego: spełnienia w miłości. Dla kobiecości najwyższym osiągnięciem jest przepływ uczuć w intymnej relacji. Nie ma wątpliwości, że osoby o męskiej esencji raczej obejrzą mecz (w którym chodzi o pokonywanie przeszkód, zdobywanie wolności) niż historię miłosną… Oznacza to, że – jeśli jesteś bardziej męski w swej istocie – tym, co cię prowadzi, jest poczucie misji. Nie ma co się oszukiwać: możesz być bardzo oddany kobiecie, rodzinie, ale związek nigdy nie będzie dla ciebie tak ważny jak cel, który ci przyświeca. Być może jeszcze nie do końca wiesz, na czym on polega, ale nie ustawaj w poszukiwaniach! „Dopóki nie odkryjesz tego głębokiego celu i dopóki nie będziesz nim żyć w pełni, twoje życie będzie w środku puste, nawet jeśli twój intymny związek i życie rodzinne przepełnia miłość” – twierdzi Deida. Jest w tej kwestii bezkompromisowy. Uważa, że mężczyzna przedkładający związek ponad swój najwyższy cel osłabia samego siebie, nie służy światu i kobiecie. Traci autentyczność. Raczej przystosowuje się do wydarzeń, niż je tworzy. Ma tendencję do mechanicznego, mało angażującego seksu, może nawet stać się impotentem – jego erekcja „w świecie” i przy kobiecie zostaje osłabiona.

Kompromis w relacjach

David Deida wypowiada się z szacunkiem i zrozumieniem o kobietach, nie staje po niczyjej stronie, a jednocześnie ostrzega mężczyznę:

„nigdy nie zmieniaj zdania tylko po to, by zadowolić kobietę!”. Bierz pod uwagę jej stanowisko, ale – jeśli uważasz, że to właściwe – pozostań przy swoim.

Idąc na tego rodzaju kompromisy, tracisz głębię, obecność, a nawet zaufanie partnerki. „Jeśli jej prośby i pragnienia mogą odwieść cię od tego, co wie, że jest twoim najwyższym celem, będzie na ciebie zła i zawiedziona – mimo że o to prosiła” – twierdzi. Tak naprawdę Deida idzie jeszcze dalej: „Mimo że nigdy tego nie przyzna, kobieta chce czuć, że jej mężczyzna byłby gotów poświęcić ich związek w imię swojego najwyższego celu”. Kiedy mężczyzna stawia ponad wszystko relację, a jego kobieca część bierze górę nad męską – słabnie biegunowość między partnerami. Prawdopodobnie, dążąc do równowagi, kobieta pobudzi własny biegun męskości i wtedy to ona zacznie szukać wolności…

Deida uważa, że kobieta wciąż testuje mężczyznę: uparcie wraca do tych miejsc, w których nie sprostał. Ma do tego prawo. Tak jak mężczyzna ma prawo trwać przy swoim. Dlatego autor „Drogi prawdziwego mężczyzny” sugeruje, by każdy facet przynajmniej przez godzinę dziennie robił to, co kocha. Jeśli zauważy, że podporządkowuje się partnerce, że ze względu na nią zaniedbuje swój prawdziwy cel, powinien się zatrzymać. „Powiedz jej, że ją kochasz, ale nie możesz wyprzeć się celu własnego serca. Powiedz, że spędzisz z nią na przykład trzydzieści minut (lub pewien określony czas), poświęcając jej absolutną uwagę i całkowitą obecność, ale później musisz wrócić do swojej misji” – pisze. Chcesz dawać – to pewne (mężczyźni tak już mają).

Mężczyzna przedkładający związek ponad swój najwyższy cel osłabia samego siebie, nie służy światu i kobiecie. Traci autentyczność. (Fot. iStock)

Komfort vs strach

David Deida nawołuje mężczyzn do badania swoich granic. Do życia na krawędzi. Autentycznego, a więc też niepozbawionego lęku. „Wybierz jakiś ważny dla ciebie obszar życia, w którym widzisz margines poprawy” – radzi. Załóżmy, że jest to praca, finanse. Gdyby nie to, że się boisz, czy zarabiałbyś na życie dokładnie tak jak teraz? „Twoja granica jest tam, gdzie się zatrzymujesz lub gdzie idziesz na kompromis, poświęcając swój najgłębszy dar, karmiąc swoje lęki” – stwierdza Amerykanin. „Być może udało ci się oszukać samego siebie, zepchnąć gdzieś głęboko strach, który cię ogranicza. Tak, to wygodne. I dalekie od spełnienia”. Zdaniem Deidy wolny mężczyzna uznaje swój strach, nie bawi się z nim w chowanego. Raczej dąży do tego, by go poznać, oswoić. „Rozwój mężczyzny jest optymalny, gdy w każdej chwili, nawet nieznacznie, przekracza swoje granice, swoje zdolności i swoje lęki”.

Na tym polega życie na krawędzi: nie zadowalać się tym, co znane, bezpieczne, i nie wychodzić zbyt daleko poza własne ograniczenia. Spotkać się ze strachem, rozpoznać, gdzie przebiegają granice własnej strefy komfortu, i przekraczać je nieznacznie. Kiedy mężczyzna otworzy się na takie życie, jego najgłębszy cel będzie się powoli odsłaniał, ukazywał swoje kolejne warstwy. W praktyce oznacza to, że wiele celów po drodze przyjdzie mu porzucić: nagle straci zainteresowanie projektem, który go pochłaniał, i niekoniecznie będzie wiedział, co dalej. Zanim pokaże się kolejna warstwa tego, co go woła, być może będzie musiał trochę poczekać, sam ze sobą, w swojej jaskini. Warto wiedzieć, że ten cykl zapalania się i wycofywania powtarza się wielokrotnie. Aż mężczyzna dotrze do celu przez duże „C”. Czymkolwiek to jest, ma zapewne coś wspólnego z wolnością. Zdaniem Deidy wszystkie cele mężczyzny (w pracy, na boisku czy na poduszce medytacyjnej) krążą wokół tego pragnienia. Niesie ono też w sobie poczucie śmierci…

Nie bez przyczyny orgazm w języku francuskim nazywany jest petite mort – małą śmiercią. Jeśli mężczyzna boi się utracić kontrolę w seksie, poddać się miłosnej ekstazie – prawdopodobnie nieograniczoną wolność postrzega jako niebezpieczną. „Podstawowym męskim lękiem jest zatracenie siebie – które jest jednocześnie podstawowym męskim pragnieniem” – przekonuje Deida. To prawdziwy powód, dla którego mężczyzna pożąda kobiety – pragnienie jedności.

Obowiązek vs obecność

David Deida przypomina o tym, o czym mówi się rzadko: że w naszym świecie najcenniejszym darem mężczyzny jest jego obecność, głębia świadomości. Że musi wciąż odświeżać transcendentny wymiar swojego życia – w przeciwnym razie będzie traktował egzystencję jako serię codziennych zadań do wykonania. Tryb działania, w jaki z łatwością wchodzi mężczyzna, należy do jego najsilniejszych atutów i największych słabości.

Planowanie, podejmowanie wyzwań, dyscyplina, skupienie na zadaniu – wszystko to punktowane jest wysoko na męskiej skali. Pod warunkiem że nie zatraca się w codziennych obowiązkach, nie zapomina o wyższym celu.

I jeszcze jedno: mężczyzna, o którym mowa, bardzo potrzebuje wsparcia innych mężczyzn. Przyjaciół, żyjących tak jak on na krawędzi. Takich, którzy będą stawiać mu wyzwania, a w razie potrzeby po prostu skrytykują. Jeżeli poczują, że marnuje życie, nie zawahają się otwarcie tego powiedzieć. „Zdolność mężczyzny do przyjmowania bezpośredniej krytyki od innych mężczyzn jest miarą jego zdolności do przyjmowania męskiej energii” – twierdzi Deida. I dodaje, że jeśli nie jest w stanie przyjąć takiej krytyki, świadczy to o jakiejś nierozwiązanej sprawie z ojcem. W otrzeźwiającej krytyce jest i miłość, i kierunek. I takie są też jakości, które zdaniem Deidy łączy w sobie prawdziwy mężczyzna. „Jest on niepodważalnie męski – wytrwale dąży do celu, jest pewny siebie i ukierunkowany, żyje wybraną przez siebie drogą z głęboką spójnością i humorem. Jest także wrażliwy, spontaniczny oraz duchowo żywy, a jego serce jest oddane odkrywaniu i życiu zgodnie ze swoją wewnętrzną prawdą”. W ten sposób wychodzimy poza ideał macho (z kręgosłupem, ale bez serca) i poza jego przeciwieństwo – mięczaka. „Serce i kręgosłup muszą być zjednoczone w JEDNYM MĘŻCZYŹNIE” – podkreśla Deida. Kobietom pozostaje trzymać kciuki. I kochać, oczywiście…