Metoda Simontona – do walki z rakiem trzeba włączyć dobre emocje, zaangażować głowę

Terapeuci pracują metodą Simontowką grupowo i indywidualnie. Pacjent i jego bliscy mogą liczyć na konkretne narzędzia psychologiczne, takie jak wizualizacje, medytację, pracę z przekonaniami czy wyrażeniem emocji. (Fot. iStock)
Terapeuci pracują metodą Simontowką grupowo i indywidualnie. Pacjent i jego bliscy mogą liczyć na konkretne narzędzia psychologiczne, takie jak wizualizacje, medytację, pracę z przekonaniami czy wyrażeniem emocji. (Fot. iStock)

Współczesne badania pokazują, że nastawienie, motywacja i radość bywają równie silnym narzędziem w walce z chorobą jak skalpel. Dlatego metoda Simontona, według której pracuje się z pacjentami onkologicznymi, skupia się na podniesieniu jakości życia. W dużej mierze poprzez zmianę niezdrowych przekonań.

 

Badania nad ludzkim umysłem wyraźnie wykazują, że jego potencjał wciąż nie został w pełni poznany i zrozumiany. Jak napisał Carl Simonton w książce „Triumf życia. Możesz mieć przewagę nad rakiem”: „Jeżeli nad powrotem do zdrowia nie pracuje cały człowiek, stanowiący zintegrowany system rozumu, ciała i emocji – to czysto fizyczna interwencja może okazać się niewystarczająca. Efektywny program leczenia powinien zatem dotyczyć całego jestestwa człowieka, a nie koncentrować się na samej chorobie, bo przypominałoby to próbę leczenia epidemii żółtej febry wyłącznie sulfonamidami, bez osuszania rowów, w których lęgną się roznoszące chorobę komary”.

Metoda Simontona – wybierz radość życia

Carl Simonton urodził się w Los Angeles, pracował jako onkolog i radiolog, żywo zainteresowany wspieraniem pacjentów w tym wszystkim, co może ich doprowadzić do zdrowia. Do swojej praktyki wprowadził własną metodę – nazywaną metodą Simontona albo terapią Simontonowską. Skierowana jest ona do osób cierpiących na choroby przewlekłe, zwłaszcza nowotwory złośliwe, oraz ich rodzin. Simonton zaobserwował, że jedną z pierwszych spraw, z których rezygnuje chory na raka, jest zabawa. W postawie tej zazwyczaj wspierają go bliscy, którzy wymagają pełnego poświęcenia się leczeniu i skupienia na tym, co poważne i ważne. W metodzie Simontona nie chodzi o to, by osobę chorującą i smutną zachęcić do radości wbrew jej nastawieniu czy emocjom. Jej celem jest poszerzenie świadomości i zrozumienie, że angażowanie się w aktywności, które wywołują radość, nie tylko nie jest czymś złym, ale wręcz przyśpiesza zdrowienie. Pomaga również przejść przez bolesny i lękotwórczy okres chorowania. Przede wszystkim zaś stara się przywrócić pacjentowi wiarę, nadzieję i siłę do zaangażowania się w proces zdrowienia. Przed leczeniem i korzystaniem z różnych form wsparcia często powstrzymują nas lęki i przekonanie o nieuchronnej porażce. Dlatego praca w tym nurcie skupia się na poniższych obszarach:

Zachowania – osoba chorująca uświadamia sobie, że ma prawo żyć i cieszyć się życiem niezależnie od choroby. Rozumie, jak ważna jest dieta oraz jakie znaczenie mają destrukcyjne nawyki traktowania siebie, innych ludzi oraz własnego ciała. Zachowanie to również przyzwolenie na zabawę, relaks i miłość.

Przekonania – pod wpływem stresu i lęku przekonania niekiedy mogą zostać wyostrzone, dlatego ważne jest, by zaobserwować, co pacjent sam sobie mówi na temat raka i leczenia. Wymiana destrukcyjnych przekonań na uzdrawiające pomaga rozwiązywać bieżące problemy, stawiać cele i mierzyć się z wyzwaniami, nawet jeśli te w pierwszej reakcji wywołały poczucie rozpaczy czy beznadziei.

Emocje – psychoterapeuci pomagają wyrabiać odruch nadziei w miejsce zamartwiania się. Osoba chorująca spędza często długie godziny w lęku, smutku, ponieważ nie potrafi wyobrazić sobie lepszej przyszłości, boi się śmierci lub jest przygnębiona reakcjami najbliższych i swoją, czasami ograniczoną, sprawnością. Praca w tym obszarze oznacza umiejętność wyrażania trudnych uczuć, radzenie sobie z nimi oraz budowanie wewnętrznej motywacji.

Społeczeństwo i relacje – chory przygląda się swoim relacjom z najbliższymi, rodziną oraz dalszymi ludźmi i nabiera nowych umiejętności komunikacyjnych. Czasami będzie to gotowość i odwaga do odmówienia, niekiedy poproszenie o wsparcie, towarzystwo czy obecność. Posiadanie siatki zdrowych kontaktów i bliskich osób, na które można liczyć, bywa ogromnym wsparciem.

Duchowość – bez względu na przekonania i wierzenia osoby dotkniętej chorobą chodzi o odnajdywanie sensu w codziennym życiu, we własnej aktywności, a czasami również w samej chorobie. Duchowość to zyskanie szerszej i głębszej perspektywy, mierzenie się z takimi pojęciami, jak przemijanie, śmiertelność czy spuścizna. Praca w tym obszarze jest intensywną pracą związaną ze stosunkiem danej osoby do śmierci, której nieuchronność często bywa marginalizowana czy wypierana w codziennym życiu.

Ciało – to bardzo konkretny i namacalny obszar. Pacjent zaczyna rozumieć, że chociaż nastawienie jest niezwykle istotne, to musi za nim iść konkretny plan działania: ćwiczenia, ruch, dieta, aktywność – czyli wszystko to, co po konsultacji z lekarzami będzie wspierało chorujące ciało.

 

O tym, jak wygląda praca metodą Simontona, rozmawiamy z Iwoną Nawarą – psychoonkolożką, trenerką Terapii Simontonowskiej i Racjonalnej Terapii Zachowania, dyrektorką Centrum Psychoonkologii UNICORN.

Osoby chorujące na raka często zasypywane są dobrymi radami, zaleceniami, interpretacjami ich życiowych wyborów – jak może to na nie wpływać?
Wiele osób w gąszczu dobrych rad odczuwa zagubienie, które z czasem może przerodzić się w złość. Część konfliktów między chorymi a ich bliskimi opiera się właśnie na tym zagadnieniu – osoby wspierające, chcąc dla bliskiego jak najlepiej, wyszukują najlepsze porady, które niejednokrotnie są ze sobą sprzeczne, a zastosowanie ich wszystkich wymagałoby ciągłego skupienia uwagi tylko na nich. Trudno im przyjąć do wiadomości, że chory nadal pozostaje autonomiczną jednostką, zdolną do oceny sytuacji i decydowania o sobie. Czasem wsparcie polega właśnie na uszanowaniu wyborów i decyzji pacjenta.

Terapia Simontonowska kładzie się duży nacisk na nastawienie, połączenie ciała z umysłem i emocjami. Chory ma wpływ na zdrowie, czy miał zatem wpływ na chorobę? Jak poruszać ten temat z chorującymi i ich bliskimi bez wpędzania ich w poczucie winy?
Na rozwój choroby wpływa wiele czynników, nie wszystkie są znane. Ważne jest, by podkreślić, że w każdym momencie życia dokonujemy takich wyborów, które uważamy za najlepsze, czerpiąc z dostępnej w danej chwili wiedzy. W terapii Simontonowskiej podkreślamy, że trwanie w poczuciu winy czy rozpamiętywaniu przeszłych decyzji niczemu nie służy – nawet jeśli z perspektywy czasu oceniamy część swoich wyborów jako niesłuszne czy szkodliwe, odpowiednią reakcją jest zmiana dotychczasowych nawyków na zdrowe, a nie zadręczanie się „gdybaniem”. Uczymy też skutecznego radzenia sobie z poczuciem winy czy urazy. Warto rozmawiać o czynnikach, które nie przyczyniały się do lepszego zdrowia, obniżały jakość życia – po to, żeby je zmienić, niezależnie od tego, czy miały realny wpływ na rozwój choroby.

W terpii Simontowskiej staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów  – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. (Fot. iStock)
W terapii Simontonowskiej staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. (Fot. iStock)

Czym praca metodą Simontona różni się od psychologicznych form wspierania pacjentów rozmową, wzbudzaniem motywacji czy wizualizacjami?
W części podejść psychologicznych przyjmuje się, że im wyższa motywacja pacjenta i wola walki, tym wyższa będzie jakość jego życia. W terapii Simontonowskiej koncentrujemy się raczej na poszukiwaniu własnej drogi, zgodnej z wartościami i przekonaniami pacjenta, wspólnym szukaniu tego, co podnosi jego jakość życia i wspiera proces zdrowienia. Staramy się skupiać na tym, co w życiu pacjenta już jest w porządku, co działa, zamiast doszukiwać się problemów – te, jeśli są ważne, pojawią się w toku pracy terapeutycznej. W naszym programie mieści się 10 modułów, wśród których pojawiają się również tematy, takie jak strach przed nawrotem choroby, komunikacja i budowanie sieci wsparcia, śmierć i umieranie – każdy z nich ma na celu zwiększenie spokoju osoby chorującej, przepracowanie lęku, zbudowanie kompetencji w relacjach i ostatecznie podniesienie energii do życia w chwili obecnej, niezależnie od nasilenia dolegliwości czy stanu zdrowia.

Co w metodzie Simontona pani zdaniem działa najsilniej, najskuteczniej?
Największe znaczenie ma praca z przekonaniami, oparta na Racjonalnej Terapii Zachowania Maxie Maultsby’ego. Jest to metoda prowadząca do lepszego zrozumienia własnych emocji, tego, skąd się biorą i w jaki sposób narastają, dająca narzędzia do zmiany tych przekonań, które pacjent zidentyfikuje jako niezdrowe. Zrozumienie, że mamy wpływ na to, jak się czujemy, że nasze samopoczucie nie jest całkowicie zależne od otoczenia i okoliczności – przynosi dużą ulgę. Niedawno wydana książka „ABC twoich emocji” (M. Maultsby, M. Wirga, M. de Bernardi; wyd. Wulkan) uczy tych i innych umiejętności i jest skierowana do każdego czytelnika – osób zdrowych, jak i doświadczających trudności związanych z chorobą.

Co dla pani jest najważniejsze w pracy z osobami chorującymi onkologicznie i ich bliskimi?
Każde spotkanie traktuję jako przywilej. Terapią Simontonowską pracuję w formie grupowej i jest to absolutnie unikatowe zjawisko, nie do powtórzenia i nie do przecenienia. Obserwacja tego, jak uczestnicy wzajemnie wymieniają się bardzo ważnymi treściami, doświadczeniami i jednocześnie zmieniają się w ciągu zaledwie kilku dni – jest za każdym razem wzruszająca i zachwycająca. Pokazuje sens i daje siłę psychiczną wszystkim uczestnikom spotkania, również mnie.

Co panią zainteresowało w metodzie Simontona na tyle, że zdecydowała się pani ją stosować?
Kiedy bardzo dawno temu rozpoczynałam pracę na onkologii, szukałam metod, które by mi w niej pomogły. I wtedy właśnie spotkałam dr. Carla Simontona. To, czego się nauczyłam od niego, okazało się niezwykle skuteczne w pracy z chorymi, i nie tylko. Do tej metody przekonało mnie przede wszystkim skupienie na podnoszeniu jakości życia, a nie koncentracja na jego przedłużaniu za wszelką cenę. Ujęło mnie również przekonanie, że im bardziej zbliżamy się do naszej ludzkiej natury – w aspekcie emocji, podejmowanego działania, komunikacji – tym bardziej sprzyjamy swojemu zdrowieniu.

Największa lekcja, jaką pani odebrała od osób chorujących na raka?
Trudno to nawet opisać. To nieustanna lekcja pokory, otwartości i uczenia się bycia Człowiekiem przez duże C. Przy tak dużej liczbie pacjentów, którzy pojawiają się na sesjach grupowych i konsultacjach indywidualnych, trudno wskazać jedną, wyjątkową historię. Każdy z chorych ma swoje własne problemy dotyczące również życia przed chorobą. Najpiękniejsze w terapii Simontonowskiej jest to, że praca i zaangażowanie uczestników jest dowodem na to, że człowiek zachowuje wolność wyboru nastawienia i samopoczucia niezależnie od okoliczności. Obserwowanie, jak w czasie pięciu dni warsztatów pacjenci, którzy przychodzą przerażeni i przytłoczeni lękiem, z dnia na dzień stają się bardziej uśmiechnięci, spokojni – mimo że ich sytuacja zdrowotna obiektywnie się nie zmienia – jest najlepszą lekcją: życie nie kończy się na raku. Dookoła dzieje się życie – i to na nim warto się skupiać każdego dnia!

Więcej na: www.unicorn.org.pl i www.simonton.pl