1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Od redakcji

Od redakcji

Z radością obserwujemy jak coraz bardziej zakorzeniacie się w zwierciadlanej społeczności, jak z dnia na dzień nasz las wirtualnych drzewek rozrasta się i pięknieje. Ale dochodzą też do nas głosy użytkowników, zwracających się z prośbą o dodatkową instrukcję do drzewka. A zatem, kilka słów o drzewie.;)

Każdy zarejestrowany i zalogowany użytkownik może posadzić swoje wirtualne drzewo, wybierając z menu „Społeczność/Drzewo osobliwości”, a następnie klikając w przycisk „Posadź swoje drzewo”.

Na początku drzewo jest małe i wymaga troski – podlewania. Codzienne podlewanie pozwala na jego stały wzrost i obserwację fazy w jakiej aktualnie się znajduje:

Szkółka  1 -7 faza wzrostu - drzewo wyświetla się w boksie na stronie głównej konta użytkownika oraz w widoku społeczności.  W tych fazach można jedynie podlewać swoje drzewo.

Faza pełna 8 - 13 faza wzrostu - drzewo wyświetla się w boksie na stronie głównej konta użytkownika, w zakładce drzewo osobliwości. Jest widoczne dla innych czytelników portalu.

Drzewo osobliwości rośnie według określonych cyklów czasowych, które są powiązane z jego podlewaniem.
W fazie pełnej, obok drzewa osobliwości i konewki, pojawi się przycisk umożliwiający przejście do edycji.
Tu, za pomocą intuicyjnego mechanizmu „przeciągnij i upuść” - najedź kursorem na wybrany element graficzny i przenieś w zamierzone miejsce - można już dodawać gotowe elementy graficzne. Pochodzą one z kilku kategorii tematycznych (m.in. hobby, ludzie, kwiaty, etc.). Wszystkie elementy można łatwo powiększać i pomniejszać, najeżdżając kursorem na górny prawy róg obrazka. Miejsce danego elementu jest dowolne i zależy wyłącznie od koncepcji i fantazji użytkownika. Uwaga: ten etap pozwala również na dodanie własnego zdjęcia/zdjęć i obrazków, a także wpisanie życiowego motta!

W zależności od fazy wzrostu, lista elementów, które można zawiesić na drzewie wzrasta o 1-2 dodatkowe. Nie ma limitu ilości wykorzystanych elementów i własnych zdjęć.

Z niecierpliwością czekamy na Wasze kreacje. Drzewka mają bowiem służyć przede wszystkim niebanalnemu wyrażaniu siebie. Jedna z autorek wyznała nam ostatnio "jak dobrze, całe życie ubolewałam nad tym, że nie umiem malować! teraz to już nie ma znaczenia" ;)

A! I jeszcze jedno, możecie polubić drzewka innych użytkowników, a poprzez podobieństwa w zestawieniu elementów graficznych być może wyszukiwać osoby o podobnej wrażliwości i upodobaniach..? :)

Powodzenia!

Redakcja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Zaprzyjaźnij się ze sobą. Twoje życie od razu stanie się lepsze – zapewnia Pema Chödrön

Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)
Pema Chödrön, mniszka buddyjska, należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. (Fot. materiały prasowe)
Kiedy nasz świat się rozpada i nagle stajemy w obliczu niewiadomego, jest to moment próby. Należy wówczas zatrzymać się, nie usiłując niczego definiować. Istotą podróży duchowej nie jest szukanie nieba czy jakiejś krainy szczęśliwości - mówi buddyjska mniszka Pema Chödrön w książce „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu”.

Klasztor Gampo zbudowano w miejscu, gdzie morze i niebo wydają się łączyć w jedno. Horyzont rozciąga się tam w nieskończoność, a w tym bezkresie szybują mewy i kruki. Sceneria ta, niczym wielkie lustro, zwielokrotnia świadomość niemożności ukrycia się. Ponieważ jest to klasztor, nie ma tu wiele możliwości ucieczki. Nie ma kłamstw, kradzieży, seksu, alkoholu - znikąd ratunku.

Gampo to miejsce, w którym od dawna chciałam się znaleźć. Trafiłam tam dzięki Trungpie Rinpocze, kiedy na jego prośbę objęłam funkcję przełożonej klasztoru. Pobyt w Gampo okazał się ciężką próbą: z powodu moich skłonności do rzucania wyzwań losowi w ciągu pierwszych lat tam spędzonych czułam się, jakby mnie kąpano w ukropie.

Po przybyciu do klasztoru mój dotychczasowy świat legł w gruzach. Wszystkie metody, które do tej pory stosowałam, by ochraniać i oszukiwać siebie, by utrzymywać swój wyidealizowany wizerunek, okazały się bezużyteczne. Pomimo usilnych starań nie byłam w stanie manipulować sytuacją, a moje zachowanie wszystkich irytowało. Nigdzie nie mogłam znaleźć miejsca, w którym mogłabym się ukryć.

Zawsze postrzegałam siebie jako uczynną, łatwo się dostosowującą i powszechnie lubianą osobę. Udało mi się wytrwać w tej iluzji przez większość życia. Jednak w początkowych latach pobytu w Gampo doszłam do wniosku, że mój dotychczasowy sposób życia musi ulec zmianie. Wprawdzie wciąż dostrzegałam w sobie wiele zalet, ale przestałam uważać się za nieomal doskonałość. Stworzenie dotychczasowego wizerunku siebie kosztowało mnie tak wiele wysiłku, a tu nagle rozsypał się on na kawałki! Wszystkie moje nierozwiązane problemy ujawniały się teraz ostro i wyraziście, kłując w oczy zarówno mnie samą, jak i otaczających mnie ludzi.

Nagle i w dramatyczny sposób uświadomiłam sobie wszystko, czego wcześniej w sobie nie dostrzegałam. A jakby tego było mało, inni ochoczo służyli mi informacją na temat mojej osoby i wszystkiego, co robię. Było to tak bolesne, że zastanawiałam się, czy jeszcze kiedykolwiek będę szczęśliwa. Nieustannie spadały na mnie razy, pod którymi pękały moje iluzje. W klasztorze, gdzie tyle czasu poświęca się praktyce i naukom, nie miałam możliwości ucieczki w mechanizm usprawiedliwiania siebie przez zrzucanie winy na innych. Tam takie rozwiązanie nie wchodziło w grę.

Przebywał wówczas w Gampo z wizytą pewien nauczyciel, którego słowa utkwiły mi w pamięcie: "Jeśli zaprzyjaźnisz się sama z sobą, twoje życie stanie się dla ciebie bardziej przyjazne".

Od dawna byłam przekonana o słuszności tej prawdy. Przypięłam sobie nawet na ścianie karteczkę ze słowami: "Jedynie ulegając zniszczeniu, możemy znaleźć to, co w nas niezniszczalne". Zanim jeszcze usłyszałam o naukach buddyjskich, w jakiś sposób czułam, że za tymi słowami kryje się tajemnica prawdziwego przebudzenia, że jego warunkiem jest umiejętność rozstania się ze wszystkim, do czego przywykliśmy.

Niemniej jednak, kiedy do tego dochodzi, kiedy całkowicie tracimy poczucie bezpieczeństwa i nie ma niczego, czego moglibyśmy się uchwycić, odczuwamy to bardzo boleśnie. Motto Instytutu Naropy brzmi: "Umiłowanie prawdy obnaża cię". Można je odebrać jako przesadnie romantyczne, ale trudno zaprzeczyć, że kiedy stawiamy czoło prawdzie, cierpimy. Spoglądamy w lustro i zauważamy zmarszczki na swojej trzęsącej się twarzy, a nasze tchórzostwo, zgorzknienie i złość stają się widoczne jak na dłoni.

Fragment z książki „Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu” Pemy Chödrön, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Moda i uroda

Trendy na lato – te kolekcje będziemy nosić cały sezon

Fot. materiały prasowe Patrizia Pepe, Ania Kruk
Fot. materiały prasowe Patrizia Pepe, Ania Kruk
Lato, beztroska, swoboda i styl. Wakacyjne kolekcje to kwintesencja tego, za czym tęskniłyśmy przez cały rok. To miłość do podróży, natury, zabawy i stylizacji, które wzbogacą letnie przygody.

Stroje kąpielowe to temat, który powraca każdego roku. Nowe rozwiązania czy hołdowanie starym trendom - przed wakacjami każda z nas zastanawia się, czy w tym sezonie pozwolić sobie na nowy kostium i jeśli tak, to jaki. W swojej pierwszej kolekcji dedykowanej strojom kąpielowym marka Patrizia Pepe odchodzi od miejskiego kontekstu na rzecz marzeń o słonecznych miejscach na łonie natury. Tego brakowało nam przez cały rok - słońca, morza, beztroski, luzu. Taka właśnie jest nowa kolekcja, w której oprócz klasycznych bikini i metalicznych kostiumów znajdziemy luźne bluzki ze złotymi metalowymi pasami, wiązane na różne sposoby topy i zmysłowe sukienki z lureksowej siateczki. Idealnie oddają ducha toskańskich wakacji.

Fot. materiały prasowe Patrizia PepeFot. materiały prasowe Patrizia Pepe

Na tę kolekcję czekałyśmy długo. I choć jest sporą niespodzianką, bo dotychczas ceniłyśmy markę Ania Kruk za świetnej jakości biżuterię i oryginalne projekty, musimy przyznać, że jesteśmy pod ogromnym wrażeniem nowych, designerskich akcesoriów. Są to 4 modele okularów przeciwsłonecznych wraz z... dopełniającymi je łańcuszkami utrzymanymi w klimacie retro. Kolekcja nawiązuje do lat 70. i powstała we współpracy z marką Jai Kudo specjalizującą się w produkcji najwyższej jakości szkieł i opraw okularowych. W nowej kolekcji Ania Kruk x Jai Kudo znajdziemy model Jackie z grubymi, wyrazistymi oprawami, model Bianca z subtelnie przydymionymi szkłami, Alexa z metalowymi oprawami w kolorze różowego złota oraz Lara, czyli prostokątne, ciemnozielone szkła w złotych oprawach. Dodatkiem do tych niezwykle ciekawych modeli są łańcuszki, które nadają wyjątkowego charakteru stylizacji. Przywołują na myśl wspomnienia dawnych lat, gdy używaliśmy optycznych wersji i za wszelką cenę staraliśmy się ich nie zgubić. Teraz podkręcają stylizację i dodają całości niepowtarzalnego modowego sznytu. Wszystkie łańcuszki oraz modele można kupić osobno, choć razem tworzą wyjątkowo ciekawą kompozycję. To nasz must have na tegoroczne lato.

Fot. materiały prasowe Ania KrukFot. materiały prasowe Ania Kruk

Nowa kolekcja marki Molton to spódnice, casualowe topy i eleganckie garnitury. Dla tych, które lato spędzą w mieście sprawdzą się także idealnie skrojone kombinezony z odcięciem w pasie. Prym w kolekcji wiodą biele, beże, róż w kontrze do ultramaryny i oranżu, ale znajdziemy tu również ciemniejsze kolory. Wszystko jest tu spójne i świetnie sprawdzi się w upalne dni.

Fot. materiały prasowe MoltonFot. materiały prasowe Molton

Fot. materiały prasowe MoltonFot. materiały prasowe Molton

Latem kochamy się przede wszystkim w delikatnych sukienkach i zwiewnych bluzkach, dlatego też polecamy wam nową autorską kolekcję marki Sans. Znajdziemy w niej sukienki stylizowane na lata 40., seksowne mini spódnice oraz coś na chłodniejsze wieczory - oversize'ową kurtkę z lakierowanej skóry. Projektantki marki wykorzystały w projektach luksusowe materiały, takie jak w 100% biodegradowalny jedwab. Ta kolekcja to istny ukłon w stronę klasyki i minimalizmu, który kochamy od zawsze.

Fot. materiały prasowe SansFot. materiały prasowe Sans

Nowości od marki DeeZee na sezon wakacyjny to istne szaleństwo wyboru. Znajdziemy tu pastelowe szpilki, sandały na obcasie z cienkimi paseczkami, białe sneakersy i klapki z materiałem wzorowanym na futerku. Stylizacje uzupełniają torebki - przezroczyste na łańcuszku, które sprawdzą się zarówno do eleganckich, jak i sportowych stylizacji, miękkie kopertówki w słodkich odcieniach i kuferki w rozmiarze XS, które dalej nie wychodzą z mody i pojawiają się na wybiegach u projektantów na całym świecie. Lato z DeeZee jest słodkie i przyjemne. Kolekcja DeeZee dostępna jest w sklepach CCC.

Fot. materiały prasowe DeeZeeFot. materiały prasowe DeeZee

Bielizna na lato to ważny aspekt, o którym powinnyśmy pamiętać szykując się na wakacje. Jednym z naszych ostatnich odkryć jest biustonosz Fit Smart od marki Triumph, który dopasowuje się do zmieniającego się ciała. Jest to możliwe dzięki specjalnie zaprojektowanej elastycznej koronce 4D, miseczkom z elastycznej pianki 4D oraz specjalnej konstrukcji wewnętrznej, które gwarantują doskonałe dopasowanie do kształtu i rozmiaru biustu. Cechą charakterystyczną biustonosza Fit Smart jest 5 inteligentnych rozmiarów, które dopasowują się do biustu i stanowią ciekawą alternatywę dla standardowej rozmiarówki. Oprócz oryginalnej koronki biustonosz ten zapewnia nam idealny komfort w trakcie różnych aktywności, dlatego sprawdzi się idealnie nie tylko na co dzień, ale również na wyjazdy.

Fot. materiały prasowe TriumphFot. materiały prasowe Triumph

Kolekcja Retro Your Own Way marki Gino Rossi to ukłon w stronę wygody i prostoty. W kolekcji znajdziemy sneakersy w pięciu wersjach kolorystycznych i dwa modele torebek w różnych rozmiarach. Klasyczny fason sneakersów z zaokrąglonym noskiem nawiązuje do butów golfowych albo tenisowych, podobnie jak torba typu jamnik, o wydłużonym kształcie, która kojarzy się z akcesorium sportowców. Z połączenia inspiracji stylem vintage, który święci triumfy w sezonie wiosna-lato 2021, i sportowego sznytu powstała supermodna kombinacja w klimacie lat 70. Całość dopełnia sesja wizerunkowa z udziałem m.in. Ewy Witkowskiej i Kasi Struss, które noszą dodatki z wyjątkową swobodą i na swój własny, unikalny sposób. Kolekcja kapsułowa jest dostępna w sklepach CCC.

Fot. materiały prasowe Gino RossiFot. materiały prasowe Gino Rossi

Letnia kolekcja marki The Odder Side to kwintesencja lata i pogoń za marzeniami. Oprócz standardowych projektów jednej z ulubionych marek Polek znajdą się też nowości, które rozszerzają portfolio marki. Mowa tu o cudownych, pochodzących z rodzinnej, greckiej manufaktury sandałach Coco, bez których nie wyobrażamy sobie letnich spacerów. Lato z The Odder Side to bliskie spotkanie z materiałami takimi jak w 100% organiczna bawełna, len, czy materiał w całości pozyskany z odpadów oceanicznych, które znajdziemy w projektach dziewczęcych koszul, zwiewnych topów i... oryginalnych modelach bikini. Wszystko utrzymane w odcieniach błękitu, piasku i czerwieni. Chce się żyć!

Fot. materiały prasowe The Odder SideFot. materiały prasowe The Odder Side

  1. Moda i uroda

Jackob Buczyński – ubrania mówią

Flashmob Tęcza wraca na Zbawixa (Fot. Natalia Poniatowska); Jackob Buczyński (Fot. Max Zieliński)
Flashmob Tęcza wraca na Zbawixa (Fot. Natalia Poniatowska); Jackob Buczyński (Fot. Max Zieliński)
W 2016 roku kupił w lumpeksie dżinsową kurtkę i ozdobił ją kolorowymi frędzlami. Autorski projekt stał się nie tylko sztandarowym produktem Jackoba Buczyńskiego, ale także ikoną idei upcyklingu oraz manifestem sprzeciwu wobec problemu naprodukcji w modzie. Na początku czerwca projektant zrezygnował z realizacji zamówień i w tym czasie przygotowywał tęczowe frędzle i naszywki, które rozdawał za darmo w swojej warszawskiej pracowni. „Tęcza wraca na Zbawixa” to społeczna kampania zainicjowana przez projektanta, dla którego moda stała się językiem rewolucji.

Choć od debiutu marki minęło kilka lat, projektant doskonale pamięta uczucia, który towarzyszyły mu w tamtym momencie: niepewność, lęk oraz obawę o to, czy moda, którą zamierza robić, nie będzie zbyt dziwna i niestandardowa, jak na polskie warunki. „Wszystko na początku wydawało mi się nieosiągalne, najmniejsze rzeczy wydawały się trudne, nie do przejścia. Opinie innych najważniejsze, a ja zagłębiony w szale dziwnych spojrzeń ludzi. Tym chcesz się zajmować w życiu? A emerytura, a stabilność, a rodzina, z czego będziesz żyć, puknij się w głowę - słyszałem”.

Customizacja to określenie, które najlepiej opisuje to, czym zajmuje się Buczyński. Projektant wykorzystuje ubrania, które zostały już wyprodukowane - wyszukuje je w lumpeksach, zbiera od znajomych, dostaje od klientów - i daje im drugie, kolorowe życie, tworząc z nich patchworkowe dżinsowe kurtki, pojemne torby, obszerne swetry czy obiekty dekoracyjne. Każda kurtka jest inna, każde ubranie ozdabia inna aplikacja, inny kawałek materiału, inna historia. „Uważam, że ubrania mogą mieć głos – opowiadajmy o tym, jak zostały wykonane i kto stoi za ich produkcją”.

Jackob Buczyński w swojej pracowni (Fot. archiwum prywatne)Jackob Buczyński w swojej pracowni (Fot. archiwum prywatne)

Twórczość Jackoba Buczyńskiego od początku wzbudzała spore emocje. Nie brakowało negatywnych głosów tych, którzy uważali, że ubrania z odzysku nie powinny tyle kosztować, ale byli też tacy, według których upcykling i rękodzieło powinny być bardziej luksusowe, czyli droższe. Projektant od początku wiedział, że chce prowadzić biznes w sposób zrównoważony, etyczny i transparentny, dlatego na przykładzie jednego ze swoich sztandarowych projektów #byjacob dokładnie przedstawił, co składa się na końcową cenę produktu. „Są to przede wszystkim moje comiesięczne koszty stałe: podatek dochodowy, ZUS, opłata czynszu pracowni, wypłaty pracowników, opłata księgowości, koszty materiałów (np. kurtek bazowych vintage), marketing, pralnia i miesięczne zaopatrzenie pracowni. Chciałbym, żebyście wiedzieli, że funkcjonowanie takiego biznesu zależne jest od wielu finansowych aspektów. I każdy ten punkt zawarty jest w cenie mojego produktu”.

„Nie czuję braku, czuję przesyt”

Buczyński sprzeciwia się systemowi i modelowi biznesowemu, którym od kilku dekad podąża branża odzieżowa, mówi stanowcze „nie” masowej nadprodukcji, która już teraz jest ogromnym zagrożeniem dla ludzi i planety, na swoim Instagramie opowiada o pułapkach konsumpcjonizmu. To właśnie z tych powodów postanowił zostać nie tylko świadomym konsumentem mody, ale przede wszystkim odpowiedzialnym projektantem. „Któregoś dnia zorientowałem się, że to, co jest dookoła, wystarczy na zrobienie rzeczy o nowej, lepszej wartości. Uzmysłowiłem sobie, że ubrań jest za dużo i czas zacząć korzystać z tej cholernej nadprodukcji, która niszczy świat i umysły ludzi”.

Buczyński przyznaje, że odejście od masowej produkcji i docenianie rzeczy wyjątkowych, skrojonych do indywidualnych potrzeb, upcyklingowanych i powstałych na bazie ubrań vintage, to proces, który wymaga dyscypliny i wytrwałości. „Przed twórcami i konsumentami ciężka praca do wykonania, poprzednie pokolenia wyprodukowały dóbr materialnych na milion lat do przodu”. Czy oswoimy się z nowymi zasadami „chciejstwa”, czy zabijemy w sobie chciwość i staniemy wśród ludzi i zaczniemy się dzielić? Takie jest moje marzenie, aby zamienić jednorazowość na przetwarzanie i świadomość, co nas otacza”.

Czy wiedząc, w jaki sposób funkcjonuje branża odzieżowa, znając „grzechy” tego przemysłu, można być odpowiedzialnym projektantem? „To od nas zależy, co pokażemy, co wypuścimy na rynek i jak będziemy dziś produkować – jaką obierzemy etykę, i jaką będziemy kształtować świadomość.”- przyznaje Jackob. Buczyński jest również wielkim miłośnikiem idei ekonomii współdzielenia. „Jestem pewny, że już niedługo dotrzemy do momentu, kiedy zauważymy, że możemy się dzielić, nie musimy się wiecznie bogacić, posiadać coraz więcej.”

„Mamy tę tęcze w sobie i nikt z nas jej nie wyrwie”

Trzy lata po przerobieniu pierwszych kurtek Buczyński przyjął zaproszenie od organizatorów muzycznego festiwalu Open’er i w zaaranżowanym showroomie zaprezentował swoje projekty – wszystko, co się w nim znalazło, pochodziło z drugiej ręki – patchworkowe, jeansowe kapy, firany z odzysku, odnowiony fotel vintage, wieszaki ze starej topoli, łapacze snów ze starych tkanin i torby z ekologicznego papieru. Zarobione podczas festiwalu pieniądze zainwestował w pierwszą, małą pracownię , którą wyposażył w maszyny do szycia i wszystkie niezbędne akcesoria potrzebne do pracy. To właśnie tutaj powstają pełne koloru i miłości ubrania, ponieważ dla Jackoba ważne są nie tylko ekologiczne aspekty, ale także wpływ, jaki moda może wywierać na ludzi i otoczenie.

Projekt Jackob Buczyński (Fot. Szymon Cieślak)Projekt Jackob Buczyński (Fot. Szymon Cieślak)

Projektant od samego początku angażuje się w ważne, społeczne akcje. W październiku 2020 r. na znak solidarności z kobietami i w ramach sprzeciwu wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego, Buczyński przygotował czerwone, patchworkowe błyskawice, które wysyłał do osób w całej Polsce, które w ten sposób chciały zamanifestować swoje poglądy. W maju 2021 razem z organizatorami warszawskiej Parady Równości Jackob uszył patchworkowy obraz, aby w ten sposób uczcić Międzynarodowy Dzień Pamięci o Zmarłych na AIDS i okazać solidarność z osobami, które są nosicielami wirusa HIV. Na początku czerwca Jackob Buczyński wystartował z kampanią społeczną pod hasłem „Tęcza wraca na Zbawixa” i wyprodukował setki tęczowych naszywek, które można było za darmo odbierać w jego pracowni albo otrzymać listownie. Kampanii towarzyszy kilkuminutowe nagranie, na którym grupa roześmianych, ubranych w kurtki upcyklingowane przez projektanta kurtki, tańczy i w ten symboliczny sposób przywraca tęczę na plac Zbawiciela. To właśnie w tym miejscu, w 2012 roku, stanęła słynna Tęcza, której autorką była polska artystka Julita Wójcik. Instalacja była siedmiokrotnie podpalana, a w 2015 r. została ostatecznie zdewastowana w trakcie „Marszu Niepodległości”. „Polska stała się najbardziej homofobicznym miejscem w Europie. (…) Chciałbym dziś wszystkim przypomnieć, czym jest ta tęcza. To coś, co nosimy w sobie i w każdym momencie możemy z tego skorzystać. To język miłości, wolności i równości. Mamy tę tęczę w sobie i nikt z nas jej nie wyrwie, nie zabierze nam. Tęcza to ludzie – wszyscy Ci, którzy wierzą, że miłość i dobro wygrywa”.

  1. Kuchnia

Zdrowe, pożywne śniadania. Nie tylko dla dzieci

Domowa granola (fot. Karolina i Maciej Szaciłło)
Domowa granola (fot. Karolina i Maciej Szaciłło)
Czy może być smacznie i zdrowo? - Jak najbardziej! Dzieci są otwarte na nowe smaki, dlatego warto zaszczepić w nich dobre nawyki żywieniowe już od najmłodszych lat. Karolina i Maciej Szaciłło w książce „Zdrowe dziecko w zgodzie z naturą” podają nie tylko całą masę przepisów kulinarnych, ale również dzielą się wiedzą z dziedziny medycyny ajurwedyjskiej i praktycznymi poradami, dotyczącymi diety oraz naturalnych metod leczenia.

Śniadanie to podstawa zdrowej diety. Zacznijmy więc od posiłków, które z pewnością zasmakują dzieciom i dorosłym. Poniżej kilka wybranych przepisów:

Domowa granola z owocami i mlekiem owsianym

Ta porcja granoli wystarczy na kilka śniadań. Dobrze jest przełożyć ją po wystygnięciu do słoika. Z dodatkami można „eksperymentować” według uznania.

Składniki:

• 150 g płatków owsianych
• 2 łyżki masła sklarowanego dobrej jakości (najlepiej domowej roboty)
• 50 ml syropu klonowego

Dodatki:

• 1 łyżka jagód goji
• garść orzechów włoskich
• 1 łyżka pestek słonecznika
• 1 łyżka nasion chia

Do podania:

• napój owsiany (letni lub lekko ciepły)
• owoce sezonowe (np. maliny, borówki, ekologiczny banan pokrojony w plasterki)

Płatki owsiane mieszamy z masłem sklarowanym i syropem klonowym. Rozkładamy równomiernie na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200°C z termoobiegiem, aż staną się przypieczone i chrupiące. Łączymy z pozostałymi składnikami suchymi. Podajemy z mlekiem owsianym w temperaturze pokojowej i owocami.

Grzanki francuskie z cynamonem i owocami

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Są boskie! Na dodatek stanowią pełnowartościową propozycję śniadaniową. Węglowodanów złożonych dostarczy pieczywo na zakwasie, białka – mąka z ciecierzycy. Do tego poprawiający trawienie i cyrkulację cynamon cejloński oraz po brzegi wypełnione witaminami owoce jagodowe.

Składniki:

• 50 g mąki z ciecierzycy
• 50 g mąki z brązowego ryżu (można zmielić brązowy ryż na mąkę, np. w młynku do kawy)
• 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu cejlońskiego
• 1/4 łyżeczki kurkumy
• napój owsiany (my użyliśmy 150 ml)
• kromki dobrej jakości orkiszowego, żytniego lub gryczanego pieczywa na zakwasie
• dobrej jakości masło sklarowane (najlepiej domowej roboty) lub zimno tłoczony olej kokosowy do smażenia

Dodatki:

• mielony cynamon cejloński do posypania
• owoce sezonowe, jak np. truskawki, borówki, maliny, jeżyny
• syrop klonowy (niewielka ilość) lub melasa buraczana/jęczmienna

Suche składniki mieszamy z taką ilością napoju owsianego, aby powstało ciasto o konsystencji ciasta naleśnikowego. Kromki chleba maczamy w cieście i smażymy z dwóch stron na rozgrzanym tłuszczu. Posypujemy cynamonem cejlońskim. Polewamy niewielką ilością syropu klonowego. Podajemy z owocami.

Tofucznica ze szczypiorkiem

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Poniższe śniadanie to letnia klasyka gatunku. Kto z lat dzieciństwa nie pamięta jajecznicy ze szczypiorkiem? Jednak ajurweda, zarówno w przypadku dorosłych, jak i dzieci, zaleca dietę laktowegetariańską (w skrócie: bez jaj). Dlatego my już od lat naszą poranną jajecznicę ze szczypiorkiem przyrządzamy z dobrego jakościowo tofu. Ostatnio kupujemy wyłącznie tofu ekologiczne, przyrządzone z soi bez GMO.

Składniki:

  • 2 łyżki dobrej jakości masła sklarowanego (najlepiej domowej roboty)
  • 2 poszatkowane szalotki
  • 150 g rozkruszonego, naturalnego tofu (bez GMO)
  • 2–3 łyżki dobrej jakości sosu sojowego (najlepiej tamari; bez dodatku m.in. syntetycznego glutaminianu sodu)
  • 30 ml napoju owsianego
  • garść poszatkowanego szczypiorku

Do podania:

  • kromki dobrej jakości orkiszowego, żytniego lub gryczanego pieczywa na zakwasie
  • plasterki ogórka i/lub rzodkiewki i/lub pomidora
  • listki sałaty rzymskiej
  • garść ulubionych kiełków dziecka, np. lucerny lub rzodkiewki

Na tłuszczu podsmażamy szalotkę, aż się zeszkli. Dodajemy rozkruszone tofu. Podsmażamy jeszcze 2–3 minuty. Dodajemy sos sojowy i napój owsiany. Dokładnie mieszamy. Zdejmujemy z ognia. Przed podaniem posypujemy szczypiorkiem. Podajemy z chlebem i warzywami.

Orkiszowe naleśniki z tahini i owocami

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Z samopszy, płaskurki, mąki gryczanej czy orkiszu – przerobiliśmy już mnóstwo wersji porannych naleśników. Kilka lat temu, znudzeni jaglankami, gryczankami, owsiankami i komosiankami, zaczęliśmy przyrządzać odżywcze wersje wspomnianych racuchów, naleśników i gofrów. Ku naszemu wielkiemu zadowoleniu racuszki z mąki atta (stara, indyjska odmiana pszenicy) są jednym ze śniadań serwowanych dla dzieci w indyjskiej panchakarmie, z której co roku prowadzimy warsztaty. Ostatnio naleśniki uwielbiamy jeść z ciemną pastą tahini (z niełuskanego sezamu). Ta ostatnia, w przeciwieństwie do jasnej, jest produktem nieoczyszczonym, pełnym błonnika, który wspiera m.in. perystaltykę jelit. Dostarczy dzieciom m.in. tak potrzebnego w ich diecie wapnia i żelaza.

Ciasto na naleśniki:

750 ml mleka sojowego (bez cukru)
200 g mąki orkiszowej typ 750
150 g mąki drobno mielonej typ 2000 orkiszowej lub z płaskurki
2 łyżki dobrej jakości masła sklarowanego (najlepiej domowej roboty)

Dodatki:

ciemna pasta tahini
truskawki i/lub borówki i/lub maliny
melasa buraczana lub syrop klonowy do polania

Wszystkie składniki naleśników miksujemy ręcznym blenderem do uzyskania jednolitej masy. Naleśniki smażymy na oleju (niewielką ilość oleju rozprowadzamy na patelni pędzelkiem lub papierową chusteczką). Ciasto rozprowadzamy tak, aby było jak najcieńsze. Po przewróceniu smażymy dosłownie chwilkę. Naleśniki smarujemy tahini. Składamy. Polewamy syropem klonowym i podajemy z dużą ilością owoców.

Kanapki z „pastą serową”

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło
  • 100 g uprażonych na suchej patelni pestek słonecznika
  • 2 łyżki jasnego miso
  • 2 łyżki zimno tłoczonego oleju rzepakowego
  • 100 ml wody
  • 1 szczypta pieprzu

Do podania:

  • kromki dobrej jakości orkiszowego, żytniego lub gryczanego pieczywa na zakwasi
  • plasterki rzodkiewki
  • plasterki zielonego ogórka lub ogórka małosolnego
  • liść sałaty, np. rzymskiej

Składniki pasty miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Pastą smarujemy kromki dobrej jakości pieczywa na zakwasie. Podajemy z dodatkami.

Przepisy pochodzą z książki Karoliny i Macieja Szaciłło „Zdrowe dziecko w zgodzie z naturą. Dieta, ajurweda i praktyczne porady.”

  1. Retro

Jacek i Gaja Kuroniowie – miłość bezwzględnie rozdzielona przez los i historię

Ok. 1958-1959 r. Jacek Kuroń z przyszłą żoną Grażyną (Gajką), archiwum prywatne. (Fot. FoKa/Forum)
Ok. 1958-1959 r. Jacek Kuroń z przyszłą żoną Grażyną (Gajką), archiwum prywatne. (Fot. FoKa/Forum)
Poznali się na jednym z obozów. On, wówczas 21-letni, miał wyrzuty sumienia, że zakochał się w podopiecznej, 15-letniej zastępowej. Byli ze sobą niemal trzy dekady. W tym czasie jego zatrzymywali i zamykali na dłużej cztery razy. Ją raz internowali. I to wtedy wyszło na jaw, że jest śmiertelnie chora. Jacek i Grażyna „Gaja” Kuroniowie. Setki listów, słanych z i do więzienia, choć pisanych ze świadomością, że czytać je będą także funkcjonariusze SB, mówią o łączącym ich uczuciu właściwie wszystko. Oto fragmenty niektórych.

Wybrała Zofia Fabjanowska.

Więzienie 1965-67

Jacek został aresztowany po tym, jak wraz z Karolem Modzelewskim napisał krytyczny wobec ustroju „List otwarty do partii”.

Maleńka,
jak tu jest? No trudno powiedzieć, że dobrze, ale w każdym razie można żyć. Jem (na koszt państwa), śpię (w państwowej pościeli), palę (sąsiedzi z celi mają papierosy), no i oczywiście prowadzę bardzo miłe konwersacje z funkcjonariuszami państwowymi. Traktujmy tę historię jako mój urlop. Żałuję tylko, że nie zdążyłem Ci powiedzieć, jak bardzo Ciebie kocham. Całuję Ciebie, a Ty pocałuj Maćka [pięcioletniego wówczas syna Jacka i Gai, zwanego też Makiem – przyp. red.]. Ojca poproś, żeby się nie denerwował, ja sobie tu odpocznę – wrócę i na pewno szybko zrobię doktorat. Poza tym uściśnij wszystkich i każdemu powiedz, że go pozdrawiam z osobna.
Aha – co dzień pół godziny się gimnastykuję.
Ściskam.

Jacusiu!
Żyjemy zdrowi i cali. Jeśli przez moment pomyślisz, że jest inaczej, to należy Ci się pranie. To pismo musi być oficjalne i dlatego nie wiem zupełnie, co pisać, a chciałoby się pisać dużo. Proszę Cię, oszczędzaj siły i myśli na lepszą przyszłość.

Słoneczko,
tutaj cała sztuka polega na tym, aby żyć czasem teraźniejszym. Jak dotąd udaje mi się to znacznie lepiej niż moim współwięźniom. Bardzo dużo czytam. W absolutnym spokoju ducha przeszkadza mi troska o Ciebie – jak sobie dajesz radę w sprawach finansowych, no i czy Mak nie zabiera Ci za wiele czasu. Niestety, psiakrew, ja Ci nic nie mogę pomóc! Tylko pocieszam się, jak umiem, że sobie dasz radę. Strasznie Ci dziękuję za przesyłkę – teraz mogę już zgodnie z Twoimi poleceniami myć dwa razy dziennie zęby. Ale ta przesyłka to było coś więcej niż pasta, kapcie, papierosy i tak dalej. To przecież były przedmioty, których dotykałaś, które wysłałaś do mnie. We wszystkim był kawałek Ciebie.
Jest niedziela, tak sobie myślę, że jesteś w tej chwili na Mokotowie, u mamy – bardzo blisko ode mnie, ale przecież nie o odległość chodzi: myślisz o mnie, ja o Tobie. Kiedy się czeka, każdy dzień ciągnie się w nieskończoność. Spróbuj nie czekać, a zobaczysz – minie ten czas.
Pa, moje wszystko.
A to jest moja kartka do Maćka. Chyba już sam przeczyta:
MAK, BĄDŹ BARDZO DZIELNY. NIE PŁACZ, ALE SŁUCHAJ MAMY. NIEDŁUGO WRACAM. TATA JACEK.

Jacusiu!
Od dwóch dni na dworze rozpoczęła się wiosna. Zrobiło się zielono, cieplej, no i pachnie tak, że szaleństwo. Może to sadyzm pisać o wiośnie do człowieka, który widzi tylko skrawek nieba, a może nie jest aż tak źle? Miły mój, będę wysyłać listy, mimo że nie wiem, czy je czytasz. Następny będzie o Maćku – nazbierało się sporo historyjek.
Całujemy Cię mocno.
KOHANY TATA, BOŃĆ ZDRÓW. MIAŁEM PSYGODY. CAŁUSA POSYŁAM. MACIEK.

Dzień dobry, mój miły!
Dostałam dzisiaj Twój list na nasze dziesięciolecie. Znowu, po raz któryś (zliczyć nie potrafię), miałam okazję, żeby zacząć wierzyć w telepatię. Otóż w końcu lipca na spotkaniu towarzyskim (być może w dniu, kiedy Ty pisałeś ten list do mnie) rozmowa zeszła na temat Twój i Karola. Uczestnicy spotkania zaczęli: „Jacka poznałem w…”, „Znam go od…” i tak to trwało długo, długo. Chciałam przerwać tę falę kombatanckich wspominek i dla żartu powiedziałam: „Jacka znam od 1955 roku” i wtedy sama odkryłam, że to minęło już dziesięć lat. Odkrycie to wprowadziło mnie w bardzo seriozny nastrój i przestało mi być do żartu. Sumowałam sobie to dziesięciolecie i wtedy, i później.
Wtedy, dawno, dawno, kiedy nosiłam warkocze i chodziłam ubrana jak pensjonarka, Ty byłeś dorosłym czy prawie dorosłym (dla złagodzenia efektu) człowiekiem. I o ile potrafię zrozumieć swoją postawę (była jednak jak na ten wiek typowa), to zrozumienie Ciebie w tej sytuacji przekracza moje zdolności wyobraźni. Już kilkakrotnie rozmawialiśmy sobie o tym, jak to było na początku, i nie pamiętam, czy Ci to mówiłam, ale zawsze po takiej rozmowie czułam, że niewiele tu można wyjaśnić, powiedzieć, komentować. Zawsze zostaje to „coś”, co w rezultacie przyniosło nam tyle szczęścia, że zachłannością jest marzenie o dalszym jego tworzeniu. Ale nie wstydzę się tej zachłanności i nie wyrzeknę się jej nigdy.
Uśmiechaj się.

Dzień dobry,
ten list powinien być urodzinowy. Ty przecież 2 stycznia kończysz dwadzieścia sześć lat. Popatrz, jakie to dziwne – kiedy byłem z Tobą, zawsze zapominałem o tej dacie, jak zresztą i o wszystkich innych. Życzenia to taki substytut prawdziwych stosunków międzyludzkich. A po co ja Ci miałem mówić coś miłego raz do roku, kiedy zawsze starałem się Ci to mówić co dzień?
Cały mój świat – te zasadnicze wartości i te ulotne, przemijające i niepowtarzalne – to wszystko jest Tobą. Wybraliśmy sobie życie Don Kichotów, ale nie na zasadzie Sancho, który dał się zmamić nadzieją wyspy i gubernatorstwa, ale właśnie tak jak ten stary z La Manchy, wierząc, że jest jeszcze na świecie miejsce dla błędnych rycerzy. I za to najmocniej chcę Ci podziękować. I jeszcze za to, że kochamy te same wiersze i tak samo czujemy zapach bzu, nocny wiatr i jesienny deszcz. Za to wszystko i za mnóstwo rzeczy, których nawet nie potrafię nazwać, dziękuję Ci, moja mała Dziewczynko, w Twoje dwudzieste szóste urodziny.
A życzeń nie będzie, po co?

Więzienie 1968-71

Kuronia zatrzymano 8 marca 1968 roku jako inspiratora protestów studenckich przeciwko zdjęciu z afisza „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka.

Miły mój,
inaugurując nowy sezon, całuję Cię mocno, mocno. Co prawda na myśl, że znowu trzeba będzie pisać listy dla różnych „postronnych”, wzbiera we mnie agresja i gdybym mogła, zabiłabym, tylko nie wiem kogo.
Całuję wiele, wiele razy.

Mój Grażynku,
wczoraj dostałem paczkę. Dziękuję Ci, moja idealna żono kryminalisty. Niepokoisz się w listach, czy zawartość jest dobra. Wszystko, co przyślesz, będzie dobre, tylko – błagam – nie za drogo! Zielenina strasznie mi smakowała (sałata też) – dziękuję, jest już prawie zjedzona. Tempo wynika stąd, że dożywiam tu jednego młodocianego bigbitowca (gitarzysta basowy). Ale najbardziej, najpokorniej dziękuję Ci za listy, są naprawdę piękne, pomagają żyć, dodają sił. Przekonałem się już, jak bardzo jesteś dzielna, jak pięknie potrafisz sobie radzić, a to przecież 80 procent mojego samopoczucia. Gdybyś tylko jeszcze umiała podjąć jakąś pracę badawczą, właściwie mógłbym o sobie powiedzieć, że jestem szczęśliwy. Piszesz, że już tyle razy obiecywałaś i nic z tego nie wychodziło, ale pomyśl tylko, maleńka, że teraz sytuacja jest specjalna. Ja nie mogę pracować naukowo. W Tobie więc, moja maleńka, cała nasza nadzieja. Musisz żyć za mnie i za siebie. Nie wiem w tej chwili, co byś mogła robić. Przeczytaj jeszcze raz konspekt mojej pracy doktorskiej – może znajdziesz coś ciekawego dla siebie? To zresztą nieważne co, ważne, żebyś nie marnowała czasu. To właśnie powinien być Twój wybór i o to Cię proszę najbardziej, jak potrafię.
Uśmiechnij się do mnie, moje wszystko na świecie.

Więzienie 1977

Aresztowanie Kuronia razem z dziesięcioma innymi członkami i współpracownikami Komitetu Obrony Robotników miało miejsce 16 maja, bezpośrednio po akcji protestacyjnej wobec zabójstwa przez SB krakowskiego studenta Stanisława Pyjasa.

Grażyna, Grażka, Gajka,
wiadomo, że wyjdę i nawet w najgorszym układzie w dającej się zobaczyć perspektywie, ale nie teraz – teraz zaś muszę żyć tutaj i na tym życiu się skoncentrować. Cela jest moim mieszkaniem. Stopniowo wszystko, co jest za bramą, staje się nierealne. Im prędzej potrafisz osiągnąć taki stan i mniej w nim dziur wypełnionych marzeniami o wyjściu, tym łatwiej się siedzi. W moim życiu tutaj nie mogę przestać myśleć o Tobie i wcale nie chcę, nie chcę. Co to jednak znaczy: myśleć o Tobie? Często, może najczęściej – pragnienie. Tak, oczywiście pragnienie fizyczne także. Ale na ogół nie ono jest najważniejsze. Pragnę, łaknę Twojej obecności, rozmowy z Tobą, Twojej troski, uśmiechów, zainteresowania, uwag i relacji z tego, co się zdarzyło, co myślisz, co Ci się podoba… Pragnę, łaknę Twoich naburmuszeń – po to, żebym mógł Cię przepraszać i przeprosić. Pragnę Twojego gniewu, bo przecież za chwilę Ci przejdzie. Pragnę i łaknę być z Tobą, razem z Tobą przeżywać nasz świat. Czasem z olśniewającą jasnością przychodzi świadomość, że całe moje życie i cały świat są wspólne z Tobą. W takich chwilach – a na szczęście zdarzają się one i trwają – to, że kocham Ciebie, znaczy, że kocham życie... Zmęczenie, wielkie zmęczenie pracą i wtedy świt, a jeszcze chwilę przed tym, kiedy noc jest najciemniejsza, cisza. Nagle gwizd pierwszego ptaka, a za nim inne i niebo zaczyna różowieć. Ty śpisz i dopiero kiedy przynoszę Ci kradziony bez, otwierasz oczy. Mak – kłopoty z Maćkiem, że czegoś nie zrobił czy znów coś zrobił, a najpewniej, że myśli tylko o tym, jak wesoło spędzić czas, nie czyta i nie uczy się. Mamy zmartwienie, ale ja się do Ciebie uśmiecham i mówię, że przesadzasz. Woda w Wigrach – tak gęsto zielona i my płyniemy w horyzont. Książki [Jeana] Piageta. Ludzie, których kochamy, przyszli, siedzą, rozmawiamy, ja się ostro o coś kłócę. Później, kiedy już pójdą, powiesz, że było za ostro i będę się wstydził. Ale oni jeszcze wciąż siedzą i palą, a Tobie już zamykają się oczy. Nocny spacer i Wigilia na Mokotowie, i pasterka u Świętego Jacka. Kotlety baranie, lekko schrypnięty głos Okudżawy, wielowarstwowy smak koniaku… i znowu nagle gwizd ptaków w ciszy popołudnia – to idzie zmierzch. Widzisz, to wszystko jest nie całkiem o życiu za bramą. Tu też próbuję coś pisać, czytać, poznaję ludzi i staram się ich zrozumieć. Tu też wieczorem i przed świtem słychać gwizd ptaków. Ale przede wszystkim to jest o naszym wspólnym życiu. Z tak przeżywanej miłości jest cała moja siła, pogoda, spokój.
Z tego wszystkiego zapomniałbym Ci napisać, że zostałem skazany przez kolegium do spraw wykroczeń na 5 tysięcy złotych grzywny i 50 złotych kosztów za to, że „w dniu 15 kwietnia 1977 w mieszkaniu Heleny Łuczywo w Warszawie kierował zgromadzeniem pomimo rozwiązania tego zgromadzenia przez organa Milicji Obywatelskiej”. Historia jest tak ewidentnie wyssana z brudnego palca, że aż mi się nie chce pisać odwołania. Niemniej pewnie napiszę, dla zasady, choć wynik jest wiadomy.
Dziękuję Ci za to, że jesteś w moim życiu i za to, że jesteś taka.

Internowanie 1981-82

Jacek został internowany wraz z ogłoszeniem stanu wojennego 13 grudnia, Gaja - m.in. „z uwagi na współuczestnictwo w redagowaniu i przygotowaniu odzew i apeli o proklamowanie strajku generalnego” - dwa dni później.

Dzień dobry, moja śliczna, mała Dziewczynko,
wciąż mi się przypomina moje pierwsze więzienie. Pamiętam tamtą tęsknotę za Tobą. Lata mijają, a moje zakochanie, moja miłość nie powszednieje, nie szarzeje, jest tylko po wielokroć większa i może dziś, tu i teraz, bardziej bolesna. Ale nic to. Widać tak trzeba, to przecież cena naszego szczęścia. I wiem, po prostu wiem – dziś, tak samo jak przez te wszystkie lata, tylko ze znacznie większą pewnością, bo o te wszystkie lata jestem bogatszy – że nie ma mnie bez Ciebie.
Czekam na Twój list jak na Wolność albo i więcej.

Dzień dobry, mój jedyny, najdroższy, wspaniały,
źle zniosłam piętnastogodzinny transport więzienną suką, miałam po tym wielodniowe krwawienia. Okazało się w trakcie badań ginekologicznych, że mam guz na macicy, tak zwany mięśniak, który wymaga szybkich badań histopatologicznych i operacji.
Nie zgodzę się na szpital więzienny, podobno w Warszawie trwają starania o zezwolenie na szpital wojskowy. Piszę to po to, żebyś nie przestraszył się, kiedy się dowiesz, że jestem w trakcie operacji.
Uczę się tutaj, miły mój, francuskiego. Korzystam z okazji, że na moim piętrze mieszka pani docent z warszawskiej romanistyki.
Poza francuskim niewiele udaje mi się zrobić. W tak licznym skupisku, przy braku warunków do odizolowania się, mnóstwo czasu przecieka przez palce.
Bardzo tęsknię, ale o tym boję się pisać, nawet dotknąć – boli jak cholera.

Dzień dobry, mój mały, śliczny Dziewczynku,
przez pewien czas traktowałem pobyt tutaj jak rekolekcje. Czytałem Pismo Święte, medytowałem, starałem się usilnie uczestniczyć w mszach, a nie tylko być obecnym. W Wielkim Tygodniu bardzo ściśle pościłem. Dodaj, że brałem udział w głodówce, którą wywalczyliśmy sobie msze. W sumie miał to być taki psychiczny eksperyment. Nie wiem, czy należy uznać, że się powiódł, czy przeciwnie. W każdym razie nie przeżyłem nawrócenia. Nie mogę, nie chcę, nie potrafię mieć cudzych (żadnych) bogów przed Tobą. Tylko Tyś jest Bogiem, tylko Tyś jest święta…
Jestem po prostu poganinem i wcale, ale to wcale nie mam ochoty tego zmieniać. Modlę się do Ciebie co noc, patrząc na Wenus. W malutkim trójkąciku nieba widocznym z mojej celi około 23.00 pojawia się Wenus i przed północą uchodzi. Zaproponowałem Ci te nocne spotkania, jeśli możesz, bądź.
Całuję Ciebie najmocniej, jak potrafię.

Jedyny mój, dzień dobry,
dwa dni po wizycie w Białołęce byłam w szpitalu warszawskim, żeby ustalić termin operacji. Mili i dobrzy panowie doktorzy uznali bezwzględne wskazanie do natychmiastowej amputacji macicy i jajowodów i ze skierowaniem do szpitala na 7 czerwca wylądowałam w domu. Żal mi było, że tak nagle, że drugi raz Was nie zobaczę. Postanowiłam jeszcze poprosić Marka Edelmana o umówienie mi konsultacji w Łodzi u profesora Sieroszewskiego, sławy ginekologicznej. Marek zadziałał błyskawicznie, już 9 czerwca miałam termin. Wyruszyłam do Łodzi w letniej sukieneczce i z torbą na ramieniu. Marek zawiózł mnie do profesora, obejrzała mnie jeszcze pani docent i werdykt był wspaniały: można się wstrzymać z operacją, najpierw co najmniej dwumiesięczne leczenie hormonalne, potem decyzja, co dalej. Wracając z kliniki ginekologicznej do szpitala Edelmana, żeby odwiedzić leżącą tam Teresę [Bogucką – socjolog, dziennikarkę, pisarkę – przyp. red.], Marka zaniepokoił mój kaszel i dla spokoju własnego sumienia ustawił pod RTG. W trakcie wizyty u Teresy nagle się zakotłowało, lekarka radiolog uznała, że zdjęcie popsute, zrobiono następne, potem jeszcze dwa i nie było dla mnie ratunku. W łóżku znalazłam się natychmiast. Leczenie jest tak intensywne, że jeszcze nie ochłonęłam z wrażenia. Jestem niemiłosiernie pokłuta. Nie mówię o tyłku, bo do tego służy, ale o brzuchu, który atakują trzy razy dziennie, i o straszliwej kroplówce, która przez pięć–osiem godzin sączy się w żyłę z zawartością 30 milionów jednostek penicyliny. Łapa boli, słabość ogólna dopiero teraz się zaczęła.
Popatrz, taki ten list egocentryczny, ale chciałam, żebyś wszystko wiedział o mnie i jak najmniej się denerwował. Trochę się pomęczę, ale wygrzebię się z choróbska, to pewne.

Dzień dobry, moje Słoneczko,
z tego napięcia wysiadła mi alarmowa instalacja samoobrony. No i cześć – wolno mi teraz myśleć o wszystkim, myślę więc tylko o Tobie. Nie czytam gazet naziemnych ani podziemnych, nie słucham radia, chromolę lewicę, prawicę, centrum, w dupie mam etosy…
We dnie i w nocy piszę do Ciebie i piszę…

Jacku mój wspaniały, kochanie moje,
nadzieje na powrót do Warszawy w listopadzie są nierealne, dobrze będzie, jak wrócę około Bożego Narodzenia.
Ciekawość we mnie wielka, co przed nami, a to znaczy, mój miły, że zdrowieję i nabieram rozpędu do nowego etapu. Dotąd (oczywiście w tej chorobie) żyłam przeszłością, cały czas odwrócona za siebie, za nas. Teraz budzi się niepokój, ciekawość o przyszłość, chęć popróbowania życia. Nie martw się o mnie, powoli jest coraz lepiej, a będzie zupełnie dobrze. Doczekamy się na siebie i tym razem.
Całuję Twoje oczy. Bądź spokojny i szczęśliwy.

Dzień dobry Ci, moja przenajświętsza Dziewczynko,
coś, Córeńko najdroższa, pokręciłaś. Bo [w ostatnim liście] piszesz naprzód, że zdrowiejesz – powoli, ale systematycznie. Następnie, że tego Twojego zdrowienia nie uwzględnia prześwietlenie, które „ani drgnie”. A następnie, że na podstawie prześwietlenia różni koledzy Marka obawiali się, że umrzesz. W pierwszej chwili myślałem, że mnie sparaliżuje ze strachu. Uprzytomniłem sobie jednak, że gdyby tak to było, jak Ci się napisało, to Marek powiedziałby Ci, że sądząc na podstawie Twego „obrazka” – umrzesz. A tego on powiedzieć nie mógł. Ergo coś, kochanie moje, w tym liście pokręciłaś, dzięki Bogu. Tylko, Słoneczko moje najcudowniejsze, nie zmartw się tym, że mnie przestraszyłaś. Jak widzisz, tamto już sobie wytłumaczyłem, a fakt, że Marek opowiada Ci o tym, co było, nim „niebezpieczeństwo minęło”, już mnie ucieszył na długie zimowe wieczory. Kocham Ciebie. Tego nie sposób opisać ani nawet nazwać, to jest ze mną w każdym momencie, w każdym oddechu.
Pa.

24 grudnia 1982

Miesiąc wcześniej Kuronia przewieziono (uzyskał wreszcie zgodę władz) do szpitala w Łodzi, żeby pożegnał się z żoną. Nazajutrz Gaja umarła. W Wigilię pogrążony w żałobie Jacek napisał do swoich najbliższych list wspomnienie.

Opowieść wigilijna o Miłości, to znaczy o Gajce.
Kiedy mówię: „Wigilia”, to przeżywam najprzeróżniejsze blaski, zapachy, smaki, które w mojej pamięci przetrwały z wszystkich chyba moich wieczerzy wigilijnych. Przede wszystkim jednak przeżycia wigilijne wiążą się we mnie z ludźmi, z którymi dzieliłem stół i opłatek. Wszystko to jest przepojone Gają i w tym, i nad tym jest Gaja, Grażyna, Gaszka…
Żyjemy otoczeni bezmiarem okrucieństwa. Wcale nie dlatego, że są wojny, ludobójstwa, więzienia, tortury. Te i inne eksplozje zła są dlatego, że w tłumie, w którym żyjemy, każdy jest, musi być, egoistą i wszyscy jesteśmy, musimy być, obojętni dla siebie. Tymczasem człowiek może żyć tylko w miłości. Można powiedzieć, że każdy bezinteresowny ludzki gest ocala świat przed zagładą.
Noc wigilijna. Zimno i ciemno za oknem. Światło i ciepło w nas. Świątecznie. Jednak i tej świątecznej nocy wiemy, że miłość nie jest świętem. Jest pracą. Jest też bólem, strachem, gniewem, żalem, zgryzotą… Nie chcemy uniknąć tych ciężarów, bo to ciemność pozwala istnieć światłu, chłód – ciepłu, rozpacz – szczęściu.
Już teraz, tutaj wiem: Miłość jest nieśmiertelna, to tylko życie trwa zbyt krótko.

Jacek Kuroń rocznik 1934; polityk, historyk, działacz tzw. Czerwonego Harcerstwa, współzałożyciel KOR-u, dwukrotny minister pracy i polityki socjalnej, poseł na Sejm, kawaler Orderu Orła Białego. Zmarł 17 czerwca 2004 roku.

Grażyna Kuroniowa rocznik 1940; formalnie nigdy nie była członkiem KOR-u, choć aktywnie go wspierała. Zmarła 23 listopada 1982 roku na zwłóknienie płuc (wcześniej podejrzewano gruźlicę), chorobę wówczas nieuleczalną.

Listy pochodzą z książki 'Listy jak dotyk', Wyd. Karta. (Fot. materiały prasowe)Listy pochodzą z książki "Listy jak dotyk", Wyd. Karta. (Fot. materiały prasowe)

Tekst pochodzi z archiwalnego numeru „Zwierciadła”.