Jeżeli to prawda, że życie pisze najlepsze scenariusze, to ten, który napisało dla Magdy i Szymona majewskich, jest wyjątkowo romantyczny. Na szczęście wkładają w niego też sporo realizmu. I jeszcze więcej poczucia humoru. Nie mówiąc już o tym, że uwielbiają pisać alternatywne scenariusze. Chcecie posłuchać, jakie?
Fragment wywiadu z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.
Joanna Olekszyk: W życiu podejmujemy różne decyzje. Na przykład ja, jadąc na rozmowę z wami, podjęłam decyzję bardzo złą – wybrałam samochód, zamiast metra, w związku z czym spóźniłam się aż pół godziny. Ale to pikuś w porównaniu z decyzjami dotyczącymi choćby tak ważnych kwestii, jak wybór życiowego partnera czy partnerki. Skąd wy, postanawiając prawie 40 lat temu, że będziecie razem, wiedzieliście, że to dobra decyzja?
Szymon: 40 to chyba nie, w tym roku miną dopiero 33 lata od naszego ślubu…
Magda: Od ślubu tak, ale poznaliśmy się wcześniej. Ja miałam wtedy 19 lat, teraz mam 58, czyli to było… 39 lat temu. Nie chcę cię rozczarować, ale tam nie było żadnej… świadomości. To w ogóle nie była decyzja. My po prostu usiedliśmy obok siebie w ławce i wszyscy pomyśleli, że jesteśmy parą.
To nie była decyzja, tylko… przeznaczenie?
Szymon: No chyba coś w tym stylu. Znasz pewnie tę historię. Ja – długowłosy, niepoukładany, trochę szalony – dekowałem się przed wojskiem w szkole policealnej dla pracowników socjalnych na Saskiej Kępie, bo nie dostałem się na psychologię. A Madzia uciekała przed chłopakami, bo ona wtedy była Psycho Killer Queen, zwalała wszystkich z nóg.
Magda [przewracając oczami]: Nie słuchaj go. Szymon ma te swoje teorie, w które lubi wierzyć.
Szymon: No ale Magda, ty byłaś wtedy zjawiskowa.
Magda: Jak większość 19-letnich dziewczyn.
Szymon: Nadal jesteś. Widzę, jak faceci się za tobą oglądają.
Magda: Dobra, nie mówmy o tym, bo się peszę.
Wracając do naszej historii, ja też chciałam zdawać na psychologię, ale najpierw postanowiłam spróbować, czy to w ogóle jest dla mnie, i ta szkoła wydawała się idealnym wejściem na ścieżkę pracy z ludźmi. Przeważyło to, że była tylko dla kobiet, a przynajmniej taką dostałam informację. Po moich miłosnych perturbacjach wydawało mi się to cudownym rozwiązaniem. Uważałam wtedy, że sprawy damsko-męskie zabierają mi za dużo energii, którą mogłabym przeznaczyć na coś wartościowego. Wiem, to brzmi śmiesznie, nastoletnia dziewczyna, która mówi: „Koniec z miłością!”.
Szymon: Ścinam włosy i idę do zakonu!
Magda: Ale pamiętajcie, że człowiek w tym wieku wiele rzeczy przeżywa ekstremalnie, bo przeżywa je pierwszy raz. Poszłam więc do szkoły dla kobiet, by odpocząć od dram i skupić się na tym, co chcę dalej robić w życiu. Pierwszego dnia roku szkolnego weszłam więc do klasy i usiadłam w ławce obok – jak mi się wtedy wydawało – bardzo wysokiej koleżanki. I tak się zaczęło.
Szymon: To rzeczywiście było coś niewiarygodnego, że my się tak z miejsca zassaliśmy…
Magda: Zabrzmiało strasznie.
Szymon: Rzeczywiście strasznie. Dobra – zapuzzlowaliśmy się ze sobą, ale tak, że trudno tu w ogóle mówić o jakichś etapach znajomości. Takich, że wiesz, najpierw on i ona zaczynają ze sobą chodzić, potem na przykład po pół roku on pierwszy jej coś mówi, a ona odpowiada mu tak samo… Nie, u nas od razu kliknęło.
Czytaj także: Marzysz o związku na całe życie? Te 4 kroki sprawią, że miłość stanie się odporna na upływ czasu i kryzysy
Magda: To było tak oczywiste, że od tego momentu jesteśmy razem, że nikt nikogo nawet o nic nie spytał.
Szymon: Pamiętam, że zaraz po zajęciach, jak już Magda odkryła, że jestem jednak chłopakiem, poszliśmy na spacer na koronę Stadionu Dziesięciolecia. Mamy z tego czasu piękne zdjęcia.
Ty je robiłeś?
Szymon: Tak, miałem wtedy ruski Zenit-E, zabrałem go na naszą drugą randkę, bo chyba też poszliśmy wtedy na Stadion.
Magda: Nie, na Stadion poszliśmy drugiego dnia, pierwszego byliśmy na bazarze Różyckiego. Szymon kupił tam szalik, który mamy do tej pory.
Szymon: Racja. Dopiero potem pojechaliśmy na Stadion, na który można było wejść tak trochę nielegalnie, o czym wiedziałem, bo gdy byłem młodszy, grałem tam w piłkę. Ojciec dawał napiwek jakiemuś facetowi i on nas wpuszczał. To było tuż przed powstaniem słynnego Jarmarku Europa.
Magda: Te nasze zdjęcia są naprawdę niezwykłe, zrobione z samowyzwalacza. No a trzeciego dnia chciałeś mi się oświadczyć.
Szymon: Chciałem, tylko się przestraszyłem. Jak ona zareaguje, jeśli jej powiem po trzech dniach, że ją kocham?! Ale byłem tego w stu procentach pewien. Dziś mówi się na to „sycylijski piorun” lub „miłość od pierwszego wejrzenia”. Magda była w moich oczach idealnym combo, jakbym czekał na nią całe życie.
I teraz nie wiem, czy jesteś bardziej romantykiem, czy realistą?
Szymon: Piszę właśnie o tym felieton do „Zwierciadła” [znaczące spojrzenie]. O tym, że moja „okładka” nie zapowiada wnętrza. Ja mam wygląd zdecydowanie romantyka, takiego trzpiota. To może mylić, bo ludzie spodziewają się po mnie czegoś innego, prędzej, że nie ogarniam – wiesz: „fajny facet, ale nie na życie”.
Tymczasem ja ni z tego, ni z owego jestem w stanie wyciągnąć wiertarkę i coś nią wywiercić. Oglądamy teraz z Magdą świetny serial „Mroki Tulsy” i ciągle o tym rozmawiamy. Ethan Hawke gra w nim dokładnie takiego bohatera…
Magda: Muszę coś dodać. Ja się z tobą, Szymon, zgadzam, tylko to jest przemiana bohatera. To, jaki byłeś wtedy, kiedy się spotkaliśmy, a to, jaki jesteś dziś jako prawie 60-letni facet – dzieli przepaść.
Szymon: Bo ja wtedy grałem na innych tonach. Tak samo ty, Magda. Byłaś przepiękną dziewczyną, blondynką z niebieskimi oczami i dużym biustem, ale – tak jak piszę w felietonie – na śniadanie potrafiłaś tylko usmażyć parówki z żółtym serem. A teraz w kuchni pokonujesz samego Jamiego Oliviera.
Chcesz powiedzieć, że oboje jesteście bardzo grubymi, ciekawymi książkami, które mają bardzo mylące okładki…
Szymon: Chcę powiedzieć, że za wszystkim, co widzisz, kryje się zupełnie inna historia. I że myśmy wtedy zakochali się właśnie w tych swoich okładkach.
Magda: Uwielbiam myśleć o nas w kontekście naszych przemian. Bo wszystko, co przeżyliśmy – ale też nasze dzieci, które mnie osobiście najbardziej wychowały – wpłynęło na zmianę naszej percepcji. I to jest wspaniałe! Ja siebie teraz o wiele bardziej lubię. Uważam, że jestem po prostu fajniejsza. Kiedyś byłam upiorem…
To znaczy?
Magda: Z pewną znajomą ukułam takie określenie na mnie, wzięte ze znanej piosenki: „uciekała i płakała”. Byłam właśnie taką blondynką. Jak Szymon mówi, Psycho Killer…
Mieszałaś chłopakom w głowach?
Magda: Najbardziej to mieszałam sobie. Dziwię się, że ktoś w ogóle chciał coś ze mną zadzierzgnąć… I nie przemawia przeze mnie wcale fałszywa skromność. Tak niepoukładanej, tak szalonej, tak destrukcyjnej dziewczyny nigdy nie spotkałaś…
Szymon: Oboje byliśmy z rozbitych rodzin, pogubieni. Magda trochę drapała, bo to był jej sposób na zmaganie się z rzeczywistością.
Magda: Do tego dochodził mój wiek, który tylko podbijał pewne sytuacje. Tak że przepraszam wszystkich, którzy mieli wtedy ze mną do czynienia…
Szymon: Proszę bardzo, możesz mnie nawet pocałować w dłoń... Wiesz, to jest niesamowite, Magda przez te wszystkie lata nigdy nie pocałowała mnie w dłoń.
Magda: Szymon, wszystko przed nami…
Szymon: Ale to prawda, że po latach zeszło z Magdy powietrze. Początki nas jako związku były trudne. (...)
Cały wywiad z Szymonem i Magdą Majewskimi przeczytacie w marcowym numerze „Zwierciadła” dostępnym aktualnie w sprzedaży.