Od kilku lat wśród najbliższych mamy taką zasadę, że gdy zbliżają się czyjeś urodziny, to albo pytamy, czego solenizant chce czy potrzebuje albo kupujemy voucher. Pozwala to uniknąć gromadzenia kolejnych przedmiotów: ciuchów, kosmetyków, bibelotów, kurzołapek czy jak ktoś woli – durnostojek, ewentualnie nachujków. Ja na mój ostatni jubileusz dostałam bon do pracowni ceramicznej.
Jako absolwentka liceum plastycznego, dyplomowana artystka plastyczka i historyczka sztuki zdaję sobie sprawę z roli, jaką odgrywa w naszym życiu sztuka. Twórczy odpoczynek to jeden z rodzajów relaksu, który nam, ludziom, jest po prostu potrzebny, a jednak voucher na ceramikę nieco mnie zdziwił. Spodziewałam się bonu na masaż, sesję fizjoterapeutyczną, do spa... ale garnki?
Poszłam więc na warsztaty szkliwienia naczyń. Przed przystąpieniem do ozdabiania – nanoszenia wzorów z matryc, rysowania specjalnymi kredkami, farbkami czy szkliwami – osoba prowadząca zajęcia spytała uczestników, co chcą zrobić ze swoimi biskwitami, bo tak w nomenklaturze ceramicznej nazywa się gliniane naczynie po pierwszym wypale. Prawie wszyscy chwycili telefony, mówiąc „widziałam to na Pintereście”, „zebrałam sobie takie inspiracje”. I prawie każdy z uczestników warsztatów poczuł lekką żenadę, że oto chce zgapić, ściągać, bo sam nie umie wymyślić i teraz musi się przyznać do tego przed całą grupą, siedzieć i malować garnki, patrząc na wyświetlacz telefonu. Tylko że w tym nie ma nic żenującego. Tak wyglądało tworzenie sztuki od zawsze! A jednak – jak widać – wciąż pokutuje mit o artyście geniuszu, który inspiracje czerpie wprost z niebios.
Ustalmy to raz na zawsze. Jakieś 99,99 procent sztuki (oczywiście to statystyka, którą sobie wymyśliłam) powstało na wzór tego, co artystka lub artysta widziała czy widział. Znaczna, ale to naprawdę znaczna, część powstała przy użyciu narzędzi takich jak camera obscura czy na podstawie wzorników, grafik, innych obrazów, a potem fotografii. Większość artystów i artystek uczyła się technik malarskich, kopiując inne dzieła sztuki. Ba! Znaczna część uczyła się anatomii z rzeźb innych artystów! Dla artystek było to często jedyną szansą na zaznajomienie się z ludzkim ciałem, tak by nie naruszać norm obyczajowych.
Wzorniki, o których piszę, to były dosłownie wzorniki – grafiki z przedstawieniami, ornamentami, figurami, dzięki którym twórcy komponowali swoje dzieła. Dotyczyły każdej dyscypliny: malarstwa, rzeźby, rysunku, rzemiosła artystycznego, architektury.
Prawdopodobnie jednym z pierwszych samodzielnych obrazów Michała Anioła była scena kuszenia świętego Antoniego, którą 13-letni Buonarotti wykonał na podstawie grafiki Martina Schongauera. Święty Antoni, egipski mnich, jest uniesiony w powietrze i dręczony przez groteskowe diabły. Michelangelo, malując obraz, dodał tło – rzekę Arno – oraz zmienił wygląd niektórych stworów, dodając między innymi starannie studiowane wcześniej na targu rybnym łuski.
Od lewej: „Kuszenie św. Antoniego”, obraz przypisywany Michałowi Aniołowi (ok. 1487–1488), oraz rycina „Kuszenie św. Antoniego”, (prawdopodobnie ok. 1470–1475) stworzona przez Martina Schongauera, przedstawiająca popularną scenę w sztuce XV wieku. Groteskowe demony gromadzą się wokół św. Antoniego Wielkiego, kipiąc ruchem i energią, gdy święty spokojnie opiera się ich pokusom lub ciosom. (Fot. incamerastock / Alamy Stock Photo; /BEW; akg-images/BEW)
Ucząc się historii sztuki – szczególnie jeśli poznajemy ją tylko na zajęciach języka polskiego, jak to ma miejsce w większości szkół – dowiadujemy się jedynie o dziełach sztuki, które były w jakiś sposób innowacyjne, stały w kontrze do innych dzieł, zapowiadały „nową epokę”, były „kamieniem milowym”. Musimy jednak zdać sobie sprawę z tego, że takie patrzenie na sztukę jest uproszczeniem. Sztuka tworzyła historię, a historia sztukę, wszelkie procesy wynikały z siebie nawzajem. Oczywiście były osoby wykazujące się niezwykłą kreatywnością, które łamały konwenanse, ale nawet one nadal czerpały z dzieł sztuki, które już powstały, dodając coś od siebie, interpretując zastane wzorce. Zresztą trzy cechy awangardowości to: gra odniesień, szacunek i odróżnienie. Artysta, chcąc być w awangardzie, a więc w kontrze, tworzył dzieło, odnosząc się do tego, co dla niego współczesne (gra odniesień), składał hołd ówczesnemu liderowi (szacunek) i wykonywał własny ruch, podkreślając swoją odmienność (odróżnienie). Te wszystkie kroki, będące swoistym gambitem, opisuje Griselda Pollock w eseju „O Gauguinie”.
Nie bójmy się inspirowania innymi. Nie bójmy się tworzenia swoich wzorników. Sztuka jest aktywnością społeczną, a ocenianie jej jako dzieła geniuszy jest związane z silnym indywidualizmem naszego społeczeństwa.
Nie zachęcam, broń Bogini, do kradzieży intelektualnej i przywłaszczeń kulturowych, zwłaszcza jeśli zamierzamy na tym zarabiać. Ale dla przyjemności dumnie pokazujmy źródła naszego natchnienia. Nie siadajmy przed białą kartką papieru i nie płaczmy, że jesteśmy mało kreatywni, bo kreatywność wynika z oglądania, patrzenia, czytania i otaczania się rzeczami, które podziwiamy. Skoro Michał Anioł potrzebował wzorców, to my też chyba możemy z nich korzystać. Aha – i jeśli macie okazję, idźcie na ceramikę albo inne zajęcia plastyczne. To było najbardziej relaksujące popołudnie, jakie ostatnio spędziłam. Nikt nie prosi, a każdy potrzebuje.