1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Wygraj zaproszenie na Pokaz filmu Sofia z debatą. Zapraszamy na Filmoterapię SENSu.

Wygraj zaproszenie na Pokaz filmu Sofia z debatą. Zapraszamy na Filmoterapię SENSu.

Za pozamałżeński seks w Maroku niezamężnym kobietom grozi kara od miesiąca do roku więzienia. Może dlatego 20-letnia Sofia wypiera ze świadomości zaawansowaną już ciążę? Wydawnictwo Zwierciadło zaprasza na Filmoterapię SENSu! Tematem rozmowy będą Silne kobiety!

 

20 listopada (wtorek), g. 18.00 w kinie Muranów. Temat rozmowy po filmie: Silne kobiety w kinie. Współczesne superbohaterki bez peleryny?
Do rozdania mamy dwa podwójne zaproszenia!
Postaraj się przekonać nas, dlaczego zaproszenie ma trafić właśnie do Ciebie.
Swoje zgłoszenie wyślij na adres konkurs.portal@zwierciadlo.pl  do 8. listopada 2018r. do godz. 17-tej.

Nagrodzimy najciekawsze wypowiedzi.

Uwaga! Koniecznym warunkiem prawidłowego zgłoszenia jest wpisanie nazwy konkursu „SOFIA” w tytule maila.

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz regulamin konkursu

 

Uczestnicy debaty:

Grażyna Torbicka – dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland (ekspert SENS, psycholog Uniwersytetu SWPS, autorka projektu Filmoterapia.pl)

Joanna Olekszyk (redaktor naczelna miesięcznika SENS)

Jacek Masłowski - Prezes Fundacji Masculimum, Psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum

 

O FILMIE "SOFIA"

Tytuł oryginalny- Sofia

Reżyseria- Meryem Benm’Barek

kraj produkcji- Francja, Katar 2018

produkcja- Curiosa Films

gatunek – dramat

czas – 80 min.

dystrybucja w Polsce: Best Film CO

Nagroda za najlepszy scenariusz w sekcji Un Certain Regards na MFF Cannes 2018

 

Współczesne Maroko, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością. Dwudziestoletnia Sofia mieszka z rodzicami w Casablance. Jest w ciąży, ale nawet sama przed sobą nie chce się do tego przyznać. Seks pozamałżeński jest w jej kraju karany więzieniem. Sofia musi podjąć decyzje, które uratują honor jej rodziny i zaważą na całym jej życiu.

Reżyserka Meryem Benm'Barek-Aloïsi, niczym Asghar Farhadi pokazuje obraz społeczeństwa przez pryzmat problemów i lęków swoich bohaterów. Choć życie Sofii determinuje miejsce urodzenia, to dziewczyna znajduje w sobie siłę, by pokierować swoim życiem.

ZAPRASZA: MIESIĘCZNIK SENS, BEST FILM ORAZ FILMOTERAPIA.PL

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Jak oceniamy polskie kino i filmowych bohaterów? – badania

Wiele wyprodukowanych w Polsce filmów uważamy za dobre, godne obejrzenia. Na zdj. Tomasz Kot i Joanna Kulig na planie filmu
Wiele wyprodukowanych w Polsce filmów uważamy za dobre, godne obejrzenia. Na zdj. Tomasz Kot i Joanna Kulig na planie filmu "Zimna wojna" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. (Fot. Łukasz Bąk)
Dzień Świra, Zimna Wojna, Bogowie, Seksmisja, Chłopaki nie płaczą i Sami Swoi - to zdaniem Polaków produkcje wszechczasów. Nasz filmowy gust zbadali naukowcy z Uniwersytetu SWPS we współpracy z Filmoteką Narodową - Instytutem Audiowizualnym.

Spada czytelnictwo książek i prasy, z kolei dynamicznie rośnie popularność materiałów audiowizualnych. To nie tylko trend ostatnich lat. Przyczyniła się do tego trwająca od roku pandemia i dostęp do platform streamingowych.

- Dziś film to nie tylko kino czy telewizja, lecz także platformy, które oferują dostęp do niemal wszystkich tytułów, jakie powstały, powstają i będą powstawały. Sytuacja ta stawia współczesnego widza przed koniecznością dokonywania licznych wyborów - mówi prof. Mikołaj Cześnik.

Kino jest często komentarzem do społecznej, gospodarczej i politycznej rzeczywistości. Zmienia system wartości, komentuje je, czasami przeciwdziała dominującym trendom lub wręcz przeciwnie – wzmacnia je lub nawet kreuje. Dzięki swojej popularności i zasięgowi ma siłę nieporównywalną z literaturą, malarstwem czy rzeźbą. W Polsce istnieje długa tradycja komentowania przez filmy najważniejszych zjawisk i procesów zachodzących w społeczeństwie (np. Kanał, Popiół i diament, Przypadek, Człowiek z żelaza, Matka Królów, Psy, Dług, Wesele, Kler).

- Najważniejsza jest kulturotwórcza rola kinematografii. Przedstawiciele społeczeństwa próbują za pomocą sztuki oddziaływać na rzeczywistość. W ten sposób promują swoje narracje, opowieści o dziejach własnych oraz sąsiadów, o historii, dokonaniach, zwycięstwach i klęskach. Dzielą się swoim punktem widzenia. Wychowują obywateli, a ponadto oddziałują na międzynarodową opinię publiczną - dodaje prof. Cześnik.

Co myślimy o polskiej kinematografii? Czym jest dla nas „polskie kino”? Jakie filmy lubimy? Co chcemy oglądać na ekranie? I wreszcie - jaki obraz Polaka wyłania się z tych produkcji? - Na te i wiele innych pytań odpowiada raport „Polacy o polskich filmach – opinie Polaków o polskim kinie i ich postawy wobec polskiej produkcji filmowej. Badania społeczne.”

Wynika z niego, że najbardziej lubimy polskie komedie (76,3% badanych). Na kolejnym miejscu uplasowały się filmy sensacyjne i kryminalne, które wybiera nieco ponad połowa z nas (69,3%). Jako trzeci gatunek wskazujemy kino przygodowe (61,8%).

Komedie romantyczne (w polskim wydaniu) to naszym zdaniem najbardziej nieudany gatunek. Krytykujemy je za złą, niespójną grę aktorską i słabą realizację. Ich twórcom zarzucamy kopiowanie amerykańskich wzorców, przez co filmy te są mało realistyczne, mało przekonujące i oderwane od polskiej rzeczywistości, a przy tym nie spełniają podstawowego zadania: nie bawią i nie śmieszą.

Wizerunek Polaka w polskiej kinematografii

Wizerunek Polaka przedstawionego w rodzimym kinie wypada negatywnie. Jesteśmy postrzegani stereotypowo: mamy skłonność do korupcji, zazdrości, cwaniactwa, upartości i kompleksów („Polacy są takimi smutnymi ludźmi, którym nic nie wyszło – mają kompleksy, wiecznie nie widzą rozwiązania” – uważają badani). Jeśli doliczymy do tego alkohol – mamy już cały zestaw polskich przywar i skłonności. Trudno się więc dziwić, że najczęściej przywoływaną ilustracją typowego Polaka są filmy Wojciecha Smarzowskiego. To właśnie nasz obraz pojawiający się u tego reżysera stanowi wyznacznik polskości.

Warto przy tym zaznaczyć, że nasz wizerunek w polskim kinie to aspekt, który badani jednogłośnie chcieliby zmienić. Zapytani o to, co chcieliby zobaczyć, odpowiadali, że marzy się im „coś pozytywnego, coś, co nie będzie przesiąknięte tym, jacy jesteśmy”.

Niektórzy badani wskazali na rozrywkowość i poczucie humoru jako naszą cechę narodową, ale przywoływane postacie pokazują, że stwierdzenie to odnosi się do konkretnych bohaterów w komediach Rejs, Miś, Lejdis, Seksmisja, Kingsajz, Vabank - wymieniają badacze z Uniwersytetu SWPS.

Tęsknimy za bohaterami takimi jak my, borykającymi się z codziennymi problemami, z którymi moglibyśmy się utożsamiać. Z drugiej strony pojawia się zapotrzebowanie na inną wizję całego narodu, nie smutnego i cierpiącego.

Źródło: materiały prasowe SWPS

Badanie zrealizowane zostało w latach 2019-2020 metodą m.in. badań terenowych, ankiet, zogniskowanych wywiadów grupowych i indywidualnych wywiadów pogłębionych.

Raport “Polacy o polskich filmach – opinie Polaków o polskim kinie i ich postawy wobec polskiej produkcji filmowej. Badania społeczne.” zrealizowany został na zlecenie FINA przez zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS: prof. Mikołaja Cześnika, politologa, – kierownik projektu, prof. Barbarę Gizę, medioznawczynię, dr Agnieszkę Kwiatkowską, socjolożkę, prof. Michała Wenzla, socjologa, dr Martę Żerkowską - Balas, socjolożkę.

  1. Psychologia

Filmoterapia - pozwól sobie na doświadczanie uczuć i emocji

Przygoda filmowego bohatera często staje się wierną metaforą naszej sytuacji życiowej. (fot. iStock)
Przygoda filmowego bohatera często staje się wierną metaforą naszej sytuacji życiowej. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Nieważne, czy siedzisz na wielkiej sali kinowej, czy we własnym salonie. Nie ma znaczenia, czy jest to megahit, czy skromna offowa produkcja – na ekranie zawsze oglądasz siebie. Bo nawet najbardziej niewiarygodną historię i tak przefiltrowujesz przez swoje doświadczenia i emocje. Na tym właśnie polega magia kina!

„Tylko prawdziwe ryzyko może sprawdzić prawdziwość wiary” – to zdanie z filmu „Bóg nie umarł” dogłębnie poruszyło moje serce. Sprawiło, że zmęczenie minionego dnia odeszło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wcisnęłam przycisk: „stop” na pilocie, musiałam przez chwilę pobyć sama ze sobą. Chciałam delektować się kolejno każdym wyrazem. Tak, właśnie tak, dokładnie to potrzebowałam usłyszeć, dokładnie w tym momencie życia…

Czasami jakiś film, nawet jeśli obejrzany przypadkiem, bez polecenia, zachęcającej recenzji, za to w odpowiednim momencie życia, nastroju, stanie ducha dotyka cię do żywego, porusza w sercu jakąś strunę, sprawia, że czujesz się tak, jakbyś usłyszała głos Boga. Jakiś wątek z życia bohatera, niekoniecznie pierwszoplanowego, melodia będąca tłem dla sceny, której nawet do końca nie rejestrujesz, miejsce, które jedynie mignie na ekranie, a ty czujesz, że już tam jesteś, albo jedno krótkie zdanie, nawet mało znaczące dla motywu przewodniego filmu – potrafią uwieść, zapaść na trwałe w pamięć, a może nawet odmienić, uleczyć. A potem latami wracasz do tego samego filmu, do tej jednej jedynej sceny. Albo kupujesz płytę z muzyką z filmu i słuchasz jej na okrągło. Z uwagą śledzisz kolejne dzieła reżysera, bo pragniesz nowych, podobnych doznań. Tak właśnie tworzy się magia. Powiedz mi, jakie oglądasz filmy, a powiem ci, kim jesteś – brzmi jak wróżenie z fusów, a jednak ma głęboki sens.

Czy masz swój ulubiony film?

Do kina chodzę rzadko, trochę z braku czasu (czy możliwości), a trochę dlatego, że nie przepadam za tłumem i gwarem sal kinowych. O wiele bardziej wolę zacisze kina domowego i odpowiednie towarzystwo, bo wspólne przeżywanie fabuły i rozmowy w trakcie, a także spory po i konieczność konfrontacji z faktem, że bliski mi człowiek nie podziela mojego zachwytu, są równie cenne jak film.

Nie jestem filmową koneserką, nie czuję obowiązku bycia na bieżąco z najmodniejszym repertuarem kin. Zdarza mi się po ciężkim dniu pracy bezmyślnie włączyć komputer i obejrzeć mało znaczący serial. Jak większość Polaków lubię komedie – na poprawę nastroju, czasami popłaczę na typowym „wyciskaczu łez”, nie pogardzę również kontrolowanym strachem na filmie mrożącym krew w żyłach. Czasami jestem zła sama na siebie, że kolejny wieczór straciłam, bezmyślnie gapiąc się na ekran. Obejrzałam nawet „50 twarzy Greya”, w końcu z jakiegoś powodu ten film widziało 1,8 miliona Polaków. Jednak film, który porusza mnie do dna, a potem wracam do niego przez lata, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że nadal działa, przytrafia mi się niezwykle rzadko. Tak było z „W pustyni i w puszczy” tym z 1973 roku. Każdy kolejny raz, kiedy go oglądam, jest jak powrót do samej siebie, tej sprzed laty, dwunastolatki, która z wypiekami na twarzy śledziła losy Stasia i Nel. To taki mój intymny rytuał – kiedy na ekranie pojawiają się końcowe napisy, zatrzymuję obraz i wyciągam z pawlacza pudełko z dziecięcymi skarbami: ulubiona maskotka, którą dostałam na 12. urodziny, album ze szkolnymi zdjęciami i pamiętnik, a w nim moje najskrytsze marzenia i plany na dorosłe życie.

Czy gdyby nie historia o Stasiu i Nel, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej? Dlaczego właśnie ten film poruszył mnie tak bardzo? Czy bohaterski Staś Tarkowski był prototypem mojej pierwszej miłości? No cóż, w autoterapii tajemnica również obowiązuje.

Czy masz podobnie? Jaki jest twój ulubiony film? Czy lubisz wracać do siebie tamtej, sprzed ekranu, na którym po raz pierwszy oglądałaś swój najważniejszy film?

Każdy odczuwa inaczej

Tomasz Raczek w książce „Kinopassana. Sztuka oglądania filmów” przyrównuje sztukę oglądania filmów do medytacji vipassany: „Jesteśmy oderwani od codzienności i pogrążeni w uważnym obserwowaniu tego, co na ekranie”. Zdaniem krytyka, dzięki uważnemu oglądaniu filmu możemy zobaczyć nie tylko to, co na ekranie, ale także wejrzeć w głąb siebie. Z uwagą i przede wszystkim z uważnością obejrzany film trafia nie tylko do naszej głowy, ale przede wszystkim porusza emocje, daje nam szansę się z nimi skonfrontować i przeżyć w bezpiecznych warunkach, w końcu płacz w kinie to rzecz ludzka. „To, co widzisz na ekranie, to zaledwie 50 proc. filmu. Drugie tyle zostaje wyświetlone na osobistym ekranie psychiki i wyobraźni”. Ów osobisty ekran uwarunkowany jest naszym intelektem, wrażliwością, doświadczeniem życiowym, samopoczuciem w danym momencie i przede wszystkim umiejętnością bycia w „tu i teraz”. Wszystko, co widzisz i słyszysz podczas projekcji, jest filtrowane przez twoje serce i duszę. Dlatego niektóre filmy doskonale pamiętasz przez wiele lat, a inne wręcz kompulsywnie chcesz oglądać w kółko lub na każde święta.

Zdaniem Tomasza Raczka nieodłączną częścią procesu przeżywania filmu jest możliwość przegadania go – podzielenia się swoimi spostrzeżeniami, opiniami, a przede wszystkim emocjami. Opowiadając o filmie, który cię poruszył, mówisz tak naprawdę o sobie: swoim poczuciu humoru, wrażliwości, o swoich marzeniach i lękach. To prawda, natychmiast po obejrzeniu filmu „Bóg nie umarł” zadzwoniłam do przyjaciółki. Okazało się, że widziała ten film i wcale jej nie zachwycił. Wręcz przeciwnie, jej zdaniem był za mało tajemniczy, za to przewidywalny i zbytnio epatujący amerykańskim katolicyzmem. Zrobiło mi się przykro, bo myślałam, że czujemy podobnie. – To pogadajmy o czuciu, a nie o filmie – zaproponowała przyjaciółka. No właśnie, jak często, spierając się z kimś na temat filmu, mamy odwagę rozmawiać nie o fabule, czyli zewnętrznym ekranie, tylko o tym, co w nas? W czasach epatowania indywidualnością i tzw. zdrowym egoizmem, pod przykrywką których często skrywamy swój lęk przed bliskością i pokazaniem prawdziwej twarzy, przeżywanie i dzielenie się swoimi odczuciami to prawdziwe wyzwanie. Ile razy zdarza ci się zachwycać jakimś modnym filmem, bo tak wypada, bo wszyscy się zachwycają? A nawet jeśli pozwalasz sobie na słowa krytyki, to płyną one bardziej z twojej głowy niż z serca? Oczywiście, masz prawo zachować swoje odczucia dla siebie, najważniejsze jednak, byś nie ukrywała ich przed samą sobą.

Co mówią o tobie obejrzane filmy?

Przygoda filmowego bohatera często staje się wierną metaforą naszej sytuacji życiowej, dlatego podświadomie identyfikujemy się właśnie z tą postacią i zaciekle jej bronimy w rozmowach o filmie. A kiedy, zwłaszcza ktoś bliski, krytykuje naszego bohatera, czujemy się dotknięci do żywego. Czasami masz wrażenie, że ty i twój partner siedzący obok w kinie widzieliście dwa różne filmy. Czujesz się wtedy rozczarowana i zawiedziona. Dlaczego on mnie nie rozumie? – zadajesz sobie pytanie. To nie tak, to nie o ciebie chodzi, tylko o film. Jeśli chcesz być zrozumiana – opowiedz o swoich odczuciach związanych z filmem. To podobnie jak w realnym życiu, kiedy ktoś interpretuje konkretne wydarzenie w inny niż my sposób, czujemy się osobiście dotknięci. Niezgodność w myśleniu nie oznacza niezgodności w czuciu. Świadome oglądanie i przeżywanie filmu pozwoli poczuć ci tę różnicę. Obrazy, kolory, dialogi, muzyka, ruch – to wszystko uruchamia naszą wewnętrzną projekcję. Wszystko, co w nas trudne, co budzi lęk, a nawet wstręt – przenosimy na ekran, rzutujemy na bohatera filmu i dzięki temu stajemy się obserwatorami naszego życia. I to jest właśnie najważniejszy cel uważnego oglądania filmów, często wykorzystany przez terapeutów stosujących metodę filmoterapii.

Zdaniem Tomasza Raczka nawet krótka drzemka w kinie ma działanie terapeutyczne – staje się swoistą śluzą, przez którą widz przedostaje się ze swojej codzienności do rzeczywistości przedstawionej w filmie. Jeśli ta rzeczywistość jest ci wyjątkowo bliska, być może właśnie to jakaś część ciebie, twojego cienia, czegoś, co ukrywasz nawet przed samą sobą. Na ekranie możesz ją w bezpieczny sposób obejrzeć, przeżyć, z dystansu znaleźć rozwiązanie problemu.

Zdarza mi się, że pacjent przez całą sesję opowiada o filmie, który go poruszył. Czasami, pomimo zachęty, wcale nie chce rozmawiać o tym, co to w nim otworzyło, tylko cały czas koncentruje się na historii bohatera. Mam wrażenie, że jesteśmy w gabinecie we trójkę, a w pewnym momencie ja i pacjent wchodzimy w role terapeuty filmowego bohatera. Uwierzcie mi, że takie sesje są bardzo terapeutyczne. Nie zawsze wszystko musi być ujawnione i nazwane wprost.

Dlatego jeśli w trakcie kinowego lub domowego seansu odkryjesz, że jakaś scena cię porusza – zatrzymaj się i wsłuchaj w siebie. Co czułaś, oglądając film? Co wywarło na tobie wrażenie i dlaczego? Jak postąpiłabyś na miejscu ulubionego bohatera? Gdybyś była reżyserem, jak zmieniłabyś zakończenie? Jeśli czujesz taką potrzebę, porozmawiaj o tym z kimś bliskim.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholożka, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet.

Dlaczego warto rozmawiać o filmach?

  • To jeden z najelegantszych i najdyskretniejszych sposobów mówienia o sobie, bez bycia posądzonym o egocentryzm.
  • To świetny sprawdzian tego, jak bardzo jesteśmy otwarci na odmienne zdanie i wytrzymali na rzeczy trudne do zaakceptowania. Możemy przekonać się, gdzie są nasze ograniczenia i z czego wynikają. I czy stać nas na nieuleganie emocjom, gdy temat wymaga raczej racjonalnej analizy.
  • Rozmowa o filmie uczy uważności w odbieraniu świata, co w czasach kłopotów z zagospodarowywaniem nadmiaru jest bezcenne.
  • Pozwala spojrzeć na problemy szerzej i z różnych perspektyw.
  • Może być też dobrym treningiem precyzyjnego posługiwania się językiem emocji i pozwoli w przyszłości uniknąć nieporozumień wywołanych nieprecyzyjnym komunikatem wysyłanym do bliskiej osoby.
Źródło: Tomasz Raczek, „Kinopassana. Sztuka oglądania filmów”, Latarnik 2015

  1. Kultura

"Jak najdalej stąd" - o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Jak najdalej stąd" Piotra Domalewskiego. Produkcja dostępna jest na vod.tvp.pl. (Fot. materiały prasowe)
Ola, główna bohaterka nowego filmu Piotra Domalewskiego, dojrzewa na oczach widzów. Budzi podziw swoją determinacją, odwagą i empatią. Dokąd doprowadzi ją tytułowe „Jak najdalej stąd” i czego dowie się o sobie podczas tej drogi? Odpowiedzi na te pytania szukają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: „To moja ulubiona bohaterka” – napisałaś do mnie o Oli z najnowszego filmu Piotra Domalewskiego „Jak najdalej stąd” zaraz po jego obejrzeniu. Za co ją tak lubisz? Grażyna Torbicka:
Za jej determinację, odwagę i za empatię, której nie tylko widzowie, ale chyba ona sama też po sobie się nie spodziewa. Ola ma marzenie i zrobi wszystko, żeby je spełnić. Nawet gdy życie przynosi jej bolesne niespodzianki, nie rezygnuje ze swoich planów. Rozumie, że będzie je musiała zweryfikować, i szuka różnych sposobów, by osiągnąć swój cel. Do momentu, gdy dociera do niej – i za to też ją lubię – że może są sprawy ważniejsze i te plany trzeba odłożyć na później.

Cenię także jej ciekawość świata. Sama wyjeżdża do Irlandii, nie znając tam nikogo, i jest to jej pierwszy wyjazd za granicę – jednak świetnie sobie radzi. Obserwuje świat, poznaje nowych ludzi, widzi, jak żyją inni, jakie mają problemy – i to ją rozwija. Ola poszerza horyzonty i choć w wielu momentach działa instynktownie,  to idzie przez życie świadomie.

A to ciekawe, bo dla mnie ona właśnie nie jest świadoma siebie, a raczej zamknięta na swoje emocje. Sprawia wrażenie, jakby była „zamrożona”.
Według mnie jest to film o dojrzewaniu młodej kobiety. Bohaterka dopiero wchodzi w życie, poznaje siebie i potrafi czerpać ze swoich doświadczeń. W finale Ola jest już dojrzałą osobą, świadomą tego, co przeżyła.

Wspominam o tym „zamrożeniu”, bo wydaje mi się, że w całej rodzinie nie rozmawia się o emocjach. W scenie przy stole zobaczyłam samotne, oddzielne elektrony.
Ja odebrałam to tak, że gdy dowiadujesz się o nagłej śmierci bliskiego, nie wiesz właściwie, co to oznacza. Co będzie dalej? Nie chcesz rozmawiać o emocjach, bo tych emocji jeszcze nie znasz, one dopiero się rodzą. Matka Oli po śmierci męża obawia się o przyszłość, bo przecież zostaje sama z niepełnosprawnym synem. Ola czuje prawdopodobnie pustkę, bo przed nią było tyle planów: miała dostać samochód, robiła prawo jazdy...

Jej marzenie o samochodzie odbieram jako tęsknotę za ojcem i za relacją z nim. A co twoim zdaniem jest największym problemem Oli?
Ola chce wierzyć, że ojciec myślał o niej i ją kochał. Że dotrzymał słowa i naprawdę odkładał pieniądze na jej wymarzony samochód. Jej wiara poddana jest poważnej próbie. To film o relacji córki z nieobecnym ojcem, który pracuje za granicą, żeby zarabiać na utrzymanie rodziny. Ale najciekawsze jest to, że ta relacja odbudowuje się na naszych oczach, kiedy ojca już nie ma – po jego tragicznej śmierci. W tym sensie Piotr Domalewski jest bardzo oryginalny w opowiadaniu historii o dojrzewaniu. Ola stopniowo odkrywa, jak wyglądało życie jej ojca poza domem i dzięki temu, że nie daje się zwieść pozorom, dochodzi do prawdy. Dużo ją to kosztuje, ale zyskuje jeszcze więcej: spokój i pewność siebie.

Pokazanie, że możemy wybaczyć rodzicom i w ten sposób naprawić relacje, bez konieczności rozmowy z nimi czy psychoterapii, jest bardzo terapeutyczne.
Bohaterka dostaje dowody na to, że nie myliła się co do uczuć ojca. To nie dawało jej spokoju, więc poszukiwała prawdy.  I okazało się, że co prawda żyli z ojcem oddzielnie, ale emocjonalnie byli razem.

Przyznam, że, obserwując jej „śledztwo”, bardzo często wybuchałam śmiechem.
Dlatego, że w całej tej emocjonującej opowieści jest bardzo dużo momentów rozprężających, to nie dołujący dramat psychologiczno-obyczajowy. Bardzo często śmiałam się z sytuacji, w których znajdowała się bohaterka, ale też z tego, jak sobie radziła, z jej naturalnego sprytu. Poza tym „Jak najdalej stąd” jako jeden z niewielu ostatnio obejrzanych filmów zaskakiwał mnie w kolejnych odsłonach scenariusza. Tematyka społeczno-obyczajowa, bohaterowie wywodzący się z klasy średniej, często odrzuceni – to w kinie brytyjskim specjalność Kena Loacha, a Piotr Domalewski znajduje język swojego pokolenia, by takie historie opowiadać.

Kadr z filmu 'Jak najdalej stąd' Piotra Domalewskiego. Produkcja dostępna jest na vod.tvp.pl. (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu "Jak najdalej stąd" Piotra Domalewskiego. Produkcja dostępna jest na vod.tvp.pl. (Fot. materiały prasowe)

Żart i czarny humor odbieram jako mechanizm obronny bohaterki. Kiedy na nią patrzę, widzę reżysera Piotra Domalewskiego. Wydaje mi się, że dał tej postaci wiele z siebie.
Trudno mi ocenić, czy Ola jest alter ego reżysera. Widzę w niej przede wszystkim bunt i rozwagę jednocześnie. To ciekawe: jest sobą, kimś absolutnie niezależnym wewnętrznie, a z drugiej strony – stać ją na pewnego rodzaju konwenanse i grę, bo wie, że to pomaga drugiej stronie.

Ja z kolei czułam niepokój o los Oli. Zachowywała się jak przyszła Matka Polka, która zaciska zęby i bierze się do roboty. Kiedy koleżanka powiedziała jej, żeby nie płakała, bo da sobie radę, odpowiedziała: „Ja nigdy nie płaczę”.
W ogóle nie odebrałam tej postaci w taki sposób. Ola jest dla mnie niezwykle niezależna w tym, co robi i jakie podejmuje decyzje. Jest bardzo młoda, więc wszystkiego uczy się na naszych oczach. Scena, podczas której musi zidentyfikować ciało ojca i dzwoni do matki, żeby dowiedzieć się, czy on miał jakieś znaki szczególne – jest znakomita. To wielka sztuka zrobić scenę w prosektorium tak, że wybuchasz śmiechem i jednocześnie nie jesteś tą reakcją zażenowana przed samą sobą. Przekonuje mnie też scena nocnego szaleństwa z przypadkowo spotkanymi rówieśnikami. To moment, kiedy Ola może odreagować intensywne przeżycia ostatnich godzin i przygotować się do dalszej walki.

Ona świetnie daje sobie radę w tej trudnej sytuacji, jednak kiedy patrzę na Olę, widzę w niej całą masę niewyrażonej złości. Emocjonalnie jest to świetnie pokazane.
Uważam, że ta złość ją napędza w sposób konstruktywny. Gdyby nie miała w sobie takich pokładów sprzeciwu, to nie byłaby w stanie niczego zrobić.

Finał daje niesamowity oddech bohaterce, ale i nam, widzom. Dostajemy upragnione katharsis.
To prawda i to jest wielka zasługa wspaniałej gry Zofii Stafiej, czyli filmowej Oli. Aktorstwo na najwyższym poziomie.

Dla kogo ten film może być terapeutyczny? Moim zdaniem dla osób, które są w kryzysie czy trudnej sytuacji, którym bohaterka może dodać siły, żeby się nie poddawać. Myślę, że kiedy dajemy sobie radę w trudnej sytuacji, próbujemy czasem uciec „jak najdalej stąd”, czyli najdalej od nieprzyjemnych emocji. Ale one zawsze w końcu nas dosięgają i trzeba się nimi zająć. I właśnie film pokazuje nam ten moment w życiu przetrwania na wdechu…
Tak, ale można też odczytać to bardziej dosłownie. „Jak najdalej stąd”, czyli uciec z miejsca, z którego się wywodzę i które mnie ogranicza. Uniezależnić się. Ola wiedziała, że musi wyrwać się z kręgu, w którym tkwi, a marzenie o samochodzie było symbolem wolności i niezależności, wyruszenia w nieznanym kierunku.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Kultura

Włoskie kino ostatnich lat – 7 filmów wartych obejrzenia

Sophia Loren, ikona włoskiego i światowego kina. Kadr z filmu „Życie przed sobą” (fot. materiały prasowe Netflix)
Sophia Loren, ikona włoskiego i światowego kina. Kadr z filmu „Życie przed sobą” (fot. materiały prasowe Netflix)
Italia słynie nie tylko z dobrej kuchni, pięknych krajobrazów i renesansowych zabytków, ale również z dobrego kina. Federico Fellini, Michelangelo Antonioni, Vittorio de Sica, Roberto Rosselini, Bernardo Bertolucci – to filmowe ikony o międzynarodowej sławie. I chociaż włoskie kino przechodzi lepsze i gorsze okresy, wciąż utrzymuje się na dość wysokim poziomie.

XXI wiek to czasy takich reżyserów jak Paulo Sorrentino (zdobywca Oscara za „Wielkie piękno”), Matteo Garrone („Gomorra”, „Pentameron”), czy Lucca Guadagnino. Warto też wspomnieć o starszych mistrzach (bardziej europejskich), jak Nanni Moretti („Pokój syna”, „Habemus Papam” z Jerzym Stuhrem), czy Marco Bellocchio („Zdrajca”). I chociaż wymienieni reżyserzy mają na swoim koncie ważne filmy, również anglojęzyczne, zachęcam do przyjrzenia się także innym produkcjom. Poniższy wybór to filmy głównie włoskojęzyczne z ostatnich trzech lat, które dostępne są na polskich platformach. Co warto obejrzeć?

„Życie przed sobą” (La vita davanti a sé)

Wzruszający film, będący adaptacją książki francuskiego pisarza (Romain Gary). Powieść została wydana w 1975 roku (pod tym samym tytułem) i doczekała się właśnie trzeciej adaptacji. Chociaż sam film był różnie oceniany przez krytyków, warto go polecić choćby ze względu na charyzmatyczną rolę Sophii Loren, która wróciła do grania w filmie po 10 latach przerwy. Pomimo wieku (86 lat) jest nadal w świetniej formie i zachwyca swoją osobowością. Film został wyreżyserowany przez syna aktorki – Edoardo Ponti. Opowiada historię Madame Rosy – byłej prostytutki, która przeżyła Holokaust i pomaga, na południu Włoch, innym prostytutkom przygarniając ich dzieci. Jako „przybrana” matka i opiekunka stara się stworzyć im jak najlepszy dom. Pewnego dnia, na prośbę zaufanego lekarza, przygarnia 12-letniego Senegalczyka Momo, który stwarza poważne problemy. Daje jednak szansę „zepsutemu”  chłopcu, pomimo dużej niechęci, jaką żywi do niego. Ich trudna relacja przeradza się z czasem w piękną przyjaźń.

Film dostępny na platformie Netflix (producent filmu)

Wyspa Róży” (L’incredibile storia dell’isola delle rose)

Film przedstawia historię opartą na faktach, które… wydają się niezwykle absurdalne. Nie jest to dokument, tylko film fabularny o ekscentrycznym marzycielu. Opowiada historię włoskiego inżyniera, który w 1967 roku zbudował swoje własne państwo na morzu  adriatyckim, w miejscu, które nie przynależy do nikogo (na wodach międzynarodowych). Wyspa Róży to sztucznie skonstruowana platforma o powierzchni 400 metrów kwadratowych, oparta na dziewięciu filarach. Giorgio Rosa w 1968 roku ogłosił niezależność państwa pod nazwą  „Insulo de la Rozoj” (jego mieszkańcy wybrali język esperanto jako oficjalny). Sam Rosa ogłosił się prezydentem. Na jego wyspie mieściła się restauracja, poczta (państwo miało swoje znaczki), sklep z pamiątkami i bar. Wyspa miała swoją flagę, swój hymn i walutę. Cały ten twór nie budził oczywiście sympatii włoskiego rządu. Historia jest jakby zderzeniem pewnej utopii z konserwatywnym światem włoskiej polityki.

Film dostępny na platformie Netflix (producent filmu)

„Zdrajca” (Il Traditore)

Wspomniany już film Marco Bellocchio to historia, której nie można pominąć. Oparta na prawdziwych wydarzeniach, kończy się „rozgromieniem” włoskiej mafii. A wszystko za sprawą jednego człowieka, który złamał przysięgę milczenia „Cosa Nostra” („Nasza Rzecz” – określenie na mafię sycylijską). Tommaso Buscetta jest członkiem mafii, który w latach 80. ucieka do Brazylii (nie czuje się już bezpieczny w kręgach walczącej mafii). Zostaje tam jednak aresztowany przez policję i odesłany do Włoch, gdzie podejmuje decyzję o współpracy z sędzią. Jego zeznania są punktem wyjścia licznych aresztowań (aresztowano kilkuset członków mafii!) i procesów sądowych. Reżyser skupia się w swoim filmie na postaci byłego „mafioza”, który jako pierwszy postanowił złamać „zmowę milczenia”, a także na sprzecznych zasadach, które panują w świecie (niezwykle religijnej) mafii.

Film dostępny na vod.pl

Tamte dni, tamte noce (Chiamami col tuo nome – co dosłownie znaczy „Nazywaj mnie twoim imieniem”)

Reżyserem filmu jest Lucca Guadagnino, jeden z najbardziej uznanych współcześnie włoskich reżyserów. Film w 2018 roku dostał Oscara za najlepszy scenariusz (którego autorem jest James Ivory). Opowiada o miłosnych i zmysłowych odkryciach młodego Amerykanina, który żyje ze swoją rodziną we Włoszech, w pięknej wiejskiej willi. Elio odkrywa swoją biseksualność. Młodzieńczą namiętność i pragnienia dzieli pomiędzy dwie osoby – Marcję, włoską koleżankę i Olivera, amerykańskiego studenta, który jest gościem jego ojca. Podobnie jak u Bertolucciego akcja rozgrywa się latem, pośród włoskich pejzaży, i skupia na młodzieńczych uniesieniach.

Film dostępny na platformach Netfilx i iTunes.

„Lazzaro Felice” (Szczęśliwy Lazzaro)

Czy tylko dobrocią i pięknem można zbawić świat? Czy nowe oznacza lepsze? - Alice Rorwacher, reżyserka filmu, szuka odpowiedzi poprzez postać Lazzaro, którego możemy określić mianem „szczęśliwego Łazarza”. Naiwny, prosty chłopak o dobrym sercu jest symbolem niewinności. Nieznający ironii, ani fałszu przez innych uznawany jest za głupiego. Jego postać nawiązuje też do Św. Franciszka. Pomimo społecznego odrzucenia, dobroć i szlachetność Lazzaro bronią się same. Akcja filmu rozgrywa się w dwóch miejscach. Najpierw w „nieokreślonej” wiosce, gdzie na plantacji tytoniu pracują ludzie wykorzystywani przez hrabinę. Później na obrzeżach miasta, gdzie ci sami ludzie, dużo starsi, żyją już w iluzorycznej wolności. Niezmienny jest tylko Lazzaro – jedyna „prawdziwa” postać „umiłowana” przez reżyserkę, która snuje piękną i pouczającą historię.

Film dostępny na platformie HBO GO

„Człowiek wolny od grawitacji” (L’uomo senza gravità)

Bajkowy film o chłopcu, który przychodzi na świat w burzową noc, w małym miasteczku. Od chwili narodzin widać, że Oscar jest niezwykłym człowiekiem: nie obowiązują go prawa grawitacji. Unosi się w powietrzu, unosi się w pokoju przed oczami mamy i babci, które patrzą na to zjawisko z ciągłym niedowierzniem. Obie kobiety uciekają z noworotkiem w postanowieniu, że ukryją go przed światem na długie lata. Tylko mała Agata, z którą przyjaźni się Oscar, zna jego tajemnicę. Aż do dnia, w którym Oscar zdecyduje, że cały świat dowie się, kim jest naprawdę.

Film dostępny na platformie Netflix (producent filmu)

„Pinocchio”

Historię Pinokia zna chyba każdy. To, na czym warto skupić się w przypadku filmu to kwestia obrazu, interpretacji, estetyki. Z wyrazistej estetyki słynie zresztą reżyser Matteo Garrone, twórca filmu „Pentameron”. Trzeba przyznać, że ekranizacja z 2019 r., której się podjął bardzo wiernie odtwarza powieść Carlo Collodi. Ciekawostką jest to, że jedną z głównych ról (Gepetto – ojciec Pinokia) gra Roberto Benigni – reżyser i aktor, nagrodzony Oscarem za film „Życie jest piękne”. Benigni sam wyreżyserował „Pinocchia” 17 lat wcześniej (grał zresztą w swoim filmie tytułową rolę), jednak film okazał się jego wielką porażką. Najwidoczniej Roberto Benigni dostał szansę, żeby się zrehabilitować… jako ojciec Pinokia.

Film dostępny na platformach vod.pl, ipla, player. Trailer dostępny też w oryginalnej wersji.

  1. Styl Życia

Świąteczne kino. Co nam daje wspólne oglądanie filmów?

Jakie filmy wybrać, by zaprowadzić w domu dobry, bezkonfliktowy nastrój? - Na pewno powinny to być obrazy, w których okres świąteczny jest obecny. Najlepiej, żeby opowieść przedstawiona była z humorem, a bohaterowie musieli pokonać przeszkody, by w finale cieszyć się miłością i radosną, świąteczną atmosferą. (fot. iStock)
Jakie filmy wybrać, by zaprowadzić w domu dobry, bezkonfliktowy nastrój? - Na pewno powinny to być obrazy, w których okres świąteczny jest obecny. Najlepiej, żeby opowieść przedstawiona była z humorem, a bohaterowie musieli pokonać przeszkody, by w finale cieszyć się miłością i radosną, świąteczną atmosferą. (fot. iStock)
W Święta mamy swoje tradycje, swoje rytuały. W ostatnich latach zaliczyć można do nich rodzinne seanse filmowe. – Wspólne oglądanie filmów, podobnie jak dawniej kolędowanie, zyskało status stałego punktu świątecznego programu – mówi dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawca, filmoznawca i medioznawca z Uniwersytetu SWPS. I wyjaśnia, dlaczego taki wspólny relaks zbliża nie tylko rodzinę, ale działa też korzystnie na związki partnerskie.

Czy rodzinne oglądanie filmów to dobry pomysł na spędzanie czasu razem? Filmy są takim bezpiecznym sposobem spędzania razem czasu. Co ciekawe, dwa lata temu były zresztą zrealizowane badania przez Uniwersytet w Rochester, gdzie badano pary/ małżeństwa, które oglądały wspólnie filmy (co najmniej 3 filmy w tygodniu). Zwykle, gdy oglądamy wspólnie filmy to mamy jakiś swój komentarz, dyskutujemy, coś nam się podoba lub nie. I okazało się, że te małżeństwa, które przynajmniej trzy razy w tygodniu oglądają wspólnie filmy i później rozmawiają o nich, mają znacznie niższe prawdopodobieństwo rozwodu niż pary, które tego nie robią.

Dlaczego wciąż mamy ochotę oglądać te same świąteczne filmy? Każde święta, a zwłaszcza Święta Bożego Narodzenia, są takim innym, niecodziennym czasem. Wszyscy staramy się być milsi, lepsi dla członków rodziny i wtedy realizujemy te rzeczy, które są sprawdzone. Dotyczy to także oglądania filmów… czyli oglądamy te filmy, które już żeśmy oglądali, które znamy, które są (w pewnym sensie) bezpieczne, które obejrzą i dziadkowie, i dzieci, i wnuki, które są filmami dostępnymi, rozumianymi przez wszystkich - tylko dlatego, aby ten czas był przyjemny i żebyśmy nie popsuli tej radości, która wiąże się z czasem Świąt Bożego Narodzenia.

Czy dziś, w dobie wielu ekranów, kiedy każdy może oglądać sam dokładnie to, co go interesuje, telewizja w jakiś sposób może nas jednoczyć? Oglądanie wspólnie programu telewizyjnego, zwłaszcza o charakterze familijnym, jest taką próbą zjednoczenia rodziny, choćby dlatego, że spotykają się różne światopoglądy. Żyjemy w różnym trybie, a przychodzi taki czas, kiedy siadamy przed tym telewizorem i oglądamy wspólnie ten sam program. Oglądamy go jednak trochę inaczej. Każdy widzi trochę inne wartości, czy też odbiera to, co się dzieje na ekranie w nieco inny sposób. Dzięki temu możemy zaobserwować, jakie emocje mają członkowie naszej rodziny. Możemy zrozumieć w jakim są momencie swojego życia i co przeżywają, właśnie dzięki tym emocjom i dzięki komentarzom, które pojawiają się w trakcie oglądania. Ponadto, w trakcie oglądania filmu, zwłaszcza familijnego, zdarzają się momenty śmiechu, smutku, płaczu i to powoduje, że my wspólnie przeżywamy te emocje, a wspólne przeżywanie emocji zawsze zbliża. Niewątpliwie więc zasiadanie przed telewizorem w święta, by razem obejrzeć ten sam program czy ten sam film, jest takim elementem zbliżającym, konsolidującym rodzinę, tak bardzo współcześnie zabieganą.

Pamiętajmy też o czymś, co się nazywa filmoterapią. Przepracowujemy wtedy nasze emocje, emocje naszych bliskich, szczególnie dzieci, które nie zawsze potrafią powiedzieć co czują i jak czują, czy też jak się do danej emocji odnoszą. Oglądając coś razem, widzimy jak reagują na to, co się pojawia na ekranie. Możemy to zaobserwować. Możemy później o tym porozmawiać. Niewątpliwie zbliża to nas. A poza tym, jest to jednak wspólne spędzanie czasu. To nie jest tak, że każdy ogląda film na osobnym ekranie komputera, tabletu, czy smartfona…

Źródło: materiały prasowe SWPS