1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Książka „Plac Leńskiego” – Daniel Wyszogrodzki o dojrzewaniu w innym świecie

Książka „Plac Leńskiego” – Daniel Wyszogrodzki o dojrzewaniu w innym świecie

„Plac Leńskiego”, Daniel Wyszogrodzki (wyd. Marginesy)
Wszystko było nowe i ciekawe. Wystarczyło hasło, żeby się skrzyknąć z kumplami i gadać o wszystkim. Choć mocno osadzona w PRL-u, powieść Daniela Wyszogrodzkiego jest plastyczną, ponadczasową opowieścią o dojrzewaniu, która z łatwością trafi także do tych, którym nazwa plac Leńskiego już nic nie mówi...

Między nimi chłopakami

Kiedy czytałam książkę Daniela Wyszogrodzkiego, przypomniałam sobie, jak bardzo w dzieciństwie zazdrościłam chłopakom. Ich świat wydawał się taki fajny, relacje nieskomplikowane, a życie pełne przygód. „Plac Leńskiego” nie do końca potwierdza te wyobrażenia, bo od Danka codzienność wymagała ciągłego manewrowania: między inteligenckim domem i wyrostkami z Pragi, między dziadkami i nie bardzo lubianym przez nich ojcem. Za słusznością mojego przekonania może z kolei przemówić to, że – jak twierdzi sam autor – czuł się wtedy jak na endorfinowym haju.

Trzy pytania do autora

Byłeś wychowany przez wykształconych i obytych dziadków, więc właściwie nie dziwi, że byłeś bardziej rezolutny niż wskazywałby na to twój wiek, ale Danek z „Placu Leńskiego” jest bardzo dojrzały. Ile w nim z tamtego chłopca, a ile z dorosłego autora?
Zdecydowanie starałem się pisać z perspektywy dziecka – gdy tylko w głowie zapalała mi się czerwona lampka, że może za dorośle brzmi, od razu łapałem dystans. Oczywiście wiele dialogów wymyśliłem przy pisaniu; wkładałem też w usta kolegów własne słowa, ale moja pamięć tamtego okresu jest tak obszerna, że starczyłoby na kolejne trzy powieści. To jest w pewien sposób książka historyczna, bo od tamtych czasów minęło 50 lat, to masa czasu!

Miałeś kilku kolegów, także z dobrych domów, czy zdawaliście sobie sprawę, że wyróżniacie się na tle praskich rówieśników?
Tak, wiedzieliśmy o tym, ale byliśmy przekonani, że to tamci są na przegranej pozycji. My nie mieliśmy wątpliwości, że po podstawówce pójdziemy do liceum, potem na studia, a oni tam zostaną. Wczoraj byłem na placu, dziś Hallera – bo jeden z dziennikarzy chciał się tam ze mną umówić na wywiad – i przed sklepem stało kilku mężczyzn wyglądających na starszych ode mnie, choć pewnie w rzeczywistości młodszych, którzy prosili o parę groszy na piwo. Nic się nie zmieniło!

Z drugiej strony ci żule byli wtedy niebezpieczni, pochodzili z rodzin, w których ciągle ktoś siedział w więzieniu, ale ci ojcowie, wujkowie byli dla nich autorytetami, więc chcieli się do nich upodobnić. Stąd te dziary, mówienie grypserą, groźby wobec nas. W książce przywołuję pojedyncze wydarzenia, ale to była ciągła walka o przetrwanie. To doświadczenie przydało mi się zresztą kilka razy w życiu, np. kiedy wyjechałem do Nowego Jorku i wprowadzono stan wojenny – musiałem sobie nagle poradzić.

W książce wyraźnie czuć rozczarowanie twoich dziadków powojennym światem. Czy jako dziecko byłeś tego świadom?
Tak, nieustająco słyszałem ich komentarze i narzekania, że komuniści nic nie umieją i wszystko zniszczyli. Dziadek był w AK, przychodzili do niego koledzy, którzy twierdzili tak samo. Dziadkowie uważali także, że małżeństwo moich rodziców to był mezalians, a mama nie powinna wychodzić za mąż i mieć dziecka, bo była chora. W pewien sposób nie łączyli tego z faktem, że wtedy nie byłoby mnie...

Daniel Wyszogrodzki, tłumacz i autor, dziennikarz muzyczny. „Plac Leńskiego” to jego powieściowy debiut.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze