fbpx

Asghar Farhadi – W imieniu córek

Z Asgharem Farhadim, znakomitym irańskim reżyserem, twórcą m.in. „Co wiesz o Elly?” oraz wchodzącego wkrótce na ekrany arcydzieła „Rozstanie” rozmawia Anna Bielak.
– Bardzo rzadko zdarza nam się zobaczyć film, który w tak prawdziwy, głęboki, ale zarazem delikatny sposób badając intymne sytuacje w rodzinie mówi tak dużo na temat społeczeństwa.

Od początku chciałem zrobić film, w którym tak dużą rolę będzie odgrywać intymność i detale. Zdawałem sobie jednak sprawę, że jeśli wydarzenia będą przedstawione wystarczająco realistycznie – historia rodzinna ulegnie generalizacji i podporządkowaniu życiu społeczeństwa, w jakim jest zakotwiczona. Na pierwszym miejscu było dla mnie jednak stworzenie dobrej historii, odpowiadającej regułom filmowego dramatu, historii, którą mógłbym później wypełnić wszystkimi zagadnieniami na temat społeczeństwa, które mnie nurtują. Tytułowe rozstanie dwójki głównych bohaterów to tylko sposób, na wejście do wnętrza przedstawionej sytuacji.

– Simin w filmie skarży się, że Nader nie chce opuścić Iranu, bo zbyt się boi. Czego się boi? Czego ty się boisz patrząc na sytuację swojego kraju?

Nie powiedziałbym, że główną rolę w filmie odgrywa strach. To, co czuje Nader nazwałabym raczej poczuciem ugrzęźnięcia gdzieś pomiędzy skrajnymi w formie modelami życia – ojcem i tradycją a córką i przyszłością. Odwaga jest mu potrzebna nie tyle po to, by wyjechać, ale żeby zostać na miejscu, zająć się chorym ojcem. Bycie pełnym strachu i pragnienie opuszczenia kraju, zamiast stanięcia do walki o niego – to nie odwaga.

– Jeśli jednak ojciec jest chory, a utożsamiamy go z tradycją, to logiczne rozumowanie wskazuje na to, że chora jest tradycja.

Nie jestem przeciwny twojej interpretacji…

– … ale moja interpretacja i twoja twórcza wypowiedź nie zgadzają się ze sobą?

Ujmijmy to tak – ojciec jest chory, to prawda, ale jest on jednocześnie osobą, którą obdarza się miłością. Nader jest do niego przywiązany – to naturalne. W filmie ojciec potrzebuje opieki medycznej, nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, ani nie mówi – wciąż jest jednak człowiekiem, który zasługuje na szacunek. W pewien sposób możemy się dzięki niemu odnosić do tradycji w sposób bezpośredni, ale trzeba jednocześnie zauważyć, że jego obecność świadczy też o tym, że tradycja wciąż jest wśród nas. Nie sposób temu zaprzeczyć.

– Czuję, że Nader stara się zrzucić całą winę za zaistniałą sytuację na swoją córkę. Mężczyźni obwiniają kobiety. To jednak dziewczynki reprezentują najmłodsze pokolenie – wśród dzieci nie ma ani jednego chłopca. To wyraźny, polityczny gest – przyszłość w Iranie należy do kobiet.

– Tak, w zasadzie to prawda. Wierzę, że kształt przyszłości będzie zależał od kobiet. Z tego względu odpowiedzialność za przebieg różnych sytuacji jest w filmie zrzucona właśnie na Termeh, choć decyzja o tym była bardzo trudna, a fakt, że nastoletnia dziewczyna musi decydować o tym, co robić i z którym z rodziców zostać wydaje się okrutny.

– Decyzje kobiet w Iranie nie są jednak wciąż respektowane z należytym szacunkiem…

– Jak wiesz, Iran jest dużym krajem, w którym egzystują odmienne kultury, w którym mieszają się różne klasy społeczne. Nie chcę utrzymywać, że „Rozstanie” jest portretem całego kraju i wszystkich ludzi. Mogę jedynie przyznać, że historia jest oparta na losach jednej, specyficznej grupy społecznej. Moim celem było więc uzyskanie jak najwyższego poziomu realizmu przedstawionych sytuacji. Czerpałem inspiracje obserwując życie prowadzone przez przedstawicieli danej klasy i skupiłem się na jej pokazaniu.

– W filmie znakomicie wyważone jest to, co pokazane i to, czego nie widzimy.

Pewne rzeczy musiały zostać pokazane, inne nie – chciałem, żeby widzowie odkryli je sami i dla siebie. Uważam, że publiczność nie powinna mieć z tym problemu. Nie lubię pokazywać wszystkiego w jawny sposób, wolę postawić pytanie i chciałbym, żeby odbiorca filmu odkrył jego istnienie i zadał je sobie samemu. Pisanie scenariusza o tego typu konstrukcji było jednak najtrudniejszą częścią prac nad filmem. Rezygnowanie z pokazywania pewnych rzeczy wymaga wykazania się ogromną dozą zaufania w stosunku do widzów i wiary, że zrozumieją wszystko, o czym chce się opowiedzieć. Podjąłem ryzyko, póki co odnoszę dzięki niemu same sukcesy. Filmy, które nie zadają otwartych pytań i udzielają wszystkich odpowiedzi są według mnie w pewien sposób ograniczone. Reżyserzy i scenarzyści nie powinni uczyć widzów jak oglądać i rozumieć filmy, chociaż wielu uważa, że to jest ich zadaniem.

– Kiedy oglądałam „Co wiesz o Elly?” (2009) – twój poprzedni film, prześladowała mnie myśl o Antonionim i jego „Przygodzie” (1960). Są więc twórcy, którymi się inspirujesz, klasyczni zachodni twórcy?

Inspirują mnie wszystkie dobre filmy, które widziałem. Sytuacja z Antonionim i „Co wiesz o Elly?” jest jednak dosyć zabawna, ponieważ zgadzam się, że między filmami można znaleźć pewne paralele, ale „Przygodę” zobaczyłem dopiero po ukończeniu prac nad swoim filmem…

– Jak bardzo precyzyjne są twoje scenariusze? Ile wolności pozostaje wciąż na planie, możliwości zmian, improwizacji, poddania się sytuacji. Jak było w przypadku „Rozstania”?

Podstawowa historia była szczegółowo opisana w scenariuszu, stanowiła sztywną bazę. Podczas kręcenia filmu zmianie ulegały w zasadzie tylko detale, całość pozostała nienaruszona. Wbrew temu, co widać na ekranie – sytuacji pełnej napięcia i nerwów, na planie wszystko wygląda zupełnie inaczej. Zwykle mam bardzo dobry, bliski kontakt z aktorami. Staram się, żebyśmy przeszli razem pozytywny proces, jakim jest tworzenie filmu. Wiele swoich doświadczeń wyniosłem z teatru, dlatego dużo czasu poświęcam też na przygotowania i próby.

– Czy realizacja tak krytycznego w stosunku do społeczeństwa i kultury filmu wymagała zgody krajowych cenzorów? Jak ją uzyskałeś?

W Iranie to bardzo długi proces. Gotowy scenariusz trzeba przesłać do instytucjonalnej akceptacji. Przez lata nauczyliśmy się, jak walczyć z cenzurą, jak obejść niektóre rzeczy, by tekst nie został momentalnie odrzucony. Są pewne sprawy, których wciąż nie można publicznie poruszać w Iranie – to zarówno kulturalne, społeczne jak i religijne czy polityczne wątki. To jednak sprawia, że irańskie kino wyróżnia się na świecie. Musimy szukać nowych sposobów wypowiadania się i sądzę, że dzięki temu dochodzimy często do dużo ciekawszych rezultatów niż filmowcy pracujący w krajach, gdzie można mówić o wszystkim. Obchodzenie cenzury przypomina nieco walkę na ringu, trzeba wykonywać tyle nieprzewidywalnych ruchów, by przeciwnik stracił orientację. Wtedy w momencie, w którym nikt się tego nie spodziewa – zadać finalny cios i wygrać [śmiech] To sprawdza się oczywiście na krótką metę, wzmaga kreacyjność. Po dłuższym czasie staje się jednak uciążliwe, ograniczenia w końcu zabijają prawdziwą wolność twórczą i nie powodują nic, prócz problemów.

– Jest wiele powodów, które sprawiają, że bohaterowie „Rozstania” popadają w kłopoty – jedni sobie nie ufają, drudzy chcą łamać zasady, inni przestrzegać ich za bardzo skwapliwie. Która z tych rzeczy jest dla ciebie najważniejsza?

Wszystko zależy od punktu widzenia przyjętego przez publiczność. To, co zauważą, stanie się dla nich najważniejsze i jest takie też dla mnie.