Asghar Farhadi – W imieniu córek

gutek.film

Z Asgharem Farhadim, znakomitym irańskim reżyserem, twórcą m.in. „Co wiesz o Elly?” oraz wchodzącego wkrótce na ekrany arcydzieła „Rozstanie” rozmawia Anna Bielak.
– Bardzo rzadko zdarza nam się zobaczyć film, który w tak prawdziwy, głęboki, ale zarazem delikatny sposób badając intymne sytuacje w rodzinie mówi tak dużo na temat społeczeństwa.

Od początku chciałem zrobić film, w którym tak dużą rolę będzie odgrywać intymność i detale. Zdawałem sobie jednak sprawę, że jeśli wydarzenia będą przedstawione wystarczająco realistycznie – historia rodzinna ulegnie generalizacji i podporządkowaniu życiu społeczeństwa, w jakim jest zakotwiczona. Na pierwszym miejscu było dla mnie jednak stworzenie dobrej historii, odpowiadającej regułom filmowego dramatu, historii, którą mógłbym później wypełnić wszystkimi zagadnieniami na temat społeczeństwa, które mnie nurtują. Tytułowe rozstanie dwójki głównych bohaterów to tylko sposób, na wejście do wnętrza przedstawionej sytuacji.

– Simin w filmie skarży się, że Nader nie chce opuścić Iranu, bo zbyt się boi. Czego się boi? Czego ty się boisz patrząc na sytuację swojego kraju?

Nie powiedziałbym, że główną rolę w filmie odgrywa strach. To, co czuje Nader nazwałabym raczej poczuciem ugrzęźnięcia gdzieś pomiędzy skrajnymi w formie modelami życia – ojcem i tradycją a córką i przyszłością. Odwaga jest mu potrzebna nie tyle po to, by wyjechać, ale żeby zostać na miejscu, zająć się chorym ojcem. Bycie pełnym strachu i pragnienie opuszczenia kraju, zamiast stanięcia do walki o niego – to nie odwaga.

– Jeśli jednak ojciec jest chory, a utożsamiamy go z tradycją, to logiczne rozumowanie wskazuje na to, że chora jest tradycja.

Nie jestem przeciwny twojej interpretacji…

– … ale moja interpretacja i twoja twórcza wypowiedź nie zgadzają się ze sobą?

Ujmijmy to tak – ojciec jest chory, to prawda, ale jest on jednocześnie osobą, którą obdarza się miłością. Nader jest do niego przywiązany – to naturalne. W filmie ojciec potrzebuje opieki medycznej, nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, ani nie mówi – wciąż jest jednak człowiekiem, który zasługuje na szacunek. W pewien sposób możemy się dzięki niemu odnosić do tradycji w sposób bezpośredni, ale trzeba jednocześnie zauważyć, że jego obecność świadczy też o tym, że tradycja wciąż jest wśród nas. Nie sposób temu zaprzeczyć.