fbpx

Układ zamknięty – recenzja

"Układ zamknięty"
Kino Świat

„Jutro mogą przyjść po ciebie!” – wróży złowieszczo plakat „Układu zamkniętego”. I choć film Ryszarda Bugajskiego okazuje się od swego hasła dalece mniej uniwersalny, to w sposób przekonujący opowiada o tej stronie wolnej Polski, o której wolelibyśmy nie wiedzieć.

"Układ zamknięty"
Kino Świat/więcej w galerii

Bohaterów jest trzech – są młodzi, zdolni i ambitni, a choć zaczęli od zera, udało im się zbudować małe imperium. Nie wiedzą jeszcze, że sukces ich produkującej oprogramowanie firmy zwrócił uwagę silniejszych graczy, którzy zechcą przejąć cały ich biznes. Ich też jest trzech, z tą różnicą, że oprócz zdolności i ambicji, mają też nieograniczoną władzę. Z sieciami zarzuconymi przez prokuratora, naczelnika izby skarbowej i ministra, trzej bezbronni przedsiębiorcy będą bez szans.

Film Bugajskiego, co znaczące, powstał z prywatnych pieniędzy. Zrzucili się na niego mali i średni przedsiębiorcy, bo dofinansowania projektu – pomimo pozytywnych opinii ekspertów – odmówił wcześniej Polski Instytut Sztuki Filmowej. Dodatkowo daje do myślenia fakt, że film nawiązuje do rzeczywistych wydarzeń, a producenci i scenarzyści często wspominają o przeszkodach, jakie napotkali przy jego realizacji.

Z drugiej strony, reżyser zawsze miał słabość do wyraźnych, często przejaskrawionych kontrastów. Dobrzy – źli, niewinni – skorumpowani, ofiary – kaci. Rzeczywistość bywa u Bugajskiego czarno-biała, co widać nawet w najlepszych jego filmach: „Przesłuchaniu” z 1982 czy „Generale Nilu” z 2009 roku. Podobny zarzut można wysunąć pod adresem „Układu zamkniętego” – fabuła posiłkuje się jednowymiarowymi rozwiązaniami, a czysto kosmetyczne próby odejścia od szablonu widać jak na dłoni – ot, przykładowo, wpływ na nasze postrzeganie jednego z głównych bohaterów ma mieć fakt, że zdradza żonę.

Jednocześnie jednak historia opowiedziana jest z nerwem, jakiego większości produkcji przybliżających problemy współczesnej Polski zwyczajnie brakuje. „Układ…” nie wpada w komiksowy banał, jak zbliżone tematycznie „Ekstradycja 3” czy „Uwikłanie”, nie zrzuca też całej odpowiedzialności na barki widmowego postkomunizmu, jak to było choćby w „Krecie”.

U Bugajskiego to tylko użyteczne marginesy. W centrum opowieści pozostaje, podobnie jak w „Długu” Krzysztofa Krauzego, jednostka i niemoc, z jaką się spotyka w państwie prawa, sprawiedliwości i wolnego handlu. I choć „Układ…” jest w pierwszej kolejności tworem gatunkowym, dla którego treść stanowi tylko nadbudowę, to od czasu filmu Krauzego nie pojawił się u nas inny tytuł, który w tak bezpardonowy sposób broniłby interesów szarego człowieka. A ktoś musi – państwo przecież tego nie zrobi.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze