Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Kultowa bohaterka milczała przez sto lat – teraz wreszcie otrzymuje głos i… rozpętuje feministyczny chaos. Recenzja filmu „Panna młoda!”

Kultowa bohaterka milczała przez sto lat – teraz wreszcie otrzymuje głos i… rozpętuje feministyczny chaos. Recenzja filmu „Panna młoda!”

Jessie Buckley w filmie „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)
Jessie Buckley w filmie „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Panna młoda

00:00
15s
0,5 x
15s
Po niemal stu latach od premiery kultowej „Narzeczonej Frankensteina” milcząca bohaterka w końcu odzyskuje głos – i to pełen gniewu, ironii oraz buntowniczej energii. W swojej autorskiej interpretacji Maggie Gyllenhaal zamienia bowiem klasyczny mit w punkową, feministyczną tragikomedię o potworach, miłości i kobiecej autonomii. „Panna młoda!” to zatem wymykające się gatunkowym szufladkom widowisko, które koniecznie trzeba zobaczyć w kinie tej wiosny.

Czy wiesz, że Frankenstein to nie imię potwora, a szalonego naukowca, który go stworzył? Nieporozumienie to zapoczątkował gotycki horror Jamesa Whale’a „Narzeczona Frankensteina”, kontynuacja „Frankensteina”, pierwszej pełnometrażowej adaptacji powieści Mary Shelley. Wskrzeszona z martwych tytułowa bohaterka arcydzieła z 1935 r., grana przez epicko wystylizowaną Elsę Lanchester, nigdy nie opuściła jednak laboratorium ani nie wypowiedziała ani słowa. Dzięki reżyserce i scenarzystce Maggie Gyllenhaal w końcu, po niemal stu latach, otrzymuje ona głos, a właściwie to ryk wściekłości. W nowej interpretacji filmu panna młoda jest nie tylko wygadana (jej nieprzerwane monologi są pełne gniewu i literackich przemyśleń), ale też zadziwiająco – jak na swój stan – żywa. Po seansie nie mam już wątpliwości, że film ten zdecydowanie zasługuje na wykrzyknik w tytule.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

„Panna młoda!”: o czym opowiada film?

Chicago, lata 30. XX w. Zdesperowany potwór Frankensteina (Christian Bale) prosi dokonującą przełomowych odkryć badaczkę, doktorkę Euphronius (pięciokrotnie nominowana do Oscara Annette Bening) o pomoc w stworzeniu mu towarzyszki na całe życie, która ukoi jego samotność. Wspólnie ożywiają więc zamordowaną młodą kobietę i tak oto, z popiołów śmierci, rodzi się panna młoda (Jessie Buckley). Następstw tego czynu żadne z nich nie mogło przewidzieć: są morderstwa, zaborczość, nieokiełznany i radykalny ruch kulturowy oraz dziki i szalony romans dwójki wyrzutków. To, co zaczęło się jako chwytająca za serce historia o samotności i głodzie miłości, szybko zmienia się natomiast w szalone love story i opowieść o nieokiełznanym kobiecym gniewie.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

„Panna młoda!” to współczesna odpowiedź na legendarną „Narzeczoną Frankensteina”. Recenzja filmu

Czy „Panna młoda!” to horror? Nie do końca. Film zrealizowany pod nagrody? Nie ma mowy. Potencjalny hit? Szczerze w to wątpię. Alternatywna historia Bonnie i Clyde’a? Uciekająca panna młoda? Próba opowiedzenia własnej historii o Harley Quinn? Opowieść o potworach, które kryją się w każdym z nas? Historia miłosna? Aby najlepiej opisać ten film, najlepiej powiedzieć: wymykająca się wszelkim klasyfikacjom gatunkowym chaotyczna, punkowa, feministyczna tragikomedia, a przy okazji również buntownicza próba zmierzenia się z mitem „Frankensteina”. Maggie Gyllenhaal, kiedyś aktorka, dziś scenarzystka i reżyserka, nie odtwarza w nim jednak klasycznej historii w tradycyjny sposób, tylko interpretuje ją po swojemu i wydobywa z niej nowe, nieoczywiste znaczenia.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Reinterpretacja, o której mowa, dotyczy przede wszystkim tytułowej bohaterki, która stanowi tak naprawdę trzy całkowicie odrębne i konkurujące ze sobą osobowości. To Ida, partnerka gangstera z Chicago; duch Mary Shelley, który nawiedza Idę i wreszcie tytułowa panna młoda, zmartwychwstałe połączenie ich obu, które okazuje się bardziej wygadaną wersją Faye Dunaway w roli Bonnie Parker niż niemą narzeczoną Frankensteina graną przez Lanchester. Jeśli brzmi to dziwacznie i chaotycznie, cóż… tak dokładnie jest.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Historia w filmie opowiedziana jest natomiast zza światów przez samą Mary Shelley, którą wciąż dręczy fakt, że nigdy nie udało jej się rozwinąć dalszych losów postaci towarzysza potwora (koncept ten istnieje w oryginalnej powieści z 1818 r., ale nigdy nie został zrealizowany przez literackiego doktora Frankensteina). Duch autorki opętuje więc Idę, a następnie ją uśmierca. Mniej więcej w tym samym czasie potwór Frankensteina ze łzami w oczach wyznaje szalonej doktor, że brakuje mu „ogrodu przyjemności” związanego z obecnością kobiety w jego życiu. Długo wędrował po świecie sam, znajdując ukojenie jedynie w kinie, dlatego naukowczyni postanawia mu pomóc. W tym celu przywracają do życia zmarłą kobietę. Zdezorientowana i cierpiąca na amnezję panna młoda jest jednocześnie pełna zapału i gniewu. Szybko podchwytuje jednak pomysł poślubienia Franka, a następnie wyrusza z nim do miasta, gdzie dochodzi do serii zabójstw.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Gdy parę zaczynają ścigać policja oraz detektyw Jake Wiles (Peter Sarsgaard) i jego niedoceniana koleżanka Myrna Malloy (Penélope Cruz), w filmie pojawiają się również echa „Biednych istot”, a historia zmienia się w sagę o zakochanych banitach, niczym „Joker: Folie à Deux” z domieszką „Sida i Nancy” i „Urodzonych morderców”. Pomysłów i wpływów jest zresztą o wiele więcej, również gatunkowych. Jest to bowiem nie tylko film akcji o potworach, ale też gangsterski thriller, bandyckie kino drogi, musicalowa komedia romantyczna, film noir, brutalna czarna komedia, horror klasy B, kryminał, a nawet chwilami pastisz. Dzieje się zatem dużo i nigdy nie wiadomo, co Gyllenhaal wrzuci do garnka.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Momentami wydaje się więc, że „Panna młoda!” chce być wszystkim naraz. W tym bałaganie kryje się jednak mnóstwo fascynujących elementów, a jednym z najważniejszych są występy aktorskie. Wcielająca się w tytułową rolę irlandzka aktorka i być może niebawem również laureatka Oscara, Jessie Buckley, daje tu niezły pokaz schizoidalnej furii. To kreacja głośna, manieryczna i zjawiskowo elektryzująca (szczególnie scena otwierająca to pokaz jej aktorskiego kunsztu i wszechstronności). Christian Bale jako nieśmiały, ujmująco nieporadny samotnik z posiniaczoną twarzą, życzliwym spojrzeniem i delikatną prezencją wnosi z kolei do swojej roli wiele wrażliwości. I chociaż jego troska o narzeczoną nieco zbija nas z pantałyku, nie dziwi to wcale, biorąc pod uwagę fakt, że ideałem męskości jest dla niego elegancki gwiazdor kina Ronnie Reed (Jake Gyllenhaal). Zakochany Frank jest też oddanym partnerem, a kontrast między temperamentami jego postaci a panny młodej nadaje ich ekranowej relacji nieoczywistego wymiaru.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Najlepsze jest jednak to, że Gyllenhall udało się nadać tej w gruncie rzeczy dość prostej historii ubranej w wysokobudżetowe kino rozrywkowe feministycznego wymiaru. Już w pierwszej scenie, gdy mężczyźni próbują narzucić Idzie swoją wolę, ta reaguje jak opętana. Ostatecznie ginie ona z ich rąk – i właśnie dlatego jej nowe wcielenie, zawadiacka Panna Młoda, z łatwością wyraża własne potrzeby i umie wyznaczać granice. Być może nie zawsze wie, czego chce, ale jej częste powtarzanie kwestii „Wolałabym nie” jasno wskazuje na to, że wie dokładnie, czego nie chce nie chce nie robić tego, co każą jej mężczyźni. To zaciekła buntowniczka, która konsekwentnie odmawia wpasowania się w schemat i odgrywania kulturowo akceptowalnej wersji siebie. Staje się więc feministyczną mścicielką, inspirując falę rewolucji. Twórczyni porusza przy tym kwestie napaści seksualnej, zgody, autonomii cielesnej i kobiecej siły. Przy okazji mamy też cały przekrój kobiecych bohaterek – jest naukowczyni, kierowczyni, detektywka i cała masa rewolucjonistek, a to zawsze dodatkowy walor.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Wisienką na torcie jest strona wizualna filmu oraz rzucające się w oczy charakteryzacje i kostiumy. Założę się, że charakterystyczny wygląd panny młodej jedwabna pomarańczowa sukienka; natapirowane blond włosy oraz atramentowo czarna plama w kąciku ust, odpowiednik uśmiechu Jokera będą masowo odtwarzane na tegorocznych imprezach halloweenowych. Wrażenie robią też efekty specjalne: sugestywna scenografia oraz energetyczna muzyka skomponowana przez nagrodzoną Oscarem Hildur Gudnadóttir.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

„Panna młoda!” to zatem kino bardziej do odczuwania niż do analizy. To również szalona mieszanina pomysłów i wpływów, która mocno czerpie z koncepcji gniewu niepohamowanej kobiety, która pragnie czegoś więcej, a także filmowa jazda bez trzymanki, która trzyma w napięciu i zaraża punkową energią. Z pewnością nie dla wszystkich, ale zapewniamy, że warta jest każdej złotówki, jaką wydacie na bilet. Pobudza wyobraźnię, pozwala odkleić się od rzeczywistości i przeżyć coś ekscytującego. Potrzeba nam więcej takich odjechanych filmów i właśnie dla takich widowisk warto chodzić do kina.

„Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe) „Panna młoda!” (Fot. materiały prasowe)

Starannie zaprojektowana i zrealizowana z imponującym rozmachem „Panna młoda!” to również kino krzykliwe i charakterne. Gyllenhaal tworzy świat, w którym wszystko jest wyolbrzymione i zmaksymalizowane, ale też niezwykle przemyślane. Pomimo kilku potknięć (momentami film gubi tempo oraz narracyjny kręgosłup, szczególnie w drugiej połowie, a zakończenie, które przy okazji jasno wskazuje na możliwość kontynuacji, wydaje się zbyt schludne i ckliwe) jest w nim pewna iskra śmiałości i brawury, którą należy docenić. To po prostu fantastyczna eksplozja kreatywności, od której nie można oderwać wzroku. Idź, bo jest duża szansa, że nie opuścisz kina zawiedziona.

„Panna młoda!” w kinach od 6 marca.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE