1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Nowy hit Netflixa wywołał lawinę kontrowersji. Ta komedia miała ośmieszać seksizm, a ostatecznie ośmiesza widza

Nowy hit Netflixa wywołał lawinę kontrowersji. Ta komedia miała ośmieszać seksizm, a ostatecznie ośmiesza widza

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
To, że nowy film Netflixa z Sachą Baronem Cohenem nie będzie arcydziełem, było do przewidzenia. Ostatecznie jest jednak o wiele gorzej niż się tego spodziewano. „Panie przodem” to bowiem komedia, która według założeń twórców miała z humorem zgłębiać społeczny seksizm, a ostatecznie stanowi jawną obrazę dla kobiet, mężczyzn, a nawet dzieci. Mimo to, widzowie masowo po nią sięgają, przez co tytuł zajmuje obecnie 2. miejsce wśród najchętniej oglądanych filmów serwisu.

Jeśli istnieje światowy rekord w liczbie powtórzeń jednego żartu w filmie, twórcy nowej komedii Netflixa powinni spodziewać się w najbliższym czasie wpisu do Księgi Guinnessa. „Panie przodem” opiera się bowiem na jednym żarcie polegającym na odwróceniu ról płciowych w stereotypowych sytuacjach – i powtarza go tak często, że widz ma dosyć już na starcie. Finalnie jest to więc komedia, w której jest zaskakująco mało komedii – pozbawiona humoru, ciekawych wątków fabularnych i przekonujących postaci. Rozczarowanie potęguje fakt, że film nie wnosi do tematu nic nowego, a do tego nieudolnie flirtuje z ważnym przesłaniem. A jednak widzowie oszaleli na jego punkcie...

Czytaj także: Kobiece i męskie – skąd się biorą stereotypy płci?

„Panie przodem”: o czym opowiada nowy filmowy hit Netflixa?

Damien Sachs (Sacha Baron Cohen, „Borat”) ma wszystko. Jest bogaty, wpływowy i właśnie przygotowuje się do objęcia stanowiska prezesa w dużej agencji reklamowej. Bohater obraca się więc w korporacyjnym środowisku zdominowanym przez mężczyzn, gdzie obraźliwe komentarze skierowane do kobiet są na porządku dziennym. Niepozorne uderzenie w głowę sprawia jednak, że Damien budzi się w świecie, w którym dynamika jest odwrócona o 180 stopni: kobiety rządzą światem, a mężczyźni muszą pracować dwa razy ciężej, żeby odnieść sukces. W tej zamianie ról, alternatywnej do naszej codzienności, to Alex Fox (Rosamund Pike, „Zaginiona dziewczyna”) jest „wielkim szefem” firmy i nie boi się poniżających uwag pod adresem Damiena i jego kolegów. Nasz bohater postanawia więc odnaleźć sposób na powrót do swojego świata, aby zmierzyć się ze swoim szowinizmem.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Panie przodem” nie spełnia oczekiwań, ale i tak widzowie go pokochali. Wystarczyło kilka dni, aby został globalnym hitem

„Panie przodem” to przede wszystkim produkcja wtórna, i to nie tylko dlatego, że stanowi remake francuskiego hitu „Nie jestem łatwy”. Po pierwsze: to typowa historia w stylu „Opowieści wigilijnej”, w której niesympatyczny bohater uczy się na swoich błędach. Oszczędna fabuła nie stawia jednak przed nim żadnych ciekawych przeszkód i nawet zakończenie wydaje się boleśnie szablonowe. Film ma oczywiście swój humor, ale jak na komedię z wysokim konceptem jest to pozycja zaskakująco nudna i bez energii.

Czytaj także: Zamiana ról w kinie – przegląd najciekawszych filmów

Jeśli chodzi o główne role, wcielająca się w Alex Rosamund Pike absolutnie zasługuje na coś więcej. Choć aktorka podaje swoje kwestie w sposób godny pochwały, jej talent mocno się tu marnuje. Cohen natomiast może pocieszyć się, że ma swojej filmografii o wiele gorsze filmy (patrz: „Dyktator”). Satyryczny pazur filmu jest natomiast wyostrzony do maksimum. Komentarz na temat realnego seksizmu, który wciąż utrzymuje się w społeczeństwie, nie wykracza jednak poza tandetne gagi, takie jak to, że papież jest kobietą, mężczyźni biorą pigułki antykoncepcyjne, a Harry Potter zostaje przemianowany na Harriet.

W inteligentnej komedii, która wykorzystuje humor, aby skomentować nierówności, z jakimi borykają się kobiety w miejscu pracy i społeczeństwie, tkwi oczywiście ogromny potencjał. Ten film nie jest jednak w stanie skutecznie go wykorzystać (i nawet się nie stara). W zamian wybiera leniwą, najbardziej przewidywalną opcję, co tylko szarga nerwy widza. To również kino kiczowate, przestarzałe co najmniej o kilkadziesiąt lat i mocno w klimacie tanich komedii z lat zerowych. Wielka szkoda, bo temat odwrócenia ról płciowych i wzmocnienia pozycji kobiet zasługuje dziś na nieco poważniejsze spojrzenie – takie zaprezentowano chociażby w thrillerze „Pomocy” (dostępny w Disney+).

Innymi słowy: liczyliśmy na błyskotliwą komedię, która ośmiesza i uwypukla realne niesprawiedliwości i nierówności, z jakimi zmagają się kobiety, ale „Panie przodem” to zdecydowanie nie to. Możliwe jednak, że w innych rękach projekt ten mógłby stać się filmową perełką, która szczerze bawi, jednocześnie poruszając ważne kwestie dotyczące tego problemu. Netflix zaserwował nam jednak film, który bardziej niż na mówieniu o rzeczach istotnych, skupił się na kiepskich dowcipach o odwróceniu płci. Mimo to widzowie nie mogą mu się oprzeć. Ich opinie też są całkiem pozytywne: „Przyjemne kino. Ważne tematy podkręcone na maksa i podane w przystępny sposób”; „Mocno przekoloryzowana, lecz zabawna komedia, pokazująca szowinizm z nowej perspektywy. Film jest świeży i nieźle zagrany”; „To zaskakująco dobra odwrócona komedia ze świetną obsadą i ciekawym twistem”; „Twórcy poszli po całości i jest dosadnie, ale ze smakiem”.

Kto ma rację? My jak zwykle zachęcamy, aby obejrzeć i zdecydować osobiście.

„Panie przodem” obejrzeć można na Netflixie.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE