To, że nowy film Netflixa z Sachą Baronem Cohenem nie będzie arcydziełem, było do przewidzenia. Ostatecznie jest jednak o wiele gorzej niż się tego spodziewano. „Panie przodem” to bowiem komedia, która według założeń twórców miała z humorem zgłębiać społeczny seksizm, a ostatecznie stanowi jawną obrazę dla kobiet, mężczyzn, a nawet dzieci. Mimo to, widzowie masowo po nią sięgają, przez co tytuł zajmuje obecnie 2. miejsce wśród najchętniej oglądanych filmów serwisu.
Jeśli istnieje światowy rekord w liczbie powtórzeń jednego żartu w filmie, twórcy nowej komedii Netflixa powinni spodziewać się w najbliższym czasie wpisu do Księgi Guinnessa. „Panie przodem” opiera się bowiem na jednym żarcie polegającym na odwróceniu ról płciowych w stereotypowych sytuacjach – i powtarza go tak często, że widz ma dosyć już na starcie. Finalnie jest to więc komedia, w której jest zaskakująco mało komedii – pozbawiona humoru, ciekawych wątków fabularnych i przekonujących postaci. Rozczarowanie potęguje fakt, że film nie wnosi do tematu nic nowego, a do tego nieudolnie flirtuje z ważnym przesłaniem. A jednak widzowie oszaleli na jego punkcie...
Czytaj także: Kobiece i męskie – skąd się biorą stereotypy płci?
Damien Sachs (Sacha Baron Cohen, „Borat”) ma wszystko. Jest bogaty, wpływowy i właśnie przygotowuje się do objęcia stanowiska prezesa w dużej agencji reklamowej. Bohater obraca się więc w korporacyjnym środowisku zdominowanym przez mężczyzn, gdzie obraźliwe komentarze skierowane do kobiet są na porządku dziennym. Niepozorne uderzenie w głowę sprawia jednak, że Damien budzi się w świecie, w którym dynamika jest odwrócona o 180 stopni: kobiety rządzą światem, a mężczyźni muszą pracować dwa razy ciężej, żeby odnieść sukces. W tej zamianie ról, alternatywnej do naszej codzienności, to Alex Fox (Rosamund Pike, „Zaginiona dziewczyna”) jest „wielkim szefem” firmy i nie boi się poniżających uwag pod adresem Damiena i jego kolegów. Nasz bohater postanawia więc odnaleźć sposób na powrót do swojego świata, aby zmierzyć się ze swoim szowinizmem.
„Panie przodem” nie spełnia oczekiwań, ale i tak widzowie go pokochali. Wystarczyło kilka dni, aby został globalnym hitem
„Panie przodem” to przede wszystkim produkcja wtórna, i to nie tylko dlatego, że stanowi remake francuskiego hitu „Nie jestem łatwy”. Po pierwsze: to typowa historia w stylu „Opowieści wigilijnej”, w której niesympatyczny bohater uczy się na swoich błędach. Oszczędna fabuła nie stawia jednak przed nim żadnych ciekawych przeszkód i nawet zakończenie wydaje się boleśnie szablonowe. Film ma oczywiście swój humor, ale jak na komedię z wysokim konceptem jest to pozycja zaskakująco nudna i bez energii.
Czytaj także: Zamiana ról w kinie – przegląd najciekawszych filmów
Jeśli chodzi o główne role, wcielająca się w Alex Rosamund Pike absolutnie zasługuje na coś więcej. Choć aktorka podaje swoje kwestie w sposób godny pochwały, jej talent mocno się tu marnuje. Cohen natomiast może pocieszyć się, że ma swojej filmografii o wiele gorsze filmy (patrz: „Dyktator”). Satyryczny pazur filmu jest natomiast wyostrzony do maksimum. Komentarz na temat realnego seksizmu, który wciąż utrzymuje się w społeczeństwie, nie wykracza jednak poza tandetne gagi, takie jak to, że papież jest kobietą, mężczyźni biorą pigułki antykoncepcyjne, a Harry Potter zostaje przemianowany na Harriet.
W inteligentnej komedii, która wykorzystuje humor, aby skomentować nierówności, z jakimi borykają się kobiety w miejscu pracy i społeczeństwie, tkwi oczywiście ogromny potencjał. Ten film nie jest jednak w stanie skutecznie go wykorzystać (i nawet się nie stara). W zamian wybiera leniwą, najbardziej przewidywalną opcję, co tylko szarga nerwy widza. To również kino kiczowate, przestarzałe co najmniej o kilkadziesiąt lat i mocno w klimacie tanich komedii z lat zerowych. Wielka szkoda, bo temat odwrócenia ról płciowych i wzmocnienia pozycji kobiet zasługuje dziś na nieco poważniejsze spojrzenie – takie zaprezentowano chociażby w thrillerze „Pomocy” (dostępny w Disney+).
Innymi słowy: liczyliśmy na błyskotliwą komedię, która ośmiesza i uwypukla realne niesprawiedliwości i nierówności, z jakimi zmagają się kobiety, ale „Panie przodem” to zdecydowanie nie to. Możliwe jednak, że w innych rękach projekt ten mógłby stać się filmową perełką, która szczerze bawi, jednocześnie poruszając ważne kwestie dotyczące tego problemu. Netflix zaserwował nam jednak film, który bardziej niż na mówieniu o rzeczach istotnych, skupił się na kiepskich dowcipach o odwróceniu płci. Mimo to widzowie nie mogą mu się oprzeć. Ich opinie też są całkiem pozytywne: „Przyjemne kino. Ważne tematy podkręcone na maksa i podane w przystępny sposób”; „Mocno przekoloryzowana, lecz zabawna komedia, pokazująca szowinizm z nowej perspektywy. Film jest świeży i nieźle zagrany”; „To zaskakująco dobra odwrócona komedia ze świetną obsadą i ciekawym twistem”; „Twórcy poszli po całości i jest dosadnie, ale ze smakiem”.
Kto ma rację? My jak zwykle zachęcamy, aby obejrzeć i zdecydować osobiście.
„Panie przodem” obejrzeć można na Netflixie.