fbpx

Kaszmirowy szal – recenzja książki

"Kaszmirowy szal"
mat. prasowe

Kaszmir to jedno z najdroższych włókien na świecie. Jego cena wynika z kosztów produkcji – włókno kaszmirowe pozyskuje się poprzez ręczne wyczesywanie lub skubanie wełny, a jedna koza kaszmirska dostarcza rocznie tylko od pięćdziesięciu do dwustu gram wełny puchowej.

"Kaszmirowy szal"
mat. prasowe

Z włókna kaszmiru uzyskuje się wyjątkowo delikatne i lśniące wełny, wykorzystywane do tkania wyjątkowych szali czy tworzenia innych elementów odzieży. W świecie mody kaszmir to symbol luksusu, a ręcznie wykonywane z niego tkaniny uzyskują od setek lat zawrotne ceny. Kiedy w XVIII wieku kaszmirowe szale, zdobione orientalnymi wzorami, trafiły do Europy, podbiły serca wszystkich kobiet, ale tylko nieliczne mogły sobie pozwolić na ich posiadanie. Nieliczni też zdawali sobie sprawę, że wytworzenie takiego szala wymaga zazwyczaj kilku lat ciężkiej pracy tkacza i farbiarza z małej i biednej górskiej wioski..

Stolicą tych szali stał się niejako Kaszmir, od którego włókna wzięły nazwę. To właśnie między innymi w tym regionie, podzielonym pomiędzy Indie a Pakistan, toczy się akcja porywającej powieści „Kaszmirowy szal”, opublikowanej nakładem wydawnictwa Hachette. Dla Rosie Thomas to już kolejna pozycja w dorobku, ale – nie waham się użyć tego słowa – to pozycja chyba najlepsza. Choć autorka kojarzona jest z romansami, to najnowszą powieść nazwać należałoby raczej obyczajową, bowiem romantyczna przygoda stanowi tu istotny, ale nie najważniejszy element, ustępując miejsca podróży – i to nie tylko tej rozumianej dosłownie, ale również w jej metafizycznym, duchowym wymiarze. To doskonała pozycja dla wszystkich zagubionych osób, które wahają się pomiędzy koniecznością przystosowania się do powszechnie panujących reguł, a tym, by podążać własną drogą. To również dowód na to, że jesteśmy składową nie tylko naszych doświadczeń i przeżyć, ale również dokonań naszych przodków i ważne jest, aby o tym pamiętać. Może to stanowić źródło siły, ale też i inspiracji, zaś odkrywanie przeszłości, sekretów poprzednich pokoleń, może przynieść nam niejedną niespodziankę.

Tak właśnie było w przypadku Mair Ellis, która po śmierci ojca porządkuje rodzinny dom z zamiarem jego sprzedaży. W jednej ze starych komód, odziedziczonych jeszcze przez jej matkę, znajduje tajemnicze zawiniątko – przepiękny kaszmirowy szal, zdjęcie trzech nieznanych kobiet na tle jeziora oraz pukiel włosów. Rzeczy te należały prawdopodobnie jeszcze do jej babki. Ale w jaki sposób skromna kobieta, żona misjonarza, mogła wejść w posiadanie czegoś tak cennego, jak ręcznie tkany szal? Mair zdaje sobie sprawę z tego, że praktycznie nic nie wie o przeszłości swojej rodziny, jej matka zmarła bowiem zbyt wcześnie, by mogła odpowiedzieć na rodzące się pytania. Tym samym kobieta, której dotąd życie upływało na bezustannym poszukiwaniu siebie oraz wolności, nareszcie ma cel – pragnie zdobyć informacje na temat Nerys Watkins i spróbować odtworzyć jej drogę przez Indie.

Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży rodzinnego domu w Walii Mair udaje się do Indii, gdzie Evanowi Watkinsowi przed laty zaproponowano pracę w prezbiteriańskim ośrodku misyjnym. Podążamy wraz z bohaterką do Changathangu, Leh, a także do Śringaru, zaś każdy element podróży przynosi nowe elementy układanki, które składają się na coraz bardziej fascynującą postać jej babki – niezłomnej kobiety, która gotowa była z obowiązku i dobroci serca podążać za mężem nawet w najbardziej niedostępne rejony Indii, by nieść pomoc potrzebującym.

Równolegle z wydarzeniami rozgrywającymi się współcześnie, cofamy się do lat 40., kiedy to Nerys poznaje młodego duchownego Evana Watkinsa. Złączył ich Bóg, w którego oboje wierzyli, zaś wyjazd do Indii miał być jednym ze sposobów służenia Panu. Nigdy jednak nie sądziła, że przyjdzie jej żyć w tak trudnych warunkach, jak na przykład w Leh, gdzie małżeństwo obejmuje misję po zmarłym na czerwonkę pastorze. Mała górska wioska, odcięta od świata przez większą część roku, staje się prawdziwym wyzwaniem, podobnie jak bieda i głód tam panujące. Jednak to właśnie w Leh Nerys poznaje osobę, z którą połączy ją gorąca przyjaźń – Myrtle McMinn. Podróżuje ona wraz z mężem, inżynierem i myśliwym-pasjonatem i jest doskonałym przykładem kobiety nowoczesnej, wyzwolonej, która pali, przeklina, nosi spodnie i – w przeciwieństwie do Nerys – nie waha się zaspokajać swoich potrzeb, w tym również potrzeb seksualnych. Jako córka urzędnika indyjskiej służby cywilnej nie zna pojęcia biedy, co widać po jej wyjątkowym domu – barce w Śringarze.

W jaki sposób miłosna historia łączy się ze zdjęciem, włosami i kaszmirowym szalem? Na to pytanie odpowiedzi należy szukać na kartach książki, bowiem każda sugestia byłaby niepowetowaną stratą dla czytelnika. „Kaszmirowy szal” zabiera nas bowiem w podróż, którą trzeba odbyć samodzielnie. Podróż pełną trudu, nierzadko niebezpieczną, ale wzbogacającą wewnętrznie i pozwalającą odkryć inne światy i odmienne od naszej kultury. Rosie Thomas stworzyła całą plejadę postaci, nękanych namiętnościami, borykających się z problemami, dylematami, a to wszystko na tle cudownych, malowniczych, choć surowych górskich krajobrazów oraz toczącej się wojny. Tym sposobem najnowsza powieść autorki kojarzy się z tytułowym szalem – z jakością i wyjątkowym splotem, w którym zamiast delikatnych nici są słowa…

Recenzja pochodzi z portalu Granice.pl

?>