1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki
  4. >
  5. Opowieść o miłości, różnicach kulturowych i smakowaniu wolności - Anna Garwolińska i jej literacki debiut pełen emocji

Opowieść o miłości, różnicach kulturowych i smakowaniu wolności - Anna Garwolińska i jej literacki debiut pełen emocji

(Fot. Materiały prasowe)
(Fot. Materiały prasowe)
„Ugryzł mnie skorpion i padł”, literacki debiut Anny Garwolińskiej, to dwie nowele o miłości, codzienności i świecie, który w latach 90. i 2000. gwałtownie zmieniał swoje granice. To opowieść o czasie wielkich przemian, emigracyjnych marzeń, zderzeń kultur i intensywnych emocji, w którym nic nie było oczywiste, a wszystko wydawało się możliwe. Autorka z humorem, czułością i ironią portretuje międzykulturowe związki, namiętności, różnice językowe oraz granice cierpliwości, nie oferując prostych recept ani morałów. Zamiast tego daje czytelnikom prawdziwe życie: pełne chaosu, śmiechu, goryczy i miłości, która bywa niepokorna, nieoczywista i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Ta książka to prawdziwy emocjonalny rollercoaster od którego nie da się oderwać.

Tę książkę napisałam z przekonania, że początki transformacji i narodziny nowego państwa były darem, który nie trafia się wielu pokoleniom. Wierzyłam – i nadal wierzę – że kiedyś będziemy o nich mówić jak o latach dwudziestych ubiegłego wieku: z mieszaniną zachwytu, bezczelnej odwagi i lekkiego szaleństwa. Bo stawianie wszystkiego od początku to zajęcie trochę dla wariatów, trochę dla ideologów, a trochę dla straceńców. My – ku własnemu zaskoczeniu – okazaliśmy się każdym z nich.

Towarzyszyły nam emocje, do których nie zawsze wypadało się przyznać. Fascynacje, których bywało wstyd. Zachłyśnięcie światem, który nagle otworzył drzwi – szeroko, bez instrukcji obsługi i bez gwarancji zwrotu. Była w tym naiwność, była pycha, było poczucie, że właśnie teraz pisze się historia, a my – zamiast grzecznie stać z boku – wskoczyliśmy na scenę. I ta cicha, uparta nadzieja, że wszystko jednak jakoś się ułoży. Wbrew logice, wbrew doświadczeniu – nie zawiodła.

Zderzenie ludzi wychowanych w socjalizmie z tymi, którzy przyjeżdżali do nas czasem z misją, a czasem jak konkwista, bywało bolesne i komiczne jednocześnie. Nie wszystko było dla nas oczywiste. Wolny rynek nie miał polskiej instrukcji, a słowo „networking” długo kojarzyło się bardziej z elektryką niż z relacjami. Uczyliśmy się jednak szybko. Czasem metodą prób i błędów, a czasem – spektakularnych błędów, o których dziś opowiadamy przy winie.

Do napisania książki namawiano mnie od lat. Odpowiadałam, że jeszcze nie czas. Moja profesorka z filmówki, Maria Kaniewska, powtarzała, że trzeba się „nażyć”, żeby mieć coś do przekazania. Wzięłam to sobie do serca aż nazbyt dosłownie. Żyłam więc intensywnie, czasem zbyt intensywnie. Zbierałam perełki zdarzeń, dialogi, anegdoty. Notowałam je w zeszytach, żeby nie umknęły – bo pamięć bywa wybiórcza, a życie, gdy tylko przestaniemy udawać, że wszystko kontrolujemy, okazuje się wybitnym scenarzystą.

Dziś, kiedy żyjemy w kraju przyfrontowym, a rozmowy młodych coraz częściej krążą wokół trudności i zagrożeń, chciałam przypomnieć, że nas nikt nie przygotował na zmiany, które zafundowała nam historia. Nie było podręcznika do wolności. Było za to przekonanie: jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie my, to kto? I była gotowość, by zapłacić cenę – choć nikt nie wiedział, ile dokładnie wynosi rachunek.

Moja babcia, łączniczka Armii Krajowej, powtarzała mi, że jedyne, czego nikt nie jest w stanie nam odebrać, to wspomnienia. „Żyj tak, dziecko, żeby mieć ich dużo” – mówiła. Mama z kolei żartowała, że wszystkie swoje siwe włosy zawdzięcza temu, jak kolorowo żyłam.

Ja życzę czytelniczkom i czytelnikom, by przygody ich nie omijały. By nawet w deszczu potrafili szukać słońca. Bo historia i tak zrobi swoje. Pytanie tylko, czy pozwolimy jej nas ugryźć – czy sami nauczymy się żądlić.

Anna Garwolińska (Fot. Piotr Małecki) Anna Garwolińska (Fot. Piotr Małecki)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email