Jesienią, gdy dni stają się coraz krótsze, a wieczory sprzyjają opowieściom z dreszczykiem, chętniej zaglądamy do świata dawnych wierzeń i ludowych legend. Zwłaszcza w okolicach Halloween i Wszystkich Świętych, kiedy łatwiej uwierzyć, że granica między światem żywych a umarłych staje się nieco cieńsza. Jeśli masz ochotę na lekturę z nutą grozy i baśniowym klimatem, te pięć książek może być idealnym wyborem.
W Capówce nie każde nieszczęście da się wytłumaczyć pechem, a po zmroku lepiej uważać, dokąd prowadzą leśne ścieżki. Na bagnach czyha dziecko o twarzy starca, strzygoń wychodzi na krwawy żer, a mieszkańców coraz częściej niepokoją siły nieczyste. Na szczęście nad wsią czuwa stara Słaboniowa. Zna sposoby na diabelskie sztuczki, potrafi pomóc sąsiadom i niełatwo wyprowadzić ją w pole – niezależnie od tego, czy ma do czynienia z człowiekiem, czy z demonem.
Joanna Łańcucka w kilku splecionych ze sobą opowieściach sięga po ludowe wierzenia i podania, tworząc historię pełną mroku i osobliwego humoru. Niesamowitość wkrada się tu między sąsiedzkie sprawy, a za niejednym nadprzyrodzonym zagrożeniem stoją ludzkie występki. Jeśli lubisz wiejskie tajemnice i opowieści, które wywołują ciarki na plecach, zajrzyj do Capówki – najlepiej z bezpiecznej odległości własnego fotela.
(Fot. materiały prasowe)
Gosia Brzózka nie przepada za naturą, nie wierzy w przesądy i zdecydowanie woli antybiotyki od ziół. Nic więc dziwnego, że obowiązkowe praktyki u wiejskiej szeptuchy Baby Jagi uważa za kiepski żart. Sęk w tym, że w tym świecie słowiańscy bogowie wciąż mają się dobrze, demony nie są jedynie bohaterami legend, a las potrafi skrywać znacznie więcej niż kilka kleszczy.
Katarzyna Berenika Miszczuk przenosi nas do alternatywnej wersji współczesnej Polski, w której Mieszko I nie przyjął chrztu, a dawne wierzenia nadal są częścią codzienności. Nie brakuje tu magii, humoru ani miłosnych perypetii, a wszystko to otula barwny klimat słowiańskich obrzędów i tradycji. „Szeptucha” – pierwszy tom cyklu „Kwiat paproci” – to świetna propozycja dla tych, którzy lubią fantastykę z przymrużeniem oka i chętnie przekonaliby się, jak wyglądałby nasz kraj, gdyby historia potoczyła się zupełnie inaczej.
(Fot. materiały prasowe)
Na dalekiej Rusi zima potrafi ciągnąć się miesiącami, a długie wieczory najlepiej spędza się przy piecu, słuchając opowieści. Wasilisa szczególnie lubi te o duchach i demonach, zwłaszcza bajkę o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Rosjanie się go boją, gdyż zabiera zbłąkane dusze. Szanują za to duchy chroniące ich domostwa przed złem. Kiedy jednak nowa żona ojca Wasi, Anna, zakazuje rodzinie składać im ofiary, w okolicy zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Wkrótce Wasia będzie musiała wykorzystać swoje niezwykłe, do tej pory skrywane zdolności, by obronić bliskich przed nadciągającym zagrożeniem.
Katherine Arden zabiera czytelników do świata inspirowanego rosyjskim folklorem, w którym magia splata się z codziennością, a zimowy krajobraz staje się tłem dla coraz bardziej niepokojących wydarzeń. To historia o odwadze, rodzinnych więziach i dziewczynie, która nie zamierza rezygnować z własnej drogi tylko dlatego, że inni mają wobec niej inne plany. Niespieszny rytm, nuta grozy i baśniowa atmosfera sprawiają, że w tej opowieści można zanurzyć się na długie godziny bez wyrzutów sumienia. Zwłaszcza gdy pogoda nie rozpieszcza.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Te książki są jak bajki dla dorosłych. 5 tytułów idealnych na długie wieczory
W pewnej wiosce od pokoleń obowiązuje okrutny zwyczaj. Pierwszego dnia lata mieszkańcy wybierają dziewczynkę, która ma zostać wysłana do lasu. Nie tę najładniejszą ani najbardziej utalentowaną, lecz tę, której nikt nie chce – nawet jej rodzice. Dziewczynkę ubiera się w czerwoną pelerynę i posyła na spotkanie z tajemniczą istotą, o której lepiej nie mówić głośno. Tak rodzi się kolejna historia Czerwonego Kapturka… choć tym razem nie będzie to opowieść, którą znamy z dzieciństwa.
W „Czerwonej baśni” baśniowe motywy i ludowe wyobrażenia splatają się w historię niepokojącą i daleką od cukierkowych opowieści. Znane motywy nabierają tu nowego znaczenia, a spod magicznej warstwy wyłaniają się trudne emocje i niewygodne prawdy. Czerwona peleryna nie jest już niewinnym rekwizytem z dziecięcej bajki, lecz zapowiedzią losu, którego nikt nie powinien doświadczać.
(Fot. materiały prasowe)
„Baśń o wężowym sercu” opowiada na nowo historię Jakóba Szeli, przywódcy rabacji galicyjskiej z 1846 roku. Zanim jednak dojdzie do krwawego buntu, poznajemy młodego Kóbę, który dorasta w świecie pańszczyzny, przemocy i ogromnych nierówności społecznych. Jego losy splatają się z historiami innych mieszkańców Galicji, a rzeczywistość, w której żyją, przenika się ze światem ludowych wierzeń, legend i magii. Jest miłość Żydówki Chany, zauroczenie zmysłową Malwą, pański bat i wreszcie krwawa rabacja. W tej opowieści historia stopniowo obrasta legendą, a granica między prawdą a autorską fantazją zaczyna się zacierać.
Radek Rak tworzy własną mitologię Galicji, czerpiąc zarówno z historii, jak i z legend, które przez lata narosły wokół postaci chłopskiego przywódcy. Nie jest to typowa powieść historyczna, lecz baśniowa opowieść pełna ironii, humoru i mroku. Autor przygląda się nierównościom społecznym, krzywdzie i naturze człowieka, nie tracąc przy tym z oczu niezwykłości ludowych podań. To wszystko sprawia, że „Baśń o wężowym sercu” wymyka się prostym podziałom i momentami potrafi zaskoczyć bardziej niż najśmielsza fantazja.
(Fot. materiały prasowe)