Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Post scriptum

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Mikołaj imion wiele ma

Wypada mi jeszcze kilka słów dopisać odnośnie ostatniego felietonu, bo sprawa „Kołysanki dla wisielca” się nie skończyła. Więcej, „Kołysanka” się rozpędza.
Na spotkania autorskie przychodzą różni ludzie, a kiedy wydawca postawi kilka win, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że uczestnicy przestaną się wstydzić, języki im się rozwiążą i zaczną zadawać pytania. Tak właśnie było podczas spotkania w Bratysławie. W pewnym momencie głos zabrał mężczyzna, który w dłoniach trzymał papier toaletowy. Zanim się określił, rozwinął trochę z rolki i wytarł czoło oraz usta. Zadał dwa pytania. Pierwsze brzmiało następująco: czy napisze pan powieść o papieżu Janie Pawle II? Drugie pytanie też dotyczyło napisania powieści, ale o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Nie sądziłem, że słowackie menelstwo tak żywo interesuje się polskimi tragediami. Trzeba było jakoś z sytuacji wybrnąć, więc grzecznie odpowiedziałem na pytania. „Człowiek toaletowy” nie był zadowolony z odpowiedzi, lecz inne, wyzwalające pisarza w opałach, dłonie się podniosły. Co pan myśli o polskim jedzeniu, i czy Polacy dalej kradną? Chodziło, jak się potem okazało, o afery, o których nie miałem zielonego pojęcia. Ponoć sprzedaliśmy Słowakom sól do posypywania dróg, jako sól kuchenną, i coś jeszcze, ale już teraz nie pamiętam. Co się tyczy złodziejstwa, to wszędzie kradną. Mnie na przykład pierwszy raz w życiu okradziono właśnie w Bratysławie – ripostowałem. Dzięki Bogu, po pytaniach religijno-katastroficznych-spożywczych i złodziejskich, zaczęły się te, dotyczące książki, przekładu. Kilka fragmentów przeczytał, wspomniany w poprzednim felietonie, Robert Roth.

Ludzie dopili wino, zjedli kanapki, trochę podpisów na sam koniec złożyłem i rozeszliśmy się do domów, hoteli, barów. W kilka dni po spotkaniu moją głowę nawiedziły pytania, pomysły i inne rzeczy, które utrudniają sen. Pomyślałem, że jeśli ten Robert tak świetnie czyta, tak przekonująco, jest takim charyzmatycznym aktorem, to może napisałbym dla niego monodram na podstawie noweli? Może to nie jest zły pomysł? I już chciałem dzwonić do ludzi, którzy mogliby udostępnić mi jego numer telefonu, gdy mój telefon zadzwonił. Po drugiej stronie kabla był Robert. Mówił, że ma takie różne napady (pomysły) i myszlenki (przemyślenia) i czy mógłbym napisać dla niego monodram? W przypadki nie wierzę. A teraz uwierzyć mi przyszło w telepatię. Czy dojdzie do wystawienia monodramu na podstawie „Kołysanki”? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że się uda.

Tydzień temu Robert przyjechał do mnie, do Wiednia. Rozmawialiśmy, ustalaliśmy pewne sprawy dotyczące tekstu, bo ja teraz też potrafiłem zwerbalizować swoje napady i myszlenki. Może nam się uda, a może nie. Coś jednak zaczęło wisieć w powietrzu. Czuję, że noc wielka się zbliża. Życzę i sobie i Państwu spokojnych Świąt. Spełnienia świetnych pomysłów. I wiosny w sercach (tej za oknem również).

A tu: Od czego się ta historia zaczęła

ZAMÓW

E-WYDANIE

 

 

?>