Monika Olejnik: Nie opuszcza mnie niepewność

Fot. Piotr Porębski/Metaluna

Jako dziennikarka śledcza nie zna litości, a w swoich politycznych felietonach w „Gazecie Wyborczej” używa skalpela i brzytwy. Ci, którzy ją lepiej znają, mówią, że ma dobre serce. Monika Olejnik niechętnie odpowiada na pytania. Cały czas poszukuje sensu życia, nowych pomysłów, pasji i przyjaźni. Ciągle biegnie. Bieg nie jest dla niej ucieczką, tylko przyjemnością.

Fot. Piotr Porębski/Metaluna/więcej w galerii

Zazdroszczę ci…

Zazdrościsz? Czego?

A choćby kolekcji szpilek, ludzie mówią, że masz 500 par, a ja ani jednej. Jak komuś szpilką nadepniesz na odcisk, to te buty od razu ci wypomina…

Najlepiej boso, ale w ostrogach. Uwielbiam szpilki, ale nie mam 500 par. Zakładam je tylko do telewizji, nie da się cały czas chodzić na wysokim obcasie. Doceniam buty, które bywają artystycznym dziełem wyobraźni projektantów. Na szczęście szpilki nie są i nie będą sensem mojego życia.

Rzeczywiście, patrzę, jesteś teraz zupełnie „płasko”…

Lubię się bawić butami, ale szkoda mi czasu na myślenie o długości obcasów. Kiedyś, gdy zaprosiłam do „Kropki nad i” Zdzisława Kręcinę, jednego z działaczy PZPN, wszystkie koleżanki prosiły, żebym założyła wysokie, czerwone szpilki..

Miał chłopak szczęście…

Szpilki mają coś w sobie, są sexy. Przykuwają uwagę. Nawet wysokie kobiety w szpilkach wyglądają zupełnie inaczej niż w płaskich butach.

To oszustwo, ale faceci lubią być trochę oszukiwani.

Lubią myśleć, że są uwodzeni. I ta gra toczy się od pokoleń, niezależnie od tego, jaka była moda. Szpilki są niepraktyczne, ale sam Christian Louboutin mówi, że nie zniósłby, gdyby ktoś spojrzał na jego projekt i wykrzyknął: „O mój Boże, jakie wygodne buty!”.

Interesują mnie jednak inne szpilki, te, którymi przekłuwasz serca i wątroby swoich rozmówców.

Rzeczywiście, z niektórych w studiu uchodzi powietrze [śmiech]. Choć nikogo jeszcze nie zamordowałam.

Zobacz: szpilki ażurowe

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »