fbpx

7 smaków Magdaleny Schejbal

7 smaków Magdaleny Schejbal
fot. Zygmunt Drużbicki

 

Magdalena Schejbal. Jeśli można połączyć mocny konkret i wielki romantyzm w jedno, to właśnie ona. Nienasycona, zaskakująca. Dziewczyna i chłopak.

 

NIJAKI A jest taki smak? Chyba nie. Wszystko jest jakieś. Albo coś mi smakuje, albo nie, ktoś mi się podoba lub nie. Nijakość kojarzy mi się trochę z bylejakością. Niebezpieczną i bezbarwną. Nijaki ma w sobie nutę lekceważenia.

MDŁY Kojarzy mi się z niskim ciśnieniem, bo wtedy czuję się właśnie mdło. Beznadziejnie, mało bezpiecznie. Pochmurna pogoda, ciężkie, zwaliste dni, kiedy niebo wisi nad głową, a nogi nie chcą chodzić. Czuję się rozmyta. Jak z piosenki Fisza: „Rozmyty chodzę niewyraźnie po omacku, nasłuchując
trzasku z winylowej płyty…”.

SŁONY Łzy!!! Słone łzy, słona zapłata, nastrój, chwila, ból. Zawsze wydawało mi się to zbyt poetyckie i za bardzo rozbuchane. Jednak był kiedyś taki moment, gdy naprawdę poczułam ten stan. Z oczu spadały mi ciężkie łzy, jedna po drugiej ciekły po policzku. Pojedyncze, potwornie słone.

GORZKI Okrzyk weselny: „Gorzko, gorzko!”, zawsze mnie zastanawiał. Dlaczego ludzie krzyczą: „gorzko”? Z doświadczenia wiem, że całowanie jest raczej przyjemne, słodkie, czasem słone, momentami pikantne, ale gorzkie? Może ci ludzie krzyczą tak na przekór? Może chcą w ten sposób odpędzić od miłości złe demony? Tak czy inaczej nie rozumiem tego zwyczaju, ale samej zdarza mi się krzyczeć: „Gorzko, gorzko!”. Może to kwestia tradycji.

PIKANTNY Smak przygody. Wakacje. Bardzo intensywne kolory, smaki, ciężkie, upalne powietrze, gorące lato, noc przenika się z dniem. Możemy nie spać 24 godziny, a potem je sobie spokojnie odsypiać. Pikantny to taki szalony, zawirowany rytm życia bez pracy, obowiązków i codzienności, która zaprząta głowę. Wtedy pojawia się przyjemna adrenalina i takie coś, co człowieka niesie do podróży, nowych ludzi i sytuacji.

SŁODKI Mój pies Bruno. Zawsze potwornie uśmiechnięty. Gdy wchodzę do domu, nieważne, w jakim humorze, Bruno wylatuje, skacze pod sufit i odbija się od wszystkich ścian. Wtedy właśnie jest słodki. Najsłodszy na świecie jest też, gdy wie, że zawinił, bo np. pogryzł mój długopis. Wtedy robi przesłodką cierpiętniczą minę. Doskonale wyczuwa również mój zły humor i mógłby się wtedy na mnie obrazić, a nigdy tego nie robi. Zawsze jest pocieszycielem. To mój terapeuta. Daje mi rozbrajające poczucie bezwarunkowej
miłości. Bardzo liczę na to, że jest taki nie tylko dlatego, że go karmię i wychodzę z nim na spacerki. Teraz właśnie demoluje moje łóżko. Znowu się zaczyna…

KWAŚNY Mam taki jeden grymas, którego u siebie nie znoszę. Znam go bardzo dobrze, takie muchy w nosie. To naprawdę potworna mina. Jest kilka bliskich mi osób, które dobrze wiedzą, o czym teraz mówię… Przepraszam, wiem, że to nieprzyjemne. Bardzo wtedy siebie nie lubię. Staram się więc jak najrzadziej nosić tę minę i się kontrolować. Czasem wyłapuję ją na jakimś swoim zdjęciu i zastanawiam się, co ja takiego musiałam wtedy myśleć, że wyglądam aż tak kwaśno.