Sonia Bohosiewicz – Urok kobiety seksownej

Krzysztof Opaliński

Jakże zmysłowa jest wiara w siebie! Sonia Bohosiewicz, aktorka filmowa i teatralna, zdradza Mai Jaszewskiej, dlaczego kocha swoje ciało i nie chce się wyzbywać wstydu.
– Czy nie wstydzi się pani rozmawiać o seksie?

– To zależy z kim. We własnej sypialni taka rozmowa zupełnie mnie nie krępuje, ale teraz jestem spięta i obawiam się pytań, które mi pani zada. Na szczęście w każdej chwili mogę odmówić odpowiedzi…Nie chciałabym afiszować się z wynurzeniami na temat mojego życia erotycznego. I tak już oddaję ludziom wiele z mojej prywatności. Obnażam na ekranie swoje przeżycia i wzruszenia. Chociaż kilka obszarów chcę zachować dla siebie – mój dom, moje relacje z mężem i synem, no i moje życie seksualne.

– A zgodzi się pani opowiedzieć o swoich poglądach na temat seksu?

– Tak, o tym mogę rozmawiać, ponieważ to nie narusza granic mojej intymności.

– Czy uważa pani, że warto o tym rozmawiać?

– Przejrzałam magazyn „Sens” i widzę, że to mądre pismo. Zgodziłam się więc na tę rozmowę, przeczuwając, że może być sensowna, a nie sensacyjna. Ale dlaczego akurat ze mną chcecie poruszyć ten temat? Nie jestem żadnym ekspertem, by ludziom radzić czy ich edukować w tym względzie. Chyba jedyną postawą, którą mogłabym propagować, jest tolerancja.

– Poprosiliśmy panią o rozmowę, bo jest pani bardzo seksowną kobietą i sprawia wrażenie odważnej.

– Postaram się więc sprostać temu wyobrażeniu…

– Uważa się pani za osobę tolerancyjną w kwestiach erotyzmu?

– Duże wrażenie zrobił na mnie kiedyś film telewizyjny „Seks dzikich zwierząt” emitowany na kanale National Geographic. Okazuje się, że w świecie zwierząt można znaleźć zachowania seksualne wszelkiej maści – od masturbacji i homoseksualizmu do kazirodztwa i prostytucji. Konkluzja filmu jest taka: jeśli za anomalię przyjąć coś, co występuje najrzadziej, to jest nią… monogamia! Wśród zwierząt to największe zboczenie. Nie namawiam do poligamii czy prostytucji, ale warto pamiętać, że nawet zachowania seksualne ludzi są bardzo różnie oceniane. To, co w jednych społeczeństwach jest kategorycznie odrzucone, w innych jest normą. Natura nie zna ograniczeń, to kultura wprowadza normy moralne i restrykcje. Kiedy dostałam rolę lesbijki w serialu „39 i pół”, na jednej z pierwszych konferencji prasowych dziennikarze zapytali mnie, czy się nie obawiam odium ze strony publiczności… Oto poziom tolerancji w naszym kraju.

– Jaką rolę w pani aktorstwie odgrywa poczucie własnej seksualności?

– Nie jestem w stanie pracować, jeśli czuję się nieszczęśliwa. Dopiero zadowolona, spełniona jako kobieta – a seksualność odgrywa tu szczególną rolę – mam na tyle pewności siebie i siły, że mogę być kreatywna i czerpać ze swojej wyobraźni. Stres i brak poczucia bezpieczeństwa blokują moje ciało i umysł. Grając w takim stanie, czuję się, jakbym dotykała skostniałymi palcami strun nienastrojonej gitary.

– Kiedy czuje się pani najbardziej seksowna?

– Potrzebuję do tego przede wszystkim akceptacji i miłości bliskiej mi osoby. Mogłabym być najcudowniejszą kobietą pod słońcem, o idealnych wymiarach, ale jeśli w oczach mojego męża nie widziałabym zauroczenia, czułabym się źle. To miłosne spojrzenie daje mi poczucie bezpieczeństwa i umożliwia bliskość we wszystkich obszarach. Kiedy ufam, mogę się otworzyć, rozkwitam. Ważne jest też, jak czuję się we własnym ciele. Niedawno przeszłam przez ciążę i połóg, teraz dochodzę do jako takiej formy fizycznej. Mój mąż na każdym z tych etapów dawał i daje mi bardzo dużo tak potrzebnej akceptacji, ale ważna jest też moja własna pozytywna samoocena. Tuż po porodzie, kiedy nie byłam zadowolona ze swojego wyglądu, to nawet zapewnienia męża, że mu się podobam, nie czyniły lata stulecia. Ale zrobiło się dzięki nim przedwiośnie.

– Czyli dla nas, kobiet, to nie tylko pożądanie?
Oczywiście, że nie. Seks i erotyzm to dla nas konstelacja wielu uczuć, wrażeń i potrzeb. Dopóki nie czujemy się bezpieczne, dopóki nie zaufamy, dopóty nie wyzwolą się w nas. Wiele się ostatnio mówi o seksualnych technikach i gadżetach. Nie sadzę jednak, żeby to miało aż tak wielkie znaczenie. Jestem w stanie wyobrazić sobie pary, które odbywają stosunek zawsze w tej samej pozycji i przynosi im to wiele radości i spełnienia. Erotyzm jest, moim zdaniem, ukryty w bliskości i porozumieniu, a nie w ekscentrycznych pozycjach seksualnych. Nie wyobrażam sobie bliskości fizycznej w stanie wojny między partnerami. Akt zbliżenia to nie walka, a łóżko nie ring.

– Czy kobieta zawsze powinna być perfekcyjnie zadbana?

– Niektórzy są zdania, że istnieje niekończąca się lista rzeczy, których kobiecie pod żadnym pozorem nie wolno robić przy mężczyźnie, bo natychmiast przestanie być dla niego atrakcyjna. Znam panie, które po obudzeniu przemykają do łazienki, skąd wychodzą już pachnące i w pełnym makijażu. Podziwiam samozaparcie, ale takiej filozofii związku nie zazdroszczę.
Pierwsze randki to taniec godowy, w tym czasie chcemy być najpiękniejsi i najmądrzejsi. Ale na dłuższą metę nie wyobrażam sobie nieustannego odgrywania roli demona seksu, któremu nigdy się nie zetrze szminka i nie naruszy doskonale ułożona fryzura. Staram się tańczyć przed moim mężem, ale w innym, bardziej przenośnym znaczeniu. Robię mu niespodzianki, staram się pamiętać o tym, co lubi i co mu się podoba. Dbam o jego zdrowie. Na początku naszego związku mieliśmy dość trudne doświadczenie. Po trzech miesiącach bycia razem, kiedy jeszcze nie skończył się nasz okres tańca godowego, mój ukochany nieszczęśliwie złamał obie ręce. Nietrudno sobie wyobrazić, jak się wtedy funkcjonuje! Był całkowicie zdany na moją opiekę i pomoc, dosłownie we wszystkim, przez 24 godziny na dobę. Na szczęście, mam bardzo luźny stosunek do wszystkich aspektów cielesności, więc ta opieka w żaden sposób mnie nie krępowała. Poczucie humoru pozwalało nam oswoić różne niezręczności. To był dla nas wielki sprawdzian. Ale nie miałam ani chwili wątpliwości, że go zdamy, ponieważ pokochałam człowieka z krwi i kości. Nie tylko to, co w nim silne i imponujące, ale także jego chwile słabości i ograniczenia.

– Lubi pani swoje ciało?

– Uwielbiam. Bardzo jestem z niego zadowolona i wdzięczna Bogu, że dał mi tyle ładnych rzeczy. Oczywiście, trochę bym je udoskonaliła, ale generalnie nie narzekam.

– Jakie kobiety są według pani seksowne?

– Nie miewiam fantazji erotycznych związanych z kobietami. Obraz takiego zbliżenia jest dla mnie kompletnie aseksualny. Dlatego muszę sobie wyobrazić kobiety, które mogą pociągać mężczyzn. Wydaje mi się, że są to osoby inteligentne i z bogatą wyobraźnią. Seksowne może być wyuzdanie, ale nie należy go mylić z ordynarnością. Bardziej kojarzy mi się z inteligentną prowokacją, pewnego rodzaju wyrafinowaniem. Jeśli nawet zawiera w sobie element wulgarności, to świadomej i celowej. Dzięki temu pojawia się rodzaj erotycznej gry. Kobieta zmysłowa potrafi niespodziewanie wyjść poza swoje codzienne ramy. Na przykład pojechać po męża na lotnisko nago, w samym futrze i szpilkach. I nie przeszkadza jej fakt, że w domu została trójka dzieci, a ona sama prowadzi kancelarię prawną. Ale na tym lotnisku nie może drżeć z niepokoju i wstydu, czy spodoba się swojemu mężczyźnie i czy przypadkiem się nie wygłupiła. Taka kobieta powinna robić coś szalonego z pełnym przekonaniem i wiarą w swoją atrakcyjność. To właśnie wydaje mi się bardzo seksowne.

– A seksowni mężczyźni?

– Nie podobają mi się mężczyźni, których jest w stanie zauroczyć byle durnota, bo ładna i ma zgrabne ciało. Taki facet automatycznie przestaje być dla mnie interesujący. Nie powiem nic oryginalnego, ale naprawdę najbardziej pociąga mnie męski intelekt. Jeśli ktoś jest inteligentny, to ma poczucie humoru, a ono warunkuje wiele wspaniałych cech. Człowiek z humorem jest otwarty na świat, życzliwy ludziom, ma dystans do siebie, dzięki czemu nie jest zaciętym gburem.

– Skąd w okresie dorastania czerpała pani odpowiedzi na swoje pytania dotyczące seksu?

– Dzięki mojemu tacie, jako jedni z pierwszych na osiedlu, mieliśmy w domu video. Szybko odkryłam, gdzie są schowane kasety dla dorosłych i prowadziłam wśród rówieśniczek edukację seksualną zakrojoną na szeroką skalę. Byle czego nie oglądałyśmy – pamiętam, że wśród filmów była między innymi Kamasutra. Koleżanki przychodziły do mnie bardzo chętnie, ale filmy mogłyśmy oglądać tylko do godziny piętnastej, bo wtedy właśnie moja mama wracała z pracy.

Drugim źródłem wiedzy seksualnej, które przyprawiało mnie o rumieńce, ale zaglądałam do niego często i chętnie – był głęboko schowany za książkami album z rysunkami Andrzeja Mleczki. Oglądałam go w nocy przy latarce. Moja mama dziwiła się, dlaczego kartki tej książki mają coraz bardziej pozaginane rogi. Na tych rysunkach było wszystko. Kto? Jak? Komu i gdzie? To było takie sprośne, ale jednocześnie nieodparcie śmieszne. Oczywiście ten album również pokazywałam swoim koleżankom. Kiedy jednak chciałam zapytać o coś naprawdę poważnego i konkretnego, dotyczącego spraw fizjologicznych, zwracałam się z tym do mamy. Byłam z nią na tyle blisko, że w takich momentach potrafiłam przełamać wstyd.

– Moja córka też znalazła album Mleczki w naszym domu, ale była bardzo oburzona, jak mogłam kupić coś tak niestosownego…

– No tak, dla dziecka rodzice to przede wszystkim ciepło i bezpieczeństwo, a nie frywolne żarty. Nie przypominam sobie, czy ja byłam oburzona na moich rodziców za to, że mają kasety z erotycznymi filmami i ten album. Ale pamiętam, że kiedyś zobaczyłam ich, jak się namiętnie całowali. Z jednej strony byłam bardzo zawstydzona, że robią coś takiego, z drugiej zaś – ten widok napełnił mnie radością, ponieważ był potwierdzeniem, że oni się kochają. Poczułam wtedy ciepło i bezpieczeństwo.

– Czy uważa pani, że edukacja seksualna w szkołach jest potrzebna?

– Obawiam się takiej edukacji. Nie wyobrażam sobie, żeby obca osoba, nawet najlepiej przygotowana merytorycznie, wchodziła w delikatny i intymny obszar życia mojego dziecka. Nie miałabym pewności, czy wystarczy jej taktu i wyczucia. Poza tym rozmowa na takie tematy wymaga odpowiedniej sytuacji. Mówienie o życiu seksualnym w klasie na lekcji, w narzuconym gronie osób, odbiera temu tematowi tak potrzebny indywidualny wymiar i intymność. Wszystko robi się wtedy nazbyt techniczne i bezosobowe. Nie lubię publicznego obnażania tej sfery. Dlatego nie podoba mi się przaśny pomysł koedukacyjnych saun, tak popularnych chociażby w Niemczech. Nie mam ochoty patrzeć na cudze genitalia i narażać moje dziecko na taki widok. To samo dotyczy zresztą edukacji etycznej czy religijnej. Nie chcę, żeby ktoś obcy kształtował poglądy i wyobrażenia mojego syna w tak subtelnych kwestiach, bo może mu tym wyrządzić krzywdę.

– Wstyd jest nam do czegoś potrzebny czy tylko nas blokuje?

– Jest niezbędny! Gdyby nasza seksualność była dla każdego na wyciągnięcie ręki, nie byłoby możliwości darowania jej jako czegoś najbardziej wyjątkowego kochanej i wybranej osobie. Jeżeli się wyzbędziemy wstydu, to czymże będzie ten akt najgłębszego otwarcia w miłości? Pozbywając się go, pozbywamy się tego, co niepowtarzalne i jedyne między dwojgiem kochających się ludzi. Przeczytałam ostatnio o czymś, co mnie przeraziło. Jakiś nastolatek onanizował się, sfilmował to i zamieścił na YouTube. Nie mniej patologiczne było to, że jego rówieśnicy uważali tę sytuację za bardzo zabawną i całkiem oczywistą. Mam nadzieję, że takie zachowania pozostaną jednak w granicach patologii, a wstyd i potrzeba intymności w życiu seksualnym obronią się.

– Jaki jest pani stosunek do pornografii?

– Trzeba robić wszystko, by uchronić przed nią dzieci i młodzież. Na niedojrzałą psychikę ma rujnujący wpływ. Całkowicie wypacza wyobrażenia o seksie, ciele i relacji między kobietą a mężczyzną. Dowiedziałam się niedawno, że młode dziewczyny masowo robią sobie operacje plastyczne miejsc intymnych, żeby wyglądały tak jak u gwiazd porno. Tego bowiem oczekują młodzi chłopcy. To jakiś koszmar! Jest taki brytyjski program poświęcony temu problemowi. Bardzo chętnie poprowadziłabym jego polski odpowiednik. Jeśli natomiast chodzi o dorosłych, nie mam nic przeciwko temu, żeby pornografia urozmaicała ich życie erotyczne.

– Kultura masowa przesycona jest seksem…

– Nawet reklama lodów czy czekolady musi się posłużyć nagością i erotycznymi aluzjami. Oczywiście, seks to najskuteczniejszy wabik, więc najłatwiej skorzystać właśnie z niego. Ale w jakiej roli ustawia to kobietę?! Robi się z niej przedmiot użytkowy. Właśnie o tym robimy z Łukaszem Palkowskim komedię pt. „Wojna żeńsko-męska” na podstawie prozy Hanny Samson. Mężczyzna może być atrakcyjny nawet jak się zestarzeje. Ale kobieta jest atrakcyjna tak długo, jak długo uważana jest za seksowną. Tak jakby jej istnienie sprowadzało się tylko do erotyki.

– Niektórzy twierdzą, że dopiero urodzenie syna daje pełnię kobiecości. Zgadza się pani z tym?

– Bardzo chciałam mieć syna. A teraz pragnę urodzić córkę. I myślę, że właśnie to jest mi potrzebne do pełni kobiecości.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »