1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Muzyka
  4. >
  5. „Zawieszamy na chwilę Kwiat Jabłoni”. Kasia i Jacek Sienkiewiczowie o przerwie u szczytu kariery

„Zawieszamy na chwilę Kwiat Jabłoni”. Kasia i Jacek Sienkiewiczowie o przerwie u szczytu kariery

(Fot. Dorota Szulc)
(Fot. Dorota Szulc)
To ich przesilenie. Kumulacja przeżyć, celebracja sukcesów. Świętowali w asyście orkiestry, z którą nagrali płytę i z którą wyruszyli W trasę koncertową. A potem? Przerwa, reset, rozdzielenie. – Może właśnie teraz dowiemy się czegoś nowego o naszej relacji? – zastanawiają się Kasia i Jacek Sienkiewiczowie z zespołu Kwiat Jabłoni. I dodają, że czasem trzeba pobyć osobno, żeby znów chciało się grać razem.

Spis treści:

  1. Kwiat Jabłoni: niemożliwe stało się rzeczywistością
  2. Kasia Sienkiewicz: „Od dziecka wiedzieliśmy, że muzyka jest czymś, czym można zajmować się zawodowo”
  3. Jacek Sienkiewicz: „Nadal jesteśmy bardzo podekscytowani, niezmiennie od siedmiu lat”
  4. Kwiat Jabłoni: koncerty z orkiestrą
  5. Kwiat Jabłoni: przerwa u szczytu popularności. Co dalej?
  6. Zaangażowanie społeczne Kwiatu Jabłoni

  • Kasia i Jacek Sienkiewiczowie w wywiadzie dla „Zwierciadła” wspominają momenty, które wydawały się „niemożliwe”, a dziś stały się ich codziennością – od koncertów w halach po współpracę z orkiestrą symfoniczną.
  • „Wysyłając zgłoszenie, nie sądziłam, że ktoś nas zauważy” – mówi Kasia Sienkiewicz o pierwszych sukcesach i zaskoczeniach kariery.
  • Rodzeństwo tworzące zespół Kwiat Jabłoni mówi również o przerwie we wspólnym tworzeniu muzyki i planach na przyszłość.
  • „Potrzebuję uciec i nic nie robić przez jakiś czas. To mnie odblokuje artystycznie” – przyznaje Jacek Sienkiewicz, tłumacząc decyzję o przerwie i potrzebie resetu.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 04/2026

Kwiat Jabłoni: niemożliwe stało się rzeczywistością

Angelika Kucińska: Co wydawało wam się niemożliwe, gdy startowaliście z Kwiatem Jabłoni, a okazało się osiągalne? Pytam o to, bo wydany właśnie album (z utworami w orkiestrowych aranżacjach) zaczynacie tak samo jak debiutancką płytę – od piosenki właśnie o takim tytule: „Niemożliwe”.

Jacek Sienkiewicz: Mnie niemożliwa wydawała się trasa koncertowa po dużych halach, a zagraliśmy już takie dwie. Nie wierzyłem też w koncerty z orkiestrą symfoniczną. Jasne, marzyliśmy o tym, i to jeszcze zanim wydaliśmy pierwszy album, ale nie było we mnie wielkiego przekonania, że to marzenie może się spełnić, i to jeszcze na taką skalę.

Kasia Sienkiewicz: Dla mnie te lata spędzone z Kwiatem to niekończące się pasmo zaskoczeń. Pozytywnych. Na przykład gdy zostaliśmy serdecznie przyjęci przez widownię na festiwalu Pol’and’Rock i zdobyliśmy tam aż dwie nagrody publiczności, Złote Bączki. Wysyłając zgłoszenie do biura Jurka Owsiaka, nie sądziłam, że ktoś nas zauważy, że w ogóle będziemy tam pasować. Jestem nadal wdzięczna, że mama mnie wtedy namówiła do udziału w eliminacjach, a potem sama zaniosła naszą płytę na pocztę. Wszystko, co z tego dla nas wyniknęło, było jak cud, jak spełnienie marzeń, których nawet nie śmiałam mieć.

A każdemu z was, osobno, coś wydawało się nie do zrobienia? Coś wymagało wyjścia ze strefy komfortu?

Jacek: Wcześniej śpiewałem wyłącznie na zajęciach z kształcenia słuchu na uniwersytecie albo robiłem chórki w mniejszych projektach. Ale żeby być głównym wokalem? To na pewno wymagało ode mnie wyjścia ze strefy komfortu.

Kasia: Bardzo lubię robić muzykę, grać koncerty, być w zespole – to jest właśnie ta moja strefa komfortu.

Robię to, co zawsze chciałam. Jednak tym wyjściem poza przyzwyczajenia i nawyki była dla mnie, i nadal jest, nauka dzielenia się zadaniami. Do przesady potrzebuję sprawować kontrolę nad organizacją zespołu, za dużo zarządzam.

I najtrudniej było mi nauczyć się odpuszczania. Staram się mniej pilnować, a więcej delegować. To dla mnie dość nienaturalne i trudne do zmiany, ale chyba wychodzi mi coraz lepiej. Jacek, jak myślisz?

Jacek: Tak, na pewno.

Kasia: Oby! Chciałabym, żeby to stało się naprawdę częścią mnie, a nie było ciągle wychodzeniem ze strefy komfortu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Kasia Sienkiewicz: „Od dziecka wiedzieliśmy, że muzyka jest czymś, czym można zajmować się zawodowo”

Życie zawodowych muzyków wygląda dokładnie tak, jak sobie wcześniej wyobrażaliście?

Kasia: Przede wszystkim od dziecka wiedzieliśmy, że muzyka jest czymś, czym można zajmować się zawodowo, a nie tylko hobbystycznie. Ludzie często nas pytają, czy tata [Kuba Sienkiewicz – przyp. red.] nam jakoś pomógł. Myślę, że to jest właśnie ta pomoc – pokazał nam, że muzyk to zawód, że tak się da. Ale nie tylko on był wzorem, bo obserwowaliśmy również naszego wujka, który grał w zespole muzyki country, a także ojca chrzestnego Jacka, czyli świetnego zawodowego bandżystę i gitarzystę, który zresztą dziś gra w naszej orkiestrze. W związku z tym, że od dziecka widzieliśmy życie profesjonalnych muzyków, nasze wyobrażenia nie odbiegają bardzo od tego, czego sami dziś doświadczamy.

Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że bycie w podróży tak bardzo męczy. Czasem nie wiem, gdzie się obudziłam, w kółko zastanawiam się, co spakować, a potem, czy na pewno wszystko wzięłam. To rzeczywistość, z którą musiałam nauczyć się współpracować.

Jacek: Przed Kwiatem Jabłoni też zajmowaliśmy się muzyką, tyle że hobbystycznie. Zaskoczyło mnie, że zmienia się tylko skala.

Jacek Sienkiewicz: „Nadal jesteśmy bardzo podekscytowani, niezmiennie od siedmiu lat”

Zmiana skali niesie ryzyko zmiany podejścia. Im częściej grasz koncerty, tym więcej pojawia się rutyny. Nie ma już tej ekscytacji.

Jacek: Jest! Rutyna się pojawia, ale bardzo, bardzo rzadko, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ile gramy. Pojawiają się momenty, kiedy wolałbym nie wychodzić na scenę, ale to uczucie mija, gdy tylko się na niej znajdę. Ludzie, energia, muzyka – to wszystko sprawia, że zawsze kończę koncert zadowolony. Nadal jesteśmy bardzo podekscytowani, niezmiennie od siedmiu lat.

Kasia: Mam zeszyt, w którym rozpisuję po kolei wszystkie nadchodzące dni. Taki bardzo szczegółowy kalendarz. Gdybym tego nie robiła, zgubiłabym się, bo dzieje się dużo, a każdy dzień jest zupełnie inny. Nic tu nie powszednieje. Mało tego, pracując w zespole, uświadomiłam sobie, że rutyna to coś, czego mi brakuje. Śpiewamy o tym w piosence „Kwiat w doniczce”. Że dobrze jest, kiedy coś się powtarza, jest zawsze takie samo.

To, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, może stać się źródłem wewnętrznego spokoju, zwłaszcza w czasach, w których wszyscy ciągle szukają zmian, niesamowitości i boją się cokolwiek przegapić. Warto szukać zwyczajności. A zatem jest mi dobrze, kiedy nie stresuję się koncertem, kiedy ekscytacja graniem spada. Trudno byłoby mi przeżywać bez przerwy wielkie emocje.

Kwiat Jabłoni: koncerty z orkiestrą

Dlaczego wasz koncertowy album zatytułowaliście „Przesilenie”? Pod takim też hasłem wyjechaliście w trasę koncertową.

Jacek: To moment przejścia. Nagromadziło się już tyle emocji, że trzeba zmiany. Album i trasa są kumulacją przeżyć z ostatnich lat działalności Kwiatu Jabłoni. Orkiestra symfoniczna pomaga podkręcić je do maksimum. Tak chcemy podsumować ten pierwszy rozdział. Po trasie zajmiemy się aktywnościami solowymi. Zrobimy sobie reset, zyskamy czas i przestrzeń, żeby nazbierać nowych pomysłów i wrócić.

Wasze albumy mają zróżnicowaną tonację emocjonalną. Nie zawsze jest miło. Trudne stany podkręcone do maksimum – to zwiastuje burzę.

Jacek: Ale to burza, która oczyszcza. Na mnie pisanie, a potem śpiewanie piosenek o trudnych doświadczeniach, z którymi musiałem się zmierzyć, zawsze działało terapeutycznie. Oboje z Kasią regularnie przeżywamy katharsis na scenie. A teraz to katharsis jest jeszcze silniejsze. Jak w piosence „Dom”, gdy śpiewamy, że dom płonie. Zagrany z towarzyszeniem orkiestry ten fragment jest naprawdę intensywny.

Kasia: Orkiestra to jest wręcz magiczny wynalazek. Przenosi nas w miejsca, wydobywa z nas emocje ze zdwojoną mocą. Wzruszam się za każdym razem, kiedy sobie głębiej uświadomię, że ludzie poświęcają naprawdę całe życie nauce gry na tych ekstremalnie trudnych instrumentach, a wszystko po to, żeby móc potem wspólnie grać, żyć muzyką. Wzrusza mnie nasza orkiestra. To, że 34 osoby przychodzą na wielogodzinne próby, wszyscy przyszykowani, na koncercie odświętnie ubrani – po to, żeby wykonać piosenki. Piosenki! Przecież mogłoby się zdawać, że to niemożliwe, żeby człowiek tak się chciał temu poświęcać, a jednak! Okazuje się – choć może to banał – że sztuka jest ludzką potrzebą, jest zawsze istotna.

Nawet w pandemii, gdy z pozoru mieliśmy ważniejsze sprawy na głowie, potrzebowaliśmy wszyscy sztuki. Albo gdy wybuchła wojna w Ukrainie. Chcieliśmy przestać grać koncerty, ale wtedy słuchacze mówili, że zwłaszcza w takich trudnych momentach potrzebują muzyki.

Życie w zespole pozwoliło wam poznać się lepiej? Zobaczyliście w sobie coś nowego, coś, czego nie wiedzieliście o sobie nawzajem wcześniej? Tak, wiem, że pytam o to rodzeństwo…

Kasia: Między nami jest bardzo mała różnica wieku, tylko półtora roku. Jeździliśmy na te same kolonie, chodziliśmy do tych samych szkół, graliśmy w tych samych zespołach, jeszcze przed Kwiatem Jabłoni. Trudno mi powiedzieć, czy dowiedziałam się o Jacku czegokolwiek nowego w ostatnich latach, bo zawsze mieliśmy bliską relację.

Natomiast jestem bardzo ciekawa, co będzie teraz. Na pewno będziemy spędzać ze sobą dużo czasu, ale siłą rzeczy kontaktu będzie mniej, bo odpadnie cała część związana z próbami, rozmowami o utworach, występami.

Może właśnie teraz dowiemy się czegoś nowego o naszej relacji, gdy będzie mniej nasilona, a każde spotkanie będzie wynikać z tego, że chcemy się ze sobą zobaczyć, pójść na imprezę albo posiedzieć razem w domu, a nie w busie, którym jedziemy na koncert.

Kwiat Jabłoni: przerwa u szczytu popularności. Co dalej?

Na mnie robi wrażenie to, że decydujecie się na przerwę, będąc u szczytu popularności. Opieracie się pokusie – zrozumiałej – żeby wyciągnąć z tego momentu jak najwięcej.

Jacek: Postawiliśmy na siebie i nasze samopoczucie. Do tej pory nasza kariera rozwijała się stopniowo i konsekwentnie, bez większych wzlotów i upadków.

W związku z tym co roku moglibyśmy powiedzieć, że jesteśmy „u szczytu popularności”, bo z naszej perspektywy jest tylko lepiej i lepiej. W którymś momencie musieliśmy sami podjąć decyzję o przerwie, bo okoliczności nie sprzyjały myśleniu o zawieszeniu działalności.

Kasia: Zawieszamy na chwilę Kwiat Jabłoni, ale sami się nie zatrzymujemy. Ciężko jest się zatrzymać.

Jacek: A ja spróbuję. Potrzebuję uciec i nic nie robić przez jakiś czas. To mnie odblokuje artystycznie.

Zaangażowanie społeczne Kwiatu Jabłoni

Od początku działalności zespołu pokazywaliście, że jesteście bardzo wrażliwi na to, co dzieje się na świecie. Zabieracie głos w sprawie Ukrainy, Palestyny, wyborów. Nigdy nie baliście się ryzyka, że zdystansujecie publiczność takim zaangażowaniem w kwestie społeczne czy polityczne?

Kasia: Jeśli coś mnie niepokoi, to fakt, że aż tylu artystów dziś zupełnie rezygnuje z zabierania głosu, a przecież to również jest naszym zadaniem.

Bob Dylan, Jacek Kaczmarski, zespoły punkowe… Fundamentem ich działania było komentowanie rzeczywistości społecznej. Dzisiaj zaangażowanym społecznie artystom mówi się, że „niepotrzebnie mieszają się w politykę”.

A przecież my wszyscy jesteśmy w politykę wmieszani, nie ma od niej ucieczki. Jeśli przestaniemy interesować się światem dookoła nas, tym, jak działa, nie będziemy chcieli go rozumieć i komentować, w efekcie będziemy bardziej podatni na manipulacje. Dlatego mówimy otwarcie naszym słuchaczom, że warto chodzić na wybory, że warto patrzeć na scenę polityczną, że w obliczu konfliktów wojennych warto zajmować stanowisko, i tak dalej. To tylko tyle i aż tyle.

Kasia i Jacek Sienkiewiczowie, rodzeństwo, które od 2018 roku tworzy folk-popowy zespół Kwiat Jabłoni. Zarówno ich wydany w 2019 roku debiutancki album „Niemożliwe”, jak i albumy „Mogło być nic” i „Pokaz slajdów” zyskały status podwójnej platynowej płyty. Mają za sobą trasę, podczas której, z towarzyszeniem 34-osobowej orkiestry, zagrali swoje utwory w aranżacjach koncertowych.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE