fbpx

Niech żyje prowincja!

Trwa świetna passa wydawnictwa Thin Man Records. Po nowych „Płynach” proponują nam kolejną perłę.
Z mazowieckich Mrozów na Ibizę – taki w skrócie plan mają Maki i Chłopaki. Po latach wspólnej gry wreszcie udało im się wydać płytę. „Dni Mrozów” udowadniają, że mamy do czynienia z zespołem pełną gębą, spadkobiercami etosu piosenkowych killerów, że „T.Love”, że Grabarz, że oni wszyscy mogą już odetchnąć z ulgą, bo mają swojego następcę. Z dumą może natomiast odetchnąć Marcin Biernat „Makaron”, bo to on odpowiedzialny jest za to, co u Maków jest śpiewane.

A śpiewane jest o tych niezapomnianych piątkowych imprezach, z których wychodzi się na ostatni pociąg do domu, opędzając się od dziewczyn, lecących na gitarowego grajka. To opowieść o życiu aspirującego muzyka w miejscowości, w której nie dzieje się nic, a centrum lokalnej kultury stanowi remiza. Jednak Maki nie chcą już grać w remizie, są ponad nią, ich miejsce jest co najmniej w stołecznym klubie w roli gwiazdy wieczoru sobotniej nocy. I mimo iż nie wstydzą się swojej prowincjonalności – a wręcz przeciwnie, nieustannie się do niej odwołują – to jednak mają już dość.

A z czym wyjeżdżają z rodzinnej miejscowości? Z bagażem doświadczeń, niepowodzeń, może nawet trochę przygaszonych ambicji. Przewijają się w zmyślnych rymach Makarona dziewczyny, bo przecież co to jest za życie bez dziewczyn? Przewijają się też liczne cytaty i odniesienia do współczesnej kultury. Wszystko to w surowym, garażowym akompaniamencie gitary, basu i perkusji. Bardziej minimalistycznie się nie da. Ta muzyka nie ma ukrytych niuansów, drugiego dna. Nie da nam nic więcej ponad to, co oczywiste po pierwszym przesłuchaniu. Ale to w zupełności wystarcza. Dni Mrozów czas zacząć.

„Dni Mrozów”, Thin Man Records