Najlepsze filmy Quentina Tarantino

Uma Thurman i John Travolta w kultowej scenie z filmu "Pulp Fiction" (1994), fot. BEW PHOTO

Quentin Tarantino to ścisła czołówka reżyserów Hollywood i jeden z niewielu mistrzów swojego fachu, który od ponad dwóch dekad tworzy niezwykle elektryzujące filmy będące kombinacją przeróżnych konwencji i gatunków.

Jest specjalistą w kwestii pracy z aktorami, wybitnym znawcą popkultury i prawdziwym zawodowcem w sprawach filmowych. Znany jest z zamiłowania do błyskotliwych dialogów oraz brutalnych i krwawych scen, często jednak ujętych w niezwykle zabawny sposób. Jego styl nie każdemu może odpowiadać – jedni go kochają, inni nienawidzą. Nie można jednak zaprzeczyć, że na tworzeniu kina zna się jak mało kto.

W ostatnim czasie znów jest o nim głośno za sprawą najnowszego, dziewiątego w jego dorobku filmu – „Pewnego razu… w Hollywood”. To doskonała okazja, aby przypomnieć najlepsze produkcje znanego reżysera. Oto nasze zestawienie.

Wściekłe psy (1992)

„Wściekłe psy” to wybuchowy debiut reżyserski Quentina Tarantino. Według magazynu „Empire” to również największy niezależny film wszech czasów. Od właśnie od niego rozpoczęła się wielka kariera reżysera. Sukces tej produkcji zapewniły przede wszystkim błyskotliwe, ostre dialogi oraz przemoc ukazana w przezabawny, charakterystyczny dla reżysera sposób. Film ten jest swego rodzaju hybrydą wszystkiego, za co pokochaliśmy Tarantino. Przy jego tworzeniu Tarantino inspirował się m.in. „Zabójstwem” Stanleya Kubricka oraz „Ulicą nędzy” Martina Scorsesego.

Pulp Fiction (1994)

„Pulp Fiction” to prawdziwa klasyka kina gangsterskiego i zarazem jeden z najważniejszych filmów Tarantino. W czym tkwi jego fenomen? Za każdym razem zachwyca tak samo. Jak udało się osiągnąć taki efekt? Nietypowa kompozycja kilku przeplatających się ze sobą historii, liczne zapożyczenia z innych filmów, charakterystyczna obsada aktorska (w rolach głównych Uma Thurman, John Travolta, Samuel L. Jackson i Bruce Willis), fenomenalny montaż, nieliniowa narracja, specyficzny humor (głównie sytuacyjny), błyskotliwe dialogi i wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa. To właśnie dzięki „Pulp Fiction” uznano Tarantino za najciekawszego twórcę kina młodego pokolenia.

Kill Bill (2003) i Kill Bill 2 (2004)

„Kill Bill”, czyli Uma Thurman w żółtym dresie versus osiemdziesięciu ośmiu Japończyków to hołd Tarantino dla uwielbianych przez niego azjatyckich produkcji, z których garściami czerpie inspiracje. Mowa tu w szczególności o filmach sztuk walki i kinie samurajskim. Początkowo miał być to jeden film, gdyż obie części tworzą spójną całość. Podzielono ją tylko ze względów dystrybucyjnych – film trwający przeszło 240 minut mógłby być komercyjnym strzałem w kolano. „Kill Bill” to absolutny must watch dla wszystkich fanów stylistyki Tarantino – brutalny, stylowy i ekscytujący.

Bękarty wojny (2009)

Zainspirowane filmem „Bohaterowie z piekła” z 1978 roku „Bękarty wojny” to najlepszy dowód na to, jak ogromną moc zmieniania rzeczywistości ma kino. Chyba tylko Quentin Tarantino potrafi przekształcić Holokaust w zabawną, opowiedzianą z niezwykłą werwą historię. Nominowana do ośmiu Oscarów produkcja przedstawia alternatywną wersję zakończenia II wojny światowej. Scenariusz filmu został napisany już w 1998 roku, jednak do realizacji doszło dopiero po 10 latach. W rolach głównych: fenomenalny Christoph Walz i zabawny jak nigdy wcześniej Brad Pitt. „Bękarty wojny” to amoralne, ekscytujące dzieło z porywającą grą aktorską i zarazem drugi, najbardziej dochodowy film Tarantino.

Django (2013)

To kolejny film Tarantino inspirowany westernami spaghetti, który przedstawia alternatywny bieg historycznych wydarzeń, gdzie ofiary rozprawiają się ze swoimi oprawcami. Pięknie sfilmowane, z dbałością o najmniejsze szczegóły, odważne połączenie komedii, melodramatu i kina akcji porusza temat tabu, jakim jest niewolnictwo. „Django” to najbardziej kasowy hit w dorobku reżyserskim Quentina Tarantino. Gwiazdorska obsada (Jamie Foxx, Christoph Walz i Leonardo DiCaprio), fenomenalny soundtrack i błyskotliwe, jak zawsze u Tarantino dialogi sprawiają, że nie da się przejść obok tego dzieła obojętnie.