fbpx

Niech żyje „Król” – dziś premiera serialu na podstawie powieści Szczepana Twardocha

Nadchodzi "Król" główne
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Od lewej: szofer gangsterów Munja Weber (Andrzej Kłak), lojalny Kaplicy Janusz Kocot (Marcin Pempuś), zagorzały socjalista 
i szef gangu Jan„Kum” Kaplica (Arkadiusz Jakubik), Członek PPS (Krystian Durman) oraz chętni do przejęcia władzy na ulicach miasta 
– Jakub Szapiro (Michał Żurawski) 
i Janusz Radziwiłek (Borys Szyc). (Zdjęcie: Łukasz Bąk/materiały prasowe Canal+)
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"
Nadchodzi "Król"

W superprodukcji Canal+ w reżyserii Jana Matuszyńskiego pierwsze skrzypce gra żydowski bokser i gangster Jakub Szapiro. Ale równie ważnymi bohaterami są tutaj miasto i historia. Wspaniałe kostiumy i scenografia pozwoliły wskrzesić Warszawę z 1937 roku. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie sztab świetnych specjalistów. Rozmowa ze scenografami Katarzyną Sikorą i Grzegorzem Piątkowskim.

Niech żyje "Król" - dziś premiera serialu na podstawie powieści Szczepana Twardocha
Katarzyna Sikora, Grzegorz Piątkowski (Fot. archiwum prywatne)

Kiedy zaczęła się Państwa przygoda z serialem „Król”?
Katarzyna Sikora: – Kiedyś policzyliśmy, że po raz pierwszy zasiedliśmy do niego pod koniec 2017 roku, ponad rok przed startem oficjalnych przygotowań. Wtedy nawet nie wiedzieliśmy, kto miałby być operatorem czy reżyserem, byli tylko producenci i pierwsza wersja scenariusza na podstawie bestselera Szczepana Twardocha.

Grzegorz Piątkowski: W 2017 rozpoczął się research historyczny, wtedy siedzieliśmy nad historycznymi książkami, żeby przygotować opisy i poglądowe zdjęcia najważniejszych lokalizacji zdjęć. Inspirowaliśmy się też przedwojennymi filmami dokumentalnymi, takimi jak „Warszawska niedziela”, i tysiącami zdjęć z Narodowego Archiwum Cyfrowego. Tak powstał pierwszy moodboard, czyli bogato ilustrowany zdjęciami dokument pdf prezentujący ich koncepcję odtworzenia świata, którego już nie ma.

Czy był jakiś podział zadań?
GP: Lepiej sprawdza się praca grupowa, nieustanny dialog. Najpierw jest burza mózgów, bałagan, z którego coś powstaje. Stworzyliśmy nasz zespół, żeby móc dyskutować, wspierać się. Wtedy rodzą się najlepsze pomysły, bo na każdy problem patrzymy z wielu stron, uczymy się tego, że własny pomysł wcale nie musi być najlepszy.

Szukanie inspiracji to tylko wstęp do pracy w terenie.
KS: 2 listopada 2018 roku pojechaliśmy z Grzegorzem do Łodzi, żeby zrobić zdjęciową dokumentację i potem przekonaliśmy wszystkich, że jeżeli chcemy zrealizować serial w tak krótkim czasie, to musimy kręcić właśnie tam. Tak zapadła decyzja, że Warszawę z 1937 roku zagra Łódź.

GP: Bo w Warszawie kręciliśmy same podwórka, reszta to była Łódź. Ale dzisiaj nie udałoby się już zrealizować tych zdjęć, w Łodzi były kolejne przebudowy i remonty.

Jak wyglądał kolejny etap?
GP: Po okresie dokumentacji z reżyserem i operatorem przyszedł gorący czas – start prac budowlanych. Większość lokacji była budowana od zera, szczególnie dzielnica żydowska. Jedna osoba miałaby trudności z byciem w kilku miejscach naraz. 90 procent wnętrz wykreowano w pustych przestrzeniach, na ogół w pustostanach. Raz był to sklep znaleziony na rogu ulicy, który szczęśliwie akurat zlikwidowano i zamieniliśmy go na paszteciarnię. Z kolei parking w jednej z łódzkich dzielnic zamieniliśmy na Kercelak, dziś już nieistniejące targowisko na warszawskiej Woli.

Czy były w takim razie jakieś oryginalne obiekty?
KS: Były, choć rzeczywiście niedużo. Dobrym przykładem jest dom Kuma Kaplicy, czyli willa w Konstancinie-Jeziornej. Trudno nam było go znaleźć. Jak już znajdowaliśmy dobre wnętrze, to budynek źle wyglądał z zewnątrz. Przy realizacji filmu liczą się też tak przyziemne rzeczy, jak możliwość zaparkowania odpowiedniej liczby samochodów czy wystarczająca przestrzeń na przyczepy. Plany pokrzyżować może latarnia, której nie można ruszyć. Ale w końcu znaleźliśmy ciekawy dom. Nie był modernistyczny tak jak początkowo chcieliśmy, ale nasza dekoratorka Joanna Kuś odpowiednio go zmieniła. W ogóle nasz projekt udał się dzięki temu, że mieliśmy super zespół, oprócz Joasi była jeszcze Inga Palacz, która również zrobiła wiele spektakularnych wnętrz, m.in. związek strzelecki, salę bokserską klubu Makabi i synagogę.

GP: Pion scenograficzny był liczny, aż cztery zespoły budujące w różnych miejscach, niejednokrotnie w tym samym czasie. Inna ekipa od płotów na ulicy, inna od budowy targowiska, konstanciński zespół, który budował związek strzelecki i salę bokserską, jeszcze inny od budowania samolotu. Bo musieliśmy zbudować samolot. Oryginalny znajdował się w Krakowie, a na dodatek był za mały dla kamery. Nasz miał odstawiane ściany.

Podejrzewam, że trudno było osiągnąć taką wierność historyczną, jaką widać na ekranie.
KS: Próbowaliśmy jak najbardziej zbliżyć się do historii, czasami tylko po to, żeby świadomie z niej zrezygnować. Obowiązywała umowa z reżyserem Janem Matuszyńskim, żeby nie myśleć o epoce zbyt restrykcyjnie i szukać też czegoś, co będzie ciekawe wizualnie. Ale historyczna wierność była dla nas bardzo ważna. Przykłady? Każda z serialowych restauracji miała znalezioną przez nas lokalizację, oryginalny pomysł na wnętrze, ale też własne menu, oparte na historycznym researchu. W serialu ważna jest polityka. Wszystkie plakaty uliczne, ulotki, które oglądamy w serialu, są wiernym odtworzeniem oryginalnych, udostępnionych nam przez bibliotekę cyfrową Polonę. Wszystko było sprawdzane, miało dobrą współczesną do wydarzeń datę. Nawet gazety były przygotowywane przez naszych grafików według materiałów źródłowych. Artykuły pisał niejednokrotnie Szczepan Twardoch. Inne gazety były na proletariackiej Woli, a inne na Nalewkach w dzielnicy północnej, a jeszcze inną czytał Ziembiński.

Jak bardzo efekty specjalne pomagały odtworzyć Warszawę z 1937 roku?
KS: Wszystkie widoki za kancelarią premiera albo gdy podnosi się kamera po miejskiej manifestacji, to musiała być panorama Warszawy, więc trzeba ją było stworzyć komputerowo według map z 1937 roku. A poza tym w Łodzi graffiti można znaleźć nawet na kominach, dachach czy na wysokości piątego piętra, w czasie postprodukcji trzeba było usunąć komputerowo wszystkie takie współczesne elementy.

Czy pamiętacie Państwo takie momenty podczas zdjęć, kiedy czuliście, że wykonaliście dobrą robotę?
KS: Kiedy kręciliśmy w pierwszym zbudowanym przez zespół scenograficzny łódzkim obiekcie, czyli hali sportowej Makabi, przy śniadaniu podszedł do nas zaaferowany Michał Żurawski, serialowy bokser i gangster Jakub Szapiro. Powiedział, że w nocy był na treningu w tej hali, którą mu zrobiliśmy, no i że jest pod wrażeniem, tak to sobie właśnie wyobrażał.

GP: Trzeba dodać, że na potrzeby filmu zrobiono specjalnie ring, ale też worki treningowe, rękawice na rozmiar. Staraliśmy się, żeby to wyglądało jak najprawdziwiej. Dla nas to oczywiste, że film stoi detalami. Wiem, że nie wszystkie widać na ekranie, ale jeśli o nie nie zadbamy, widz wyczuje fałsz.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze