fbpx

Małgorzata Rejmer: Miss Sarajewa

Małgorzata Rejmer: Pisanie i pchły

W międzynarodowych konkursach piękności kandydatki na Miss chętnie dzielą się refleksjami na tematy zadane, na przykład: „Co pani uważa, sądzi o wojnie”?
W 1993 roku, podczas wyborów Miss Oblężonego Miasta Sarajewo kandydatki w kostiumach kąpielowych stanęły na scenie, trzymając wielki transparent „Nie pozwólcie im nas zabić”. Pytanie, „co panie sądzą o wojnie”, było na miejscu, odpowiedź również. W tym czasie wypowiedział się także jeden z zachodnich polityków: „Nie łudźmy się, że wkroczy Zachód i rozwiąże problem. Nie miejmy złudzeń”.

Oglądam teledysk U2 do piosenki „Miss Sarajevo” i nie mogę oderwać oczu od zwyciężczyni konkursu, blondwłosej Bośniaczki. Bije od niej radość i pragnienie życia. To jest dziewczyna, u której stóp mógłby leżeć cały świat, gdyby nie to, że wokół ściele się trup i płonie miasto, oblężone przez Serbów, którzy strzelają do ludzi, jakby polowali na kaczki.

Odbierając koronę, Inela Nogić zadaje zasadnicze pytanie, czy będzie żyła jutro. W obozie wojennym w Grbavicy, najbardziej naznaczonej cierpieniem dzielnicy Sarajewa, w czasie wojny serbscy żołnierze zgwałcili dwadzieścia tysięcy kobiet. Grbavica znaczy „garbata”, przewrotny przypadek. Zgwałcona kobieta nosi w sobie krzywdę jak garb, którego nie można zrzucić. Podróżując po Serbii, Chorwacji i Czarnogórze nie widziałam śladów wojny ani jej nie czułam – ale wystarczyło przekroczyć granicę Bośni i Hercegowiny, by cierpienie spadało z nieba jak czarny ptak.

Nigdy nie zapomnę podróży do Mostaru, gdy pod osłoną nocy autokar stanął na drodze prowadzącej do miasta i w ciemnościach widziałam, przez okno tylko, bielejące słupy kamiennych nagrobków. Więc odwróciłam wzrok, by na to nie patrzeć, i wtedy zdałam sobie sprawę, że po drugiej stronie ulicy też znajduje się cmentarz: biało-szara zawiesina nagrobków, które nikną w mroku, choć ciągną się jeszcze dalej i dalej. Nigdy nie odczułam tak mocno, czym jest wojna jak wtedy, stojąc w korku, w ciemnościach, pośród nieskończonych połaci białych grobów z obu stron. Wojna, to abstrakcyjne pojęcie, w Mostarze i Sarajewie zyskało postać. Przybrało kształt dwuwymiarowych fasad bez wnętrza, fragmentów muru z czarnymi, okopconymi oczodołami okien, ciał naznaczonych przez brak: mężczyzna z wąsem, ale bez nogi; kobieta z siatką, ale bez ręki.

Sarajewo to zgliszcza, cierpienie, trauma i niebywałe pragnienie życia, które czasem przybiera absurdalną postać, na przykład różowej czaszki, uśmiechniętej rzędem białych zębów na wystawie zachodniej sieciówki. Ile czaszek oglądały bośniackie kobiety, zastanawiam się, stojąc przed tą wystawą, zanim wśród ciał ekshumowanych z masowych grobów odnalazły swoich bliskich? Czym byłaby ta groteskowo różowa, głupia czaszka w Warszawie, w Nowym Jorku, a czym jest w Sarajewie, piętnaście lat po oblężeniu? Tu, na ulicy Ferhadija, eleganckim deptaku, pełnym klubów i kawiarni, długonogie kobiety w krótkich, kolorowych sukienkach, przechadzają się uczepione ramion rosłych facetów, żeby łatwiej im było utrzymać równowagę na niebotycznych obcasach. Młode i piękne kandydatki do tytułu Miss wolnego Sarajewa.

ZAMÓW

E-WYDANIE

A tymczasem na deptaku stoi szczupła nastolatka w obcisłej zielonej bluzce z kwadratowym dekoltem – mam w szafie podobną – i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że wytłumaczeniem dla jej wyciągniętej ręki jest kikut nogi, kończącej się w połowie uda, oparty o kulę. W Angoli odbywają się wybory Miss Miny Przeciwpiechotnej. Dziewczyny, które biorą udział w konkursie, mają życiorysy pisane przez kalkę: zostały okaleczone, pracując w polu, teraz nie mogą znaleźć pracy. Przeżywszy wojnę, teraz po prostu chcą przeżyć.

ZAMÓW

E-WYDANIE
?>