fbpx

Robienie kostiumów to nie tylko moda – rozmowa z Emilią Czartoryską, kosiumolożką serialu „Król”

Nadchodzi "Król" 1
Magdalena Boczarska w roli Ryfki Kij oraz Arkadiusz Jakubik jako Jan „Kum” Kaplica. (Zdjęcie: Łukasz Bąk/ materiały prasowe Canal+)

W tworzeniu kostiumów ważne są szczegóły. Takie jak stary zegarek na szyi Ryfki, albo prześliczna mała, pudełkowa torebeczka, w której trzymała swoją fifkę, lusterko, zapalniczkę i papierosy Anna, kochanka Szapiry.

Nadchodzi "Król"
Emilia Czartoryska (Fot. archiwum prywatne)

Podobno etap poszukiwania inspiracji jest pani ulubioną częścią pracy, jak on wygląda?
 Obejrzałam dziesiątki polskich filmów z międzywojnia na stopklatkach, robiąc  screeny, i wiele albumów z fotografiami, np. piękny album o społeczności żydowskiej w Polsce „Świat utracony”. Czytałam książki o modzie z tamtego czasu, oglądałam albumy kolekcji muzealnych, np. wydawnictwa prezentujące wspaniałą kolekcję Instytutu Ubioru z Kioto. Plus literatura piękna, biografie i wspomnienia postaci żyjących w międzywojniu, także moich przodków. Mogłam z nich czerpać wiedzę na temat życia codziennego, różnic społecznych. Bo robienie kostiumów to nie tylko moda, choć ludziom często się wydaje, że aby je zaprojektować, wystarczy przejrzeć modowe żurnale. Tymczasem stroje z żurnali bardzo różnią się od tych noszonych na ulicy. Tak było zawsze i jest dziś.

Długo trwały te przygotowania do zdjęć?
W sumie przygotowania, poznawanie epoki i poszukiwania inspiracji trwały około pół roku. A przydałoby się więcej, musieliśmy pracować bardzo intensywnie. Kolejny etap po dokumentacji to są spotkania i rozmowy z reżyserem i operatorem, na których omawiamy postaci, potem siedzenie nad książkami, pierwsze szkice projektów, dzielenie świata przedstawionego pod względem różnych grup społecznych, wydarzeń, okoliczności. Główny podział to była Warszawa wyższych warstw społecznych, stołeczna ulica i żydowska mniejszość. Wewnątrz tych grup robiliśmy podziały kolorystyczne, ustalaliśmy, jakich kolorów używamy, a jakich nie chcemy. Padło np. hasło, że Ziembińskich ubieramy na chłodno. I rzeczywiście, cała trójka jest szaro-niebiesko-granatowo- popielata.

Mitologizujemy 20-lecie, a to nie tylko kawiarnie literackie, ale też bieda i analfabetyzm.
Zależało mi na tym, żeby różnice społeczne pokazać jak najwyraziściej. Chciałam, żeby w lokalach, gdzie bawią się zamożni Polacy, było jak najwięcej pięknej błyszczącej biżuterii, lisów i piór. By podkreślić kontrast z biednymi i prostymi Nalewkami. Szczerze mówiąc, nieraz więcej wkładu pracy wymagają te biedne kostiumy. Z sukniami i garniturami na ogół jest łatwiej. Jak już je wymyślę, robię projekt, szukam tkaniny, jadę do krawcowej, robimy miarę i krawcowa szyje. Przy tych pierwszych to ja i moi asystenci musimy więcej kombinować, ich tworzenie polega w dużym stopniu na solidnym patynowaniu. Wykorzystywałam ubrania z późniejszych lat, flanelowe koszule, drelichowe czy lniane spodnie. Farbowałam je, przecierałam, dziurawiłam, plamiłam. Takie postarzanie ubrań to bardzo pracochłonne zajęcie, ale i dobra zabawa. Z moją asystentką Aleksandrą Mrozińską i resztą mojego wspaniałego pionu spędziliśmy długie godziny na patynowaniu m.in. kompletów więziennych do scen w Berezie Kartuskiej.

Czy odtwarzanie Warszawy z 1937 roku było trudnym wyzwaniem?
Odtwarzaliśmy świat i kulturę, których już nie ma. Widać to było w problemach statystów czy obsady, kiedy potrzebna była np. znajomość ówczesnej etykiety, wiedza na temat tego, jak się poruszać w danym kostiumie. W jaki sposób np. ma usiąść kobieta w długiej sukni wieczorowej i czy powinna zdjąć długie rękawiczki, a jeśli tak, to w którym momencie i co z nimi robić. Przeszkolić trzeba było nawet statystów, bo w sukni nie można chodzić jak w dżinsach. Podobnie było z panami, którzy dziś już nie umieją nosić kapeluszy, nie mówiąc już o wiązaniu muszek i wkładaniu poszetek.

Nadchodzi "Król" 1
Dawna miłość, a dziś burdelmama Ryfka Kij (Magdalena Boczarska). Wszystkie aktorki mogły zagrać w oryginalnych kreacjach z lat 30. (Zdjęcie: Łukasz Bąk/ materiały prasowe Canal+)

Część kostiumów przyjechała z Berlina?
Tak, korzystaliśmy z wielkiej wypożyczalni Theaterkunst, która się tam znajduje. Miałam też rzeczy z Pragi z Barrandov Studio. Z Berlina pochodziły te piękne i bogate stroje, np. suknie wieczorowe, no i dodatki, bo oni mają piękne rzeczy. Magazyn Theaterkunst to dla mnie magiczne miejsce, bo jest tam mnóstwo oryginalnych starych rzeczy, które nadal są wypożyczane. Dzięki temu wszystkie aktorki grające kobiety głównego bohatera, boksera i gangstera Jakuba Szapiry, mogły wystąpić w prawdziwych ubraniach z lat 30. A to ma znaczenie, bo można odtworzyć kroje, ale takich samych tkanin już nie ma. A tkanina decyduje o wyglądzie stroju, tym, jak on się układa. Dobry przykład to garnitury, teraz szyje się je z cienkich, miękkich wełen, kiedyś – z grubszych, sztywniejszych, więc były jak zbroja, która modelowała sylwetkę i ukrywała jej defekty. Szapiro ma wszystkie garnitury szyte na miarę, choć jego sylwetka nie wymagała specjalnego modelowania.

Wypożyczalnie to jedno, ale na pewno odbyły się i poszukiwania strojów z epoki na własną rękę.
Mam bardzo dużo szczęścia do znajdowania ludzi, którzy mi pomagają odnaleźć dobre źródła. Przy „Królu” pierwszą taką osobą była pani Joanna, znajoma mojej mamy, która zbiera dawne stroje i jeździ na specjalne targi do Kanady. Część ze swoich imponujących zbiorów zgodziła się udostępnić. Z garniturami miałam też dużo szczęścia, bo po pierwsze, udało mi się np. w hurtowni tkanin w Halinowie wygrzebać jakieś stare kupony wełen. Mój krawiec, świetny fachowiec pan Witek, trochę załamywał ręce, bo materiału było mało i musiał wykorzystywać go co do centymetra, żeby dobrze skroić i uszyć garnitur. A po drugie, dostałam od pani Joanny dwa garnitury z 1937 i 38 roku szyte w Londynie dla jej stryja. Miałam dzięki temu wzór dla krawca. A angielska moda męska to był wzór elegancji w dwudziestoleciu.

Odbyło się również przeszukiwanie szaf i komód wśród przyjaciół i rodziny. Mama wyciągnęła z głębin starej szafy kilka koronek, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. Wzruszyło mnie, że chce mi pożyczyć takie cenne pamiątki do filmu. Dość długo szukałam laski dla Andrzeja Seweryna, który gra dobrze sytuowanego prokuratora Ziembińskiego. Janek Matuszyński koniecznie chciał, żeby miała uchwyt w kształcie ptasiej głowy. Znalazłam ją w stojaku na laski u mojej ciotki Izabeli Chełkowskiej, wspaniałej artystki, scenografki i kostiumografki.

Nadchodzi "Król"
Kochanka Anna Ziembińska, która wróciła do stolicy ze Szwajcarii (Lena Góra). (Zdjęcie: Łukasz Bąk/ materiały prasowe Canal+)

Jak się buduje styl serialowych postaci?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. W wypadku kobiet związanych z głównym bohaterem serialu, czyli jego partnerki Emilii (Aleksandra Pisula), kochanki Anny Ziembińskiej (Lena Góra) i dawnej miłości Ryfki Kij (Magdalena Boczarska) od początku zależało nam na tym, żeby każda z nich była inna. Chcieliśmy, żeby te trzy kobiety to były trzy różne światy. Nie mogły się przecież widzowi zlewać, a gdyby się uprzeć, to ich style mogłyby być podobne. Potem wpisywaliśmy je w ich środowiska i życiowe role. Mamy Emilię, która jest żoną, matką, jest Żydówką, co nie jest bez znaczenia, jeśli chodzi o modę. Anna jest bogata z domu, przyjechała do Warszawy ze Szwajcarii. A Ryfka wyszła z biedy, a teraz jest burdelmamą w warszawskim domu publicznym, do którego chadza śmietanka przestępczego światka.

W budowaniu postaci ważne są również dodatki, takie jak stary zegarek na szyi Ryfki, który wypatrzyłam i kupiłam na Allegro. Albo biżuteria Anny, wypożyczona z Berlina, kolia, kolczyki i bransolety ze sztrasów. Miała też prześliczną pudełkową torebeczkę, w której trzymała swoją fifkę, lusterko, zapalniczkę i papierosy. Często zdarza mi się budować postać od detalu, np. Ryfkę od wspomnianego zegarka, a Jana „Kuma” Kaplicę od popielatego melonika z berlińskiego Theaterkunst.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze