Małgorzata Major - Bronisław Cieślak w roli życia. Dlaczego wciąż oglądamy serial „07 zgłoś się”?
00:00
Seriale milicyjne mają w Polsce długą tradycję. Paradoksalnie, mimo swojej propagandowej treści, zyskiwały zainteresowanie widzów, a niektóre z nich stały się klasykami telewizyjnymi. Przykładem najpopularniejszej produkcji tego gatunku jest „07 zgłoś się” w reżyserii Krzysztofa Szmagiera. Tytuł nie stałby się kultowy gdyby nie rola Bronisława Cieślaka.
Cieślak nie był zawodowym aktorem. Pracował jako dziennikarz, ale reżyser uznał, że to „prawdziwy typ aktorski” i będzie wiarygodny w swojej roli. Jak wiemy, Szmagier trafił w dziesiątkę powierzając mu do zagrania postać Sławka Borewicza, która na zawsze zmieniła polski serial kryminalny. „07 zgłoś się” zachwyciło widzów z wielu powodów.
Pierwszym z nich byli bohaterowie. Cieślak wcielił się w rolę porucznika Sławomira Borewicza, wykształconego milicjanta z doświadczeniem pracy w Londynie. Borewicz nie pasuje do przaśnego PRL-u. Jest wykształcony, oczytany, interesuje go kultura, ma znajomych wśród aktorów i przedstawicieli branż kreatywnych. Zwierzchnicy mają z nim problem, ponieważ lubi działać wbrew regulaminowi powtarzając swoje słynne zdanie: „Biorę to na siebie”.
Poza Borewiczem oglądamy także jego współpracowników. Majora Wołczyka (w tej roli Zdzisław Tobiasz) cechuje inteligencja i błyskotliwość, jest spostrzegawczy i życzliwy wobec Borewicza, ale potrafi też okiełznać jego wybryki i wybujałe ego. Wołczyk powiedział kiedyś do podwładnego: „Marzę od dniu, w którym jeden z nas pójdzie na emeryturę”. W zespole pracuje również sierżant Ewa Olszańska (Ewa Florczak). Lubi Sławka Borewicza z wzajemnością. Często rozmawiają o sprawach prywatnych, ale bywa, że dogryzają sobie i wykazują się sporą dawką ironii, a czasem złośliwości. Pracuje z nimi porucznik Zubek (w tej roli Zdzisław Kozień), który odstaje od reszty zespołu. Jest człowiekiem starej daty, nie lubi pewności siebie Borewicza, jego stylu życia i brawury. W kolejnych odcinkach pojawiają się też nowi współpracownicy, jak porucznik Jaszczuk (Jerzy Rogalski) i sierżant Anna Sikora (Hanna Dunowska).
Sierżant Olszańska i porucznik Zubek dopełniają galerię barwnych osobowości w serialu „07 zgłoś się”. Na co dzień pracują z Borewiczem i spędzają razem wiele godzin, podczas których poznajemy ich poglądy, zwyczaje, poczucie humoru. Osobowości bohaterów i wspaniała gra aktorska spowodowały, że serial wciąż oglądamy z niesłabnącym zachwytem.
Wróćmy jednak do początków. Jest 25 listopada 1976 i Telewizja Polska emituje pierwszy odcinek z serii „07 zgłoś się”. Nosi tytuł „Major opóźnia akcję” i wprowadza nas w uniwersum porucznika Borewicza. Odcinek ten różni się od kolejnych, ponieważ bohater działa sam, oglądamy go w innym otoczeniu, dopiero w finale pojawia się tytułowy major Wołczyk i ujawnia prawdę o działalności Borewicza. Porucznik działał pod przykrywką udając kryminalistę, gdyż chciał wniknąć do szajki „Inżyniera” zajmującej się przemytem m.in. krempliny. Kremplina po latach stanie się źródłem żartów. Czy można traktować serio złoczyńców handlujących tkaniną z poliestru? Tak naprawdę była przykrywką dla przemytu złota i dzieł sztuki. Co ciekawe, to bardzo popularna tkanina w latach 70. więc pojawia się nieprzypadkowo w przemycie szajki „Inżyniera”.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Za co kochamy seriale z lat 90.? Jowita Budnik była gwiazdą „W labiryncie” i „Fitness Club”
Drugim powodem popularności serialu były dialogi bohaterów. Żywe, ironiczne, dowcipne, czasem ponure. Rozmowy Borewicza i Zubka stały się kultowe dzięki różnicom jakie ujawniały w podejściu do życia obydwu mężczyzn. Borewicz był rozwodnikiem, który notorycznie wchodził w przelotne związki z kobietami. Z kolei Zubek od wielu lat miał żonę, cenił sobie spokój i domowe życie. Irytowały go nawet podróże służbowe. Często ociągał się z wyjazdem i szukał wymówek. Mówił na przykład, że nie może jechać do Trójmiasta, ponieważ żona zaplanowała pranie. Bał się latać samolotami, ale równie mocno denerwowała go brawura, gdy służbowe auto prowadził Sławek.
Borewicz często kpi ze starszego kolegi. Prowokuje go opowiadając o tym, co sądzi o nowo poznanych osobach, albo szczegółach śledztwa. Zubek jest zachowawczy i ostrożny. Dziwi go śmiałość młodszego kolegi. Wiele ich rozmów przeszło już na stałe do historii telewizji. Wystarczy wspomnieć „Przyzwoity mężczyzna nie nocuje poza domem”, jak mówi porucznik Zubek. Nie znosił spać w hotelach, mimo że wiązało się to z obowiązkami służbowymi. Borewicz żartuje przy okazji poszukiwań pewnego Włocha i mówi do Zubka: „Chciałby się pan nazywać Tino? Porucznik Tino Zubek?”. Starszy kolega nie cierpiał wszystkiego co zagraniczne, bał się zmian i nowości, więc prowadzenie spraw związanych z cudzoziemcami zawsze go irytowało.
Dialogi wiele mówiły o postaciach. Borewicz lubił wielki świat, zapach kapitalizmu (używał Old Spice), cenił wyjazdy zagraniczne, czytał po angielsku, czuł się Europejczykiem. Z kolei Zubek nie wystawiał nosa poza Polskę i bardzo cenił wszystko co lokalne i oswojone. Mówił: „To wcale nie banał, że małżeństwo jest podstawową instytucją społeczeństwa”. Na co Borewicz odpowiedział: „Tylko wie pan, jak czasem trudno dogadać się z instytucją”. Ewa Olszańska była elementem równowagi między skrajnymi postawami kolegów.
Bohater grany przez Cieślaka bywał też poważny i wówczas mówił: „Ja jedną rzecz w życiu traktuję serio. I jedna rzecz się dla mnie liczy. To, co robię”. Widać to w jego zaangażowaniu w śledztwa, oddawał się pracy w pełni i spędzał wiele godzin na znalezieniu odpowiedzi na pytanie: co się stało, kto zabił, kto próbuje nim manipulować. Jak mówił: „Myślenie ma kolosalną przyszłość. W milicji także”. Na przestrzeni 21 odcinków poznajemy również jego przeszłość. Wiemy, że była żona nazywa się Joanna Borewicz (w tej roli wspaniała Izabela Trojanowska) i zostawiła go dla zamożnego Libańczyka, z którym wyjechała do Libanu. Jak mówił bohater: „Joanna d’Arc by uległa, a co dopiero Joanna Borewicz”. Serial nie unika trudnych tematów zdrady, ale i aborcji. Bohater podejrzewa, że żona dokonała aborcji po rozstaniu z nim. Ten temat wciąż boli milicjanta i gdy spotykają się po latach, pyta Joannę, ale odpowiedź żony nie daje mu ukojenia.
fot. materiały prasowe
Serial pokazuje życie Polaków w latach 70. i 80. bez pudrowania. Dlatego temat aborcji często przewija się w odcinkach. Na mocy ustawy z dnia 27 kwietnia 1956 roku aborcja była w Polsce szeroko dostępna, także w przypadku trudnych warunków życiowych kobiety. Bohaterki mówią o aborcji, co pokazuje jak bardzo zmieniła się rzeczywistość. Zwłaszcza w porównaniu z obecną sytuacją w kraju.
Oglądamy różne grupy społeczne, zarówno zamożnych dyrektorów handlu zagranicznego, właścicieli biznesów, jak i ubogich mieszkańców wsi. „07 zgłoś się” nie unika też mówienia o mniejszościach seksualnych (chociaż w odcinku „24 godziny śledztwa” z 1979 roku, z udziałem Jana Piechocińskiego, pada wiele opinii niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy). Nieufność wobec stylu życia bohatera odcinka, jego relacji z młodszym mężczyzną jest odrażająca. Sąsiedzi wypowiadają się o nim bezceremonialnie, oskarżycielsko.
Trzecim powodem, dla którego serial odniósł sukces jest szczere opowiadanie o emocjach bohaterów. Ich problemy nie zostają cudownie rozwiązane w finale odcinka, a nawet w finale serialu. Wręcz przeciwnie. Z Borewiczem rozstajemy się w odcinku „Przerwany urlop” (1987), gdy pewna aktorka usiłuje wymusić na nim pomoc w sprawie utraconego prawa jazdy. I to w momencie, gdy bohater miał nadzieję, że przyszła do niego towarzysko. Borewicz ma też problemy w pracy i wisi nad nim widmo konsekwencji za wcześniejszą niesubordynację. Przyszłość bohatera jest więc niepewna.
fot. materiały prasowe
Spośród 21 odcinków jest kilka szczególnie zasługujących na wspomnienie. Pierwszy z nich nosi tytuł „Dlaczego pan zabił moją mamę” (premiera 29 września 1979). Śledztwo dotyczy zaginięcia młodej matki, które rozpoczyna jej małoletnia córka. Dziewczynka nie rozumie nagłego wyjazdu mamy i wbrew woli babci, wysyła listy do hotelu. Podejrzewa, że w nim mieszka nowy partner zaginionej. Dyrektor hotelu zaniepokojony treścią listów, zgłasza je na milicję. Borewicz z Zubkiem będą badać sprawę, mimo że nie znają nazwiska dziewczynki, ani jej matki.
Najciekawsze w odcinku jest ukazanie samotności dziecka. Dorotka Kostrzewska (Ania Awiłowska) jest dojrzała na swój wiek, spostrzegawcza i nie da się uciszyć zapewnieniami babci, że wszystko jest w porządku. To dzięki jej pomocy Borewicz rusza do przodu ze śledztwem. Dostrzega w dziewczynce samego siebie z przeszłości. Bohater w dzieciństwie, w czasie wojny trafił do sierocińca, dopiero po kilku latach odnalazła go babcia. Dziecko z odcinka „Dlaczego pan zabił moją mamę”, mimo że pod opieką babci, czuje się porzucone. Tęskni za mamą, nie ma z nią kontaktu i odczuwa lęk. Dorośli nie mówią jej prawdy.
Serial odważnie pokazuje relacje rodzinne, postawy nauczycieli, a także podejście do wychowania dziecka. Dziewczynka nie jest traktowana poważnie, dorośli (poza Borewiczem) nie rozmawiają o jej trudnym położeniu, nie traktują priorytetowo jej uczuć. Zostaje sama ze swoim strachem, co skutkuje wysyłaniem listów.
Drugim odcinkiem pokazującym trudy życia Polaków w latach 70. jest „Brudna sprawa” (premiera 22 września 1979). Dochodzi do zabójstwa młodej kobiety, o której wiadomo, że pracowała jako dama do towarzystwa w warszawskim hotelu Victoria. Ewa Grabik (Monika Niemczyk) nosiła pseudonim Skarbona (pożyczała innym pieniądze na procent). Dobrze sobie radziła finansowo, ale jej działalność wzbudzała niechęć sąsiadów.
Sprawa śmierci Ewy to początek poszukiwania prawdy o losach dwójki dzieci. Ponownie, wraz z bohaterami, zaglądamy na polską wieś i do ubogich mieszkańców warszawskiej kamienicy. Ponura prawda o tym, że Ewa oddała swoje dziecko, żeby na tym zarobić, budzi przerażenie u milicjantów. Wizyta na wsi nastraja ich pesymistycznie i ponownie tracą wiarę w ludzi. Temat ten będzie często powracał. Borewicz często tonem wyższości, krytykuje złe decyzje rodziców, a także to jak wiele są w stanie zrobić dla pieniędzy. Bohaterowi doskwiera fakt, że nie jest ojcem, a chciał i miał nadzieję, że z żoną doczekają się potomstwa. Po rozwodzie nie planował już kolejnego ślubu. Mówi o tym wprost w rozmowie z Ewą Olszańską.
Trzecim odcinkiem wartym wspomnienia jest „Strzał na dancingu” (premiera 18 listopada 1982). W odcinku słyszymy piosenkę Alicji Majewskiej „Przed nocą i mgłą”. Na dancingu dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest młody mężczyzna, Mieczysław Romski. Borewicz szybko odkrywa, że denat był szantażystą i miał wielu wrogów obecnych w lokalu podczas zbrodni. Krąg podejrzanych szybko się poszerza. Wszyscy poszukują tzw. żółtej teczki. To zbiór kompromitujących dokumentów, które gromadził zmarły, aby szantażować adwokatów, wpływowych biznesmenów, wysoko postawione urzędniczki oraz gorzej sytuowanych pracowników restauracji, szatni, a nawet siostrę w wieku licealnym.
Nikt za Romskim nie tęskni, nawet najbliższa rodzina. Milicjant wraz z sierżant Olszańską odkrywają, że adwokat reprezentujący osoby szantażowane przez Romskiego, teraz usiłuje naciskać na śledczych, żeby nie zajmowali się sprawami jego klientów i oddali im żółtą teczkę zaraz po jej odnalezieniu. Borewicz jednak nie byłby sobą gdyby nie sprawdził najpierw, czy wśród poszukiwanych dokumentów są jakieś dowody świadczące o popełnieniu innych przestępstw.
Do zwierzchników porucznika Borewicza docierają skargi na jego pracę i pojawia się ryzyko odsunięcia od sprawy. Na szczęście, major Wołczyk wspiera niezależność śledztwa i milicjantom udaje się odkryć, kto jest sprawcą morderstwa. Odkrycie to zaskakuje wszystkich i tym razem dowodzi, że nie zawsze odkrycie „kto zabił?” przynosi ulgę i poczucie sprawiedliwości. Pokazuje jedynie, że Romski był zdemoralizowaną jednostką i zrujnował życie wielu ludziom.
W odcinku świetnie odtworzono klimat dancingów z lat 70. Piosenka Alicji Majewskiej wykonywana przez jedną z bohaterek, Martę Kowalewicz (w tej roli Lidia Wetta), zabiera nas na parkiet, gdzie bywalcy chwilowo zapominają o swoich problemach i troskach, ale w końcu nadchodzi nowy dzień i muszą zmierzyć się z rzeczywistością. Nostalgiczne, refleksyjne wykonanie dodaje fabule kolejnej warstwy interpretacyjnej.
fot. materiały prasowe
Czytaj także: Retro powroty do polskich seriali kryminalnych. Reaktywacja „Gliny” z Jerzym Radziwiłowiczem to dopiero początek?
Czwartym powodem gwarantującym sukces „07 zgłoś się” jest historia głównego bohatera i jego związki z kobietami. Borewicz nie był dżentelmenem i mimo że odnosił się z szacunkiem do kobiet na wysokich stanowiskach: lekarek, historyczek sztuki, to zupełnie inaczej traktował spotykane w pracy damy do towarzystwa, barmanki, czy sprzątaczki. Często bywał szorstki, opryskliwy i wulgarny. Jak ironicznie skomentowała to pewna lekarka poznana w wigilijny wieczór, Borewicz to „milicjant filozof o duszy dziecka i wrażliwości poety”.
Odcinek, w którym inny bohater kradnie show Cieślakowi, ale równocześnie daje nam okazję, żeby poznać porucznika w prywatnej odsłonie, to „Hieny” (premiera 25 listopada 1982). Wspaniały popis Piotra Fronczewskiego i Grażyny Szapołowskiej do dzisiaj pamiętany jest przez widzów.
Trafiamy na kolejny turnus w domkach letniskowych, gdzie obrotny właściciel pośredniczy w świadczeniu usług seksualnych przez kilka zatrudnionych tam kobiet. Zwraca to uwagę zarówno milicji, jak i jego konkurencji. W efekcie dochodzi do zbrodni, a śledztwo prowadzi Borewicz, który dotychczas przebywał w ośrodku pod przykrywką jako ratownik i zajmował się zupełnie inną sprawą. To zdecydowanie najbardziej wakacyjny odcinek serii, ale oczywiście nie zabrakło w nim sporej łyżki dziegciu. Żeby nie było za słodko.
Warty wspomnienia jest także „Przerwany urlop” (premiera 26 kwietnia 1987), gdzie Kurt Rolson grany przez Marcina Trońskiego również odwraca uwagę od losów głównego bohatera. Gościnne występy gwiazd kina i telewizji, były w „07 zgłoś się” powszechne i znacząco uatrakcyjniały serial. Na przestrzeni kilkunastu lat emisji, zmieniła się życie głównych bohaterów. Widać to zarówno w ich ubiorze, jak i rozluźnieniu obyczajom oraz stylu życia. W latach 80. widzimy zagraniczne kosmetyki i perfumy, więcej artykułów luksusowych, zmieniają się wnętrza mieszkań, pojawia się oraz więcej wyjazdów zagranicznych.
fot. materiały prasowe
„07 zgłoś się” bywa słusznie krytykowane za to, jak pokazywane były w serialu kobiety (prostytutki, lichwiarki, kochanki – każda została surowo oceniona za podejmowane decyzje). Z perspektywy czasu widać doskonale, że taryfa ulgowa, którą Borewicz miewał w stosunku do mężczyzn, rzadko przysługiwała kobietom. Nie zmienia to faktu, że serial ironicznie i dowcipnie komentował rzeczywistość. Twórcy starali się pogłębiać portrety psychologiczne bohaterów, wyjaśniać ich motywacje i poglądy. Czasem bywało smutno, czasem śmiesznie. „07 zgłoś się” to popkulturowa pocztówka z przeszłości. I warto czytać ją ze zrozumieniem czasów, które opisuje.
Serial powstał na bazie wielu cykli książkowych. Wśród najpopularniejszych należy wymienić „Ewa wzywa 07” i opowiadanie „Dlaczego pan zabił moją mamę?” autorstwa Adama Hauerta. Często twórcy inspirowali się również komiksami o kapitanie Żbiku, ale część scenariuszy była oryginalnych, napisał je Krzysztof Szmagier we współpracy z Michałem Komarem, Stefanem Klonowskim, Andrzejem Kamińskim i Kazimierzem Tarnasem.
Na zakończenie należy wspomnieć wspaniałą wokalizę Grzegorza Markowskiego, która zdobi serial i stanowi znak rozpoznawczy produkcji. Muzykę skomponował Włodzimierz Korcz. Całość jest nostalgiczna, sentymentalna i oniryczna. Szmagier nie unikał takich emocji u bohaterów – często zastanawiali się nad źródłem zła, przemijaniem i samotnością, która dopadła Borewicza i Olszańską. Z czasem ona związała się z dużo starszym mężczyzną poznanym w odcinku „Morderca działa nocą” z 1984 roku (w tę postać wcielił się Leon Niemczyk), a porucznik pozostał singlem, czy jak się wówczas mówiło „starym kawalerem”, choć w jego przypadku etykietka rozwodnik była bardziej trafna. Jak sam mówił, tylko pracę traktował serio i stało się to jego brzemieniem.
Serial „07 zgłoś się” dostępny jest w ofercie TVP VOD.