Małgorzata Major - Retro powroty do polskich seriali kryminalnych. Reaktywacja „Gliny” z Jerzym Radziwiłowiczem to dopiero początek?
00:00
Polacy kochają seriale kryminalne. To gatunek, który od dekad cieszy się największym zainteresowaniem widzów. Sięgając do początków polskiego serialu telewizyjnego, już w 1965 roku znajdziemy produkcję milicyjną „Kapitan Sowa na tropie”. Później nastały czasy porucznika Borewicza i kolejnych komisarzy, jak Halski, Gajewski, czy Desperski.
Fenomen seriali milicyjnych i kryminalnych to zjawisko w Polsce znane powszechnie. To, jak bardzo tęsknimy za ukochanymi postaci z produkcji dawno zakończonych, dobitnie pokazał powrót serialu „Glina. Nowy rozdział”. Oryginalny „Glina” premierowo emitowany był w latach 2004-2008, a w 2025 roku serial wrócił z sześcioma nowymi odcinkami co wywołało entuzjazm wśród wiernych widzów. Reaktywacja produkcji o pracy warszawskich policjantów pracujących nad najtrudniejszymi sprawami kryminalnymi od początku cieszyła się dużym zainteresowaniem. Miało to związek z otwartym zakończeniem drugiego sezonu, który na siedemnaście lat zostawił nas z pytaniem o losy głównego bohatera. Przeżył, czy nie przeżył? Twórcy „Nowego rozdziału” trzymali nas w niepewności do samego końca. Na plakacie promującym nowy sezon nie pojawił się Jerzy Radziwiłowicz, co rozpoczęło falę spekulacji.
W „Glinie” bowiem główną rolę grał Jerzy Radziwiłowicz. Postać komisarza Andrzeja Gajewskiego to przykład bohatera, który wzbudza sympatię, bo jest zwyczajny i ma problemy jak wielu z nas. Z jednej strony jest niezwykle oddany pracy, ambitny, zaangażowany, z drugiej – cierpi na tym jego rodzina. Wiecznie zajęty, niewyspany, poirytowany doprowadza do rozpadu małżeństwa, a dorosła córka widuje go od czasu do czasu. Bohatera poznajemy w 2004 roku, okresie intensywnych zmian w Polsce. Nasz kraj dołącza do struktur europejskich, przed Polakami otwiera się europejski rynek pracy, rozpoczyna się masowa emigracja zarobkowa do Wielkiej Brytanii, Holandii, Norwegii i Niemiec. Zaczynamy otwierać się na świat i uczyć życia w nowej rzeczywistości. Równocześnie, co pokazuje serial w reżyserii Władysława Pasikowskiego, przestępczość nie zatrzymuje się tylko dlatego, że świat się zmienia. Narkotyki, handel ludźmi i bronią również wskakuje na nowy, międzynarodowy, poziom. Przekonuje się o tym komisarz Gajewski szkoląc nowego pracownika, Artura Banasia (w tej roli Maciej Stuhr).
Warszawa początku XXI wieku wciąż jest niebezpieczna i nie przypomina współczesnego miasta, które cieszy się zainteresowaniem turystów z całego świata. Pasikowski pokazuje ją, zgodnie ze scenariuszem Macieja Maciejewskiego, jako przestrzeń dla gangsterskich potyczek i nieustającej walki o przetrwanie.
Mieszkanie Gajewskiego jest małe, skromne, wciąż nieurządzone. Wprowadził się tam z nową partnerką Agatą (Urszula Grabowska). Kobieta pracuje jako pielęgniarka w szpitalu, dyżuruje w nocy więc ciągle mija się z komisarzem. Ona mówi o dziecku (jest od niego młodsza o dwadzieścia sześć lat), on ma już dorosłą córkę i wzbrania się przed kolejną porcją pieluch i nocnego budzenia, żeby nakarmić niemowlę. Raczej czeka na to, aż córka założy własną rodzinę i będzie mógł spełniać się w roli dziadka. Nieporozumienia w związku tylko narastają i prowadzą do tragicznych konsekwencji.
Agata jest w serialu bohaterką tragiczną. To mężczyźni nieustająco decydują o jej losie. W pracy molestuje ją lekarz (w tej roli Mariusz Bonaszewski), w domu kłóci się z partnerem. Wpada z deszczu pod rynnę. Gdy decyduje się na związek z lekarzem, który zaczął się od przemocy seksualnej, wyprowadza się z mieszkania dzielonego z Gajewskim. Z czasem okazuje się, że przemoc ze strony doktora Krzysztofa ciągle narasta, a nowa relacja jest pomyłką. Kobieta miota się między jednym partnerem a drugim. Scenariusz obchodzi się z nią niezbyt łaskawie. Trzeba powiedzieć, że serial brutalnie rozprawia się z kobietami, rozlicza je z każdej pomyłki, nie daje szans na rehabilitację. Pod tym względem nie jest to produkcja postępowa i empatyczna wobec kobiet. Być może to też znak czasu, w nowych odcinkach bohaterki otrzymują już należne im miejsce. A do zespołu policyjnego dołącza młoda policjantka, Tamara Rudnik (w tej roli Nela Maciejewska).
Inne bohaterki również dostają po łapach za próbę bycia szczęśliwymi. Widać to nie tylko na przykładzie Agaty Jeżewskiej, ale i psycholożki policyjnej romansującej z Banasiem. Grażyna (Aldona Orman) jest starsza, pracuje w tym samym wydziale i dobrze dogaduje się z Banasiem. Ale gdy tylko wyraża nadzieję, że łączy ich coś więcej niż seks, szybko zostaje wyprowadzona z błędu. A nawet ukarana za to, że mogła mieć marzenie o związku z młodszym mężczyzną.
Podobny los spotyka Beatę, żonę policjanta Staszka zamordowanego w hotelu razem z gangsterem o pseudonimie Rolex. Po śmierci męża rozpoczyna romans z jego kolegą nadkomisarzem Jerzym Pawlakiem (Robert Gonera). Staje się przenośnym trofeum, przechodzi z rąk do rąk, niczym przedmiot. Jurek chce jej pomóc po śmierci męża, ale dość szybko rozgaszcza się w mieszkaniu kobiety i jej życiu. Czy naprawdę chodzi o pomoc, a może jednak poczucie władzy i kontroli?
Wyjątek stanowi patolożka Olga Seifert (w tej roli Agnieszka Pilaszewska). Bohaterka jest profesjonalistką, zna się doskonale na swoim fachu i zawsze jest gotowa do pracy. Gajewski bardzo ją ceni. Próbuje nawet przenieść ich znajomość na prywatny grunt, ale Olga się wycofuje.
Seifert stoi na rozdrożu, należy bowiem do wydziału zabójstw i jest jedną z nich, a z drugiej strony widać, że chciałaby mieć coś więcej niż tylko pracę. Jej dylematy, podobnie jak miotanie się Gajewskiego, to kolejny ważny element fabuły. Bohaterowie chcieliby po prostu pożyć, odpocząć, odciąć się od obowiązków, ale ich pracoholizm staje się dla nich pułapką i przekleństwem.
Oglądanie Warszawy sprzed ćwierć wieku, to ciekawe doświadczenie. Mieszkania w blokach i kamienicach pełne podobnych mebli, szklanek z plastikowym koszyczkiem, telewizorów z kineskopem i gdzieniegdzie przedpokoi z boazerią, to znak rozpoznawczy lat zerowych. Telefony komórkowe dopiero wchodzą do powszechnego obiegu, internet dopiero raczkuje, a komunikacja mailowa jest czymś ekstrawaganckim.
Czasy przełomu sprzyjają ludzkiej niepewności. Dlatego oprócz gangsterskich porachunków, policjanci badają też zbrodnie sąsiedzkie, rozliczenia z przeszłością, przestępstwa popełnione z poczucia samotności, wyobcowania i niedopasowania do współczesnych czasów. Gajewski dobrze zna ludzką naturę, czasem jest w stanie zrozumieć zbrodniarza i wyrazić współczucie jeśli tylko ten nie próbuje wykpić się od odpowiedzialności.
Artur Banaś jako początkujący policjant w wydziale kryminalnym, stara się aż za bardzo. Jako syn byłego milicjanta, wie na czym polega ta praca. Chce jednak pracować zgodnie z regulaminem, unika używek i brzydzi się korupcją. Nie dołącza do kolegów pijących po godzinach. Do czasu. Wbrew swojemu postanowieniu, praca łamie mu kręgosłup. Sięga po papierosy i alkohol, szuka ucieczki od brutalnej codzienności. Wiąże się z córką Gajewskiego obiecując mu, że nie zrobi jej krzywdy. Ile to już razy słyszeliśmy tę obietnicę bez pokrycia?
W nowej serii widzimy, że Banaś rozstał się z żoną, dobry kontakt ma tylko z córką. Historia zatoczyła koło. Tak bardzo chciał iść własną drogą, a mimo to powtórzył błędy swojego mentora i skończył jak Gajewski. Samotny, rozdrażniony, pokonany przez system. Nowe odcinki autorstwa Maciejewskiego zdają się mówić, że niestety, ale system pokona cię zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo będziesz się starał. Bo kasyno zawsze wygrywa.
Dojrzały Banaś, podobnie jak kiedyś Gajewski, widział już wszystko i nie pokłada nadziei w tym, że uczyni świat lepszym miejscem. Stara się jedynie, żeby nie był jeszcze gorszym. Twórcy nie dają nam złudzeń, że ta historia mogła skończyć się inaczej. Czy Tamara również podzieli los swoich nauczycieli? Jej historia nie jest jeszcze zakończona. Najprawdopodobniej SkyShowtime i TVP po dobrym odbiorze nowego sezonu, przygotuje kontynuację produkcji.
To co stanowi siłę „Gliny” polega na brutalnym rozliczeniu z rzeczywistością. Pasikowski i Maciejewski nie zwodzą nas, że bohaterowie będą „żyli długo i szczęśliwie”. Nie wiadomo nawet, czy w ogóle będą żyli. Na odpowiedź co dalej z Gajewskim, czekaliśmy przecież siedemnaście długich lat.
Zanim jednak dotarliśmy do finału sezonu drugiego, oglądaliśmy bohatera nieco podobnego do Kurta Wallandera. Postać stworzona przez pisarza Henninga Mankella nie przez przypadek zachwyciła czytelników na całym świecie. Szwedzki policjant z Ystad to zwykły facet w średnim wieku. Rozwodnik, ojciec dorosłej córki. Marzy o emeryturze, świętym spokoju i spacerach z labradorem. Wie, że świata nie zmieni i już nawet nie łudzi się, że jego praca ma wielkie znaczenie. Jest w nim jednak poczucie odpowiedzialności i misji. To łączy go z Gajewskim. Do swojej pracy podchodzi bardzo serio. Chyba nawet poważniej niż do obowiązków względem rodziny, co zemści się na jednym i drugim po latach.
Czytaj także: Moda na rebooty i kontynuacje. Seriale, które dostały drugie życie
Zaletą „Gliny” jest scenariusz. Maciejewski opowiada historia o Warszawie poprzez jej mieszkańców. Czasem tych wpływowych z pierwszych stron gazet, ale częściej tych milczących, anonimowych, szybko przebiegających przez klatkę schodową. W wielu przypadkach mordercy rozliczają się ze światem poprzez swoje zbrodnie. Mszczą się za porzucenie, zapomnienie, niedocenienie.
Skryci, zamknięci w sobie, bez rodziny i przyjaciół. Czasem tylko podejrzani, a czasem winni. Maciejewski pokazuje, że odrzucenie skutkuje frustracją. Portretuje ją na różne sposoby, zawsze jednak są to historie o ludzkim cierpieniu i samotności.
W niektórych odcinkach wyjeżdżamy poza Warszawę. Warto przypomnieć szczególną sprawę prowadzoną w pojedynkę przez Artura Banasia. Policjant chce pomóc koleżance swojej dziewczyny, Julii Gajewskiej (w tej roli Anna Cieślak). Katarzyna (Magdalena Czerwińska) jest Romką i poszukuje swoich zaginionych bliskich. Trójka Romów, dwóch mężczyzn i kobieta, pojechali załatwić sprawy urzędowe w Baranicy i nigdy nie wrócili do domu. Banaś rusza ich tropem, nie informując o tym Gajewskiego. Chce pomóc Julii i nie ma pojęcia, że ta historia zmieni jego życie i wyobrażenie o Polsce.
Dwa odcinki poświęcone sprawie Romów to jeden z ważniejszych elementów całego serialu. Pokazuje niechęć wobec mniejszości żyjących w Polsce, skrajne nacjonalistyczne postawy i tendencję do samosądów. Odcinki powstały w zupełnie innym klimacie niż obecny. Co ciekawe, był to moment, w którym Polska zaczęła się otwierać na inne grupy etniczne i mniejszości narodowe. Teraz jednak, gdy oglądamy ten serial ponownie, można odnieść wrażenie, że nastrój niechęci wobec obcych znowu w Polsce odżywa.
Śledztwo Banasia to świetnie napisana opowieść, pokazuje różne charaktery i różne perspektywy. Wyruszamy z bohaterem na polską prowincję, gdzie przyjdzie mu się mierzyć z niechęcią i przemocą. Ale inną niż ta wielkomiejska. Ta w Baranicy podszyta jest zmową milczenia i niedopowiedzeniami. Twórcy uchwycili rdzeń polskiej nieufności, niechęci wobec obcych i stadną nienawiść. Zdecydowanie to jedna z najbardziej przerażających historii opowiedzianych w serialu.
Wątek romski od czasu do czasu pojawia się w polskich serialach. W tym miejscu warto przypomnieć zarówno serial „Kruk” Canal+ z główną rolą Michała Żurawskiego oraz „Infamię” Netfliksa, w której występuje m.in. Zofia Jastrzębska, Magdalena Czerwińska i Artur Dziurman. „Infamia” to najbardziej współczesne spojrzenie na życie Romów w Polsce.
Czytaj także: Odważnie o dojrzewaniu do śmierci? Trzy najlepsze seriale na najtrudniejszy temat
„Glina” wpisała się w kanon polskich seriali kryminalnych jako jedna z najlepszych produkcji w historii telewizji. To niejedyny serial, na powrót którego widzowie czekali. W tym miejscu warto przypomnieć również „Ekstradycję” z Markiem Kondratem w roli głównej oraz „Pitbulla” Patryka Vegi.
„Ekstradycja” w reżyserii Wojciecha Wójcika powstała w połowie lat 90. (dokładnie w latach 1995-1999), czyli trafiła w czuły punkt polskiej transformacji. Dopiero co uczyliśmy się demokracji i gospodarki wolnorynkowej, a rewolucja cyfrowa miała nadejść za kilka lat. Marek Kondrat wciela się w postać nadkomisarza policji Olgierda Halskiego, który zajmuje się śledztwem w sprawie handlarzy narkotyków, rosyjskiej mafii i korupcji wśród ważnych urzędników państwowych.
Halski ma sporo problemów w życiu osobistym. Jest alkoholikiem, rozwiódł się z żoną, a jego córkę wychowuje siostra Sabina (w tej roli Małgorzata Pieczyńska). Praca sprowadza niebezpieczeństwo na najbliższe mu osoby, co wpływa negatywnie na życie bohatera. Halski, żyje podobnie jak Gajewski, czy Wallander. Te same problemy, ta sama praca. Diabeł tkwi w szczegółach. Zarówno „Glina”, jak i „Ekstradycja” opisują inny kawałek polskiej rzeczywistości. I obydwa seriale robią to świetnie.
„Ekstradycja” skupia się na dopiero co zbudowanych strukturach państwa demokratycznego. Twórcy pokazują, że Polacy uczą się nowej państwowości i wolnego rynku. Na urzędników czai się wiele pokus i dostęp do pieniędzy, które nigdy wcześniej się im nie śniły. Rozliczanie ich korupcyjnych działań to zadanie Halskiego. Trudno się dziwić, że nie wylewa za kołnierz. To zresztą czasy, gdy mężczyźni nie przyznawali się do depresji, nerwic, stanów lękowych. Uznawali, że alkohol rozwiąże te problemy. Wiele się w tej kwestii zmieniło, ale nadal to mężczyźni najczęściej popełniają samobójstwa nie wierząc, że mogą znaleźć pomóc. W końcu „chłopaki nie płaczą”, co stało się ich przekleństwem.
Serial „Pitbull” powstał w podobnym okresie, co „Glina”. Emitowany w latach 2005-2008 stanowi kontynuację filmu pod tym samym tytułem z roku 2005. „Pitbull” opowiada perypetie policjantów z Wydziału ds. Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. W tym przypadku, poza tłem kryminalnym, ważne są pogłębione psychologicznie postaci policjantów. Każdy z nich zmaga się z własnymi demonami.
W serialu wystąpili m.in. Marcin Dorociński, Rafał Mohr, Andrzej Grabowski, Weronika Rosati, Paweł Królikowski, Janusz Gajos i Michał Żurawski.
Dorociński gra rolę komisarza Sławomira Desperskiego o pseudonimie „Despero”. Bohater nie radzi sobie z życiem osobistym, nie ma mieszkania, śpi więc na komendzie. Obsesyjnie dąży do ujęcia ormiańskiego gangstera Saida. Wiedząc, że planuje pojawić się w Polsce i spotkać z córką, decyduje się ją uwieść, żeby tylko dostać się do świata bliskich swojego nemezis. Związek z Dżemmą (Weronika Rosati) okazuje się jednak bardziej trwały niż pragnienie ujęcia Saida. Desperski wiąże się z kobietą i postanawia z nią zamieszkać.
„Pitbull” nie unika trudnych tematów i podobnie jak „Glina” opowiada o życiu mniejszości etnicznych w Polsce. Nie brakuje też wątku uzależnień od alkoholu i narkotyków, samotności, problemów rodzinnych. Wszystko to jest do cna polskie i zrozumiale dla każdego, kto żyje w tym kraju. W tym tkwi też sukces omawianych wyżej seriali – nie udają opowieści o amerykańskich policjantach, ale pokazują rzeczywistość za oknem i problemy znane z ulicy, mediów i własnego życia.
Uchwycenie przemian społecznych i ekonomicznych, lęków związanych z wejściem Polski do Unii Europejskiej, a wcześniej z wkroczeniem w świat wolnego rynku sprawiło, że widzowie mogli identyfikować się z problemami bohaterów.
Serial „Glina” już wrócił. Pytanie, czy jest szansa na powrót komisarza Olgierda Halskiego i jego następców oraz ekipy z „Pitbulla”. Widzowie czekają.