Małgorzata Major - Za co kochamy seriale z lat 90.? Jowita Budnik była gwiazdą „W labiryncie” i „Fitness Club”
00:00
Okres transformacji systemowej w Polsce wpłynął zarówno na życie społeczne, obyczajowe, jak i kulturalne kraju. Wraz z wolnym rynkiem pojawiła się telewizja kablowa, nowe seriale i programy. W filmach zmienił się styl opowiadania, tematyka, pojawili się nowi aktorzy.
Przełom roku 1989 i 1990 to nie tylko zmiany w strukturach Telewizji Polskiej, podobnie jak we wszystkich instytucjach państwowych, ale nowa fala obyczajowa. Znamienne było zakończenie emisji „Dziennika Telewizyjnego”. W dniu 17 listopada 1989 roku pokazano ostatnie wydanie programu uznawanego za tubę propagandową reżimu komunistycznego. Wówczas zadebiutowały „Wiadomości” reprezentujące nową jakość programu informacyjnego.
Zmiany te widać również w nowo powstałych serialach. Inne problemy, inna muzyka, nowe wyzwania. Dwa głośne tytuły, które niezmiennie kojarzyć będziemy z okresu przełomu to „W labiryncie” i nieco młodszy „Fitness Club”. W obydwu serialach wystąpiła wybitna obsada aktorska, a jeden z nich zyskał miano kultowego.
„W labiryncie” (na podstawie scenariusza Wojciecha Niżyńskiego i w reżyserii Pawła Karpińskiego) to pierwszy polski serial obyczajowy w III Rzeczpospolitej. Serial zadebiutował 25 grudnia 1988 roku, czyli jeszcze w poprzednim ustroju, ale emitowany był do 26 czerwca 1991 roku. Opowiada losy pracowników instytutu badawczego, gdzie naukowcy pracują nad tworzeniem nowych leków. Główną bohaterką jest Ewa Glinicka (w tej roli Agnieszka Robótka-Michalska). Dziewczyna rozpoczyna pracę w instytucie. To jej pierwsze zatrudnienie po studiach na farmacji. Młoda kobieta ma za sobą trudny okres, ponieważ niedawno zginął tragicznie jej narzeczony Wojciech. Mieszka z niedoszłymi teściami i próbuje ułożyć sobie życie, mimo że właściwie nie wie, od czego zacząć. Sam fakt mieszkania z teściami nastręcza jej wielu trudności. W końcu to żadna rodzina, ale bohaterka czuje się zobowiązana do utrzymywania z nimi bliskiego kontaktu. Formalnie nic ich nie łączy. Ewie trudno jednak zerwać więzy, a gdy próbuje się wyprowadzić, teściowa stosuje wobec bohaterki szantaż emocjonalny. Wówczas jednak nikt tego w ten sposób nie traktował. Ewa nie chce zranić starszej kobiety i kosztem własnego samopoczucia nadal mieszka w domu rodziców zmarłego narzeczonego.
Czytaj także: Retro powroty do polskich seriali kryminalnych. Reaktywacja „Gliny” z Jerzym Radziwiłowiczem to dopiero początek?
W tym czasie pracownicy instytutu mierzą się z dużym problemem. Dyrektor instytutu Stopczyk (Leon Niemczyk) wstrzymuje badania nad ważnym lekiem. Adoloran to najważniejszy projekt zespołu, ale nie mając dofinansowania, naukowcy nie mogą przejść do fazy badań klinicznych.
Poznajemy również życie prywatne pracowników instytutu. Zaglądamy do ich domów, poznajemy rodziny, sprawdzamy co mają w lodówce. W pierwszym odcinku Adam Racewicz (w tej roli Marek Kondrat) obchodzi - po świętach Bożego Narodzenia - spóźnione imieniny i gości wraz z małżonką, kolegę z pracy, Janka Duraja (Piotr Skarga). Wszyscy zasiadają do stołu w kuchni, gdzie ściany wyłożone są boazerią, a nieopodal stoi biała lodówka. Potrawy na stole są typowe dla tamtego czasu, to jajka w majonezie, sałatka oraz sernik. Twórcy od początku postawili na pokazywanie polskiej obyczajowości zgodnej z życiem milionów Polaków. A o czym rozmawiają koledzy na imieninach? Oczywiście o pracy. Narzekają na zmiany, brak pieniędzy na badania i zatrudnienie znajomej dyrektora.
Ewa już pierwszego dnia pracy zostaje okropnie potraktowana przez jednego z przełożonych. Słyszy jak mówi o niej przez telefon, że „nada się do parzenia herbaty”. Nikt jeszcze nie sprawdził jej kompetencji, ale już zostaje zakwalifikowana do pracy poniżej kwalifikacji. Duraj ciągle mówi o Ewie, że jest „świetną panienką”, co brzmi wyjątkowo obrzydliwie. Ma również pretensje do niej, że ośmieliła się sięgnąć po specjalistyczne czasopismo „The Lancet”. Podkreśla, że napisane jest w języku angielskim sugerując przy tym, że Ewa nie jest w stanie czytać w tym języku. Z czasem jednak relacja bohaterów ulega poprawie.
fot. materiały prasowe
Janek Duraj równie nieelegancko traktuje swoją żonę, a to dlatego, że podejrzewa ją o romans w pracy. Jego małżonka Krystyna (Renata Pękul) jest stewardessą, często lata do Dubaju i w inne egzotyczne miejsca, co wzbudza jego zazdrość. Gdy córka pary ma wypadek i trafia do szpitala, bohater oskarża żonę o to, że nie pilnowała córki, a teraz dramatyzuje. Krzyczy na żonę i w ogóle nie bierze pod uwagę jej uczuć. Krystyna mówi mężowi, że jego krzyki powodują u Oli koszmary senne, co Jan bagatelizuje. Nie dostrzega zależności między wszczynanymi przez niego awanturami, a pogarszającym się samopoczuciem dziecka.
Krystyna próbuje porozmawiać z mężem, ale ten oczekuje, że żona zrezygnuje z pracy. Nie rozumie, że praca stewardessy to ciągłe wyjazdy i częste nieobecności w domu, a równocześnie wysokie zarobki, których on sam nie jest w stanie zapewnić rodzinie. Duraj jest obsesyjnie zazdrosny o pilota Wernera (Leszek Teleszyński), w ogóle nie dostrzega swojej winy. Awanturuje się, jest rozdrażniony. A gdy słyszy od żony słowa prawdy, mówi krótko: „droga wolna”. W domyśle – oczekuje że żona wyprowadzi się z domu.
fot. materiały prasowe
Ktoś jednak uciera nos Durajowi. Gdy jego teściowa zajmuje się córką Durajów, matka Krystyny opowiada Oli, że mama musi pracować, żeby zarabiać na jej lalki Barbie i klocki Lego. Dodaje, że tata nie zarabia zbyt wiele, ponieważ tata zamiast przyjmować pacjentów, zajmuje się badaniami nad myszkami i królikami. Szydzi z pracy zięcia. Prowadzi to do kolejnej kłótni przy dziecku. Babcia, ani ojciec nie zwracają uwagi na to, że Ola jest świadkiem kolejnej ostrej wymiany zdań. To znak czasu – Ola, która jest dzieckiem z pokolenia Y, wyrośnie na straumatyzowanego milenialsa i na pewno będzie uczęszczać na terapię.
„W labiryncie” to serial wnikliwie przyglądający się życiu w Polsce końca lat 80. Bohaterowie mają te same problemy, co widzowie. Niepewność w kwestii zatrudnienia, problemy mieszkaniowe, kłótnie rodzinne - wszystko to widzimy na ekranie. W rodzinie Adama Racewicza napięcia powodują też nastoletnie dzieci, zwłaszcza córka Marta (w tej roli Jowita Budnik). Marta to przedstawicielka nowego pokolenia. Dziewczyna uczy się w szkole średniej, ale myśli już o wyrwaniu się na wolność. Marzy o niezależności. Jej kolega kradnie eter, którym grupa znajomych odurza się podczas koncertu. Rodzice coraz gorzej znoszą jej wybryki.
Joanna (Sławomira Łozińska), żona Adama Racewicza, odnosi sukcesy zawodowe jako dziennikarka telewizyjna. Dzieli czas na pracę i wychowanie dzieci. Jej mąż może skupić się tylko na pracy. W końcu dzieci to domena kobiet. Tak było czterdzieści lat temu i nikt tego wówczas nie kwestionował. On popołudniami czyta, ona wraca z pracy i od razu musi gotować obiad.
Produkcja jest niezwykle ciekawa z uwagi na to, jakie tematy porusza. Mimo że mamy do czynienia z obyczajówką, to serial bardzo mocno wnika w tematykę pracy instytutu. Nie upraszcza wątków, ale poświęca sporo uwagi zadaniom badaczy, co dzisiaj można by uznać za zbyt drobiazgowe, albo nudne. Oglądamy też sceny z badania szczurów, co współcześnie z pewnością wzbudziłoby sporo kontrowersji. Faktem jest jednak, że twórcy stawiali widzom dość wysoko poprzeczkę. Scenariusz przedstawia losy wielu bohaterów, ich rodzin, stworzono również liczny drugi plan, zawiłe relacje towarzyskie i zawodowe.
fot. materiały prasowe
Warte odnotowania są wizyty towarzyskie. Bohaterowie, zupełnie inaczej niż obecnie, zapraszają się wzajemnie do domu na kawę i herbatę, podczas gdy dzisiaj znajomi raczej spotykają się poza domem. Kawiarnie, albo galerie handlowe są częstszym miejscem spotkań niż wizyty w domach. Współcześnie bardziej chronimy swoją prywatność, poza tym chętniej szukamy rozrywki „na mieście” i aktywności sportowych niż samego „siedzenia przy stole”.
Czytaj także: Być jak Nicole Kidman. Długa lista seriali z udziałem australijskiej gwiazdy
Zarówno Durajowie, jak i Racewiczowie mieszkają w bloku. Ich mieszkania są typowe dla rodzin z dziećmi. W kuchni Durajów stół stoi na środku pomieszczenia, rodzina zasiada tam do posiłków, a wieczorami żona przy stole pali papierosy. To dość znamienne dla tamtych czasów. Palenie papierosów w zamkniętych pomieszczeniach było czymś oczywistym. Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, palacze nie wychodzili „na dymka” na balkon, albo na zewnątrz. Palili w mieszkaniu nawet przy dzieciach. Kultura palenia znacząco zmieniła się na przestrzeni minionych dekad i aktualnie palenie u kogoś w mieszkaniu, albo przy innych osobach, uznano by za faux pas.
Ewa wiedząc, że jest w ciąży, pije wino, co jest dosyć zaskakujące biorąc pod uwagę, że w 1988 roku powszechna była wiedza o zagrożeniach wynikających z picia alkoholu w ciąży. Bohaterka obawia się przyjmowania leków na anginę, ale picie wina uznaje za coś normalnego. Jej kolega Paweł (Jan Jankowski) chętnie częstuje ją alkoholem, mimo że jest wtajemniczony w życie Ewy.
fot. materiały prasowe
W salonie Racewiczów znajduje się telewizor, mały stolik i dwa duże fotele. Na stole w wazonie kwiaty, a obok kolorowe czasopismo. Inaczej wyglądają pokoje dzieci, są kolorowe, a u nastoletniej Marty znajdziemy plakaty zespołów muzycznych. Zwyczaj typowy dla nastolatków z pokolenia X i Y.
Bohaterowie mają w mieszkaniach odtwarzacze kaset magnetofonowych, ale słuchają jazzu. Rozmawiają o Milesie Davisie, ale nie używają płyn winylowych. Kaseta magnetofonowa jest symbolem nowoczesności, która pojawia się w mieszkaniach przedstawicieli zamożnej klasy średniej.
Bohaterki noszą naturalne futra, płaszcze z futrem lisa oraz duże skórzane torebki i masywne kozaki. Naturalne futra to oczywiście symbol statusu. Podczas gdy obecnie powodem do dumy jest noszenie sztucznego futra po to, aby nie poświęcać życia zwierząt dla fanaberii, wówczas naturalne futra noszono z dumą nie myśląc o cierpieniu zwierząt. Co ciekawe, Durajowie w sypialni mają na ścianie niedźwiedzie futro, być może sztuczne, ale okazałe i rzucające się w oczy. To kolejna przebrzmiała moda, na którą dzisiaj nie ma miejsca w przeciętnym polskim mieszkaniu. To rozwiązanie niepraktyczne i mało estetyczne. Zbiera kurz, a nie dodaje uroku wnętrzom.
„W labiryncie” to jeden z nielicznych seriali, które mogą poszczycić się tak gwiazdorską obsadą. W serialu wystąpili m.in. Marek Kondrat, Małgorzata Lorentowicz, Leon Niemczyk, Wiesław Drzewicz, Sławomira Łozińska, Eugenia Herman, Jowita Budnik, Katarzyna Dowbor i Wiesław Michnikowski. Warto dodać, że widzowie „Klanu” w obsadzie odnaleźli liczną reprezentację „W labiryncie”. Za obydwie produkcje odpowiadają Paweł Karpiński i Wojciech Niżyński. Do „Klanu” zaprosili więc Renatę Pękul, Dorotę Kamińską, Andrzeja Grabarczyka, Dariusza Kordka, Annę Wojton i Agnieszkę Robótkę – Michalską.
Drugim serialem, który wiele mówi o polskiej transformacji ustrojowej jest „Fitness Club”. Stworzył go ten sam duet, co „W labiryncie”, czyli Paweł Karpiński i Wojciech Niżyński. Produkcja z 1995 roku idzie o krok dalej niż „W labiryncie”. Widzimy bowiem, jak rozwija się przedsiębiorczość Polaków i jak powstają nowe inicjatywy gospodarcze. Serial opowiada o klubie sportowym, w którym prowadzone są zajęcia z aerobiku i innych aktywności grupowych. Nie jest to typowa siłownia w dzisiejszym rozumieniu, ale miejsce gdzie kobiety przychodzą na zajęcia cardio. Poza nimi, w klubie jest także sauna, gabinet masażu, a nawet kawiarnia. Znajduje się tam również gabinet kosmetyczny.
Główną bohaterką serialu jest była sportsmanka, gimnastyczka artystyczna Ewa Góralczyk (w tej roli Adrianna Biedrzyńska). Jest ambitną młodą kobietą pragnącą rozwijać swój biznes. Jej mąż Janusz (Wiktor Zborowski) stanowi przeciwieństwo Ewy, nie ma głowy do interesów, ale wspiera żonę. Serial pokazuje, że niektórzy mają to coś, co sprawia, że chętnie podejmują ryzyko, gdy widzą szansę na sukces, a inni szukają bezpiecznych rozwiązań. Ewa jest przebojowa, pewna siebie i gotowa na wyzwania. Janusz ceni sobie święty spokój i stabilizację. Jest kuratorem Lidki (Jowita Budnik). Dziewczyna pochodzi z rodziny z problemami, jej matka jest alkoholiczką. Lidka również ma za sobą walkę z uzależnieniem od narkotyków. Chce jednak budować swoje życie na nowo i zaczyna od pracy w klubie.
fot. materiały prasowe
Pokazanie tego jak działa w Polsce „small business” było w pewnym sensie lokowaniem idea placement. Zachęcenie Polaków do podejmowania ryzyka i samodzielnego tworzenia nowych miejsc pracy stało się niezwykle ważne w czasie rosnącego bezrobocia. Ludzie masowo tracili pracę, wiele spółek państwowych nie przetrwało okresu transformacji, niektóre zostały sprywatyzowane co zawsze wiąże się z redukcją etatów. To był trudny czas dla Polaków. Musieli wymyślić się na nowo i znaleźć sposób na zarabianie pieniędzy. Ewa miała pokazać, że dobry pomysł i ciężka praca gwarantują sukces. Bohaterka również boryka się z problemami finansowymi, kłopoty sprawia jej administracja osiedla niezadowolona z działalności klubu. Ewa jednak jest niezrażona i walczy z przeciwnościami losu. Tego samego nowa władza oczekiwała od Polaków.
Lidka, podobnie jak Ewa, to dziewczyna, która mimo życiowych przeszkód, nie poddaje się, walczy o siebie i swoją przyszłość. Kocha się w Ryszardzie (Emilian Kamiński), pracowniku klubu i byłym bokserze. Ryszard pracuje jako masażysta, ceni sobie wolność i niezależność i zdecydowanie nie jest materiałem na męża i ojca.
fot. materiały prasowe
Powstało zaledwie 26 odcinków serialu (emitowany był od 9 września 1995 roku do 9 marca 1996 roku). Widzowie byli podzieleni w ocenie produkcji: dla jednych pomysł był banalny, ale inni uznali, że ciekawie opowiada o współczesnej Polsce. Co ważne, wystąpili w nim bardzo znani wówczas aktorzy. Poza Emilianem Kamińskim i Adrianną Biedrzyńską warto też wspomnieć Marię Pakulnis, Dorotę Kamińską, Magdalenę Zawadzką, Jerzego Zelnika i Marię Winiarską.
Rozpoznawalna stała się również piosenka z serialu, którą wykonał zespół Trubadurzy. Nosi tytuł „Gorąca krew” i pojawiała się w napisanych końcowych każdego odcinka. Tekst piosenki skłania do refleksji nad życiem, zatrzymania się i dostrzeżenia czegoś więcej niż tylko zobowiązania zawodowe i pieniądze. Jak śpiewa zespół: „Przecież jest świat pachnący wierszami, świeżych ziół, niezbieranych latami”. Równie popularna piosenka pochodzi z serialu „W labiryncie”. Utwór „W labiryncie ludzkich spraw” wykonuje Grzegorz Markowski, wokalista zespołu Perfect.
Czytaj także: Seriale, które chcą być jak „Przyjaciele”
W obydwu serialach oglądamy bohaterów nowej rzeczywistości. Niektórzy dali się porwać możliwościom, jak Krystyna Duraj, która z każdego wyjazdu służbowego wraca z ubraniami na sprzedaż, albo sprzętami do domu (w Moskwie kupiła nawet grzejnik olejowy). Ewa z „Fitness Clubu” jest odważną kobietą, stawia wszystko na jedną kartę. Pracuje na własny rachunek, nie nadaje się na etat. Zupełnie inaczej niż jej mąż.
O brak przedsiębiorczości Krystyna Duraj oskarża męża. Wraz z matką nie potrafi zrozumieć, dlaczego nie chce prowadzić prywatnej praktyki lekarskiej tylko zajmuje się badaniami nad nowym lekiem, co nie jest tak opłacalne finansowo jak własny gabinet. Racewicz nie docenia swojej żony pracującej w telewizji, jej zarobków i prestiżu związanego z pracą. Oczekuje, że to ona będzie zajmować się dziećmi, mimo że ma wiele zobowiązań i poza nagrywaniem programów, uczestniczy także w ich montażu.
Jowita Budnik występuje w dwóch serialach i w obydwu jest osobą łatwo wpadającą w kłopoty. „W labiryncie” Budnik gra nastolatkę typową dla swoich czasów. Buntowniczkę, wielbicielkę muzyki rockowej i używek. W serialu „Fitness Club” gra starszą wersję Marty – już po odwyku szuka nadziei na lepszą przyszłość. Lidka pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym. Może liczyć tylko na siebie. Jest zaradna, ale nie zawsze radzi sobie z wykonywaniem obowiązków, które powierza jej szefowa. Nie zraża się jednak i codziennie podejmuje rękawice rzucaną przez rzeczywistość.
fot. materiały prasowe
Oglądając „W labiryncie” i „Fitness Club” czujemy się jak w kapsule czasu zabierającej nas do początku lat 90. Wszystko jest podobne, ale jednak zupełnie inne niż dzisiaj. Inny styl życia, inne rozrywki, inne priorytety. Społeczeństwo jest bardziej konserwatywne. Mimo że produkcje nie są wolne od wad, warto do nich wrócić jak do swoistej kroniki filmowej tamtych czasów.