fbpx

Gorąca dekada

East News / Wystawa Piotra Uklańskiego „Naziści” (Zachęta, 2000) wywołała „zbrojną interwencję” Daniela Olbrychskiego

Minęła pierwsza dekada XXI wieku. Od dziesięciu lat hasło: „przyszłość jest teraz”, przestało być pustym sloganem i opisuje rzeczywistość. Warto chyba pokusić się o małe podsumowanie. Co zdarzyło się w polskiej sztuce przez pierwsze dziesięć lat trzeciego tysiąclecia – i co z tego wynika?

Opowieść o ostatniej dekadzie trzeba zacząć od triumfalnego stwierdzenia: było to udane dziesięć lat, czas, w którym polska sztuka zrobiła realną miedzynarodową karierę. Za lokomotywy tego sukcesu posłużyły gwizady: malarz Wilhelm Sasnal, igrającu z popem i kinem postkonceptualista Piotr Uklański, polityczny radykał Artur Żmijewski, uduchowiony mistrz realnych utopii i spełniajacych się marzeń Paweł Althamer, teatralna, zmieniająca co chwilę wcielenia Katarzyna Kozyra, mistrz ciężkiego kalibru i dramatycznej ciszy Mirosław Bałka. W ostatnich dziesięciu latach chodziło jednak o coś więcej niż osiągniecia artystycznych indywidualności; w Europie zapanowało przekonanie, że w Polsce trwa jakiś ferment, który daje sztukę soczystą, pikantną, oryginalną w smaku i pożywną intelektualnie. „Nowa sztuka z Polski” stała się marką, pod którą dobrze się występuje – również młodym, mało znanym twórcom, których artystyczna narodowość pozytywnie kojarzy się na świecie.

Wyjście z galerii

Pierwsze dziesięc lat XXI należało do młodych ludzi, którzy przejęli scenę artystyczną około roku 2000. Było to urodzone w latach 70. pokolenie hybryda, które dojrzewało w kapitalistycznej, konsupmcyjnej i demokratycznej III RP, ale pamiętało również schyłek PRL-u – i artystycznie korzystało z obu tych doświadczeń jednocześnie.

Paweł Althamer i półtorej setki jego sąsiadów przebranych w złote kombinezony astronautów poleciało złotym samolotem do Brukseli. Piotr Uklański nakręcił po angielsku polski western, Joanna Rajkowska wybudowała sztuczny staw i dotleniała duszny od historycznych traum i antagonizmów plac w centrum Warszawy. Artur Żmijewski zbudował wiezienie i z udziałem ludzkich królików doświadczalnych prowadził w nim badania nad mechaniką społecznego zła. Monika Sosnowska zrobiła dziurę w suficie MoMA, a Mirosław Bałka opakował wielki kawał ciemności w stalowy kontener rozmiarów kamienicy i zaprosił setki tysięcy widzów londyńskiej Tate Modern, aby zmierzyli się z czystym mrokiem.

Monika Sosnowska „1:1”, Biennale w Wenecji, 2007/East NewsSztuka wyrwała się z izolacji, w której trwała od ustrojowej transformacji, kiedy to wydawała się podejrzaną grą uprawianą przez garstkę wtajemniczonych sekciarzy. Artyści wyszli z galerii na ulice. Duet Twożywo, który w latach 90. uprawiał artystyczną miejską partyznatkę, rozklejając nielegalnie autorkskie plakaty i wlepki oraz zostawiając na murach graffiti z szablonu, teraz realizuje w polskich miastach wielkie murale za przyzwoleniem i na zelcenie władz samorządowych. Jednak od pojawienia się sztuki w fizycznej przestrzeni publicznej jeszcze ważniejsze było jej wkroczenie w przestrzeń publicznej świadomości.

Wielkie bitwy z artystami

Na przełomie XX i XXI wieku sztuka współczesna w Polsce pozostawała w stanie, który Zbigniew Libera zręcznie nazwał „zimną wojną artystów ze społeczeństwem”. Z artystycznego punktu widzenia lata 90. były konwulsyjne; sztuka zmieniała postać i poszerzała swoje granice o obszary naturalistycznie opisywanej cielesności i seksualności. Wkraczała świadomie w politykę i życie społeczne – krótko mówiąc, wpraszała się w pozaartystyczną rzeczywistość. Ta nagła inwazja sztuki na realny świat wywoływała szok i opór zaniepokojonej publiczności, której wydawało się, że sztukę lepiej byłoby trzymać zamkniętą bezpiecznie w rezerwacie muzeów. Artystycznym produktem firmowym lat 90. stały się więc skandale; oburzano się wypychaniem zwierząt przez Katarzynę Kozyrę, wykorzystywaniem w instalacjach ludzkich preparatów anatomicznych przez Grzegorza Klamana, naturalistyczną golizną, krytyką konserwatywnych obyczajów i religijności, wzrastającym w siłę feminizmem, nowymi dyskursami seksualnej tożsamości i emancypacji grup społecznie dyskryminowanych.

 

Symboliczna kulminacja tego napięcia nastapiła właśnie u progu ostatniej dekady, kiedy w listopadzie 2000 roku wystawa „Naziści” Piotra Uklańskiego padła ofiarą szarży aktora Daniela Olbrychskiego. Uklański zestawił kadry i fotosy filmowe przedstawiające słynnych międzynarodowych aktorów w rolach hitlerowców, gestapowców i esesmanów. Praca dotykała nieopanowanej fascynacji popkultury estetyką zła; ale dyskurs Uklańskiego wywołał nieprzewidziany efekt uboczny. W galerii „Nazistów” znalazło się zdjęcie Daniela Olbrychskiego w szykownym niemieckim mundurze. Podobnie jak wielu odbiorców sztuki aktor był zdezorientowany mieszaniem się porzadków obrazowaego przedstawienia, kulturowej fikcji oraz rzeczywistości i ostatecznie uznał, że ktoś próbuje wyzywać go od hitlerowców. Na potwarz zareagował, wcielając się w inną fikcyjną postać; uzbrojony w pamiątkę z planu filmowego, szablę sienkiewiczowskiego Kmicica, wdarł się do Zachęty i na oczach zaproszonej ekipy telewizyjnej porąbał wystawę Uklańskiego.

Szczęk szabli Olbrychskiego jeszcze na dobre nie ucichł, a już w tej samej Zachęcie prawicowi posłowie z kręgu Ojca Dyrektora usuwali meteor  z papier mâché, którym włoski artysta Maurizio Cattelan przygniótł woskową figurę przedstawiającą papieża Jana Pawła II. Wkrótce potem (2001 r.) rozpoczeła się afera Doroty Nieznalskiej, która obrazoburczą pracą „Pasja” oburzyła rzesze widzów (choć, nawiasem mówiąc, nigdy tej pracy nie widzieli). W 2003 roku artystka została skazana za obrazę uczuć religijnych na sześć miesięcy ograniczenia wolności.

Wilhelm Sasnal „Mościce 1”, 2005/East News

Gwiazdy sztuki

Wydawało się wówczas, że „wojna artystów ze społeczeństwem” przestaje być zimna i wkracza w fazę gorącą, w której przechodzi się od słów do czynów. W rzeczywistości jednak właśnie w okolicach procesu Nieznalskiej następowało przesilenie. Nieznalska straciła niemal dziesięć lat na siedzenie na rozprawach, ale odniosła w końcu moralne zwycięstwo – w 2009 roku, pod koniec dekady, po kolejnych apelacjach została w końcu uniewinniona, a sąd zwrócił jej aresztowane dzieło.

Katarzyna Kozyra, którą jeszcze pod koniec lat 90. konserwatywni publicyści wysyłali w felietonach do szpitala psychiatrycznego, stała się – wraz z całą generacją przedstawicieli sztuki krytycznej – artystką państwową celebrowaną w narodowych galeriach. Przy okazji retrospektywnej wystawy Wilhelma Sasnala z 2007 jej autor osiagnął wymiar gwiazdy pop. Jak grzyby po deszczu rosną nowe muzea sztuki nowoczesnej (w Warszawie, Toruniu, Krakowie, Wrocławiu). Sztuka współczesna, która przemocą wdarła się w rzeczywistość, ma dziś w niej swoje miejsce; to bodaj największe polskie osiągnięcie artystyczne pierwszej dekady XXI.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze