Wyjątkowy wywiad z Krystyną Mirek, autorką powieści „Tam, gdzie serce twoje”

Moje powieści przepełnia duch optymizmu i woli walki. Jestem człowiekiem czynów, nie słów – przekonuje Krystyna Mirek, autorka powieście „Tam, gdzie serce twoje”.

Pani książki to nie tylko bardzo dobra rozrywka, ale i ważne tematy? Opowie Pani dlaczego w „Tam, gdzie serce twoje” wzięła Pani pod lupę temat macierzyństwa i problemów małżeńskich?

Krystyna Mirek: Wybrałam te tematy dlatego, że to są problemy, z którymi zmagają się moje Czytelniczki. Znamy się dobrze. Co roku odbywam około pięćdziesięciu spotkań autorskich. Zaproszeń jest więcej, ale nie mogę częściej niż dwa razy w miesiącu wyjeżdżać z domu, ponieważ mam dzieci. Nie muszę już reklamować książek bezpośrednio, są do kupienia w każdej księgarni, ale kiedy Czytelnicy zapraszają, staram się nie odmawiać. Pakuję walizkę i jadę, często na drugi koniec Polski. Czasem w jeden dzień odbywają się trzy spotkania. To wbrew pozorom niełatwe. Ale bardzo sobie cenię ten bezpośredni kontakt, dlatego nigdy nie przestanę taszczyć walizek, pakować się do pociągu i ruszać w drogę. To tam mogę spotkać moje Czytelniczki twarzą w twarz; usłyszeć, w jaki sposób żyją, czego potrzebują, co je martwi i cieszy. Jakie mają problemy. Patrzę im w oczy i słucham, o czym mówią, o co pytają. A ponieważ dobro Czytelników jest dla mnie naprawdę najważniejsze, odpowiadam na ich potrzeby. Związki to jedna z najbardziej podstawowych spraw w naszym życiu. Mniej lub bardziej poważne problemy dotykają prawie każdego. Dlatego opowiadam o tym w wielu moich powieściach. Tym bardziej, że często bardzo poważnie wyglądające problemy, mają proste rozwiązania. Trzeba je tylko znaleźć, a tego nikt nas nie uczy. W przeładowanym po brzegi programie szkolnym nie ma lekcji o komunikacji, stawianiu granic, budowaniu relacji. A szkoda.

Co doradziłaby Pani komuś kto wie, że musi coś zmienić w swoim życiu, a zwyczajnie się boi, bo nie ma tyle siły co Laura?

Laura też nie ma siły, nie wie tak od razu, jak postąpić. Podejmuje ryzyko. Na początku zmiana zawsze jest trudna i nie ma znaczenia, czy dotyczy pracy, miejsca zamieszkania, nawyków żywieniowych czy partnera. Kiedy człowiek stwierdza, że dłużej już nie może, że chciałby żyć inaczej, problem zwykle jest już ogromny. Tak wielki, że nie sposób go dłużej ignorować. Dlatego podstawowa metoda to reagowanie na drobne kłopoty, od razu. Uważność i troska o drobiazgi. Bo zwykle to one decydują o życiowym szczęściu lub klęsce. Pozornie są maleńkie, łatwo je przeoczyć, ale razem budują górę, o którą rozbijają się nawet bardzo szczęśliwe związki. Ale jeśli dojdzie już do poważnego kryzysu, a zmiana wydaje się przerażająca, warto zacząć, jeśli to możliwe, od małych kroków. Nie wszystko na raz. Z czasem nasza siła będzie rosnąć i możliwe stanie się stawianie sobie większych celów. Pisze o tym wielu ekspertów, warto poszukać najlepszej dla siebie drogi.

Pisze Pani o drugiej szansie. Trochę jakby ostrzeżenie dla tych, którzy mogą ją przegapić ślepo tkwiąc w swoich przekonaniach, uporach, złościach…

Moje powieści przepełnia duch optymizmu i woli walki. Jestem człowiekiem czynów, nie słów. Nie lubię narzekania, wolę zakasać rękawy, zabrać się do pracy i szukać rozwiązania. Nawet jeśli jest późno, zawsze warto próbować. Właśnie po to, by się kiedyś nie przekonać, że niestety szansa bezpowrotnie minęła. Bo i tak bywa. Życie to nie jest zabawa dla tchórzy. Czasem trzeba zaryzykować, zachować się jak należy, postąpić właściwie, choć trzeba wtedy zwykle coś poświęcić. Ale warto, by uniknąć większego nieszczęścia.

Wierzy Pani, że karma wraca? Czyli to, co zrobiliśmy innym, wróci do nas?

Jestem przekonana, że życie jest sprawiedliwe, choć w nieco inny sposób niż byśmy chcieli. To, co dajemy, wraca. Kiedy o tym mówię na spotkaniach, często ktoś protestuje. Opowiada, że był dobry, na przykład pożyczył komuś pieniądze, coś dał, poręczył, zrobił za kogoś innego i został oszukany. Nie wróciło do niego dobro. Bo też dobra tam nie było, lecz czasem naiwność, łatwowierność, może pośpiech, brak namysłu. To też wraca. Dlatego trzeba być w życiu uważnym, zwracać uwagę na to, co mówimy i jakim tonem, zwłaszcza do najbliższych. Co myślimy, bo to też ma znaczenie. Jak postępujemy, także wtedy, gdy nikt nas nie widzi. Bo właśnie to do nas wróci.

Wierzy Pani w szczęśliwe zakończenia? Nie tylko w książkach, ale przede wszystkim w życiu?

Oczywiście. Choć życie czasem mocno się stara udowodnić mi, że nie mam racji. Kiedy miałam dwadzieścia jeden lat, usłyszałam, że jestem nieuleczalnie chora, zaraz potem, że nigdy nie będę mieć dzieci. Cóż. Na ten moment jeden zero dla mnie. Choć pewnie można by powiedzieć, że cztery zero, bo urodziłam trzy wspaniałe, zdrowe córki i pięknego synka. Napisałam dwadzieścia trzy powieści, tłumaczyłam świat setkom uczniów, spotkałam wielu ludzi, przeczytałam mnóstwo książek, zrealizowałam wiele swoich planów i wciąż działam. I bardzo wierzę w szczęśliwe zakończenia, dobre rozwiązania, sens pracy i wiary w marzenia. Wielokrotnie się przekonałam, że mają wielką moc.

 

Książka Krystyny Mirek”Tam, gdzie serce twoje” dostępna jest w Empiku.