W zegarek z GPS-em wyposażyłam się przed pierwszym maratonem. Miałam już na swoim koncie starty w zawodach na krótszych dystansach, gdzie po prostu biegałam na samopoczucie, od czasu do czasu zerkając na ekran telefonu (wiem, totalny obciach!), bo na tym etapie już chciałam znać swoje tempo. Owszem, zegarek z GPS-em ułatwiłby mi życie, ale nadal uważam, że nie jest niezbędny nawet na pierwsze starty w zawodach, nie mówiąc już o pierwszych treningach. Po prostu zacznij biegać, czerp przyjemność z każdego treningu, obserwuj, jak z dnia na dzień poprawia się Twoja kondycja, i ciesz się tym. To fantastyczne uczucie, kiedy mkniesz ulicami miasta i czujesz tę wolność: możesz wyjść na trening o dowolnej porze, bo nie ograniczają Cię godziny otwarcia klubu czy harmonogram zajęć, i biec, dokąd tylko zechcesz. Warto się tym upajać na początku i nie myśleć za dużo o zegarkach, aplikacjach, tabelkach.
Kiedy polubisz ten sport i poczujesz, że chcesz biegać szybciej i dłużej, monitorować postępy, startować w zawodach, to zacznij kupować gadżety, lepsze buty i ubrania, które sprawią, że każdy trening będzie bardziej komfortowy i wydajniejszy.
Dziś zegarek z GPS-em uważam za potrzebny gadżet i rzadko kiedy ruszam się bez niego z domu. Ale nie jest potrzebny do tego, by zacząć biegać! Najpierw dobrze jest mieć w ogóle jakikolwiek zegarek, by mierzyć odcinki w czasie marszobiegów (ile czasu biegniesz, ile czasu maszerujesz, ale o tym więcej za chwilę). Dobrym rozwiązaniem dla początkujących biegaczy będzie pulsometr, który pozwoli kontrolować tętno. Dzięki temu będziesz wiedzieć, czy nie biegasz zbyt szybko względem tego, ile w danej chwili jest w stanie wydusić z siebie Twój organizm.
Fragment pochodzi z książki „Zakochaj się w bieganiu!”, Anna Szczypczyńska, Wydawnictwo Sensus 2017, s. 216