1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Ekomisja Ady Fijał

Ekomisja Ady Fijał

Ada Fijał (Fot. Szymon Szcześniak/LAF)
Ada Fijał (Fot. Szymon Szcześniak/LAF)
Jest miłośniczką mody,  ale bywa, że cała jej stylizacja pochodzi z second handu. O wyborach podyktowanych troską o środowisko i wiarą w sens działania małymi krokami – mówi aktorka Ada Fijał. 

Jestem z Krakowa, gdzie temat smogu występuje od wielu lat, jednocześnie mój dziadek pracował w Pienińskim Parku Narodowym jako leśnik. Jeździłam tam na wakacje i obserwowałam, na czym polega miłość do przyrody i troska o nią, więc w naturalny sposób od dziecka tym nasiąkałam.

Kiedy zdobyłam samodzielność i zaczynałam karierę zawodową, jak wiele osób wpadłam w pułapkę konsumpcjonizmu. Chciałam korzystać z nowych możliwości, sądziłam, że fajnie jest na przykład mieć co chwilę nowy ciuch z sieciówki. Jednak z czasem zaczęłam dostrzegać niepokojące statystyki, słyszeć kolejne informacje o kryzysie klimatycznym. Moja świadomość zwiększyła się zwłaszcza po urodzeniu dziecka, bo z jednej strony pojawiała się dłuższa perspektywa – w jakim świecie ono będzie żyło?, a z drugiej okazało się, że na przykład w przedszkolu nie było spaceru, bo jest zbyt wysokie stężenie pyłów. Tym bardziej zaczęłam się zastanawiać, co mogę sama zrobić, żeby poprawić tę sytuację.

Uważam, że warto działać małym krokami, w skali całego społeczeństwa doprowadzi to do wielkich zmian. Od lat nie jem mięsa, więc mam poczucie, że w ten sposób także odrobinę przyczyniam się w dobrej sprawy, bo przemysłowe hodowle zwierząt należą do czołowych trucicieli środowiska. Edukuję też mojego syna. Często jeździmy na działkę do Puszczy Białej, więc to na pewno uwrażliwia go na przyrodę. A segregowanie śmieci czy picie wody z kranu, a nie plastikowych butelek – jest dla niego czymś normalnym. Jestem przekonana, że przyszłe pokolenia będą zupełnie inne, bardziej ekoświadome, bo na przykład my musieliśmy się uczyć segregować śmieci jako dorośli, dla nich to będzie oczywistość.

Mądra miłość do mody

Kocham modę, jednak staram się systematycznie przechodzić na stroje niejednosezonowe, bardziej jakościowe. Od dawna nie poddaję się presji jednorazowych ubrań „na ścianki”, zawsze mnie dziwiło, że ktoś odczuwa taki przymus. Sama kilka razy zakładam to samo, zdarzało mi się nawet mieć całą stylizację z second handów, i nie widzę w tym żadnego problemu ani tym bardziej nie uważam, że mi to w czymkolwiek ujmuje. Takie podejście widać też na dużych galach, choćby na rozdaniu Oscarów, gdzie światowe gwiazdy ubierają się kolejny raz w kreacje sprzed kilku lat i głośno o tym mówią. Mam nadzieję, że zrobi się z tego trwały trend, zwłaszcza że to także pole do kreatywności! Na pewno można kupować mniej odzieży, tym bardziej że już od jakiegoś czasu modne jest praktycznie wszystko, więc jeśli ktoś czuje się dobrze w klimacie lat 70., a inny – w 90., to spokojnie może ubierać się w tym stylu przez kilka sezonów.

Muzyczna cegiełka

Moją małą cegiełką dołożoną do edukacji ekologicznej jest projekt „EkoWoman”. Na początku roku wyprodukowaliśmy teledysk przy współpracy z Platige Image do piosenki do słów Michała Walczaka z muzyką Andrzeja Izdebskiego. Klip ma za zadanie rozwijać świadomość na temat zanieczyszczenia środowiska. Chciałabym zrobić jeszcze coś podobnego, nawet nagraliśmy już jedną zwrotkę nowej piosenki o suszy, do której słowa także napisał Michał Walczak, ale nie wiem, czy i kiedy uda nam się nagrać kolejny teledysk, bo to duże przedsięwzięcie logistyczne. Mam natomiast w zanadrzu inny pomysł, częściowo związany z ekologią – przygotowuję go wspólnie z Asią Koroniewską i Małgosią Kożuchowską. Ale to jeszcze przed nami, zwłaszcza że nie wiadomo, co przyniosą nam najbliższe miesiące...

Ada Fijał, aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna. Autorka projektu EkoWoman poświęconego edukacji ekologicznej. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Halina Mlynkova: "Nic tak nie ładuje akumulatorów jak kontakt z naturą"

Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne. (Fot. Ula Koska)
Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne. (Fot. Ula Koska)
Wokalistka Halina Mlynkova jako nastolatka zamieszkała w wielkim mieście, ale ostatnio uciekła stamtąd do domu pod lasem. Już wie, że nic innego nie daje jej więcej siły niż życie w otoczeniu zielonego.

Wychowałam się na Zaolziu, szacunek do natury miałam wdrukowany od samego początku. Choć jako nastolatka z radością „uciekłam” do szumu i gwaru miasta, potrzeba kontaktu z naturą gdzieś głęboko we mnie siedzi i właśnie się odezwała. Po latach życia w dużych miastach zatoczyłam koło – poczułam, że znów muszę „uciekać”, ale tym razem już na dobre do zielonego. Niedawno zamieszkałam na skraju lasu, z dala od zgiełku. Nic nie ładuje akumulatorów i nie koi tak jak kontakt z naturą, jak możliwość obserwowania zmieniających się pór roku. Wśród szklanych budynków nie da się tego doświadczyć. Z natury, jeśli tylko zechcemy, można czerpać na wiele nieinwazyjnych sposobów. Na przykład żeby wiedzieć, jaka będzie zima, uczę się obserwować pszczoły. Natura jest też dla mnie genialną inspiracją do tworzenia muzyki. Przecież cały gatunek muzyki etno to właśnie zapatrzenie się, wsłuchanie się w naturę, w korzenie. Pamiętam moją cudowną współpracę z Joszkiem Brodą. On na liściu, który spadł z drzewa, potrafi wyczarować dźwięki, które pobudzają wyobraźnię do kreatywności.

Ekomama

Moja mama zawsze szanowała Ziemię, długo przed tym, zanim zaczęło się mówić o ekologii. Śmieci segreguje wręcz obsesyjnie. Kiedy jestem u niej w domu, nie pozwala mi posprzątać w kuchni, mówi: „Ja to zrobię, ty mi źle powyrzucasz”. Mojego syna, który spędzał u babci każde lato, też od początku nauczyła dbałości o naturę. Pamiętam, że kiedy miał trzy–cztery lata, zgniatał wielkie dla niego wtedy plastikowe butelki z całych sił; byłam z niego dumna. Od małego oglądaliśmy też razem – być może ktoś powie, że zbyt poważne na jego wiek – dokumenty pokazujące to, co człowiek robi z planetą. Był bardzo przejęty, kiedy patrzył na ginące ryby czy ptaki. Dziś ma 17 lat i temat ekologii nie jest mu obojętny. Wie, co robić, by nie szkodzić, a to już dużo!

Na co dzień

Przestałam gromadzić ciuchy, już nie kupuję bezsensownie tego, co wpadnie mi w oko lub jest w promocji albo widziałam na koleżance i mi się spodobało… Muszę przyznać, że miałam niechlubny moment – w mojej szafie wisiało sporo rzeczy z metkami, których nigdy nie założyłam, a jednak robiłam kolejne zakupy. Ten czas dawno mam za sobą. Dziś kupuję ubrania w second-handach, a potem przekazuję je dalej.

W naszym domu nie kupuje się wody mineralnej, korzystamy z filtra. Sama piekę chleb. Nie używam oleju palmowego ani konserwantów. Owoce i warzywa, które jemy, pochodzą z ekologicznych upraw. Wspieram lokalnych rolników. Zresztą jestem genialnym testerem – mam tak silne uczulenie na pestycydy, że kiedy tylko ugryzę coś pryskanego, natychmiast to czuję. Nie mam więc problemu z odróżnieniem, czy jabłko na pewno jest ekologiczne, czy jednak spotkało się z chemią… Nie mam też problemu z tym, że ono nie wygląda ładnie albo że zamieszkiwał je robak. Jako dziecko w malinach i czereśniach zjadłam dziesiątki robaków, pamiętam, że mama wtedy mówiła: „Trochę białka ci nie zaszkodzi!”. I nie zaszkodziło.

Halina Mlynkova, piosenkarka, autorka tekstów i muzyki. W latach 1998–2003 wokalistka zespołu Brathanki. Od 2003 roku występuje solowo, wydała trzy albumy studyjne.

  1. Moda i uroda

Kostium z recyklingu – najmodniejszy model tego lata

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Bodymaps (Fot. materiały prasowe)
Kostiumy kąpielowe uszyte z dziewiczego poliestru są ogromnym problemem dla środowiska. Dziś ponad 60 proc. wszystkich ubrań produkowana jest z syntetycznych materiałów, a tylko 12 proc. wraca do obiegu jako produkt recyklingu kaskadowego. Na świecie powstaje coraz więcej marek, które decydują się szyć kostiumy kąpielowe z odpadów przed i pokonsumpcyjnych, plastikowych butelek, sieci rybackich, skrawków nylonu oraz innych tworzyw sztucznych odzyskanych z Morza Śródziemnego. Dwie od kilku lat z powodzeniem funkcjonują na polskim rynku.

Według szacunkowych danych kupujemy dziś pięć razy więcej ubrań niż w 1980 roku, ale nosimy je o wiele krócej i znacznie szybciej się ich pozbywamy. Świat zużywa obecnie około 80 miliardów nowych sztuk odzieży rocznie. To o 400% więcej niż jeszcze dwie dekady temu. Tania i szybka produkcja, nieustanne kreowanie kolejnych trendów i konsumpcja napędzana przez marki odzieżowe, celebrytów oraz influencerów sprawiają, że niedrogie ubrania stają się kłopotliwym dla środowiska odpadem. Kostiumy kąpielowe wpadły w tę samą pułapkę, co pozostałe kategorie odzieży fast fashion. W związku z nieustannie zmieniającymi się trendami, większość strojów kąpielowych po jednym sezonie ląduje na wysypiskach śmieci.

Kostiumy kąpielowe to dla mody odpowiedzialnej ogromne wyzwanie

Ogromna nadprodukcja ubrań, które albo nie są noszone albo szybko wyrzucane, jest jednym z głównych grzechów obecnego systemu mody. Ilość kostiumów kąpielowych to tylko jeden z problemów tego przemysłu. Drugi ma więcej wspólnego z ich składem. Większość marek szyje stroje kąpielowe z materiałów syntetycznych produkowanych na bazie ropy naftowej. Produkcja opiera się na nylonie, poliestrze i lycrze, tkaninach, które są rozciągliwe, łatwo dopasowują się do ciała i dobrze odprowadzają wilgoć. Syntetyczne materiały są stosunkowo tanie do wyprodukowania i bardzo wszechstronne. Szacuje się, że każdego roku powstaje około 65 milionów ton materiałów z tworzyw sztucznych, a ilość szytej z poliestru odzieży podwoiła się od 2000 r. i stanowi dziś ponad 60 proc. całkowitej produkcji. Plastikowe ubrania zalegają na wysypiskach śmieci i trafiają do oceanów, a przemysł odzieżowy nadal nie ma chęci ani pomysłu, aby zająć się tym, co już zostało już wyprodukowane. Wciąż niewiele ubrań powstaje z ponownie przetworzonych tekstyliów, a recykling starej odzieży na surowiec jest problematyczny, ponieważ ubrania powstają najczęściej z kombinacji syntetycznych i naturalnych włókien, które trudno rozdzielić i poddać recyklingowi. Popularne marki nie tylko stosują tanie metody produkcji, ale również starają się, aby każdy kostium kąpielowy miał jak najkrótszą żywotność. To dlatego stroje kąpielowe (oraz inne ubrania z metką fast fashion) tak szybko się rozpadają, a później trafiają na wysypiska śmieci.

Włókna syntetyczne, z których powstaje większość kostiumów kąpielowych, nie tylko nie są biodegradowalne, ale również zanieczyszczają środowisko mikroplastikiem. Pojedyncza włókna tkaniny (najczęściej poliestru, nylonu i akrylu) oddzielają się od ubrań za każdym razem, gdy je nosimy i pierzemy. Według danych zamieszczonych w raporcie wydanym w 2017 roku przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody od 15 do 31 procent plastiku zanieczyszczającego środowisko to mikroplastik, a ⅓ zalegającego w oceanach plastiku to syntetyczne włókna, które odrywają się od ubrań w trakcie prania. Mikrowłókna zjadane są przez większe skorupiaki, ryby i morskie ssaki, przechodzą na kolejne ogniwa łańcucha pokarmowego, by ostatecznie trafić na nasze talerze.

Kostiumy kąpielowe z recyklingu odpowiedzią na rosnącą górę plastikowych ubrań

Na szczęście moda, która stara się mniej szkodzić środowisku, zainteresowała się również strojami kąpielowymi. Wiele marek zaczęło korzystać z przetworzonych materiałów i szukać alternatywnych tkanin, które pozwalają ograniczyć ilość odpadów tekstylnych. Na rynku pojawia się coraz więcej producentów, którzy oferują kostiumy kąpielowe wysokiej jakości, wyprodukowane z poszanowaniem surowców oraz środowiska. Wśród najbardziej znanych marek, które do produkcji kostiumów wykorzystują tkaniny pochodzące z recyklingu, znajdują się luksusowe brandy, takiej jak Mara Hoffman, Baythe, Sage Larock, ale również bardziej przystępne cenowo marki - Reformation, Vitamin A, Vilebrequin, allSisters czy Stay Wild.

Kostiumy kąpielowe powstają najczęściej z nylonu, który jest produkowany z włókien ECONYLU (technologia opracowana przez markę Aquafil), pozyskanych z plastiku pochodzącego z recyklingu, w tym plastiku przemysłowego z wysypisk śmieci i oceanów. ECONYL nie tylko mniej szkodzi środowisku, ale jest również dwa razy bardziej odporny na działanie chloru i olejków do opalania, może być również przetwarzany wiele razy. Drugim, coraz częściej stosowanym włóknem nylonowym wytwarzanym z surowców wtórnych, jest Q-nova marki Fulgar. Lekki materiał o wysokiej wytrzymałości, posiadający certyfikaty Global Recycled Standard i EU Ecolabel.

Na świecie nadal funkcjonuje niewiele firm szyjących kostiumy kąpielowe, które zdecydowały się odejść od dziewiczego poliestru i zastąpić go materiałem, którego włókna pozyskiwane są z recyklingu. Podjęcie decyzji o korzystaniu wyłącznie z tkanin tego rodzaju wymagało sporego researchu, ale na polskim rynku są marki, których założycielki uznały, że warto podjąć taki wysiłek.

Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)Bodymaps (Fot. Zuza Krajewska/materiały prasowe)

Bodymaps (Fot. materiały prasowe)Bodymaps (Fot. materiały prasowe)

Bodymaps powstało w 2015 roku z inicjatywy projektantki Ewy Stepnowskiej. Marka znana jest przede wszystkim z zachwycających wzorów i fasonów inspirowanych modą retro lat 50. i 60. XX w. Dlaczego Ewa zdecydowała się na kostiumy z recyklingu? “U nas odbyło się to dosyć przewrotnie, prawie 7 lat temu, jeszcze przed założeniem Bodypamps i przy okazji researchu materiałów, znalazłam producenta dzianin z Econylu. Korzystałyśmy z niego w dużej mierze już od pierwszej kolekcji. Od początku istnienia Bodymaps mniej więcej połowa naszych kostiumów, została wykonana z dzianin z tej przędzy. Zdecydowałam się na przędzę regenerowaną z powodu własnych przekonań dotyczących zrównoważonej produkcji, to zupełnie nie był chwyt marketingowy. Przez pierwsze kilka lat nawet tego nie komunikowaliśmy z obawy, że recycling może źle się kojarzyć i w oczach klientek ujmować jakości. Ale to był przełom 2014/2015 r. i trochę inne spojrzenie na kwestię zrównoważonej produkcji. Oczywiście nasze materiały z przędzy Econyl są świetne jakościowo, teraz wiem to już z doświadczenia - kostiumy świetnie wyglądają i sprawdzają się przez długie lata.”

Sonia Włoszyńska, projektantka i współzałożycielka imprm studio, marki która powstała w 2018 roku, tłumaczy: “Przygotowanie do pierwszej kolekcji imprm trwało prawie rok, z czego największą częścią było właśnie odszukanie odpowiedniej dzianiny na stroje. Nie chciałyśmy iść na żaden kompromis, gdybyśmy nie odnalazły takiego rozwiązania, nie zdecydowałybyśmy się na produkcję strojów kąpielowych.”

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Imprm (Fot. materiały prasowe)Imprm (Fot. materiały prasowe)

Kostiumy kąpielowe z recyklingu to wciąż domena raczej niewielkich marek. W sieciówkach sporadycznie pojawiają się kolekcje, w których do produkcji wykorzystuje się z poliester, choć przecież duzi gracze mają większe zaplecze finansowe i technologiczne, aby wdrożyć u siebie taką produkcję. “Myślę, że wiele firm nie decyduje się na dzianiny z przędzy regenerowanej z bardzo prozaicznego powodu - są one po prostu sporo droższe. Regeneracja przędzy wiąże się z większymi kosztami niż korzystanie z przędzy virgin - a to przekłada się na cenę dzianin. Myślę, że wraz z rozwojem technologii i popularyzacji przędz regenerowanych to zacznie się zmieniać” - tłumaczy Ewa Stepnowska.

Czy w kolejnych latach kostiumy z recyklingu mają szansę stać się bardziej popularne czy nadal będzie to nisza i produkt skierowany do świadomych konsumentów? “W przeciągu ostatnich dwóch-trzech lat można było zauważyć ogromny wzrost zainteresowania tym tematem, a co za tym idzie dostępności recyklingowanych dzianin. Podczas wprowadzania kolejnych kolekcji/produktów możliwości znacznie się zwiększały, a producenci wprowadzali coraz więcej zróżnicowanych materiałów. Podejrzewam, że świadomość konsumentów i ich oczekiwania sprawią, że takie oraz podobne rozwiązania staną się nowym standardem, a nie tylko limitowanymi kolekcjami.” - mówi Sonia Włoszyńska. Także według Ewy Stepnowskiej konsumenci stają się coraz bardziej świadomi i więcej wymagają od marek. “W ostatnich latach obserwujemy dynamiczny rozwój różnych technologii tworzenia materiałów recyklingowych. Myślę, że wraz z dalszym rozwojem, zwiększy się ich dostępność, a cena może zacząć być konkurencyjna do ceny przędz z pierwszego obiegu. Pamiętajmy, że mimo większych budżetów, działalność sieciówek jest obliczona na zysk, a jednym z kluczowych aspektów przy projektowaniu produktów wciąż jest niska cena detaliczna. Inwestowanie w materiały produkowane w zrównoważony sposób nie za bardzo idzie w parze z taką strategią - chyba, że ma przynieść wymierne efekty marketingowe. Myślę że celem wielu tych kolekcji z recyclingu jest po prostu greenwashing.”

“Trzeba także bacznie przyglądać się technologiom, bo czasem może okazać się że recykling materiałów jest dużo bardziej obciążający dla planety niż produkcja w pierwszym obiegu - np. pod względem zużytej energii.” - wyjaśnia Ewa - “To jest taki temat, który nigdy się nie kończy i wciąż jest wiele niewiadomych wynikających z długiego i rozległego geograficznie cyklu produkcji materiałów na świecie - zawsze warto zadawać kolejne pytania. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wiedza o recyklingowaniu surowców będzie coraz bardziej uporządkowana i dostępna, nie tylko dla producentów, ale także dla konsumentów.”

  1. Moda i uroda

Balagan – mieszanka europejskiej elegancji i nonszalancji rodem z Tel Awiwu

Zdjęcia z kampanii kolekcji Balagan wiosna–lato 2021. (Fot. materiały prasowe)
Zdjęcia z kampanii kolekcji Balagan wiosna–lato 2021. (Fot. materiały prasowe)
Hanna Ferenc-Hilsden i Agata Matlak-Lutyk tworzą jedną z najciekawszych polskich marek akcesoriów. Buty i torebki Balagan to smaczna mieszanka europejskiej elegancji i nonszalancji rodem z ulic Tel Awiwu. Teraz także w wydaniu wegańskim.

Poznały się na kursach przygotowawczych na wymarzone studia – wydział wzornictwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 2015 roku, zaraz po studiach i doszkalaniach pod kątem projektowania obuwia i torebek, postanowiły założyć własną markę. Nazwa jest przewrotna – projekty duetu czerpią raczej z prostych, klasycznych i ponadczasowych form, bawiąc się przy tym odcieniami czy fakturami. Także prywatnie projektantki lepiej odnajdują się w zorganizowanej i uporządkowanej przestrzeni. Balagan nie jest zatem stanem ich umysłu, ale po prostu po hebrajsku znaczy dokładnie to, co po polsku, dzięki czemu symbolicznie oddaje więź między Warszawą, gdzie znajduje się siedziba marki, a Tel Awiwem, z którym związana jest Hanna.

Projektantki marki – Agata Matlak-Lutyk i Hanna Ferenc-Hilsden. (Fot. materiały prasowe)Projektantki marki – Agata Matlak-Lutyk i Hanna Ferenc-Hilsden. (Fot. materiały prasowe)

Estetyka marki oscyluje więc między stylem dwóch kultur i nawiązuje do modernistycznej architektury Bauhausu. „Inspirują nas ulice Tel Awiwu, jego architektura i styl. Mieszkanki Białego Miasta, jak bywa nazywane, mają w sobie niesamowitą nonszalancję i doskonale rozumieją casualowy szyk. Z kolei Europa jest zdecydowanie bardziej ułożona. To połączenie wydaje nam się atrakcyjne”, mówi Hanna Ferenc-Hilsden. Efektem są buty i torebki eleganckie, ale z odpowiednią dozą luzu, które sprawiają, że można je nosić od rana do wieczora.

Wygląd na równi z wygodą

„Zanim założyłyśmy markę, często rozmawiałyśmy z Hanią o tym, że najbardziej podobają nam się torebki naszych mam albo babć, które pięknie się starzeją. Te retromodele wydawały nam się dużo ciekawsze niż to, co było dostępne wtedy w sklepach”, tłumaczy Agata Matlak-Lutyk. Projektantki wplotły do swoich kolekcji elementy estetyki vintage, doskonale wyczuwalne w takich modelach, jak przypominająca portmonetkę torba Hug czy kopertówka z zapięciem Rofe, a także w czółenkach typu Mary Jane o nazwie Dora, mokasynach Tefer czy popularnych wiązanych botkach Rocky. Absolutnymi bestsellerami są baletki Opera. „To nasz flagowy model, którego sprzedaż kontynuujemy od samego początku. Na forach dziewczyny określają ten model »balaganami« albo mówią o butach w stylu »balaganowym«. Wtedy wiadomo, że chodzi o opery”, mówi Agata. Oprócz designu liczy się też wygoda. „Nasze klientki śmieją się, że nasze buty są wygodne jak kapcie. Taki był cel”, dodaje.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Wszystkie buty sprawdzają na sobie i poprawiają do czasu, aż będą komfortowe w noszeniu od pierwszego założenia. Nawet szpilki, które są nowością marki. Ciągle szukają też nowych rozwiązań. „Zobacz”, mówi Hanna, zginając nowy model buta Ali tak, by złożył się wpół. „To nasze nowe skórzane buty sportowe na wiosnę, które są niezwykle miękkie i elastyczne. Zostały uszyte w taki sposób, w jaki tradycyjnie robi się mokasyny. Przez to wzdłuż podeszwy tworzy się linia, rant skóry, dzięki czemu można buty złożyć wpół”.

Lokalność, transparentność, ekologia

„Od samego początku wiedziałyśmy, że chcemy prowadzić biznes lokalnie i transparentnie. Jesteśmy w nieformalnym kolektywie z koleżeńską marką odzieżową Elementy. Chciałyśmy zrobić taką małą rewolucję i dokładnie informować klienta, co ile kosztuje i skąd bierze się cena końcowa”, tłumaczy Agata. Dlatego na stronie internetowej Balaganu przy każdym projekcie znajduje się zakładka, w której można poznać dokładne koszty produkcji. A ta odbywa się lokalnie, pod Warszawą. Poza tym minimum 2 proc. marży od każdego zakupionego na oficjalnej stronie marki produktu przeznaczane jest na rzecz działań prospołecznych. „Proponujemy trzy różne, do wyboru. Zależy nam, by kupujący zaangażował się emocjonalnie i sam wskazał, z którą inicjatywą się identyfikuje”, mówi Agata.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Klasyczne akcesoria Balagan szyte są z wysokiej jakości skóry, ale projektantki od dłuższego czasu pracują nad kolekcją wegańską, która niedawno miała swoją premierę. „Długo szukałyśmy odpowiednich materiałów. Nie chciałyśmy szyć z tak zwanej ekoskóry, czyli wykonanej z tworzywa sztucznego, które rozkłada się w środowisku setki lat. Nie ma w niej nic ekologicznego. W poszukiwaniu nowoczesnych materiałów roślinnych często odbijałyśmy się od ściany. Na przykład skóra z ananasa czy winogron okazywała się zbudowana z warstw, w których głównym nośnikiem (w 60 proc.) był plastik. Chciałyśmy zrobić coś, co faktycznie będzie biodegradowalne. Doszłyśmy do wniosku, że zrobimy buty z organicznej bawełny, a podeszwy – z naturalnego kauczuku. Jego produkcja nie wymaga ścinania drzew, bo wytwarzany jest jak syrop klonowy, spływa z drzew. W środku będzie wygodna wkładka z korka i kokosa. Naszym celem było to, by buty można było wrzucić do kompostownika i by się całkowicie rozłożyły, a przy okazji by były wegańskie”, tłumaczy Hanna. W wegańskiej kolekcji znajdziemy zupełnie nowe modele, ale i odtworzone bestsellery marki – to ukłon w kierunku świadomych ekologicznie klientek.

(Fot. materiały prasowe)(Fot. materiały prasowe)

Hanna i Agata, choć bez wątpienia stworzyły prawdziwe obiekty pożądania, mówią, że są dopiero na początku drogi. Wciąż myślą o rozwoju i otwarciu się na kolejne rynki. Ich produkty made in Poland świetnie sprzedają się już w Niemczech (teraz także przez platformę Zalando), Austrii czy Anglii. A jakie są ich marzenia? „Chcemy robić kolekcje męskie, dla dzieci, ale też wrócić do korzeni i może kiedyś wykorzystać nasze wykształcenie z wzornictwa i wprowadzić linię home”, wyznaje Agata. Bo nawet w domu przyda się odrobinę Balaganu.

  1. Styl Życia

Kochamy Bałtyk, ale go nie znamy. Rozmowa z Natalią Uryniuk, autorką projektu Balticarium

Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Natalia Uryniuk (Fot. Mikolaj Roszak/archiwum prywatne)
Polskie dzieci wiedzą dużo więcej na temat rekinów czy wielorybów niż zwierząt, które mieszkają w Bałtyku. Natalia Uryniuk, artystka i ilustratorka z Gdańska, postanowiła przybliżyć małym i dużym czytelnikom fascynujący świat Morza Bałtyckiego. Tak powstały internetowy projekt Balticarium.com, ilustrowany album o tej samej nazwie oraz fantastyczna opowieść „Skok przez Bałtyk”.

Jak to się stało, że postanowiłaś powołać do życia artystyczno-edukacyjny projekt i zająć się morskimi stworzeniami Bałtyku?
Pochodzę z Gdańska i odkąd pamiętam, zawsze zastanawiałam się, jakie zwierzęta pływają w wodach Bałtyku i mieszkają na plaży. Jestem ilustratorką i szukam ciekawych tematów, a zwierzęta są dla mnie niezwykle interesującymi bohaterami do ilustrowania. Przed Balticarium na polskim rynku wydawniczym brakowało informacji na temat zwierząt Bałtyku podanych w przystępny sposób. Oprócz naukowych opracowań, nie było zbyt wielu publikacji poświęconych florze i faunie naszego morza, a tym bardziej książek skierowanych do młodszego czytelnika. Mieliśmy całkiem sporo wydawnictw na temat zwierząt Afryki czy Antarktydy, bajek o leśnych czy wiejskich stworzeniach, albo książek, z których można dowiedzieć się o rekinach czy wielorybach. Niestety mało było takich, które byłyby poświęcone mniej popularnym zwierzętom morskim, takim jak wężynka, małgiew piaskołaz czy lisica. Już same nazwy tych stworzeń są niesamowite, dlatego postanowiłam wypełnić lukę i tak narodził się projekt Balticarium.com, który na początku składał się ze strony internetowej i interaktywnych gier edukacyjnych o bałtyckiej faunie.

Ilustracja do albumu 'Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do albumu "Balticarium: Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

Balticarium to niesamowicie ciekawy projekt, który na początku powstał jako strona internetowa. Jesteś jego pomysłodawczynią i do udziału zaprosiłaś szerokie grono osób zainteresowanych tematem Bałtyku – naukowców, artystów, tłumaczy.
Chciałam współpracować z osobami, którym Bałtyk jest bliski i pokazać, że można połączyć świat sztuki ze światem nauki, i zrobić to z humorem. Projekt konsultowany był z dziećmi, rodzicami i pedagogami, ponieważ to przede wszystkim z myślą o nich powstało Balticarium.com. Do projektu zaprosiłam także Towarzystwo Polsko-Szwedzkie, studentów Uniwersytetu Gdańskiego, Warszawskiego, Wrocławskiego, UMCS w Lublinie, Kantońskiego Uniwersytetu w Chinach (poprzez Konsulat Generalny RP w Kantonie), którzy przetłumaczyli stronę na języki duński, szwedzki, niemiecki, litewski, angielski, fiński, chiński i rosyjski. Przyjaciółmi Balticarium są osoby, które chcą dzielić się swoimi talentami, angażują się w ochronę środowiska i chcą popularyzować wiedzę o zwierzętach Bałtyku. Zapraszam do współpracy między innymi pisarzy, animatorów, artystów, nauczycieli, muzyków, samorządy i organizacje pozarządowe. Do projektu mogą włączyć się również firmy, które chcą uczestniczyć w rozbudowie społecznej odpowiedzialności biznesu i wspólnie z nami szerzyć wiedzę o Bałtyku.

A jak to się stało, że Balticarium zostało przetłumaczone na język chiński?
Miałam indywidualną wystawę w Galerii w Kantonie, której współorganizatorem był Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Kantonie. Osoby, które odwiedzały wystawę niewiele wiedziały na temat Bałtyku, dlatego bardzo się cieszę, że dzięki mnie mogły poznać jego mieszkańców. Ciekawostką jest natomiast fakt, że w Chinach ogromną popularnością cieszy się bałtycki bursztyn, który traktowany jest przez wiele osób jako talizman. Grafiki, które były prezentowane na wystawie, bardzo się spodobały i dostałam ogromne wsparcie ze strony Konsulatu, który postanowił włączyć się w promocję projektu. W ramach swoich praktyk w Konsulacie, studenci polonistyki Kantońskiego Uniwersytetu Spraw Międzynarodowych w Chinach mieli za zadanie przetłumaczenie strony Balticarium na język chiński.

Strona internetowa i media społecznościowe to nie wszystko, ponieważ Balticarium pojawiło się także w wersji drukowanej. Efektem twojej pracy jest bogato ilustrowana książka o takim samym tytule. Czy pomysł na książkowe wydanie pojawił się w tym samym czasie, w którym wystartowała strona?
Portal to jedno, ale chciałam, żeby pojawiło się tradycyjne, papierowe wydanie, czyli książka o zwierzętach Bałtyku, którą dzieci będą mogły zabrać ze sobą na plażę. Z tym zamiarem udałam się do Wydawnictwa Wytwórnia, a wydawczyni, Magdalena Kłos-Podsiadło, wpadła na pomysł, żeby wydać książkę nie tylko o zwierzętach, ale album w pełni ilustrowany, poświęcony wszelkim zagadnieniom związanych z Morzem Bałtyckim. Praca nad książką trwała około roku, przygotowałam treść oraz ilustracje i opracowałam projekt graficzny. Balticarium jest nie tylko o florze i faunie Bałtyku, jest tam także szereg informacji o ciekawych osobistościach, interesujących miejscowościach oraz najpiękniejszych plażach. Sporo miejsca poświęciłam również ekologii, ponieważ uważam, że należy tłumaczyć dzieciom i dorosłym, jak dbać o Morze Bałtyckie.

Ochrona środowiska to bardzo ważna część Balticarium. Organizacje ekologiczne, między innymi WWF alarmują, że Bałtyk poważnie choruje – powiększają się martwe strefy, do morza trafiają ogromne ilości pestycydów i plastikowych odpadów (szacuje się, że rocznie trafia do Bałtyku 10 tys. sztuk sieci rybackich), poławia się zbyt dużą liczbę ryb, co zagraża stabilności ich populacji. Które zagrożenia są według ciebie największe?
Niedługo planuję wydanie kolejnej książki, którą tworzę w ramach studiów doktoranckich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Na początku będzie dostępna w wersji interaktywnej online, później chciałabym, żeby pojawiła się także w wersji papierowej. Publikacja będzie poświęcona jednemu z największych zagrożeń, jakim jest według mnie mikroplastik. Jest na ten temat sporo w pierwszej książce, w której pisałam również o nawozach sztucznych używanych w rolnictwie, które zakwaszają Morze Bałtyckie czy o pustyniach tlenowych, w którym nie ma żadnego życia. Kiedy pięć lat temu rozpoczynałam studia doktoranckie, temat mikroplastiku nie był jeszcze tak szeroko omawiany i zbadany, dziś wiemy już o nim sporo więcej. Mikroplastikiem określa się mikrodrobinki tworzyw sztucznych, które pod wpływem promieni słonecznych i fal morskich rozpadają się na mikroskopijne kawałki. Zwierzęta morskie mylą te drobinki z planktonem, połykają je, w konsekwencji ich żołądki są wypełnione plastikiem, którego nie są w stanie strawić ani wydalić. Dotyczy to ptaków i ryb, które na skutek spożycia mikroplastiku umierają. Wielkie koncerny muszą zacząć generować mniej plastikowych odpadów, a turyści nauczyć się, aby nie zostawiać na plaży plastikowych śmieci. Chcę, aby kolejna książka była skierowana do młodszego czytelnika, myślę, że już pięcio- i sześciolatki będą mogły do niej zajrzeć.

Jesteś mamą półtorarocznego chłopczyka. Czy zastanawiałaś się nad książką o faunie Bałtyku dla takich maluchów?
Tak, chciałabym opublikować książkę sensoryczną dla takich maluszków. Małe dzieci bardzo interesują się morskimi zwierzątkami, dlatego książka dotykowa poświęcona bałtyckim stworzeniami, byłaby dla nich, ale także dla ich rodziców, czymś fascynującym.

W ramach projektu prowadzisz również warsztaty plastyczne dla maluchów. Ostatnie spotkanie odbyło się na początku czerwca w Gdańsku, w ramach promocji najnowszej książki ‘Skok przez Bałtyk”, podczas preludium do Bałtyckich Spotkań Ilustratorów. Jestem ciekawa, o co pytają dzieci i jaka jest ich wiedza na temat zwierząt Bałtyku.
Kiedy pytam, jakie zwierzęta Bałtyku znają, dzieci bardzo często odpowiadają, że w morzu pływają filety. Niestety, wiedza na temat bałtyckiej fauny jest bardzo znikoma. To pokazuje, że warto prowadzić zajęcia edukacyjne dla najmłodszych. Dzieci mają ogromną wyobraźnię, rysunki które tworzą nie są realistyczne, są kreatywne i niezwykle inspirujące.

Balticarium jest projektem edukacyjnym. Czy zastanawiałaś się, żeby rozszerzyć swoją działalność i tworzyć wspólne projekty z urzędem miasta albo organizacjami ekologicznymi?
Zeszłego lata Miasto Gdańsk zorganizowało wystawę prac moich studentów, dla których prowadziłam zajęcia z ilustracji na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W ramach zajęć powstała seria plakatów dotyczących zagadnienia mikroplastiku, które zostały zaprezentowane na przystankach oraz w środkach komunikacji miejskiej. Dzięki temu mogło obejrzeć je sporo osób. Współpracowałam również z Fundacją Rozwoju Uniwersytetu Gdańskiego, dzięki czemu wystawa plakatów dotarła również przed Fokarium w Helu. Teraz chciałabym nawiązać kontakt z organizacjami ekologicznymi i połączyć siły. Przez ostatnie lata świadomość na temat zagrożeń, z którymi zmaga się Bałtyk znacznie wzrosła i coraz więcej firm i organizacji podejmuje ten temat. Udział w programie akceleracyjnym „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanym w ramach Sieci Przedsiębiorczych Kobiet, dał mi wiele motywacji do dalszego rozwoju. Wpadłam też na pomysł, żeby przed każdym wejściem na plażę ustawić tablice, na których znalazłyby się informacje na temat zwierząt Bałtyku, pokazane w ciekawy, graficzny sposób. Myślałam też o tym, aby bałtyckie zwierzęta promować w formie ciekawych ilustracji na ekologicznych ubraniach.

Twoja przygoda z Bałtykiem nie skończyła się na Balticarium, ponieważ w maju tego roku na rynku ukazała się druga książka poświęcona morskim zwierzętom. „Skok przez Bałtyk”, która powstała we współpracy z inną gdańszczanką.
Monika Milewska jest pisarką i wykładowczynią na Uniwersytecie Gdańskim, pisze m.in. książki, słuchowiska i sztuki teatralne. Kiedy się poznałyśmy, opowiedziałam jej o projekcie Balticarium i po jakimś czasie zaproponowałam, żebyśmy wspólnie stworzyły książkę o Bałtyku. Monika opowiedziała mi o swojej przygodzie z czasów dzieciństwa, na kanwie której powstała ostateczna fabuła „Skoku przez Bałtyk”. Tekst bardzo mi się spodobał i postanowiłyśmy poszukać wydawnictwa, które byłoby zainteresowane publikacją. Tak trafiłyśmy do Wydawnictwa Widnokrąg. Ilustracje w tej książce trochę różnią się od tych, które stworzyłam do Balticarium, są bardziej bajkowe i utrzymane w klimacie retro, dlatego że sama opowieść jest odrealniona i magiczna. Historia piłki plażowej porwanej przez wiatr jest pretekstem do przekazania wielu informacji na temat bałtyckich zwierząt, które piłka spotyka na swojej drodze.

Ilustracja do książki 'Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)Ilustracja do książki "Skok przez Bałtyk' Natalia Uryniuk (Fot. materiały prasowe)

W trakcie przygotowywania ilustracji i treści do Balticarium oraz „Skoku przez Bałtyk” miałaś okazję dobrze poznać florę i faunę naszego morza. Czy jakieś zwierzęta szczególnie zapadły ci w pamięć i zostały twoimi ulubieńcami?
Bardzo podoba mi się kur diabeł. Sama nazwa tego stworzenia jest cudowna, a jego wygląd trochę przerażający. Bardzo lubię zmieraczka plażowego, który w nocy sprząta plaże i zjada wszelkie nieczystości pozostawione przez turystów. Podoba mi się też sercówka, gatunek małża, którego dwie połączone muszle tworzą kształt serca. Chełbia morska jest też takim ciekawym stworzeniem, które szczególnie fascynuje dzieci. Składa się aż w 98% z wody. Wszystkie zwierzęta, które znalazły się na stronie Balticarium uważam za bardzo ciekawe, zamierzam rozwijać tę listę i dodawać do niej kolejne gatunki, które żyją w Bałtyku.

Natalia Uryniuk, artystka, ilustratorka. Doktorantka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Laureatka Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stypendystka Programu Młoda Polska oraz Escola Superior Artística w Porto. Stworzyła pierwszy międzynarodowy projekt edukacyjny o Morzu Bałtyckim, w ramach którego działa portal w 9 językach – www.balticarium.com. Projekt Balticarium otrzymał wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna Roku 2016. Uczestniczyła w licznych wystawach, m.in. w Kuala Lumpur, Warszawie, Kairze, Berlinie, Hongkongu, Porto, Pekinie czy Singapurze. Autorka publikacji między innymi „Balticarium” oraz współautorka książki „Skok przez Bałtyk”. Absolwentka programu akceleracyjnego „Biznes w Kobiecych Rękach”, realizowanego przy wsparciu mentorek Sieci Przedsiębiorczych Kobiet.

  1. Moda i uroda

Ślub taki jak ty. Jak na przestrzeni lat zmieniała się moda ślubna?

Współczesna moda ślubna daje dużo wolności i bardziej niż kiedykolwiek wcześniej odzwierciedla codzienny styl panny młodej. (Fot. ImaxTree)
Współczesna moda ślubna daje dużo wolności i bardziej niż kiedykolwiek wcześniej odzwierciedla codzienny styl panny młodej. (Fot. ImaxTree)
Podobnie jak panny młode w XVII wieku dzisiaj kobiety coraz częściej zakładają w ten wyjątkowy dzień kreację, która przyda się też na inne okazje. Wolimy prościej i oszczędniej, nie tylko za sprawą pandemii. Wybieramy sukienki z szafy babci czy mamy, wypożyczamy lub szukamy ich w sieciówkach. Bo to my ustalamy dziś warunki.

To nie jest po prostu kolejna sukienka. To sukienka, którą zapamiętasz na zawsze”, mawia Vera Wang. Amerykańska projektantka podkreśla, że ślubna kreacja powinna urzeczywistniać marzenia. A te na przestrzeni lat się zmieniały, ewoluowały, często reagując na światowe trendy i odzwierciedlając panujące w danym momencie kulturowo-społeczne nastroje. Jedno pozostaje jednak niezmienne – kreacja panny młodej to zawsze jeden z najważniejszych aspektów ceremonii.

Najpiękniejsza ze wszystkich

Wystawna sala balowa, a w samym jej sercu najpiękniej oświetlona dama w ręcznie haftowanej złotą nicią błękitnej kreacji – to moment z dworskiego życia zatrzymany na obrazie pędzla flamandzkiego malarza Martena Pepijna z 1604 roku. Dokładnie tak 400 lat temu wyglądały suknie ślubne majętnych dam dworu. „W przeszłości kobiety wybierały suknię ślubną z myślą, że będą ją ponownie zakładać na specjalne okazje. Tekstylia były wówczas bardzo drogie”, tłumaczy historyczka mody i sztuki Ingrid Mida. „Jeśli chodzi o kolor, decydowały się na taki, który pasował do ich cery, włosów i był praktyczny w noszeniu”, dodaje. Dopiero wieki później biel stała się oczywistym, łączonym wyłącznie ze ślubem wyborem. „W XVIII wieku zamożniejsze kobiety nosiły białe lub srebrne sukienki. Na przykład księżniczka Charlotta na ślubie z królem Jerzym III miała na sobie mieniącą się kreację w kolorze rtęci. Ale popularne były też inne kolory. Na przykład w kolekcji Rijksmuseum znajduje się bardzo piękna kreacja szyta z bladoniebieskiego jedwabiu, którą na ślubie w 1759 roku nosiła Helen Slicher. Dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku w Europie i Ameryce Północnej zaczęto łączyć biel i odcienie kremu z czystością i niewinnością, przez co stały się popularnym wyborem nowożeńców”, mówi Mida. Słuszność tego wyboru potwierdziła brytyjska królowa Wiktoria, która na ślub z księciem Albertem w 1840 roku założyła śnieżną kreację z jedwabnej satyny. To jej przypisuje się spopularyzowanie tego trendu, panującego zresztą do dzisiaj.

Oddając ducha czasów

Moda ślubna, choć rządzi się swoimi prawami, często odzwierciedla aktualne trendy. W latach 20. XX wieku – okresie wolności i szalejącego jazzu – kobiety zaczęły eksperymentować z długością sukienek i coraz częściej wybierały kreacje (także ślubne) sięgające tuż za kolana. W 1937 roku ikona kina Ingrid Bergman powiedziała „tak” w eleganckiej sukni do ziemi, doskonale oddającej glamour lat 30. i styl starego Hollywoodu. Z kolei lata 40. XX wieku były już o wiele bardziej surowe i skromne. Wojenne reglamentacje wpłynęły na wszystkie dziedziny życia. Gdy w 1942 roku aktorka Ava Gardner wychodziła za mąż za Mickeya Rooneya, miała na sobie szarą garsonkę i czarny, prześwitujący welon.

Grace Kelly i Książę Rainier III w dniu ich ślubu w 1956 roku. (Fot. Mary Evans/Allstar/Forum)Grace Kelly i Książę Rainier III w dniu ich ślubu w 1956 roku. (Fot. Mary Evans/Allstar/Forum)

„Choć trudno jest podać dokładny czas, kiedy moda ślubna naprawdę rozkwitła, sugerowałabym, że jako branża rozwinęła się dopiero po drugiej wojnie światowej. W okresie powojennym nastąpił powrót do kobiecości, co sprawiło, że zwrócono się do białych sukni jako kulturowego ideału. Od tamtej pory każda dekada przynosiła różne trendy”, tłumaczy Ingrid Mida. To wtedy przyszły czasy wielkich projektantów, jak Christian Dior, Hubert de Givenchy czy Yves Saint Laurent, których pokazy kończyły się zawsze prezentacją kreacji finałowej – sukni ślubnej. Wpływ na kształtowanie trendów miały też nadal gwiazdy ekranów i koronowane głowy. Ślub aktorki Grace Kelly z księciem Rainierem III w 1956 roku, łączący te dwa światy, był pierwszą na świecie tak medialną ceremonią. Panna młoda wybrała białą suknię do ziemi z koronkową górą, co sprawiło, że podobne rozwiązania stały się w późnych latach 50. jednym z najpopularniejszych wyborów.

Trendy i emocje

W latach 60., w czasach rewolucji seksualnej, gdy Mary Quant przedstawiała ulicom swingującego Londynu spódniczkę mini, kobiety coraz chętniej, także w tym ważnym dla siebie dniu, wybierały nową, odsłaniającą kolana długość. Taką też sukienkę, utrzymaną w stylu baby doll, wybrała w 1968 roku aktorka Sharon Tate, gdy wychodziła za Romana Polańskiego.

Ślub Romana Polańskiego i Sharon Tate w 1968 roku. (Fot. AGIP/Rue des Archives/Forum)Ślub Romana Polańskiego i Sharon Tate w 1968 roku. (Fot. AGIP/Rue des Archives/Forum)

Gdy na paryskich wybiegach Yves Saint Laurent lansował Le Smoking, pierwszy dedykowany kobietom garnitur, także ten projekt znalazł swoje odzwierciedlenie w modzie ślubnej. W 1971 roku modelka Bianca Pérez-Mora Macías powiedziała „tak” Mickowi Jaggerowi właśnie w białej marynarce od Yves Saint Laurent i w kapeluszu z szerokim rondem w tym samym odcieniu. „W latach 80. na czasie był romantyczny styl na księżniczkę z bajki. Takiego wyboru dokonała Diana Spencer, autentyczna księżniczka, występując na swoim ślubie w obszernej, wielowarstwowej kreacji”, mówi Mida.

Suknie ślubne – jak żadne inne – wywołują emocje, stąd często przechodzą do historii, lądując za gablotami największych muzeów świata. Do tej kategorii można zaliczyć białą kreację od Alexandra McQueena z długimi, szytymi z koronki rękawami, w której Kate Middleton poślubiła księcia Williama. Czasem stają się też symbolem. Księżniczka Eugenia, wychodząc za mąż za Jacka Brooksbanka w 2018 roku, wybrała kreację od Petera Pilotto z wycięciem na plecach, ukazującym bliznę po operacji. „Blizny to część naszej historii. […] Chciałam się pozbyć związanego z tym tabu. Dla mnie to też sposób na komunikowanie się z ludźmi, którzy, jak ja, przeszli przez operację skoliozy lub mają inną bliznę, z którą próbują się oswoić”, mówiła. Specjalny przekaz niosła też kreacja aktorki Angeliny Jolie, której welon na ślubie z Bradem Pittem w 2014 roku ozdobiony był rysunkami ich dzieci.

Coś pożyczonego

Z biegiem lat w modzie ślubnej zapanowała coraz większa dowolność. „Świat bardzo się zmienił od lat 50. Kobiety, decydując się na małżeństwo, są teraz często starsze i mają bardziej ugruntowaną pozycję zawodową. W wielu krajach legalne są małżeństwa osób tej samej płci. Co za tym idzie – kobiety mają większy wybór. Dziś to może być garnitur, sukienka vintage, jak i taka z sieciówki. W czasie pandemii COVID-19 panny młode często wybierają kreacje, które już wcześniej nosiły, albo wypożyczone. Panuje większa swoboda wyrażania siebie, co sprawia, że ślub też stał się bardziej osobisty i znaczący”, komentuje Ingrid Mida. Nie dziwi więc, że modelka Emily Ratajkowski na cywilnej ceremonii zaślubin z Sebastianem Bearem-McClardem w 2018 roku miała na sobie musztardowy garnitur z Zary.

„Coraz częściej dziewczyny sięgają po mniej oczywiste rozwiązania. Ciekawym trendem są suknie z odzysku albo pożyczone z szafy mamy czy babci”, przyznaje Katarzyna Bajor-Mackowiak, wedding plannerka, właścicielka firmy Hello Kejti Weddings. Tak zrobiła choćby księżniczka Beatrycze, gdy wychodziła za mąż za Edoarda Mapellego Mozziego w 2020 roku. Założyła suknię z szafy swojej babci, królowej Elżbiety II. Kobiety coraz częściej i chętniej wypożyczają też kreacje z firm zajmujących się wynajmem ubrań, jak na przykład amerykańska Rent the Runway czy polska E-Garderobe.

Pastele, grochy i wiktoriański szyk

Współczesna moda ślubna daje dużo wolności i bardziej niż kiedykolwiek wcześniej odzwierciedla codzienny styl panny młodej. Są tu kreacje proste, minimalistyczne w stylu lat 90., romantyczne w stylu wiktoriańskim, boho, inspirowane modą vintage (lat 20., 30., 60.) czy z popularnymi obecnie na wybiegach, mocno zaznaczonymi ramionami. Mogą być białe, ale coraz częściej projektanci proponują kreacje pastelowe lub z ciekawymi wzorami – impresjonistycznymi plamami, rysunkami czy grochami. „Zdecydowanie króluje biel, ale coraz częściej spotykamy suknie pastelowe. W Polsce panna młoda w pastelach to wciąż rzadkość. Pod kątem trendów 2021 rok to czas pięknych rękawów, często bogato zdobionych czy nonszalancko opuszczonych na ramiona. Jak co roku nie brakuje koronek i zdobionych pleców. Nowością są peleryny jak z »Czerwonego Kapturka«. Oczywiście w wersji białej. Coraz częściej panny młode decydują się na garnitury i kombinezony”, mówi Katarzyna Bajor-Mackowiak. Po niebanalne i romantyczne kreacje zgłaszają się na przykład do Lany Nguyen, która w swoich projektach pięknie łączy motywy kultury europejskiej i polskiej, w której dorastała, i orientalnej, wietnamskiej, z której pochodzi.

Suknia z kolekcji ślubnej Lany Nguyen. (Fot. materiały prasowe)Suknia z kolekcji ślubnej Lany Nguyen. (Fot. materiały prasowe)

„Klientki, które najczęściej mnie odwiedzają, są już zmęczone typową modą ślubną. Nie chcą tradycyjnych „bez” na rusztowaniach. U mnie suknie są lekkie”, mówi projektantka. Jej ślubna kolekcja pełna jest dziewczęcych, romantycznych kreacji, Nguyen szyje też na zamówienie. „Do każdego projektu szytego na miarę podchodzę z dużą starannością, ale w przypadku sukni ślubnej spoczywa na mnie jeszcze większa odpowiedzialność. Towarzyszy mi przy tym wiele emocji – od pierwszego spotkania, przez zdecydowanie się na konkretny projekt, po finalny jego odbiór i łzy wzruszenia, które dzielę z panną młodą i jej rodziną. Za każdym razem jestem wdzięczna, że mogę chociaż w małym ułamku być częścią tak ważnego dla moich klientek dnia”, nie kryje.