1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Wiosenne rośliny młodości

Wiosenne rośliny młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie. (Fot. iStock)
Nasze prababki stosowały je z pożytkiem, pokolenia babek i matek uwierzyły farmaceutom. My znowu sięgamy do źródeł.

Słonecznik i dynia na pamięć i sprawność mózgu

By pamięć nie szwankowała, potrzebny jest cynk – znajdziemy go w pestkach dyni i nasionach słonecznika. Okazuje się, że lansowany przez wiele lat miłorząb jako „odmładzający” mózg zupełnie nie ma tych właściwości – w badaniach wykazano, że lepsze skutki przynosi nawet placebo. Ale już pestki słonecznika i dyni z rozmachem możemy dorzucać do wiosennych sałatek – nie tylko wzmocnią smak, ale i dobrze odżywią mózg. Na jego sprawność wpływają także inne nasiona i ziarna – niełuskany ryż, kasze i fasole – to węglowodany złożone, które są świetną pożywką dla mózgu, bo oprócz glukozy zawierają także błonnik, witaminy i minerały.

Wiesiołek - eliksir młodości

Od dawna znane są prozdrowotne właściwości wiesiołka, mało która roślina, a w zasadzie olej z jej nasion, tak sprzyja kobiecie – regularnie stosowany usprawnia gospodarkę hormonalną, ale także wygładza „od środka” i na zewnątrz zmarszczki, wpływa na wygląd i zdrowie cery, sprawia, że mamy lepszy nastrój. To zasługa nienasyconych kwasów omega-3 i omega-6, witaminy A i witaminy E, które zbawiennie wpływają na sprężystość i nawilżenie ciała. Ponadto witamina A, czyli retinol, jest silnym antyoksydantem, chroni przed szybkim starzeniem. Olej z wiesiołka najlepiej kupować ekologiczny, w ciemnych buteleczkach.

Rozmaryn i aloes na włosy i cerę

Rozmaryn lekarski także bardzo sprzyja kobiecie – pomaga na bolesne miesiączkowanie, ale wyciąg z jego liści dodany do kąpieli ujędrnia ciało, dobrze wpływa na cerę, a także wzmacnia włosy i przeciwdziała ich wypadaniu. Także aloes ma dobroczynne działanie na skórę głowy i cebulki włosowe – odżywia je, przyspiesza krążenie krwi w naczyniach znajdujących się na skórze dzięki czemu dostarcza im całe bogactwo swoich witamin i minerałów.

Awokado - jak dobry krem

A jednak dużo tańszy… Warto na stałe wpisać go do diety, a czasem nawet zastosować bezpośrednio na skórę. Awokado wpływa na odnowę komórek, zwalcza wolne rodniki, a więc spowalnia starzenie i obniża poziom złego cholesterolu. Pomimo że jest bogaty w tłuszcz, obniża w organizmie poziom innych tłuszczów, tych odpowiedzialnych za powstawanie cukrzycy. Zamiast masła kładź na pełnoziarnisty chleb żytni właśnie awokado. Regeneruje skórę, więc rozgniecione widelcem i położone na kwadrans jako maseczka na twarz wspaniale ją „wyprasuje”, dostarczając witamin i cennych kwasów omega-3.

Wiosna, a więc kiełki!

Kiełki rzodkiewki czy fasoli mung to witaminowy zastrzyk młodości i energii – w kiełkach jest wszystko, co roślina potrzebuje do życia i do wzrostu, oprócz witamin mają też sporo białka, a białko buduje mięśnie, także mięsień serca. Kiełki dodawane codziennie do zup i sałatek podniosą odporność nieco nadwerężoną zimą.

Aby powyższe składniki mogły zadziałać, ważna jest dyscyplina – powinniśmy z bogactw natury korzystać regularnie, stale, najlepiej pamiętając, że to, co możemy zjeść, z reguły równie dobrze odżywi nas od zewnątrz. Unikajmy chemii, bo wcieranie jej czy konsumowanie dzień po dniu kumuluje się i odkłada w postaci toksyn, z którymi organizm sobie nie radzi. Niech już lepiej odkłada nam się tylko to, co naturalne, co nas karmi, odżywia, w efekcie dodaje urody i usuwa toksyny, by dłużej cieszyć się zdrowiem i młodym wyglądem

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Najpiękniejsze polskie skanseny: 10 muzeów na wolnym powietrzu, które warto odwiedzić 

Sanok. Zagroda jednobudynkowa ze wsi Posada Olchowska z ok. 1880 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)
Sanok. Zagroda jednobudynkowa ze wsi Posada Olchowska z ok. 1880 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)
W Muzeum Wsi Mazowieckiej kupimy warzywa i owoce pochodzące ze skansenowskich upraw, w Maurzycach nauczymy się robić łowickie wycinanki, w Kadzidle spróbujemy regionalnych kurpiowskich potraw, a w Dziekanowicach pomożemy gospodarzom przy młóceniu zboża. Skanseny to nie tylko miejsca, które otaczają opieką zabytki kultury materialnej i starają się przekazywać o nich wiedzę. To przede wszystkim instytucje, które pokazują świat, którego już nie ma. 

W minionym roku popularność mikropodróży oraz zainteresowanie regionalną turystyką były wypadkową szczególnych okoliczności. Odcięci od zagranicznych destynacji zaczęliśmy bardziej wnikliwie przyglądać się najbliższej okolicy, odkrywaliśmy niezwykłe miejsca, które przed pandemią nie wydawały się atrakcyjne. W te wakacje warto zaplanować wycieczki śladami najpiękniejszych polskich skansenów, których w Polsce jest kilkadziesiąt.

Wdzydze Kiszewskie: Kaszubski Park Etnograficzny

Naszą podróż rozpoczynamy na Kaszubach, w malowniczej wsi położonej nad jeziorem Gołuń, około 75 km na południowy-zachód od Gdańska. Skansen we Wdzydzach Kiszewskich to nie tylko jeden z największych obiektów tego typu w Polsce (zajmuje powierzchnię 22 hektarów), ale przede wszystkim pierwsze muzeum na wolnym powietrzu założone na ziemiach polskich. Historia skansenu sięga 1906 r., a jego twórcy, Teodora i Izydor Gulgowscy, urządzili je w osiemnastowiecznej chacie mieszkalnej (checzy gburskiej), odkupionej od miejscowego gospodarza. W jej wnętrzu zgromadzili sprzęty domowe i gospodarskie, typowe dla tego okresu, oraz cenną kolekcję haftowanych złotą nicią czepców, ceramiki i obrazów malowanych na szkle. Dziś na skansen we Wdzydzach składa się ponad 50 obiektów z Kaszub i Kociewia - chałup, dworu, karczmy, kuźni, szkoły, kościoła, warsztatów rzemieślniczych i budynków gospodarczych, których wnętrza odtworzono ze szczególnym pietyzmem. Oryginalne wyposażenie oraz urządzenia gospodarcze uzupełnia wystawa stała poświęcona twórcom skansenu, na której można obejrzeć bazujące na tradycyjnym wzornictwie wyroby rękodzieła i sztuki ludowej lokalnych twórców. Skansen organizuje również wydarzenia poświęcone zwyczajom i obrzędom nawiązującym np. do obchodów nocy świętojańskiej czy święta Matki Boskiej Zielnej, warsztaty dla dzieci z lepienia garnków, kręcenia powrozów czy nauki języka kaszubskiego. W drugiej połowie lipca odbywa się tutaj największy na Kaszubach jarmark sztuki ludowej i rękodzieła.

Dziekanowice: Wielkopolski Park Etnograficzny - Oddział Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy

Dziekanowice. Kościół  ze wsi Wartkowice (koło Uniejewa) z XVIII wieku, o konstrukcji zrębowej pokrytej szalunkiem. Dach dwuspadowy kryty gontem. (Fot. Katarzyna Paszkiewicz/Skanseny.net)Dziekanowice. Kościół ze wsi Wartkowice (koło Uniejewa) z XVIII wieku, o konstrukcji zrębowej pokrytej szalunkiem. Dach dwuspadowy kryty gontem. (Fot. Katarzyna Paszkiewicz/Skanseny.net)

Piętnaście kilometrów od Gniezna (do którego można podjechać, aby obejrzeć zbiory zgromadzone w Muzeum Początków Państwa Polskiego oraz zobaczyć najnowszą wystawę “Sztukosłowiańskość. Słowiańszczyzna w polskim malarstwie, rysunku i grafice od XIX w.”), we wsi Dziekanowice, funkcjonuje powołane w 1962 r. Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy, jedyny w Polsce skansen o charakterze archeologicznym, etnograficznym i przyrodniczym, w którym znajdują się pozostałości grodu Piastów oraz Wielkopolski Park Etnograficzny. Na terenie tzw. Dużego Skansenu znajduje się aż 49 oryginalnych obiektów nieruchomych - w tym najstarsza chałupa z 1602 r., karczma, spichlerze, dom podcieniowy, owczarnia, młyn wodny, kościół i kaplica oraz siedem wiatraków różnego typu. We wnętrzach chałup oraz pozostałych budynków oglądać można meble, bogate zbiory obrazów, wyrobów ceramicznych, narzędzia i maszyny z warsztatów rzemieślniczych oraz charakterystyczne dla Wielkopolski kobiece nakrycia głowy tzw. czepce. Najciekawszym wydarzeniem jest organizowana we wrześniu cykliczna impreza “Pożegnanie lata”, w trakcie której można podejrzeć jak wyglądała obróbka lnu albo młócenie żyta.

Dziekanowice. Widok ogólny na teren skansenu. Od lewej widać szulcową stodołę.(Fot. Katarzyna Paszkiewicz/Skanseny.net)Dziekanowice. Widok ogólny na teren skansenu. Od lewej widać szulcową stodołę.(Fot. Katarzyna Paszkiewicz/Skanseny.net)

Sierpc: Muzeum Wsi Mazowieckiej

Kierując się na Warszawę trafiamy do Sierpca, niespełna 20 tys. miasteczka położonego 40 km od Płocka. W powołanym w latach 70. XX w., z inicjatywy okolicznych rzeźbiarzy ludowych, Muzeum Wsi Mazowieckiej, znajduje się grupa 72 obiektów mieszkalnych, gospodarczych, przemysłowych i sakralnych, uzupełnionych o elementy tzw. małej architektury (kapliczki, studnie czy piwnice). We wnętrzach udało się zgromadzić ponad 15 tys. różnego rodzaju większych i mniejszych przedmiotów - mebli, tkanin, zabawek, narzędzi i maszyn rolniczych. Muzeum Wsi Mazowieckiej może pochwalić się również kolekcją ok.1000 rzeźb ludowych twórców z tzw. sierpeckiego ośrodka rzeźby. Na terenie skansenu odbywają się cykliczne wydarzenia, takie jak żniwa czy wykopki, w trakcie których można podejrzeć jak wyglądała praca wiejskich rzemieślników, wziąć udział w warsztatach i kupić ekologiczne warzywa pochodzące ze skansenowskich upraw.

Sierpc. Chałupa z Ligawka z 1905 r.(Fot. P. Kierzniewski/Skanseny.net)Sierpc. Chałupa z Ligawka z 1905 r.(Fot. P. Kierzniewski/Skanseny.net)

Sierpc. Wejście do chałupy ze wsi Ligowo. (Fot. P. Kierzniewski/Skanseny.net)Sierpc. Wejście do chałupy ze wsi Ligowo. (Fot. P. Kierzniewski/Skanseny.net)

Maurzyce: Łowicki Park Etnograficzny

Maurzyce. Malowana ściana szczytowa chałupy z drugiej połowy XIX w. ozdobiona fiorami.(Fot. A. Wiklak/Skanseny.net)Maurzyce. Malowana ściana szczytowa chałupy z drugiej połowy XIX w. ozdobiona fiorami.(Fot. A. Wiklak/Skanseny.net)

Z Sierpca ruszamy na południe Polski w stronę Łowicza, miasta i regionu posiadającego najbardziej rozpoznawalny w Polsce i w Europie folklor, którego charakterystycznymi elementami są wycinanki, ludowe pająki tworzone ze słomy i papieru oraz oryginalny strój łowicki. W Maurzycach, wsi położonej niecałe 7 km od Łowicza, znajduje się skansen, który gromadzi zabytki architektury z terenu dawnego Księstwa Łowickiego. Na terenie muzeum znajduje się około 40 obiektów nieruchomych, które ukazują dwa historyczne układy wsi łowickiej. W obrębie tzw. starej wsi można zobaczyć m.in. chałupę i bogato dekorowane wnętrze z zaaranżowanym miejscem pracy słynnej wycinankarki, Justyny Grzegory, a w trakcie warsztatów organizowanych pod okiem artystek ludowych, nauczyć się robić łowickie wycinanki (tradycyjną metodą, czyli za pomocą ciężkich nożyc, które kiedyś służyły do strzyżenia owiec). Łowickie chałupy zachwycają nie tylko wnętrzami pełnymi ludowych zdobień (oprócz wycinanek, słynne kieraty, czyli ludowe pająki), ale również bogatymi ornamentami kwiatowymi przypominającymi wycinanki, które ozdabiają pomalowane w odcieniach ultramaryny, deski.

Maurzyce. Izba świąteczna, wyposażenie z przełomu XIX i XX w. zamieszkiwana przez sławną łowicką wycinarkę Justynę Grzegory. (Fot. A. Wiklak/Skanseny.net)Maurzyce. Izba świąteczna, wyposażenie z przełomu XIX i XX w. zamieszkiwana przez sławną łowicką wycinarkę Justynę Grzegory. (Fot. A. Wiklak/Skanseny.net)

Łódź: Łódzki Park Kultury Miejskiej

Łódź Widok na budynki skansenu i Białą Fabrykę. (Fot. Marcin M. Mierzejewski/Skanseny.net)Łódź Widok na budynki skansenu i Białą Fabrykę. (Fot. Marcin M. Mierzejewski/Skanseny.net)

Choć większość polskich skansenów umiejscowiona została poza obrębem dużych aglomeracji, jednym z nielicznych wyjątków jest Łódzki Park Kultury Miejskiej (dawniej Skansen Łódzkiej Architektury Drewnianej), który znajduje się w samym centrum miasta, tuż obok Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi. Choć skansen jest dużo skromniejszy od wcześniej opisanych, a na jego terenie znajduje się zaledwie osiem historycznych obiektów, to są one typowe dla zabudowy Łodzi w XIX. i na początku XX w. Drewniane domy przeniesiono z kilku łódzkich ulic, a ich pieczołowicie odtworzone wnętrza opowiadają wielokulturową historię włókienniczego miasta z perspektywy codziennego życia jego mieszkańców. Wystawa “Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie historie” przenosi zwiedzających do domów żyjących od końca XIX w. do lat 80 XX. w. - rodzin niemieckich przemysłowców, ubogich robotników, żydowskiej rodziny czy pracowników wielkich łódzkich fabryk. Na terenie skansenu znajdują się również przepiękna drewniana letnia willa oraz drewniany kościół.

Skansen w Łodzi. Mieszkanie Ganterów 20-lecie międzywojenne (Fot. D. Łacny/Skanseny.net)Skansen w Łodzi. Mieszkanie Ganterów 20-lecie międzywojenne (Fot. D. Łacny/Skanseny.net)

Skansen w Łodzi. Wnętrze izby rodziny żydowskiej (Fot. D. Łacny/Skanseny.net)Skansen w Łodzi. Wnętrze izby rodziny żydowskiej (Fot. D. Łacny/Skanseny.net)

Kadzidło: Zagroda Kurpiowska

Jedno z najmniejszych muzeów na wolnym powietrzu w Polsce znajduje się w Kadzidle, niewielkiej wsi w powiecie ostrołęckim, która jest znaczącym ośrodkiem regionalnej sztuki na Kurpiach. Na obszarze niespełna 1,5 ha zgromadzono trzy chałupy, spichlerz, drewutnię, stodołę oraz warsztaty stolarskie. Na szczególną uwagę tego niewielkiego skansenu zasługuje tradycyjne kurpiowskie budownictwo z dekoracyjnymi zwieńczeniami belek dachowych, w kształcie rogów, toporów lub z chorągiewkami. We wnętrzach chałup, w których znajdują się kilimy i malowane skrzynie, podziwiać można charakterystyczne dla tego regionu kurpiowskie wycinanki i wyklejanki, którymi ozdabiano ściany izby. Odwiedzając skansen w Kadzidle warto spróbować regionalnych potraw, takich jak fafernuchy, rejbak wolkowski czy piwo jałowcowe.

Kadzidlo. Wnętrze chałupy kurpiowskiej ze wsi Golanka. Duża izba z widocznym świętym kątem, kurpiowską palmą wielkanocną i wycinkami na ścianach. (Fot. A Wolszczak/Skanseny.net)Kadzidlo. Wnętrze chałupy kurpiowskiej ze wsi Golanka. Duża izba z widocznym świętym kątem, kurpiowską palmą wielkanocną i wycinkami na ścianach. (Fot. A Wolszczak/Skanseny.net)

Kadzidlo. Chałupa kurpiowska ze wsi Tatary, zbudowana w 1948. (Fot. A. Wolszczak/Skanseny.net)Kadzidlo. Chałupa kurpiowska ze wsi Tatary, zbudowana w 1948. (Fot. A. Wolszczak/Skanseny.net)

Zalipie: Zagroda Felicji Curyłowej

Najsłynniejsza w Polsce “malowana wieś” Zalipie znajduje się województwie małopolskim, półtorej godziny jazdy samochodem na wschód od Krakowa. Zagroda słynnej zalipianki, artystki Felicji Curyłowej, od końca lat 70. działa jako oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Curyłowa zajmowała się malowaniem ścian budynków, mebli oraz zdobieniem sufitów, tworzyła ozdoby z bibuły, barwne wycinanki czy pergaminowe zazdrostki. Ścienne malarstwo, które pod koniec XIX w. zaczęło “wychodzić” z chat, jest dziś najbardziej charakterystycznym zdobniczym elementem skansenu w Zalipiu. Dekoracyjne motywy zdobią dziś we wsi także budynki gospodarskie, stajnie, piwnice, studnie, a nawet budy dla psów. Do skansenu warto przyjechać w weekend po Bożym Ciele, kiedy odbywa się tutaj konkurs “Malowana Chata”.

Zalipie. Izba czarna w chałupie Felicji Curyłowej. (Fot. Pola Rożek/Skanseny.net)Zalipie. Izba czarna w chałupie Felicji Curyłowej. (Fot. Pola Rożek/Skanseny.net)

Zalipie.  Kuchnia z paleniskiem zamkniętym pod płytą i kapturem wspartym na pręcie w chałupie Felicji Curyłowej. (Fot. Pola Rożek/Skanseny.net)Zalipie. Kuchnia z paleniskiem zamkniętym pod płytą i kapturem wspartym na pręcie w chałupie Felicji Curyłowej. (Fot. Pola Rożek/Skanseny.net)

Tarnów: Skansen Taboru Cygańskiego

W położonym trzydzieści kilometrów od Zalipia Tarnowie znajduje się niezwykłe muzeum na wolnym powietrzu - Skansen Taboru Cygańskiego - będące częścią Muzeum Okręgowego w Tarnowie. Od 1996 r. pod koniec sierpnia, na terenie skansenu organizowany jest “Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów”, upamiętniający dwa tragiczne wydarzenia: Zagładę Romów, znaną pod nazwą “Porrajmos” (w trakcie II wojny światowej zamordowano od 200 tys. do 2 mln osób pochodzenia romskiego) oraz akcję “zatrzymania taborów” z 1964 r., kiedy Romowie zostali zmuszeni do porzucenia swojego koczowniczego trybu życia. Na dziedzińcu skansenu stoją pięknie zdobione, stare wozy cygańskie, które budowali i dekorowali także polscy rzemieślnicy. Raz w roku tabor wyrusza do Stadniny Koni Klikowa, a uroczysty przejazd kończy się ogniskiem, wokół którego ustawione są namioty.

Tarnów. Wóz cygański. (Fot. A. Czyżewska/Skanseny.net)Tarnów. Wóz cygański. (Fot. A. Czyżewska/Skanseny.net)

Sanok: Muzeum Budownictwa Ludowego

Z Tarnowa wyruszamy do malowniczego Sanoka, a konkretnie do pierwszego i największego pod względem liczby zgromadzonych tu obiektów, muzeum etnograficznego w Polsce. Muzeum Budownictwa Ludowego, które zajmuje obszar 38 hektarów, zostało założone po II wojnie światowej, prezentuje zabytki polsko-ruskiego pogranicza. Znajduje się tutaj ponad 150 obiektów budownictwa drewnianego, z okresu od XVII do XX w., rozmieszczonych w sektorach poświęconych odrębnym grupom etnograficznym: Doliniakom i Podgórzanom (Zachodnim i Wschodnim) oraz grupom etnicznym: Bojkom i Łemkom. Oprócz budynków mieszkalnych, gospodarczych, obiektom przemysłowym i warsztatów, na terenie skansenu szczególnie wyróżniają się obiekty sakralne - drewniana Cerkiew pw. św. Onufrego Pustelnika z 1750 r. oraz drewniana, orientowana i pokryta gontem Cerkiew pw. Narodzenia Bogurodzicy z Ropek z 1801 r. Kolejnym ważnym punktem muzeum jest Galicyjski Rynek, czyli dokładna rekonstrukcja zagospodarowania domów, wiernie oddająca wygląd i klimat typowego miasteczka tej części Polski, określanej od czasów zaborów mianem Galicji. W obiektach mieszczących się na terenie skansenu odbywają się wydarzenia dostosowane do świąt wypadających w ciągu roku: zabawy karnawałowe i ludowe obrzędy, którym towarzyszą lekcje garncarstwa czy nauka tworzenia bibułowych kwiatów.

Sanok. Grecko-katolicka cerkiew Narodzenia Bogurodzicy ze wsi Ropkowa z 1801 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)Sanok. Grecko-katolicka cerkiew Narodzenia Bogurodzicy ze wsi Ropkowa z 1801 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)

Sanok. Zagroda jednobudynkowa ze wsi Posada Olchowska z ok. 1880 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)Sanok. Zagroda jednobudynkowa ze wsi Posada Olchowska z ok. 1880 r. (Fot. M. Zatorska/Skanseny.net)

Zyndranowa: Muzeum Kultury Łemkowskiej

Ostatnim przystankiem śladami polskich skansenów jest wieś Zyndranowa, położona w samym sercu Beskidu Niskiego, na terenie Jaśliskiego Parku Krajobrazowego. Izba Pamiątek Kultury Łemkowskiej została powołana w 1968 r. z inicjatywy Teodora Gocza, który powrócił do rodzinnej wsi pod koniec lat 50. i postanowił gromadzić łemkowskie eksponaty. Wieś Zyndranowa, z której w latach 1945-1947 wysiedlono na tereny byłego ZSRR albo deportowano na ziemie zachodnie w ramach akcji “Wisła” ludność łemkowską, jest dziś miejscem, które prezentuje zabytki kultury materialnej Łemków oraz oryginalne meble, narzędzia gospodarskie, naczynia i stroje, które udało się odzyskać. W skład ekspozycji wchodzą: tradycyjna “chyża”, czyli łemkowska chałupa kurna, pod której dachem mieściły się pomieszczenia mieszkalne, gospodarskie i inwentarskie; koniusznia, kuźnia, karczma, mały wiatrak i charakterystyczna, typowo łemkowska, kaplica. W ostatni weekend czerwca w Zyndranowej odbywa się święto kultury łemkowskiej "Od Rusal do Jana", którego korzenie (święto Rusala) swoimi początkami sięga okresu sprzed Chrztu Rusi.

Zyndranowa. Łemkowska chyża z 1860 r. (Fot. A. Chlebicka/Skanseny.net)Zyndranowa. Łemkowska chyża z 1860 r. (Fot. A. Chlebicka/Skanseny.net)

Zyndranowa. Muzeum Kultury Łemskowiej. Widok na chelwik oraz rzeźby powstałe podczas jednego z plenerów. (Fot. A. Chlebicka/Skanseny.net)Zyndranowa. Muzeum Kultury Łemskowiej. Widok na chelwik oraz rzeźby powstałe podczas jednego z plenerów. (Fot. A. Chlebicka/Skanseny.net)

To oczywiście tylko niewielka część z listy kilkudziesięciu skansenów rozsianych na terenie całego kraju. Wszystkich lokalnych podróżników, krajoznawców i miłośnikom polskiej kultury ludowej, zainteresowanych poznaniem muzeów na wolnym powietrzu zachęcam do odwiedzenia serwisu www.skanseny.net, cyfrowego projektu Stowarzyszenia Pracownia Etnograficzna im. Witolda Dynowskiego (z którego pochodzą wykorzystane do zilustrowania publikacji zdjęcia).

  1. Moda i uroda

 „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna.” 

(Fot. materiały prasowe Levi's)
(Fot. materiały prasowe Levi's)
Nie uratujemy planety kupując tę czy inną - bardziej ekologiczną - parę dżinsów, ale wybierając świadomie, możemy szkodzić mniej. Marka Levi’s zachęca: kupuj lepiej, noś dłużej, przekazuj, naprawiaj. A w ramach swoich proekologicznych działań zaprasza do współpracy głos, którego nie można pomylić z żadnym innym.

Nie ma planety B - hasło, które na dobre weszło do słownika osób, którym nie jest obojętny los Ziemi, stało się punktem wyjścia do scenariusza dwuminutowego filmu utrzymanego w konwencji dokumentu przyrodniczego, którego narratorką jest Krystyna Czubówna - polska dziennikarka, prezenterka programów informacyjnych oraz kultowa lektorka filmów przyrodniczych i audycji radiowych.

Fot. Roman Kotowicz/ForumFot. Roman Kotowicz/Forum

Wideo „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna” pokazuje jakie działania podejmuje marka Levi’s w ramach tzw. zrównoważonej produkcji. Marka nieustannie wprowadza nieszablonowe rozwiązania dotyczące zmniejszenia negatywnego wpływu branży na klimat, inwestuje w materiały i technologie takie jak Cottonized Hemp i Organic Cotton, korzysta z technologii, w których zużywa się mniej wody, pracuje nad tym, aby zredukować zużycie zasobów naturalnych i sprawić, aby przemysł odzieżowy stał się bardziej przyjazny dla naszej planety.

Czy wiesz, że… średni cykl życia ubrania to jedynie 3 lata.

Czy wiesz, że… pranie ubrań, odpowiada za 23 proc. śladu wodnego w całym cyklu życia produktu?

Czy wiesz, że… globalnie, ⅓ mikroplastiku w środowisku naturalnym pochodzi z prania materiałów syntetycznych.

Czy wiesz, że… globalnie, mniej niż 1proc. ubrań jest poddawanych recyklingowi.

Czy wiesz, że... jeśli założysz ubranie tylko 5 razy zamiast 50, jego ślad węglowy związany z produkcją wzrośnie o 400%?

12 maja, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Katowicach i Trójmieście ruszyła kampania plakatowa mająca na celu zwrócenie uwagi na problem nieświadomej konsumpcji odzieży oraz naszych przyzwyczajeń, jak również uświadomienie i zaciekawienie tematem wpływu branży odzieżowej na środowisko naturalne. Plakaty zostały wydrukowane na ekologicznym papierze pochodzącym w 100% z makulatury, zaś klej użyty do ich naklejenia, nie zawiera szkodliwych dla zdrowia i środowiska naturalnego związków chemicznych. 10 plakatów zawierających hasła i infografiki dedykowanych całej akcji zaprojektowała Martyna Wędzicka-Obuchowicz, jedna z czołowych polskich graficzek.

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Pszczół

Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Nie tylko raz w roku warto pamiętać o pszczołach i doceniać rolę jaką odgrywają w naszym życiu wszystkie zapylacze. Bez niech nie byłoby kwiatów, owoców i warzyw. Czy wyobrażacie sobie taki świat?

Światowy Dzień Pszczół to nowe święto - zostało oficjalnie ogłoszone dopiero w 2018 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Od trzech lat 20 maja przypominamy sobie jak ważne dla planety są gatunki zapylające, a zwłaszcza pszczoły. To one zapylają 90 proc. wszystkich drzew i krzewów owocowych - pełnią kluczową rolę w ekosystemie. Aby zachować równowagę w przyrodzie konieczne jest, aby żyły w zdrowiu i wykonywały swoją wciąż niedocenianą, ciężką pracę.

Dzień z życia pszczoły

Gdy świat budzą pierwsze promienie słońca, do pracy szykują się pszczoły zbieraczki. Nie wiedzą co to weekendy ani święta, pracują codziennie. Bez pośpiechu opuszczają ciepłe schronienie. Przed nimi długi, męczący dzień, w czasie którego zrobią 7-15 wyczerpujących kursów. Brak długiej przerwy na lunch sprawia, że latają właściwie bez wytchnienia, z krótkimi chwilami na „złapanie oddechu”. Z każdej „wyprawy” przynoszą nektar, a w koszyczkach, umieszczonych przy tylnych nóżkach, ciężkie kulki pyłku. Z trudem lądują przy zatłoczonym wejściu do domku, gdzie zostawiają swój cenny ładunek, aby po kilku minutach znów wyruszyć w trasę. Znają ją doskonale, bo nauczyły się jej na pamięć podczas pierwszego oblotu ula. Gdy tylko dobrze poznają otaczające je środowisko, chętnie wybierają drogę na skróty. Wszak robota sama się nie zrobi, a każda minuta dnia jest na wagę złota. Nie potrzebują przy tym nawigacji, aby bezbłędnie trafić do swojego ula. A nawet gdyby zmysł orientacji w terenie zawiódł, to i tak nie uda się im wejść do cudzego domu. Lepiej więc nie tracić czasu i pilnować obranego kierunku. Gdy norma dzienna zostanie już wyrobiona, przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Panujące w ulu ciemności sprzyjają zapadnięciu w regenerujący sen. Zmęczone ciężką pracą owady śpią ok. 5-8 godzin. Dzięki temu rano znów mogą zacząć pracowity dzień. Kolejny z krótkiego życia pracowitej pszczoły. Pszczoła robotnica w okresie wiosenno-letnim żyje ok. 5-6 tygodni. Najdłużej żyje matka pszczela, bo dożywa nawet 5 lat

Źródło: Pasieki Rodziny Sadowskich. Żyje tam 100 milionów pszczół. Pszczelarze dbają, aby pszczołom żyło się tam jak najlepiej - unikają ingerencji w środowisko, nie używają chemii i antybiotyków. Własne 3 hektary gospodarstwa obsadzają miododajnymi roślinami, przez co wspierają ekosystem i stwarzają pszczołom przyjazne warunki do życia. Zachęcają też każdego, komu zależy na przyszłości planety, do wspierania pszczół w prosty i przyjazny sposób. Od kwietnia do czerwca do zakupów miodu w Pasiekach Rodziny Sadowskich dołączana jest paczuszka z wyselekcjonowanymi nasionami takich roślin jak: facelia, czarnuszka, koniczyna biała, nostrzyk, chaber i ogórecznik. Wystarczy je wysiać nawet na niewielkim skrawku ziemi na osiedlu, w doniczce na balkonie lub niezagospodarowanym fragmencie ogrodu, aby powstała pełna pachnących kwiatów miododajna łąka, z której będą mogły korzystać pszczoły i inne zapylacze.

  1. Styl Życia

Mary Reynolds: "Potrzebujemy wrażliwych wojowników, strażników natury"

Mary Renolds, jedna z 20 najsłynnieszjych projektantek ogrodów na świecie.(Fot. Claire Leadbitter)
Mary Renolds, jedna z 20 najsłynnieszjych projektantek ogrodów na świecie.(Fot. Claire Leadbitter)
Zamiast posiadać ziemię, zacznijmy o nią się troszczyć. Stańmy się strażnikami ziemi, a nie panującymi nad nią – przekonuje Mary Reynolds, irlandzka projektantka ogrodów, aktywistka ekologicznavi autorka książki „Ogrodowe przebudzenie”.

Kilka lat temu obejrzałam film „Dare to be Wild” („Dzika jak natura”) w reżyserii Vivienne De Courcy. To urocza historia młodej projektantki niezwykłych ogrodów, która wygrała słynny konkurs ogrodniczy Chelsea Flower Show. Wyobrażasz sobie moje zaskoczenie, gdy dowiedziałam się, że będę rozmawiać z kobietą, której życie stało się inspiracją dla tego filmu!
Trudno się ogląda film o sobie, miałam mocno mieszane uczucia, gdy go pierwszy raz zobaczyłam. Dziś myślę, że to jednak bardzo słodka opowieść, no i mogło być gorzej, prawda? Reżyserka mogła ze mnie zrobić na przykład seryjną morderczynię [śmiech].

Czy ten film w jakikolwiek sposób wpłynął na twoją karierę zawodową?
Na pewno mi w niej nie przeszkodził. Moje nazwisko stało się bardziej rozpoznawalne, choćby w Ameryce. Dzięki temu moje prace, pomysły, idee, ale i książka „Ogrodowe przebudzenie” odbiły się szerszym echem.

Zawsze chciałaś żyć blisko przyrody? Czy może to była naturalna kolej rzeczy, skoro twoi rodzice byli farmerami?
Od dziecka żyłam blisko natury i tak mi już zostało. Urodziłam się na farmie w południowo-wschodniej Irlandii jako najmłodsza z szóstki rodzeństwa. Rodzice dużo pracowali, więc my, dzieci, właściwie sami się o siebie troszczyliśmy, co oznaczało też, że było dużo swobody i wolności, nikt nas nie pilnował. Z tego czasu zapadł mi w pamięć moment, który dziś mogę śmiało uznać za formujący. Miałam może sześć albo siedem lat, nie więcej, bo pamiętam swoje pulchne nóżki. Pewnego majowego dnia wybrałam się na spacer i po jakimś czasie trafiłam na mały skrawek ziemi otoczony drzewami i krzakami, blisko działki naszych sąsiadów. Dokładnie pamiętam, że przeszłam przez dość szeroką dziurę między krzewami głogu, kolcolistu i ciernistymi jeżynami. Kiedy znalazłam się po drugiej stronie, nagle poczułam za sobą czyjąś obecność. Odwróciłam się i zobaczyłam, że przejście zniknęło. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale wtedy bardzo się przestraszyłam. Biegałam dookoła gęstych zarośli, płacząc, ale nikt mnie nie słyszał. Na szczęście moją uwagę przykuły słońce i motyle, usiadłam więc na środku tego zakątka. Wraca do mnie wspomnienie, że czułam się wtedy otoczona; wydawało mi się, że rośliny na mnie patrzą. Nie mam pojęcia, ile czasu tak siedziałam. W końcu zauważyła mnie córka sąsiadów, zaczęła do mnie coś wołać, a kiedy się ponownie odwróciłam, przejście między krzewami znowu się pojawiło.
Długo nikomu o tym nie mówiłam, aż pewnego dnia zwierzyłam się ojcu. Powiedział, że podobna rzecz w tym samym miejscu przydarzyła się jego dziadkowi. W Irlandii pełno jest takich miejsc, nazywamy je „zakątkami wróżek” – trudno do nich dotrzeć i jeszcze trudniej z nich się wydostać. Wiele lat potem, kiedy pisałam moją książkę…

Tę o ogrodach?
Najpierw wpadłam na pomysł, że napiszę książkę o tym, jak naprawdę wyglądała historia z Chelsea Flower Show. Ponieważ jednak pisanie o sobie szybko mnie znudziło, postanowiłam przybliżyć czytelnikowi, na czym polega praca projektantki ogrodów. I wtedy właśnie wróciło do mnie wspomnienie tamtego dnia. To było jak olśnienie – zdałam sobie sprawę, że właśnie wypisałam się ze swojego zawodu.

Jak to?
Chociaż w swoich projektach zawsze brałam pod uwagę takie rzeczy, jak ukształtowanie terenu czy naturalne prawa przyrody, to po jakimś czasie moje ogrody zaczynały się rozrastać i zmieniać, niezgodnie z tym, co im przeznaczyłam. Po prostu robiły, co chciały. Zorientowałam się, że moja praca zaczyna polegać na niewolniczym trzymaniu się jakiejś wizji i dopasowywaniu, przycinaniu do niej roślinności, zamiast na dostosowywaniu się do potrzeb i charakterystyki krajobrazu. W dodatku ta historia z dzieciństwa przypomniała mi, że przecież doświadczyłam na własnej skórze obecności roślin, ich osobowości. W tamtym zakątku miałam wrażenie, że na mnie patrzyły, jakby dopominając się o uwagę. Pomyślałam, że to wszystko nie tak, że nie powinniśmy naginać przyrody do naszej wizji piękna i do naszych potrzeb. Zaczęłam postrzegać ziemię jak wielkie bijące serce. Kiedy patrzymy na nią w kategoriach posiadania, a nie opieki, to serce pęka na malutkie kawałki. I tylko od nas zależy, czy uda nam się je uleczyć, skleić ponownie w jeden kawałek. Wierzę, że gdy spojrzymy na ten płachetek ziemi, który użytkujemy, jak na część naszej rodziny, to poczujemy, że i my się stajemy członkami jej rodziny. Rośliny to część naszej ziemskiej rodziny, są tak samo żywe jak my. Po prostu zrozumiałam, że jesteśmy z ziemią całością.

I że nie możesz już wykonywać swojego zawodu.
Mieszkałam wtedy w zachodniej części Irlandii, na swoistym odludziu, ale byłam też samodzielną mamą dwójki dzieci i nie miałam pomysłu, z czego będę się utrzymywała, jeśli nie chcę dalej projektować ogrodów. Ale ponieważ jestem dość uparta, więc kiedy uświadomiłam sobie, że muszę przestać robić to, co robię – przestałam od razu. Na szczęście akurat wtedy pewna stacja telewizyjna zaprosiła mnie do współtworzenia programu, co pozwoliło przetrwać nam pierwsze miesiące bez stałej pracy. A kiedy dzieci zasypiały, ja siadałam nad książką, którą trzymasz teraz w ręku, i cały czas myślałam nad koncepcją opieki, którą musimy otoczyć ziemię. Bo w naszym podejściu do niej naprawdę wiele musi się zmienić.

Co na przykład?
Wydaje nam się, że dobrze robimy, lecząc choroby roślin chemią i pestycydami. W ogrodnictwie używa się dużo więcej chemii niż w rolnictwie, ale nikt o tym nie mówi. Trzeba od tego odejść i poszukać innych rozwiązań. Ale przede wszystkim słuchać ziemi i obserwować, jak sama radzi sobie z problemami.

Mary Reynolds: Namawiam do tego, by część ogrodu zosyawić po prostu naturze. Niech na tym skrawku dzieje się co chce. (Fot. Getty Images)Mary Reynolds: Namawiam do tego, by część ogrodu zosyawić po prostu naturze. Niech na tym skrawku dzieje się co chce. (Fot. Getty Images)

W Polsce rośnie grupa osób, które wybrały model uprawy i jednoczes­nej regeneracji ziemi, określany terminem perma­kultury. Wymaga to zmiany myślenia, a nie każdy jest na to gotów. Jak ty przekonujesz ludzi do swojej idei?
Często porównuję ziemię do kobiety. Przecież ziemia to wcielenie kobiecości, a my, kobiety – tak samo jak ziemia – jesteśmy zmęczone byciem dostrzeganymi tylko ze względu na naszą produktywność czy urodę. Tak samo ziemia jest zmęczona traktowaniem jej przedmiotowo i przemocowo, nadużywaniem i maltretowaniem. Jeśli nie skończymy z nadużywaniem zasobów ziemi, to wkrótce nie będziemy mieć domu. Sytuacja jest naprawdę poważna – mamy dziesięć lat na realną zmianę sytuacji. Jednak wiele osób nadal tego nie dostrzega i nie rozumie. Dlatego zamiast przekonywać, wolę dawać przykład. Może gdy ktoś zobaczy, co się dzieje na moim skrawku ziemi, spróbuje tego samego na swojej.

Inspirujesz nie tylko swoimi działaniami. Założyłaś też fundację We Are The Ark (Jesteśmy Arką).
Nie możemy czekać, aż nasze rządy czy politycy zaczną wprowadzać korzystne dla Ziemi i klimatu zmiany. Każda zmiana zaczyna się oddolnie i potem dopiero rozszerza na cały świat. Dlatego założyłam fundację, a raczej zapoczątkowałam ruch społeczny. Nazwa wzięła się stąd, że pewnego dnia siedziałam przy oknie i patrzyłam na swój ogródek, gdy nagle pod moim oknem przebiegł lis, a zaraz za nim dwa zające. Wyglądało to tak, jakby zające goniły lisa. Chwilę potem w tym samym kierunku potuptała rodzina jeży. Pomyślałam, że przed czymś uciekają. I rzeczywiście, gdy wyszłam na dwór, zobaczyłam, że na sąsiedniej działce koparka czyści cały teren ze starych krzewów, krzaków i roślin, które przez wiele lat były domem dla okolicznych zwierząt. I te zwierzęta rozbiegły się, szukając schronienia, swojej arki Noego. Za tym poszła myśl o bardziej radykalnym działaniu niż tylko pisanie książki.

Co robisz w ramach fundacji?
Moja propozycja jest skierowana przede wszystkim do tych, którzy mają ziemię. Zachęcam ich do tego, by połowę tej ziemi oddali naturze, czyli żeby po prostu nic na niej nie robili, nie siali, nie uprawiali – nie sadzili kwiatów, nie kosili trawy, po prostu by zostawili ją samej sobie. I by postawili w tym miejscu tabliczkę o treści: „To jest arka”. Czyli część działki oddajemy naturze, a na drugiej sadzimy warzywa i owoce w sposób organiczny, bez chemii i sztucznych nawozów.

A co może zrobić osoba, która mieszka w mieście i nie ma nawet ogródka działkowego?

Wspierać lokalnych producentów, zwłaszcza tych, którzy uprawiają warzywa i owoce w sposób regeneratywny dla ziemi. Dobre praktyki można wspierać na wiele sposobów. Najważniejsze to odciąć się od przemysłowego systemu uprawy roślin i hodowli mięsa, który zatruwa glebę, wody gruntowe i zezwala na takie anomalie jak przewożenie jedzenia z jednego końca świata na drugi tylko po to, byśmy mieli przez cały rok dostęp do egzotycznych warzyw i owoców. Przez właśnie takie działania niszczymy miejsce, które jest naszym domem.

Doceniliśmy to podczas pandemii. Sama obserwowałam, jak ludzie uciekali masowo na wieś, do parków i lasów.
Ale nawet nasz przydomowy ogródek może nam dać wytchnienie. Rozwiązanie, jakie proponuję, to stworzenie leśnego ogrodu. To bardzo prosta koncepcja, pozwala na swobodne działanie natury i na uprawę, w dodatku sprawdzi się nawet na małym obszarze.

Opowiedz coś więcej.
W skrócie polega to na tym, że na własnej działce tworzysz wielowarstwowy ekosystem, który jednocześnie regeneruje ziemię i użyźnia ją, a tobie pozwala uprawiać warzywa i owoce. Wykorzystujesz przy tym naturalne nasłonecznienie gleby i łączysz ze sobą rośliny wieloletnie, jednoroczne oraz samowysiewające się tak, by stworzyć zróżnicowany zespół roślinny.
Wiele rzeczy trzeba wziąć pod uwagę podczas projektowania takiego ogrodu, czyli co gdzie sadzimy, jakie rośliny ze sobą łączymy. Szybko zorientujemy się jednak, że im mniej naszej ingerencji, tym lepiej dla roślin. Powstała na ten temat naprawdę bogata literatura, bo leśne ogrody nie są żadną nowością, ta idea jest żywa od wieków. Wiele wskazówek można znaleźć także w moim „Ogrodowym przebudzeniu”.
I oczywiście namawiam, by część takiego ogrodu zostawić po prostu naturze. Niech na tym skrawku dzieje się, co chce. Zobaczycie, że bardzo szybko pojawią się tam zwierzęta, owady czy naturalne drapieżniki, które często uwalniają nas od szkodników niszczących nasze uprawy. W ten sposób powstanie równowaga.

Sporo nauki przy takim leśnym ogrodzie.
Tak, na początku to się może wydać trudne, zwłaszcza jeśli na co dzień twój kontakt z przyrodą ogranicza się do zasadzenia kwiatków w doniczce na parapecie. Ale jeśli damy sobie czas, nauczymy się obserwować procesy, jakie zachodzą w glebie – zrozumiemy, że trzeba po prostu podążać za przyrodą. Odżywiona ziemia zacznie odwdzięczać się nam warzywami i owocami pełnymi witamin. A bardzo tego potrzebujemy. Nasze jedzenie jest tak mało odżywcze! Zwróć uwagę, że najbardziej niedożywione są osoby otyłe, bo jedzenie ich nie odżywia, tylko truje. Nasza ziemia choruje, a my razem z nią.

Mówiłaś, że mamy jeszcze dziesięć lat na zmianę, ale tak naprawdę już żyjemy z konsekwencjami niszczących działań człowieka. Jak przekonać tych nieprzekonanych?
Kiedy opowiadasz ludziom o zmianach klimatu, nie zawsze rozumieją, o co ci chodzi, ale kiedy mówisz o coraz mniejszej bioróżnorodności, zaczyna to do nich powoli docierać. Przypominają sobie, że gdy dekady temu jechali autem, to przednia szyba szybko pokrywała się owadami, a dziś się to już nie dzieje. Albo zauważają, że jest o wiele mniej ptaków – to naprawdę robi wrażenie. I to właś­nie może zmienić ich podejście do tematu. Większość ludzi nie widzi związku między kryzysem klimatycznym a pogorszeniem jakości ich życia, są odcięci od ziemi, nie widzą procesów, jakie w niej zachodzą. Żyjemy naprawdę w trudnych czasach, często budzę się w nocy i martwię się o przyszłość.

I co ci wtedy pomaga?
Staram się myśleć pozytywnie, smutek przecież nie pomoże mi w działaniu. A to działanie mi pomaga, namawianie ludzi, by odchodzili od systemu i zmieniali swoje życie. I by nie uciekali, nie zapadali się w sobie. Potrzebujemy wrażliwych wojowników, strażników natury. To do was mówię: walczcie, zajmijcie się ziemią, jej odradzaniem się. Uczcie się od ludzi, którzy znają się na glebie, na uprawie organicznej, na odradzaniu ziemi, to nasza jedyna nadzieja na zmianę bez przemocy. Nie mamy wyboru, jesteśmy pionierami, musimy dać sobie radę. 

Książka Mary Reynolds 'Ogrodowe przebudzenie' ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. (Fot. materiały prasowe)Książka Mary Reynolds "Ogrodowe przebudzenie" ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego. (Fot. materiały prasowe)

Mary Reynolds, jest jedną z dziesięciorga najbardziej znanych projektantów krajobrazu na świecie. W 2002 roku wygrała Chelsea Flower Show projektem „Tearmann sí, a Celtic Sanctuary”, będącym hołdem dla irlandzkiej natury i tradycji.
Jej książka „Ogrodowe przebudzenie” ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego.

  1. Moda i uroda

Ekologiczna paczka Nutridome w trosce o środowisko

(Fot. materiały prasowe Nutridome)
(Fot. materiały prasowe Nutridome)
Sklep z kosmetykami NUTRIDOME włącza się w propagowanie ekologicznych i zrównoważonych rozwiązań i stawia na ekopaczkę – sposób pakowania zamówień przyjazny środowisku. Nutridome ma na celu wspieranie proekologicznych zachowań, redukcję śladu węglowego oraz zwrócenie uwagi na wyzwania branży e-commerce.

Firma postawiła na tekturowe pudełka z certyfikowanego papieru pozyskiwanego z odpowiedzialnych źródeł, a także z recyklingu. Zrezygnowano z niektórych dotychczasowych rozwiązań pakowania na rzecz biodegradowalnych i nadających się do recyklingu materiałów. Usunięto powszechnie stosowaną folię bąbelkową oraz zrezygnowano z foliowych kopert kurierskich. Wprowadzono trzy rozmiary paczek, aby ograniczyć zużycie surowców.

Po otworzeniu kartonowego pudełka widzimy w 100% biodegradowalną czarną bibułkę, której brzegi spina naklejka z certyfikowanego papieru. Dookoła znajdziemy wypełnienie z wiórków – to całkowicie ekologiczna wełna drzewna. Natomiast szklane słoiczki, puszki owinięte są papierem nacinanym, który skutecznie zastępuje sztuczną folię. Do tego zadbaliśmy o dobry design, aby doświadczenia naszych klientów były na najwyższym poziomie – tłumaczy Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Bibułka spełnia wymagania europejskiej normy EN 13432. Wytwarzana jest z celulozy i jej pozyskiwanie dokonuje się bez uszczerbku dla naturalnych zasobów Ziemi. Może być poddawana spalaniu z odzyskaniem energii oraz ponownemu przetwarzaniu – nawet siedem razy. Kartonowe pudełko i naklejki wykorzystywane do zapieczętowania zamówienia powstają z papieru certyfikowanego. Natomiast wełna drzewna jest naturalna i nie zawiera sztucznych barwników oraz impregnatu. Może być wykorzystywana nawet w przypadku produktów spożywczych czy jako element kompostu. W paczce znajduje się również wrap – materiał w pełni nadaje się do recyklingu.

Wykorzystanie papierowych, odnawialnych materiałów nie oznacza, że paczka jest bardziej podatna na niszczenie – jest wytrzymała na tyle, że nie wymaga folii zabezpieczającej. Bibułka wewnątrz pełni funkcje higieniczne i chroni produkty przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak światło, temperatura, wilgoć czy zanieczyszczenia. Natomiast papier nacinany jest elastyczny i można nim szczelnie okręcić każdy kształt. Amortyzuje uderzenia, a do tego wyróżnia się dużą wytrzymałością.

Prezentujemy rozwiązania eko w Nutridome, by zwrócić uwagę na to, że można szukać dobrych, czyli ekologicznych i ekonomicznych realizacji. Wierzymy, że uda nam się zainspirować inne firmy. Przy postępującej degradacji środowiska coraz istotniejsza staje się inwestycja w proekologiczne rozwiązania. To wielkie wyzwanie dla całej branży. – apeluje Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Nutridome to sklep z wyselekcjonowanymi kosmetykami, który prężnie rozwija się na polskim rynku od 2017 roku. Stawia na jakość kosmetyków, w rozsądnej cenie stosując filozofię holistycznego podejścia w dbaniu o urodę. Sklep oferuje swoje produkty w internecie na stronie nutridome.pl oraz w dwóch lokalizacjach stacjonarnych: Galeria Słoneczna Radom oraz Galeria Mokotów w Warszawie.