1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dobrostan – więcej niż harmonia

Dobrostan – więcej niż harmonia

Jeśli będziemy czekać, że to świat zmieni się na lepsze, to skazujemy się na życie w wiecznym oczekiwaniu i wiecznej frustracji. Bo świat się tak łatwo nie zmienia. Ale można przenieść oczekiwania z zewnątrz do wnętrza. (Fot. iStock)
Życie w dobrostanie – brzmi dobrze. Kojarzy się ze zdrowiem, spokojem, równowagą wewnętrzną. O tym, czym jest dobrostan i jak możemy go sobie zapewnić, rozmawiamy z Weroniką Ławniczak, dietetyczką, specjalistką dobrostanu, fitoterapeutką, założycielką Holispace – Instytutu Zdrowia i Urody w Warszawie.

Zdrowie to, według WHO, stan pełnego dobrostanu fizyczny, umysłowego i społecznego. No dobrze, ale czym jest właściwie ten dobrostan?
To duży temat. I cieszę się, że coraz więcej się o tym mówi. Dla mnie dobrostan to szereg różnych aspektów życia. W koncepcji WHO ostatnio pojawiła się też sfera psychologiczna. Bo subiektywne postrzeganie poczucia zadowolenia, szczęścia, pozytywnej oceny naszego życia wpływa na to, jak się czujemy, jak o sobie i życiu myślimy.

Czy dobrostan to jakiś rodzaj równowagi wewnętrznej? Akceptacji?
To za mało. I nie chodzi też o tryskanie szczęściem i radością. To sprawa głębsza. Powiem tu o najnowszym modelu dobrostanu, w którym, jak w laboratorium, wyróżnić można różne elementy. To holistyczny model dobrostanu z 2021 roku, skonstruowany przez Agnieszkę Zawadzką-Jabłonowską. W tym modelu są aspekty z modelu WHO, ale i znacznie więcej. Także psychiczny i materialny, zawodowy, środowiskowy, kulturowy. Bo wielkie znaczenie ma, w jakim środowisku funkcjonujemy. Są też aspekty intelektualny i – tu nowa sprawa – duchowy. Profesor Janusz Czapiński stworzył wiele lat temu, bo w 1989 roku, bardzo mi bliską cebulową teorię szczęścia. Określił trzy podstawowe jej elementy. Pierwszy to wola życia. Dalej: ogólny dobrostan psychiczny i zadowolenie z poszczególnych dziedzin życia, z tego, czego już doświadczyliśmy i tego, na co czekamy. I wreszcie: satysfakcje cząstkowe – to zewnętrzna warstwa tej cebuli. Jej składowe to elementy naszej codzienności, jak praca, rodzina, przyjaciele. I to, jak się odnosimy do sukcesów i porażek. Czy bardziej cieszymy się z tych pierwszych, czy raczej długo rozpamiętujemy te drugie. Charakterystyczne, dla każdego trochę inne, jest odczuwanie pozytywnych aspektów życia.

Ale wola życia to fundament. Na niej budujemy. Jeśli pojawiają się zaburzenia emocjonalne, wola życia może spadać. Przywrócenie jej to pierwszy stopień dobrostanu. Nawet w chorobie.

Naprawdę? Można w chorobie odczuwać dobrostan?
Można. To kwestia akceptacji. Ogromnie ważnej. Bo jeśli stajemy wobec czegoś w oporze, ciało nam o tym powie. Nie ma w nas akceptacji, czujemy, że nie mamy na coś wpływu – i wola życia nam spada, czyli stabilne odczucie pozytywnego nastawienia do świata maleje. A jeśli nie ma woli życia, spada też chęć działania. Przy dobrostanie muszą pojawić się elementy takie jak działanie, dążenie do celu, realizacja.

Wróćmy jeszcze do sytuacji choroby. Można żyć w dobrostanie, cierpiąc?
Można.

Nawet kiedy cierpimy fizycznie? Kiedy czujemy ból? Czasem cierpienie dotyczy duszy, emocji. Mam złamane serce, czuję lęk o kogoś bliskiego… Nie wiem, czy o osobie cierpiącej ośmieliłabym się powiedzieć, że żyje w dobrostanie.
To trudne, ale możliwe. Wola życia to podstawa. Dalej jest ogólny dobrostan psychiczny, czyli świadoma ocena naszego życia przez nas samych. Przychodzą trudności, wyzwania. OK, upadłam, coś się stało, ale mam za chwilę – może nie od razu, ale w końcu ją odnajduję – siłę psychiczną, żeby wstać, otrzepać się, powiedzieć: „No dobrze, wydarzyło się, to moje doświadczenie, co mogę z tym teraz zrobić?”. To bardzo ważny element. Myślę, że mogę o tym mówić, bo w moim przypadku to nie jest tylko teoria. Mam dużą wolę życia i ogólną odporność psychiczną – trudnych, czasem bardzo trudnych sytuacji zdarzyło mi się wiele, dotyczyły zarówno zdrowia, jak i kłopotów z pracą, ze stroną materialną. Rzeczywiście dziś mówimy o osiąganiu dobrostanu tak, jakby to było proste i oczywiste. Prosto się tylko mówi, ale na podstawie moich doświadczeń mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością: w niemal każdej sytuacji możemy żyć w dobrostanie.

Często w trudnych sytuacjach zapadamy się w sobie.
Tak, to normalne. Dlatego tak ważny jest trzeci aspekt „cebulowej” teorii prof. Czapińskiego: zadowolenie z poszczególnych dziedzin życia. Bo ważne są nie tylko sprawy fundamentalne. Równie ważne, a czasem może ważniejsze, są małe radości. Docenianie rzeczy drobnych. Samoakceptacja. Nawet kiedy ciężko, zawsze dzieje się coś dobrego. Nawet jeśli to drobiazg. Warto patrzeć na świat tak, by zauważyć jego urodę. My, Polacy, mamy niestety łatwość narzekania. I zwalania odpowiedzialności za to, co się dzieje w naszym życiu, na to, co na zewnątrz. Co poza mną, nie we mnie. Nie wyjdę z domu, bo brzydko. Miałam słaby dzień w pracy, ale to wina nieżyczliwych kolegów, niesprawiedliwego szefa itd. Zastanówmy się: po co dodatkowo obciążamy się złymi słowami i negatywnymi emocjami? Może lepiej podejść do spraw – i tych codziennych, zwykłych, i tych poważniejszych – z pewną dozą lekkości i dystansu? Starać się nie krytykować, nie załamywać, ale zawsze próbować zrozumieć, co ta sytuacja może dla mnie oznaczać. Przyglądać się jej na spokojnie, jakby nieco z boku. To pomaga.

Czyli to nasz wybór, na co w codziennym życiu zwracamy uwagę – czy na to, że ochlapał nas autobus, czy że wyszło właśnie słońce?
A nawet – że ten autobus nie ochlapał nas jakoś bardzo mocno!
Ważne też jest, by nasze myślenie i odczuwanie było spójne. Na jednej z sesji klientka opowiedziała mi o stworzonym przez siebie systemie nagrody. Otóż ta osoba była wręcz uzależniona od chipsów. Kochała je jeść, a że to niezdrowe, postanowiła z „nałogu” wyjść. I miesiąc niejedzenia chipsów nagradzała prawem do zjedzenia całej paczki. Bo już nie musi, ale może. Nie, to nie jest dobry pomysł. Bo nasz mózg w ten sposób jest w zaprzeczeniu. Dajemy sobie w nagrodę to, co chwilę wcześniej było zakazanym owocem… W ten sposób do dobrostanu nie dojdziemy. Musimy za to zrozumieć, co daje nam prawdziwy komfort. Co dobrze na nas wpływa.

Jak można sobie pomóc, żeby w swoim życiu dobrostan osiągnąć? A może raczej odnaleźć?
Nie dam gotowej recepty. Nie jestem psycholożką ani psychoterapeutką. Ale wiem, że jeśli nie mamy fundamentu, to nie zbudujemy górnych pięter.

Na ogół widzę, że osoby, które nie mają woli życia, pogrążone są w depresji. Nie widzą sensu życia. A jeśli w naszej rozmowie dochodzimy do sensu życia, to tym samym dochodzimy do duchowości. Czym jest duchowość w dobrostanie? To nie tylko poczucie, że moje życie ma sens, że jest po coś, lecz także obcowanie na co dzień z wyznawanymi przeze mnie wartościami. Choćby w miejscu pracy. Cieszę się, że coraz więcej mówimy dziś o duchowości w kontekście dobrostanu. Duchowość to nie religia. To także hart ducha. I wrażliwa dusza.

Jest ważna, bo…
Bo człowiek składa się z ciała i duszy. Mówimy: „Chcę mieć dobre życie”. Warto zastanowić się, co to dla mnie znaczy. Wspomnijmy tu jeszcze o kwestiach materialnych. One są ważne. Dają poczucie bezpieczeństwa. Nie lekceważmy tego. Nie mówmy z wyższością o tych, dla których „ważna jest kasa”. Bez niej nasz stolik będzie stać tylko na trzech nogach – i w końcu się przewróci.

Warto dostrzec w swoim życiu te wszystkie elementy, zastanowić się, do których mi blisko, a w których już jestem osadzona. I nad którymi warto się pochylić. Bo bycie w dobrostanie to droga, nie cel sam w sobie. I już sama droga może podnosić świadomość, zaczynamy odczuwać zadowolenie z życia w dążeniu do celu.

Często mylimy spokój i wewnętrzną harmonię z dobrostanem. Harmonia i spokój są na pewno wspaniałe, ale to nie jest dobrostan. Jeśli pozostałe elementy modelu nie będą spełnione, to zastanówmy się, czy się nie oszukujemy, czy nie jest tak, że zaakceptowaliśmy coś, na co nie możemy do końca wpłynąć, a co nas uwiera. Czy przypadkiem tego nie odpuściliśmy.

A odpuszczenie jest złe?
Nie, jeśli nie uwiera w środku. Jeśli uwiera, to gorzej. Trzeba by pomyśleć, co to takiego, ta przeszkadzająca drzazga, i co z nią możemy zrobić. Świadome dążenie do dobrostanu to przyjrzenie się poszczególnym elementom. I sprawdzenie, gdzie w tych elementach jestem.

Gdzie w tym modelu są relacje z innymi ludźmi?
Są bardzo ważne. Jeśli coś z relacjami jest nie tak, pomyślmy dlaczego. Może obracamy się wśród ludzi, którzy nie wyznają tych samych wartości? Często osoby, które doświadczają wypalenia zawodowego, w jakimś momencie odkrywają, że praca, którą wykonują czy ich zawodowe środowisko, oparte są na zupełnie innych wartościach niż te dla nich ważne. W badaniach przyczyn wypalenia na szczycie listy nie jest wcale nadmierna ilość pracy, po 12 czy 16 godzin na dobę, ale właśnie wartości. To, że połowę naszego życia spędzamy de facto w zaprzeczeniu. Zdarza się, że zdajemy sobie z tego sprawę, ale myślimy: bez przesady, praca to tylko praca. Ale na dłuższą metę nie jest możliwe ucięcie tej części życia, oddzielenie jej od całej reszty.

Jeśli popatrzymy na bliskich i dalszych znajomych, zobaczymy pewnie, że daleko nie wszyscy realizują się w pracy zawodowej, nie wszyscy mają poczucie jej głębokiego sensu…
Badania pokazują, że ponad 60 procent Polaków nie jest zadowolonych ze swojego miejsca pracy.

Czasem nie mamy zbyt dużego wyboru, a materialny aspekt życia jest przecież ważny.
Nie chciałabym mówić tu czegoś, co może zostać odebrane jako odklejony od rzeczywistości idealizm. Ale pamiętajmy, że naprawdę wiele zależy od nas. W wielu sytuacjach możemy dokonać zmian. Choć czasem wydaje nam się, że nie, nie da się, nie rzucę pracy, bo przecież nie znajdę nowej. Ale często kiedy się odważymy, okazuje się, że otwierają się przed nami nowe możliwości.

A zdrowie? Dobra forma fizyczna?
Nie ma co liczyć na to, że da się żyć jedynie duchowością, a lekceważyć wszystko inne. Jeśli nie zadbamy o dobrą dietę, jeśli nie będziemy się wysypiać, jeśli nie zapewnimy sobie odpowiedniej dawki ruchu, jeśli nie będziemy regularnie robić badań profilaktycznych – nie osiągniemy dobrostanu.

Wróćmy jeszcze do duchowości. Wiele osób kojarzy ją z religią.
Ja nazwałabym ją współczesną transcendencją. Z takimi atrybutami wspierającymi, jak: docenianie piękna, wdzięczność, uznanie sukcesów innych, uśmiech, wiara i japońskie zatrzymywanie się na chwilę, by móc poczuć, zachwycić się i tym zachwytem podzielić. To może być nowa cnota w dziedzinie duchowości.

Czyli może to być praktyka religijna, ale może też być to „świeckie” poszukiwanie sensu życia i tego życia docenianie?
Tak.

To wydaje mi się bliskie praktyce uważności, czyli mindfulness?
Tak, dostrzeganie drobiazgów, docenianie ich, dzielenie się nimi. Choćby uśmiechem. Były takie ciekawe badania wśród polskiej młodzieży – młodzi zauważyli, że się na co dzień za mało uśmiechamy, że podoba im się amerykańskie keep smiling, ale jakoś trudno im przemycić ten uśmiech do naszego życia. Są kraje, gdzie wygląda to inaczej. Choćby Hiszpanie – uśmiechają się na ulicy do całkiem obcych ludzi…

To samo zauważyłam w Holandii. I, przyznaję, zachwyciło mnie to.
O właśnie, słowo „zachwyt” jest w kontekście dobrostanu ważne. Zachwycajmy się. Nawet jeśli przeżywamy trudne sytuacje, szukajmy powodów do zachwytu. Taka krótka chwila pozytywnych emocji może pomóc w zwyciężaniu problemów.

Ważne, by mówiąc o dobrostanie, nie skupiać się jedynie na jednym czy dwóch elementach, które są nam najbliższe. Chodzi o to, by rozwijać je wszystkie. Żeby nasz stolik miał cztery nogi, nie jedną czy trzy. Bo tylko na czterech nogach będzie stać stabilnie i bezpiecznie.

Rozumiem, że z dobrostanem trochę jak ze szczęściem. Dążymy do niego, choć osiągnięcie zdarza się rzadko i nie każdemu. Jesteśmy cały czas w drodze.
Ta droga bywa długa i niekoniecznie łatwa. Ja sama mam za sobą dużo trudnych doświadczeń. Kiedyś lekarz powiedział mi, że zostało mi parę miesięcy życia. Próbowałam się w tym odnaleźć. Odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. I znalazłam teorię dobrostanu, dotarło do mnie, jak ważna jest wola życia, o której już tu sporo powiedziałam. W moim przypadku było to odkrycie decydujące…

Dobrostan to też sposób na przejęcie kontroli nad życiem. Prawdziwej kontroli. Nie zrzucanie odpowiedzialności na zewnątrz, nie powtarzanie, że świat jest zły, pracodawca zły, wszystko nie tak. Nie. Chodzi o przyjęcie postawy aktywnej. Na wiele rzeczy zewnętrznych nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na to, co jemy, jak spędzamy czas, czy myślimy pozytywnie, czy dominują emocje negatywne.

Na swoje zdrowie.
Tu naprawdę wiele zależy od nas. I to, co przede wszystkim powinniśmy zrobić, to na nowo nawiązać kontakt z naszym ciałem. Nauczyć się je obserwować, czytać jego reakcje. Wtedy nie tylko będziemy się lepiej czuć i mieć więcej energii, lecz także zwiększymy swoje szanse na dostrzeżenie niepokojących objawów, jeśli takie się pojawią.

Jak można sobie pomóc na co dzień?
Sięgajmy po proste rozwiązania. One są najlepsze. Nie ma sensu inwestować w nie wiadomo jakie kuracje wzmacniające czy oczyszczające. Można dodawać sobie energii dietą, ziołami, na przykład antydepresyjną szałwią, zapoznać się z adaptogenami. Kłaść się wcześniej spać! Zaburzony sen to zaburzona praca układu hormonalnego. Zwrócić uwagę na postawę ciała. Na to, jak siedzimy, jak się poruszamy. Jeśli coś przeszkadza, coś boli – zwróćmy się o pomoc do fizjoterapeuty, zadbajmy o kręgosłup. I ruch! Tu nie możemy odpuszczać. Praktykujmy uważność. Choćby przez parę minut dziennie na spacerze – zatrzymujmy się, patrzmy na drzewo czy chmury, nauczmy się je dostrzegać… Jeśli stoisz w korku, słuchaj dobrej muzyki. A kiedy w końcu dojedziesz, nie myśl o tym, że to było męczące, pomyśl: „Fajnie, że już jestem!”.

I dbać o relacje.
Uzdrawiajmy je tam, gdzie to możliwe. Dobre, prawdziwe relacje są niesłychanie ważne. One karmią naszą psychikę. A te trudne? Nie mogę dać recepty każdemu, ale czasem lepiej to, co nas nie karmi, a truje, zostawić. Każdy w ciągu życia się zmienia. Odkrywa nowe wartości, co innego staje się ważne. Ty się zmieniasz, twój przyjaciel też. Niekoniecznie te zmiany idą w tym samym kierunku. Trudno oczekiwać, że przyjaźń zawarta między 15-latkami będzie równie mocna i prawdziwa, kiedy będziecie 50-latkami. Czasem trzeba uznać, że coś się skończyło i zostawić…

No i praca…
Wiele osób funkcjonuje, dzieląc swoje życie na pół. Od rana do późnego popołudnia praca, praca, praca – a potem, wieczorem, będę sobie osiągać harmonię. No nie, tak się nie da. Wprowadzajmy więc w dzień pracy elementy służące poprawie samopoczucia, to krok w kierunku dobrostanu. Pijmy ziołowe herbaty, zadbajmy o przerwy, podczas których nie tylko szybko pochłaniamy lunch, lecz także dostrzegamy urodę chwili. Jeśli jedziemy do pracy autobusem, wysiądźmy wcześniej, przejdźmy przystanek czy dwa spacerem. I planujmy dzień. Jeśli rano jest ciężko i stresująco, to po południu nie siłownia, a wanna z solą, olejkami eterycznymi, z dobrą muzyką. Ograniczajmy też ilość bodźców. Przytulajmy się z najbliższymi i to wielokrotnie, nie wystarczy jeden raz na dzień dobry.

Generalnie jesteśmy przebodźcowani.
To stresory. Mózg przerzuca je na ciało; jak się trochę tego uzbiera, to pojawiają się objawy w ciele. Objawy psychosomatyczne to dziś poważny problem. Narastająca złość i frustracja wcześniej czy później znajdują ujście. To są emocje naszego serca, więc warto je rozładowywać, ale niekoniecznie krzykiem w kierunku drugiej osoby. Aktywność fizyczna i relaks bardzo pomagają.

Czyli co – krok po kroku dbać o siebie? Tworzyć swój dobrostan?
Jeśli będziemy czekać, że to świat zmieni się na lepsze, to skazujemy się na życie w wiecznym oczekiwaniu i wiecznej frustracji. Bo świat się tak łatwo nie zmienia. Ale można przenieść oczekiwania z zewnątrz do wnętrza. I próbować coś z tym zrobić.

Tyle że wtedy przenosimy odpowiedzialność na nas samych. A jak się nie uda, mamy do siebie pretensje, oskarżamy się, pogarsza się nasza samoocena…
Trzeba oczywiście wszystko wyważyć. Nie katować się. Być dla siebie dobrym i czułym. Nie na wszystko mamy wpływ, to jasne. Ale znowu powtórzę: na to, co jemy, jak śpimy i jak myślimy – mamy.

Nie ma też sensu łudzić się, że wprowadzimy w życie rewolucję z dnia na dzień. To nie zda egzaminu. Mózg potrzebuje mniej więcej trzy tygodnie, żeby przyzwyczaić się do zmiany. Jeśli zjadałaby Pani 50 ciastek dziennie, a planem byłoby przestać jeść ciastka w ogóle, to nie z dnia na dzień. Przez trzy tygodnie może Pani zmniejszyć liczbę ciastek o połowę. Tak samo jest z dążeniem do dobrostanu. To droga. Ale warto na nią wejść.

Instytut Zdrowia i Urody Holispace to miejsce, które łączy w zabiegach akademicką wiedzę medyczną z naturalnymi terapiami, oferując w biowitalnym DAY-SPA szeroką gamę masaży manualnych (leczniczych i relaksacyjnych), kosmetologię estetyczną, a także fizykoterapią BEMER. W ofercie znajdziemy ponadto konsultacje zielarza, dietetyka i psychologa, a dla osób praktykujących mindfulness – zajęcia medytacyjno-oddechowe. Misją założycielki jest holistyczne podejście do potrzeb człowieka i oferowanie usług zarówno dla ciała, jak i umysłu oraz ducha.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze