1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Stres komputerowy w pracy

Stres komputerowy w pracy

</a> 123rf.com
123rf.com
Według firm zajmujących się doradztwem personalnym właśnie problemy z komputerem, siecią wewnętrzna i Internetem są najczęstszą przyczyną irytacji pracowników. Dopiero w dalszej kolejności złościmy się z powodu zachowania kolegów i konfliktów w przełożonym.

Internet  nagle zwalnia, nie możesz ściągnąć poczty ani wejść do sieci wewnętrznej. Jak na to reaguje twój organizm? Odczuwasz zdenerwowanie, serce bije Ci mocniej, bezwiednie napinasz mięśnie, nerwowo stukasz palcami o biurko? To symptomy stresu komputerowego, który według badań CMOC, amerykańskiej organizacji skupiającej dyrektorów marketingu z całego świata, z 2010 r. dotyka  większości z 1000 respondentów.

123rf.com 123rf.com

64 %  badanych przyznało się do niepokojów związanych z pracą komputera: powtarzającymi się awariami, koniecznością restartowania, spowolnieniem. Dla 42 % użytkowników  był to dodatkowy stres, dla 39 % strata cennego czasu, 21 % utraciło dane ważne dane, a 7 % uznało problem informatyczny za traumę.

Wśród najczęściej wymienianych trudnych sytuacji są: spowolnienie pracy (51%), wolne uruchamianie się systemu (36%), wirusy (16%), brak dostępu do Internetu (15%) i problem z siecią bezprzewodową (14%).

Znamienne jest to, że 1/3 ankietowanych usiłowała samodzielnie rozwiązać problem, a tylko 8 %  skontaktowało się z dostawcą usługi internetowej, a jeszcze mniej – 7 %  z producentem sprzętu. Dlaczego? Otóż współpraca z serwisami jest źródłem dodatkowego stresu, a zwłaszcza czas reakcji serwisantów – 14 % badanych skarży się do popadania we frustrację z tego powodu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Główne rodzaje i skutki stresu – jak zwalczać jego skutki?

Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Stres mobilizuje nas do działania, podnosi poziom energii, stymuluje rozwój. Niestety, w dzisiejszych czasach nadmiar stresu, a może raczej nieumiejętność jego rozładowania, obraca się przeciwko nam. (fot. iStock)
Najbardziej typową i odczuwalną reakcją ciała na stres jest silne spięcie mięśni, gotowych do wysiłku. W poszczególnych organach zachodzą błyskawicznie reakcje: serce i oddech przyspieszają, ciśnienie rośnie, wyostrzają się zmysły, obniża się odporność i maleje wrażliwość na ból. Ciało jest w pełnej gotowości, aby „się ratować”. 

Jednak pamiętajmy, że stres niejedno ma imię. Sprawdź, jakie są rodzaje stresu i których z nich doświadczasz!


Eustress – towarzyszy ekscytującym wydarzeniom. To pozytywny, a nawet niezbędny rodzaj stresu.

Under-stress – stres spowodowany niedociążeniem, bezruchem, znudzeniem, poczuciem beznadziei; przeciwieństwo eustresu.

Over-stress – nadmierny stres, pojawiający się wtedy, kiedy przekraczamy swoje możliwości (to ten z typów stresu, który towarzyszy np. biznesmenom, ale też maratończykom).

Dystres – czyli najbardziej typowy, długotrwały, objawiający się różnego rodzaju cierpieniem: frustracją, obawą, złością, zamartwianiem się, rozpaczą. Częste są też objawy fizyczne (psychosomatyczne).

Co powodują w organizmie wymienione główne rodzaje stresu?

Serce i układ krwionośny – stres wywołuje przyspieszone bicie serca, wzrost ciśnienia krwi i jej odpływ do mięśni z organów, co powoduje ich niedokrwienie;

Mózg – osłabia pamięć i koncentrację, zdolność do uczenia się, ponadto pod wpływem negatywnych typów stresu zwiększa się poziom beta-amyloidu peptydu, którego złogi uszkadzają tkankę mózgu i są przyczyną choroby Alzheimera;

Płuca i oskrzela – nasila objawy astmy, przewlekłe zapalenie oskrzeli oraz kaszel;

Układ trawienny – kortyzol pobudza komórki tłuszczowe do gromadzenia zapasów oraz zwiększa wydzielanie insuliny, co sprawia, że szybciej robimy się głodni;

Żołądek – następuje silne zwężenie naczyń krwionośnych, stąd wrażenie skurczu. Częsty stres powoduje uszkodzenia błon śluzowych żołądka;

Trzustka – wyrzut kortyzolu powoduje podwyższenie poziomu cukru we krwi, a to prowadzi do rozwoju cukrzycy;

Układ odpornościowy – stres hamuje aktywność limfocytów T, dlatego łatwiej wtedy o infekcje;

Włosy – zarówno rodzaje stresu fizycznego, jak i psychicznego mogą doprowadzić do nadmiernego wypadania włosów, a nawet łysienia plackowatego;

Mięśnie – kumulują napięcie, usztywniają się wskutek odczuwania jednego z wymienionych typów stresu, a to z kolei może osłabiać kręgosłup.

Czytaj więcej na temat stresu i skutków dla ciała w artykule:

  1. Psychologia

Jak wewnętrzny sabotażysta blokuje twoje działania? Poznaj jego twarze!

Gdy czujesz, że nie możesz ruszyć z miejsca i zmobilizować się do działania, do głosu często dochodzi wewnętrzny sabotażysta. Co chce ci powiedzieć? (fot. iStock)
Gdy czujesz, że nie możesz ruszyć z miejsca i zmobilizować się do działania, do głosu często dochodzi wewnętrzny sabotażysta. Co chce ci powiedzieć? (fot. iStock)
Znowu słyszysz głos mówiący, że się nie uda? Poznaj strategie pozwalające w skuteczny sposób radzić sobie z zadaniami, które w pierwszej chwili cię przerastają.

Lęk przed porażką - główny sabotażysta

Dagmara już drugi tydzień odwleka zrobienie prezentacji na pierwsze spotkanie z dużym klientem. Kiedy siada do komputera i próbuje sklecić pierwszy slajd, „diabły siadają jej na rękach” – pojawia się masa drobnych rzeczy, które właśnie wtedy trzeba zrobić: zaległe e-maile nagle stają się bardziej niż bardzo ważne i wymagają natychmiastowych wyczerpujących odpowiedzi, a kłopoty nastoletniej córki koleżanki z działu wdrożeń bezwzględnie wymuszają przedłużenie przerwy kawowej. Termin spotkania zbliża się coraz większymi krokami i myślenie o tym przyprawia Dagmarę o bezsenność. Kiedy pyta siebie, o co chodzi, za każdym razem spod dywanu wychyla się ponury sabotażysta z transparentem „na pewno to schrzanisz”.

Wewnętrzny sabotażysta Dagmary powstrzymuje ją przed działaniem, wzbudzając lęk przed porażką. Jego przesłanie to: „nie rób tego, bo jak to zrobisz, będzie źle”. Wyrósł z silnego, nieuświadomionego przekonania, że niedziałanie jest bezpieczniejsze niż działanie. Za „nie chcę tego robić” Dagmary kryje się „nie chcę się odważyć”, oparte na wyolbrzymianiu zagrożenia. To, czego jej potrzeba, by osłabić paraliżujący wpływ wewnętrznego sabotażysty, to wiara, że możliwy jest dobry skutek podjętej aktywności.

Jak Dagmara pokona swojego sabotażystę? Stosując profilaktykę. Obawa przed zrobieniem czegoś źle, powoduje, że wątpliwości paraliżują. Wtedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest potraktowanie tych sabotujących myśli i uczuć jako napędu do działania.

Jeżeli najlepszym motywem do tego, by ruszyć z miejsca, jest obawa, dobrze jest skupić się na przykład na uniknięciu strat, grożących w wypadku niewykonania zadania, i starać się zapobiec pogorszeniu swojej opinii w pracy, degradacji w zespole czy zmniejszeniu dochodów. Skoro Dagmara nie może ruszyć z kopyta z prezentacją, niech pomyśli, co się stanie, jeśli tej prezentacji w ogóle nie zrobi. Skupienie się na uniknięciu strat, po przestraszeniu samego siebie konsekwencjami, powoduje, że co prawda samopoczucie jest okropne, ale z drugiej strony człowiek budzi się z letargu. A kiedy już zajmie się robieniem tego, co jest do zrobienia, skupienie na zadaniu zniweluje napięcie.

Kompletnie mi się nie chce - co kryje się za tym odczuciem?

Robert, choć podjął się w ramach wolontariatu pracowniczego zorganizowania zajęć fotograficznych dla dzieci z zaprzyjaźnionego domu dziecka, jakoś nie może wystartować ze swoim projektem. Czas mija, ale ciągle nie udało mu się nawet spotkać z dyrektorką domu, żeby ustalić zasady, nie mówiąc już o spotkaniu się z dzieciakami. Robert ciągle jakoś „nie czuje” tego zadania, nie potrafi się zebrać w sobie. Dyrektor zagadnął go ostatnio na korytarzu o projekt fotograficzny, więc tylko się wymigiwał nawałem spraw zawodowych, co trochę mijało się z prawdą, ale co miał powiedzieć? Że pod biurkiem ma na stałe zainstalowanego podszeptywacza, któremu na imię „Niechcemisie”, a muza jakoś nie nadlatuje?

Wewnętrzny sabotażysta Roberta powstrzymuje go przed działaniem, wzbudzając uczucie zniechęcenia. Jego przesłanie to: „nie rób tego sam, bo nie dasz rady”. Sabotażysta „Niechcemisie” wykiełkował i rozrósł się bujnie na glebie nieświadomego przekonania, że niebranie odpowiedzialności za własne działanie jest bezpieczniejsze niż jej branie. Za: „nie chcę tego robić” Roberta kryje się: „nie chcę być samodzielny”. To, czego mu potrzeba, by osłabić paraliżujący wpływ sabotażysty, to wiara, że bez pomocy z zewnątrz może działać skutecznie i odnieść sukces.

Jak Robert pokona swojego sabotażystę? Sytuacja, w jakiej się znalazł, to tak zwany zupełny brak weny twórczej. W jego wypadku najlepszą strategią będzie ignorowanie własnej emocjonalności i skupienie się na działaniu – krok po kroku.

Tym, co często zniewala, są obiegowe romantyczne wersje opowieści o działaniu w stanie natchnienia. Tymczasem wielu płodnych pisarzy, artystów i wynalazców stworzyło swoje dzieła metodą codziennej, wielogodzinnej pracy. Ważne jest, by znaleźć swój poziom zaangażowania w projekt – i z tego poziomu przystąpić do działania. Jak poradzić sobie z „Niechcemisiem”? Sprawdzić, czy stwarza on konkretne, fizyczne przeszkody do działania. Gdy stwierdzimy bezpodstawność takiego przypuszczenia, należy przystąpić do rzeczy – zadzwonić, zrobić plan, spotkać się. Sposobem na „Niechcemisia” jest ignorowanie swojego niechcenia.

Nie ma sensu tego robić - przekonanie, które wynika z fałszywego postrzegania

Zbliża się termin, w którym Ala musi oddać rozliczenie projektu – czyli wypełnić masę nudnych tabelek, opisać rachunki, posegregować dokumenty. A jeszcze na dodatek w trakcie przekazywania tych wszystkich „pasjonujących” pism będzie musiała wystąpić z wnioskiem o przyznanie jej premii, ale z doświadczenia wie, że jeśli nie będzie o to zabiegać, zarząd sam z siebie na to nie wpadnie. Każdy przyzna, że jej sytuacja nie jest specjalnie komfortowa i w związku z tym trudno się dziwić, że spotkanie z zarządem przesunęła o kolejne kilka dni. Nawet świadomość, że w ten sposób oddala w czasie wpływ środków na swoje niezbyt przeładowane gotówką konto, nie jest w stanie zmusić jej do zrobienia wszystkich tych nieprzyjemnych rzeczy. Jej prywatna „Buka” siedząca na ramieniu szepcze wprost do ucha: „to jest kompletnie bez sensu, te wszystkie papierologie i użeranie się z zarządem to chory wymysł i normalny człowiek nie powinien zajmować się takimi sprawami”.

Wewnętrzna sabotażystka Alicji powstrzymuje ją przed działaniem, wzbudzając w niej uczucie złości. Przesłanie, jakim kieruje się Ala, brzmi: „nie rób tego na ich zasadach, bo jak to zrobisz, będzie źle”. Wyrosło ono z silnego, nieuświadomionego przekonania, że „moje zasady są lepsze od zasad innych”. Za jej: „nie chcę tego robić” kryje się: „nie chcę współpracować” oparte na wyolbrzymianiu alienacji. To, czego jej potrzeba, to wiara w dobre skutki współpracy.

Jak Ala pokona swojego sabotażystę? Dziewczyna całą sytuację postrzega jako bezsensowną. Taki stan ducha wynika z uaktywnienia nieuświadomionego przekonania: „ja wiem lepiej, co jest słuszne”.

Szczególnie trudno jest zabrać się do robienia rzeczy, które postrzegamy jako trudne, nudne lub nieprzyjemne. Często myślimy, że z takimi nielubianymi sytuacjami poradzimy sobie jakoś za pomocą siły woli, że w odpowiednim momencie po prostu zmusimy się do zrobienia tego. Jednak badania pokazują, że ludzie zazwyczaj przeceniają swoją zdolność do samokontroli opartej na sile woli. Dlatego takie zadania dobrze jest rozplanować w czasie, uwzględniając przypuszczalne okoliczności. Planując z góry, zadecydujesz co, gdzie i w jakim terminie masz zrobić. Nie tracisz czasu na zastanawianie się i decydowanie wtedy, kiedy sytuacja zaistnieje. Nie podejmujesz decyzji, czy to zrobić, nie dokonujesz trudnego wyboru, bo wybór został już dokonany w fazie planowania, teraz jest tylko realizowany.

Strategie działania, które przestaną cię osłabiać

Jeśli często miewasz podobne chwile zwątpienia, mam dla ciebie pocieszającą wiadomość: istnieją strategie, pozwalające w sprawdzony i skuteczny sposób radzić sobie z wykonaniem zadań, które w pierwszej chwili wydają się nas przerastać. Dodatkowo te strategie można wybrać właśnie z poziomu swoich „niedoskonałości”, których nie ma powodu w takiej sytuacji trzymać pod dywanem (wykładziną, biurkiem czy na swoim ramieniu).

W pracy używanie argumentu: „nie chcę tego robić” raczej nie sprawdzi się na dłuższą metę. W większości wypadków praca to wykonywanie określonych zadań w drodze do osiągnięcia określonego celu. I raczej nie zdarza się, żeby zadania były nieustannie dopasowywane do naszego nastroju, chęci i aktualnego poziomu silnej woli. A nasi sabotażyści nie ustają w działaniu.

Kiedy boisz się, że „coś schrzanisz”, „nie dasz rady”, gdy kompletnie nie czujesz bluesa i jesteś zniechęcona – jesteś raczej nastawiona pesymistycznie. Jednak nie jest to powód, dla którego twoje zadanie zyskuje status „niewykonalne”. Po prostu z miejsca braku entuzjazmu rzadko daje się ruszyć na hurraoptymistycznym paliwie. Trzeba więc poszukać paliwa innego rodzaju.

Takie strategie, jak myślenie o ujemnych konsekwencjach, ignorowanie swoich stanów emocjonalnych czy angażowanie się w sporządzanie szczegółowych planów mogą wydawać się mało atrakcyjne, a na pewno na początku – mało porywające. Oczywiście, każdy sam dobiera najlepsze dla siebie strategie, które pomagają mu lepiej funkcjonować. Jednak może nie warto z góry odrzucać tych nieatrakcyjnych? Przy wszystkich swoich wadach mają one tę podstawową zaletę, że kiedy się ich używa – okazują się skuteczne. Osłabiają bowiem siłę działania wewnętrznych sabotażystów, odcinając od wpływu nieświadomych, toksycznych przekonań. Dzięki temu jesteśmy w stanie znowu zacząć chcieć.

  1. Psychologia

Syndrom wypalenia zawodowego - jakie są objawy?

Wypalenie zawodowe to proces, a nie nagły atak. Często cierpią osoby profesjonalne, perfekcjoniści, ludzie ambitni i zaangażowani w pracę. (fot. iStock)
Wypalenie zawodowe to proces, a nie nagły atak. Często cierpią osoby profesjonalne, perfekcjoniści, ludzie ambitni i zaangażowani w pracę. (fot. iStock)
Wypalenie zawodowe to syndrom, który dotyka coraz więcej osób. Jest wynikiem chronicznego stresu i przepracowania. W przeszłości uważano, że dotyka głównie pielęgniarki, nauczycieli, lekarzy i osoby z branży psychologicznej. Teraz już jest jasne, że może dotknąć wszystkich. Warto mieć świadomość, że syndrom wypalenia zawodowego pojawia się niemal niezauważony.

Coraz młodsze osoby, nawet przed 30 rokiem życia, skarżą się na ogromne zmęczenie, przepracowanie, są niezadowolone z wykonywanej pracy, narzekają na brak satysfakcji. Są to często osoby zdolne, wykształcone, pracujące w tzw. korporacjach.

Trzeba być czujnym, aby w porę zauważyć pierwsze symptomy i zapobiec rozwojowi silnych i gwałtownych objawów. Pierwszymi sygnałami wypalenia zawodowego dla nas samych, dla naszych współpracowników i przełożonych, powinny być: subiektywne poczucie przepracowania, brak chęci do pracy; niechęć wychodzenia do pracy, poczucie izolacji, osamotnienia, negatywne postawy wobec współpracowników i klientów, uczucie zawodu wobec samego siebie. W sferze myślenia, pojawiają się takie oto zdania: „kiedy wreszcie będzie weekend”, „znowu to samo”, „ile godzin muszę tu jeszcze siedzieć”, „nic mi nie wychodzi”, „jestem do niczego”, „oszukuję mojego szefa i współpracowników"… Taka postawa nie jest jednak mobilizująca i nie prowadzi do zmiany.

W tym momencie mogą towarzyszyć nam głównie takie uczucia, jak: irytacja, brak cierpliwości, złość i niechęć, obojętność, poczucie winy. Może pojawić się w nas chęć izolacji, wycofania, negatywizm, częste „spoglądanie na zegarek”. Charakterystyczne jest też nieadekwatnie duże - do wykonanej pracy -  zmęczenie po wyjściu z pracy, czasem czujemy się jak po wyjściu z pracy „przy taśmie” podczas, gdy cały dzień przesiedzieliśmy np. przy biurku. Warto zaobserwować czy pojawia się w nas chęć do przekładania ważnych spotkań czy spraw na później. Możemy też stać się na tym etapie bardziej cyniczni w stosunku do współpracowników. Sygnałem alarmowym powinna być częsta nieobecność w miejscu pracy (zwolnienia, urlop „na żądanie”).

Nie można bagatelizować dolegliwości somatycznych, które mogą się pojawić lub nasilić. Są to najczęściej: zakłócenia snu, częste przeziębienia i grypy, częste bóle głowy i dolegliwości przewodu pokarmowego, napięcie i bóle mięśniowe.

Zatrzymanie procesu wypalenia zawodowego na tym etapie, jest jak najbardziej możliwe. Zazwyczaj wystarczy:

  • zmniejszenie obciążenia pracą,
  • próba odwrócenia uwagi od pracy jako głównego zajęcia w naszym życiu,
  • próba znalezienia nowego hobby czy zajęcia, które sprawia nam radość.
Być może wskazany byłby też, około dwu-, a raczej trzytygodniowy urlop, spędzony z dala od obowiązków zawodowych. Wszystko po to, aby móc zapanować nad rozwojem dolegliwości, zamiast pozwolić, żeby one zapanowały nad nami.

Ważnym, jak nie najważniejszym czynnikiem, jest świadomość występowania zjawiska i jego skutków. Może warto, jako pracownik lub manager, pomyśleć o rozwoju osobistym i szkoleniach zapobiegających wypaleniu zamiast ponosić wysokie koszty skutków tego zjawiska.

Ostatnio w literaturze pojawia się także termin „wypalenia rodzicielskiego" o podobnej symptomatyce i konsekwencjach.

  1. Styl Życia

Jabra Elite 85t – słuchawki, po które sięgasz z przyjemnością

Słuchawki douszne Elite 85t opracowano z wykorzystaniem najnowszej dostępnej na rynku technologii redukcji hałasu, by zapewnić całkowitą kontrolę nad sposobem słyszenia dźwięków z otoczenia. (Fot. materiały partnera)
Słuchawki douszne Elite 85t opracowano z wykorzystaniem najnowszej dostępnej na rynku technologii redukcji hałasu, by zapewnić całkowitą kontrolę nad sposobem słyszenia dźwięków z otoczenia. (Fot. materiały partnera)
Genialne brzmienie, perfekcyjna funkcjonalność i minimalistyczny wygląd – takie są bezprzewodowe słuchawki Jabra Elite 85t. Odkąd miałam okazje je przetestować, najchętniej bym się z nimi nie rozstawała.

Materiał partnera.

Muszę przyznać, że nie wiedziałam, jak bardzo potrzebuję słuchawek bezprzewodowych, dopóki pierwszy raz nie użyłam Jabra Elite 85t. I nie ma w tym ani grama kokieterii – z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to sprzęt, który zadowoli każdego, kto przez większość dnia korzysta z kilku urządzeń elektronicznych, pracując potrzebuje ciszy i skupienia, w wolnych chwilach jest aktywny i lubi posłuchać muzyki w dobrej jakości, a od akcesoriów elektronicznych oczekuje perfekcyjnego działania.

Zanim jednak o moich wrażeniach z użytkowania, kilka słów o samych słuchawkach. Jabra Elite 85t to słuchawki douszne, bezprzewodowe. Wyróżnia je przede wszystkim zaawansowana technologia aktywnej redukcji szumów Jabra Advanced Active Noise Cancellation (ANC)TM (o tym w dalszej części artykułu). To sprzęt najwyższej jakości marki, która jest liderem na rynku osobistych i biurowych rozwiązań audio.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Minimalizm i elegancja

Design słuchawek robi wrażenie od samego początku, już za sprawą opakowania. Dostajemy bowiem malutkie pudełko w stonowanych barwach, które powstało z dbałością o środowisko (za to duży plus!), a na nim podstawowe instrukcje użytkowania słuchawek. W środku znajduje się minimalistyczne etui ze słuchawkami, kabel do ładowania, zapasowe nakładki i… tyle. Zamiast długich, papierowych instrukcji, wypunktowane kolejne kroki do uruchomienia sprzętu.

Same słuchawki Jabra Elite 85t dostępne są w czterech kolorach: złoto-beżowym, miedziano-czarnym oraz czarnym i szarym. Mnie przypadł do gustu pierwszy z nich. Matowe wykończenie i ciekawy odcień gold-beige sprawia, że słuchawki prezentują się elegancko i oryginalnie, a przy tym nie rzucają się nadmiernie w oczy. Po założeniu prezentują się równie dobrze – genialnie wpasowują się w kształt ucha, minimalnie wystają ponad nie, a kolor pięknie stapia się ze skórą. Ponadto mają na wpół otwartą konstrukcję z otworami wentylacyjnymi pozwalającymi obniżyć ciśnienie, co pozwala uniknąć wrażenia „zakorkowanych” uszu.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Jak korzystać z Jabra Elite 85t?

Najlepiej zacząć od ściągnięcia na swój telefon aplikacji Jabra Sound+, która przede wszystkim ma pomóc w personalizacji funkcji słuchawek tak, by były jak najlepiej do nas dopasowane. Znajdziemy w niej całą masę przydatnych funkcji: od możliwości zmiany tonów i barwy dźwięku, poprzez regulowanie poziomu redukcji szumów i sprawdzenie naładowania słuchawek oraz futerału, aż po Find My Jabra, czyli niezastąpioną pomoc w przypadku zgubienia sprzętu. Wszystko w prostej, przejrzystej formie, która nikomu nie powinna sprawić trudności.

Po sparowaniu z wybranym przez nas urządzeniem, słuchawki łączą się z nim wręcz błyskawicznie. Bez problemu można z nich również korzystać na kilku urządzeniach jednocześnie, co było dla mnie szczególnie dużą zaletą w pracy, gdzie korzystam zarówno z komputera, jak i telefonu. Słuchawkami steruje się również bardzo łatwo – przy pomocy dyskretnych przycisków, znajdujących się na górnej części urządzenia.

Funkcjonalność Jabra Elite 85t, czyli wszystko, czego potrzebujesz

Funkcje, które kryją w sobie słuchawki Jabra Elite 85t najtrafniej można opisać dwoma słowami – najwyższa jakość. Odtwarzany poprzez tak małe urządzenie dźwięk jest nadzwyczaj szczegółowy, a w samym brzmieniu bardzo mocno podkreślane są niskie tony. Słuchawki wzorowo spisują się również podczas połączeń głosowych.

(Fot. materiały partnera)(Fot. materiały partnera)

Jednak zdecydowanie największą zaletą Jabra Elite 85t, a jednocześnie ogromnym zaskoczeniem, jest funkcja Advanced Active Noise Cancellation (ANC), czyli aktywna redukcja szumów i hałasu, która spełnia swoje zadanie znakomicie. Po jej włączeniu nie dochodzą do nas absolutnie żadne dźwięki z otoczenia – ani pogawędki koleżanek i kolegów, siedzących obok nas w biurze, ani odgłosy remontu u sąsiadów zza ściany, gdy pracujemy zdalnie. Dla kogoś, kto pracując potrzebuje maksymalnego skupienia, ta funkcja to wybawienie. A gdy nie czujemy już potrzeby całkowitego odizolowania się od otaczającej nas rzeczywistości, wystarczy jednym kliknięciem uruchomić kolejną przydatną funkcję – HearThrough, czyli możliwość podsłuchiwania dźwięków z otoczenia. Obie te funkcje można w pełni regulować i dostosowywać do swoich preferencji. Co więcej, nawet gdy mamy je nieustannie włączone, bateria słuchawek wytrzymuje 5,5 godziny, a za pomocą stacji ładującej można wydłużyć ten czas do 25 godzin. Słuchawki obsługują też funkcję bezprzewodowego ładowania.

Elite 85t to sprzęt dobry na co dzień i okazjonalnie, do pracy i do odpoczynku w każdych warunkach (dosłownie, bo słuchawki są wodoodporne!). Docenią go zarówno prawdziwi pasjonaci sprzętów elektronicznych, jak i przeciętni użytkownicy, którzy, tak jak ja, dzięki nim odkryją szereg najnowocześniejszych funkcji, uprzyjemniających życie.