fbpx

Jak nie tracić motywacji w sporcie?

Jak nie tracić motywacji w sporcie?
fot.123rf

W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że ci się uda! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. I najlepiej – na złość trollowi – właśnie teraz podkręcić jeszcze bardziej śrubę!
Zobacz: Skuteczne odchudzanie i trening: jak się nie poddać?

Jesteśmy w ważnym momencie: zakładając, że podążasz za moimi wskazówkami, masz już za sobą cztery tygodnie treningu połączonego z dietą redukcyjną. I jako trener wiem, że właśnie teraz mogą zacząć się schody. Bo często właśnie na półmetku robi się trochę pod górkę – szczególnie na diecie redukcyjnej, na której, tak jak ustaliliśmy, mniej spożywasz niż spalasz, żeby bilans był zawsze ujemny, co po czterech tygodniach może owocować momentami zwątpienia, czyli: „Po co ja to robię?”, „Mam dosyć! Jestem zmęczona, jestem wkurzona i wkurzam wszystkich dookoła”. Do tego możesz gorzej wyglądać, bo po czterech tygodniach takiego wysiłku dla organizmu tak naprawdę nikt nie ma prawa jeszcze wyglądać super, za to pojawiają się pewne zmiany, które odbierasz jako negatywne, czyli wychudzona buzia, przekrwione oczy, mniejsze piersi i zmęczenie. Wiem, wygląda to fatalnie, natomiast nie ma innej drogi, żeby dojść do celu. To tak, jakbyś wyważyła pierwsze drzwi i poruszała się po ciemnym pokoju jeszcze po omacku. Ale wiesz już, gdzie jest światełko i musisz do tego światełka dążyć.

W tym momencie powinnaś sobie włączyć następujący program: 1) tuningujemy dietę, żeby wycisnąć z siebie wszystko na maksa, 2) intensyfikujemy treningi, bo to jest właśnie ten moment, kiedy trzeba jeszcze bardziej podkręcić śrubę i 3) mentalnie pracujemy nad pewnością siebie.

Pomyśl, jak chcesz wyglądać

Na pewność siebie składa się to, co na zewnątrz, i to, co wewnątrz. Zróbmy zatem takie małe ćwiczenie: Wyobraź sobie, że na jeden dzień możesz zmienić się w dowolną osobę – może to być gwiazda z pierwszych stron gazet, znana sportsmenka albo modelka. Zastanów się, kim byś chciała być. Zwizualizuj to sobie. Wyobraź sobie, jak byś się zachowywała, jaką energią emanowała, jak wyglądałaby twoja sylwetka i jak czułabyś się w skórze tej osoby. Bo czasami tak jest, że wchodzi do pomieszczenia kobieta i z miejsca rozwala całe towarzystwo – nic o niej nie wiesz, jaką ma sytuację rodzinną, czy jest po rozwodzie, czy nie; czy ma dzieci, czy nie; czy pracuje; czyją jest żoną, nieważne. Wchodzi dziewczyna, nawet nie musi być najpiękniejsza, ale musi mieć w sobie to coś. Czyli dbamy teraz o ten wygląd zewnętrzny, coś, co do tej pory miało być bardziej efektem ubocznym działań.

Zrób sobie taki mały prezent, pomyśl, jak chcesz wyglądać, bo już jesteś blisko, to półmetek, cel masz już na wyciągnięcie ręki – naprawdę możesz wyglądać jak Irina Shayk czy Jesica Alba! To wyobrażenie pomoże ci się wzmocnić i obudzić wewnętrzną pewność siebie – przecież możesz to zrobić! Ta pewność siebie może zadziałać tu jak katalizator, przyspieszacz, żeby to uzewnętrznić. To będzie taki dodatkowy kop, motywacja dodająca ci sił w połowie górki, na której aktualnie się znajdujesz, żeby nie spaść w dół z lawiną, tylko się wspiąć jeszcze wyżej i dojść na szczyt.

Nie łam się!

Zrobiliśmy już dużo – dzięki diecie redukcyjnej wyrzuciłaś ze swojego jadłospisu większość śmieci, czyli przekąsek, podjadaczy i cukru, ale właśnie po trzech, czterech tygodniach następuje też adaptacja organizmu. Wycisnęliśmy z niego, co mogliśmy, i przychodzi moment zatrzymania, który jest często odbierany jako sygnał, że już nam nie idzie. Tymczasem to, że waga się zatrzymuje, nie oznacza, że popełniłaś jakiś błąd – to jest naturalny proces fizjologiczny i jeżeli trzymasz się planu, na pewno po krótkim przestoju waga znowu ruszy. Wystarczy kontynuować dietę, aż organizm powie „dobra, wygrałaś, jadę dalej!”. Możesz w tym momencie – to wersja dla zaawansowanych i do tego gorąco zachęcam – zintensyfikować ćwiczenia. Czyli plan minimum: dalej robisz swoje i za kilka dni zaczniesz zauważać nowe efekty. Plan maksimum: robisz krok jeszcze głębiej w proces i zwiększasz intensyfikację treningową, czyli robisz 2–3 razy w tygodniu po 2 treningi dziennie – np. rano przed pracą 45 min aerobów, a po pracy 30–40 min ćwiczeń wzmacniających. To jest plan dla wytrwałych, ale dlaczego nie?! – idźmy na całość, poczuj się przez moment jak zawodowiec. Jeżeli chcesz wyglądać jak zawodowiec, to działaj jak zawodowiec.

Idealnym przykładem osoby, która uzyskała świetne wyniki dzięki takiemu systemowi treningowemu, jest Olga Bołądź, która przygotowując się do roli agentki w „Służbach specjalnych”, przeszła na dietę redukcyjną i trenowała przez trzy miesiące niemal każdego dnia po dwa razy dziennie, żeby osiągnąć tak piękną metamorfozę. I tu ukłony dla trenera, który Olgę zmotywował i wykonał z nią totalną pracę – wymagało to ogromnego rygoru, pilnowania diety i odpowiedniej motywacji.

Jeśli chcesz zatem pójść w ślady Olgi Bołądź, wybierz plan maksimum. W tym przypadku oczywiście trening jest inny, mniej intensywny, gdyż chodzi o to, żeby cały czas rozkręcać metabolizm i cały czas spalać, bo nie ma odpoczynku. Wstajesz rano – rozkręcasz, zjesz posiłek – znowu rozkręcasz, drugim treningiem także, cały czas nakręcasz spiralę, dzięki czemu efekt będzie szybszy. Przy tym cały czas pracujesz nad umysłem, czyli walczysz z dystraktorami – „zjadłabym coś słodkiego” itp. Poświęć się sama sobie, bądź egoistką! Ważny jest trening aerobowy, który najlepiej wykonywać rano, bo wtedy osiągamy błyskawiczne efekty – po nocy, w fazie katabolizmu, najszybciej redukujesz tkankę tłuszczową, bo już nie ma węglowodanów, które spaliły się przez noc na tzw. podstawową przemianę materii. Kiedy rano dorzucasz jeszcze trening, to spalasz właśnie tłuszcz, a gdy robisz trening po południu, to przez pierwsze 20–30 min spalasz najpierw węglowodany, żeby dopiero do tego tłuszczu dotrzeć.

Trening 2 x dziennie

Trening dla wytrwałych: ćwicz w systemie pn., wt., czw., pt. i sb. po dwa razy dziennie, a śr. i ndz. – wolne. Pierwszy trening rób rano tuż po obudzeniu, czyli przed pracą, zrobieniem śniadania dzieciom itp.

Jeśli to konieczne, wstań o 5 rano i zrób 45 min aerobów, czyli spokojnego wysiłku (rowerek, trucht itp.).

Wskazówka: kontroluj tętno! Pamiętaj, aby podczas ćwiczeń nie przekraczało 65% maksymalnego tętna, co można wyliczyć ze wzoru: 220 minus wiek (to jest twoje maksymalne tętno) i z tego oblicz 65%. Czyli zakładając, że masz 40 lat, to ze 180 wyliczasz 65%. Drugi trening to 45 min treningu obwodowego (zerknij na opis w poprzednim numerze).

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>