Rozkosz i smak: jakie potrzeby zaspokajamy przez jedzenie?

fot.123rf

W historii jedzenia było kilka przełomów. Chociażby moment, kiedy zaczęto przyrządzać żywność na ogniu. Kiedy nauczono się siać zboża, uprawiać rolę, co pozwoliło na prowadzenie osiadłego trybu życia. Kiedy wraz z cywilizacją pojawiło się pojęcie kuchni. A potem różne zakazy i nakazy, związane z jedzeniem. Obok władców (którzy ogłaszali prawa dotyczące na przykład polowań), najwięcej do powiedzenia miały religie, chociażby przez wprowadzanie postów.

Uczestnicy wystawnych uczt w starożytnych Atenach czy Rzymie nie znali pojęcia grzechu, więc zasiadali ochoczo do stołów pełnych mięsiwa. Nie brakowało tam takich specjałów, jak pochwa i sutki maciory czy cielęce jądra (do dziś nazywane w Langwedocji „frywolnościami”).

Zmysłowość jedzenia

Jedzenie oddziałuje silnie nie tylko na zmysł smaku. To również aromaty, uciecha dla oczu (wystarczy przejrzeć Facebook, żeby przekonać się, z jakim upodobaniem ludzie fotografują potrawy!), pretekst do spotkań towarzyskich, randek. Wiele osób kojarzy pokarm z opieką, spokojem, miłością, poczuciem bezpieczeństwa, dostatku. Nic dziwnego, że traktują go jako ukojenie czy nagrodę. Jedzenie często idzie też w parze z seksem – działa jak afrodyzjak, może stanowić znakomity element gry wstępnej. Jeśli szukasz inspiracji, obejrzyj chociażby „Dziewięć i pół tygodnia”. Czego tam nie ma… Oliwki i jajka, papryczki i świderki, wisienki, truskawki i rozedrgana czerwona galaretka. Szampan, syrop, mleko i litry miodu… A słynna scena z kremówką w filmie „Dawno temu w Ameryce”? Trudno nie zrozumieć zmagań chłopca, w którym rodzi się już męskie pożądanie, ale wciąż obecne jest dziecięce łasuchostwo. I raczej nie dziwimy się, że wygrywa to drugie. „Uczta Babette”, „Wielkie żarcie”, „Czekolada”, „Julie i Julia”, „Życie od kuchni”, „Volver” czy chociażby „Pulp Fiction” z dialogami na temat frytek z majonezem i ćwierćfunciaka z serem – o filmach z wątkami gastronomiczno-kulinarnymi można by pisać rozprawy. Tak jak o dziełach sztuki. O powieściach, poematach, wierszach… W samym tylko ,,Panu Tadeuszu” wciąż trafiamy na różne smakowite kąski: jak nie bigos, to grzyby, jak nie nabiał, to wędliny, jak nie ogórki, to jedzony „milczkiem” chołodziec litewski. Ale można też napisać błyskotliwie (wierszem!) o cebuli. Zwłaszcza gdy ktoś nazywa się Szymborska.

Dziś nieczęsto zachwycamy się „cebulicznością” cebuli. Mamy ostrygi i homary, kawior i kalmary, trufle oraz przepiórcze jaja, mango, awokado, granaty i całą masę innych pyszności, delicji, smakołyków, specjałów i frykasów. Mamy mnóstwo przypraw, które podkreślają, wzbogacają, a czasem całkowicie zmieniają smak potraw. Mamy sklepy z orientalną żywnością i dostęp do książek kucharskich z całego świata. Mamy nowoczesny transport i systemy przechowywania, dzięki którym wszystko, co smakuje, jest na wyciągnięcie ręki przez okrągły rok. Mamy też globalizację, fast foody i problemy z otyłością. Jednocześnie wciąż kultywujemy tradycje kulinarne – narodowe, regionalne. Jest w czym wybierać.

Z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Teksańskim wynika, że jeśli czerpiemy przyjemność z jedzenia, podnosi to walory odżywcze pokarmu. Że łatwiej przyswajamy minerały i witaminy z żywności, która nam smakuje. Wniosek? Jeśli jesz zdrowo, ale bez przyjemności, może wcale nie jest to takie zdrowe, jak mogłoby się wydawać… Czyli znów okazuje się, że smak to podstawa!

Ciekawostki:

Makaron, konfitury i marchewki – czyli co jadali znani

Król Francji Franciszek I Walezjusz przepadał za konfiturą z pigwy. Pewnego dnia wpadł z niezapowiedzianą wizytą i wypełnionym słodkością słoikiem do swojej faworyty, pani d’Étampes. W chwili pożegnania wsunął słój pod łóżko, zwracając się do ukrytego tam konkurenta: „Masz, Brissac, każdemu przecież coś się należy!”.

Ludwik XV tak lubił jajka na miękko, że wraz z panią de Pompadour zainstalował nioski na poddaszach pałacu wersalskiego (najbardziej produktywne przemieszczały się wraz z dworem).

Jeśli wierzyć Matthew i Markowi Jacobom (autorom książki What the Great Ate: A Curious History of Food and Fame) ulubionym śniadaniem Gary’ego Coopera była pokaźna porcja kiszonej kapusty. Luciano Pavarotti uwielbiał, jak łatwo się domyślić, makaron. Bracia Jacobowie obliczyli, że w ciągu swojej kariery łącznie przytył i schudł 2268 kilogramów. Kurt Cobain też przepadał za makaronem (z serem wybranej marki), a Steve Jobs pałaszował takie ilości marchewki, że przez jakiś czas jego skóra miała kolor pomarańczowy. Mariah Carey dla odmiany woli fiolet – trzy razy w tygodniu je żywność tylko w tym kolorze.

Z kolei prezydent George Bush wydał zakaz spożywania w Białym Domu warzywa, które z jakichś powodów gryzło się z jego podniebieniem: „Jestem prezydentem Stanów Zjednoczonych i nigdy więcej nie zamierzam jeść brokułów” – miał oświadczyć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »